Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Nick Johnston

Nick Johnston

Jeśli myślisz, że instrumentalne utwory gitarowe to jedynie techniczne popisy, z pewnością nie miałeś okazji poznać melodyjnej wirtuozerii Nicka Johnstona. Kanadyjski muzyk opowiedział nam co nieco o bluesie, upadku Jeffa Becka i strachu przed sklepami muzycznymi…

Nick to muzyk od którego bez wątpienia możemy się wiele nauczyć. Jego debiut z 2011 roku, "Public Display Of Infection" rozpalił słuchaczy potężną dawką ciężkiego bluesa. Na drugiej płycie, "In A Locked Room On The Moon", artysta zahaczył o szersze spektrum gatunków a jego status wschodzącej gwiazdy dodatkowo podkręciła wówczas współpraca z Paulem Gilbertem i Guthrie Govanem. Na trzeciej płycie, wydanej w 2014 roku "Atomic Mind" pokazał takie umiejętności, że porównania do Vaia czy Satrianiego wcale nie byłyby przesadą.

Elita wirtuozów gitary jest dość wąska. Wygląda na to, że Nick Johnston, wyposażony w swój sygnowany model Schectera może sporo namieszać w tym gronie…

Lubisz odwiedzać sklepy muzyczne?


To zabawne ale kiedy w wieku 14 lat zaczynała się moja przygoda z gitarą, czułem przed sklepami nieuzasadniony lęk. Wchodzisz do miejsca gdzie wita cię wytatuowany koleś. Potem widzisz dziesiątki gitar, które chciałbyś przetestować, ale obawiasz się reakcji ludzi, którzy będą przecież słyszeć co grasz. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu, te lęki przetrwały do dzisiaj.


Sytuacja w której wszyscy kupowaliby instrumenty przez internet byłaby jednak dość smutna, nie sądzisz?


Tak, to prawda. Dopóki nie zagrasz na danej gitarze, nie ma szans, żebyś dowiedział się czegokolwiek sensownego na jej temat. Taka jest niestety prawda. I nie zmienią tego internetowe fora. Każdy powinien móc przetestować instrument przed zakupem.


Muzykę, którą grasz określiłeś mianem "atomic rock". Skąd ta nazwa?


To rock, tyle że nieco bardziej eklektyczny i "dopalony". Słowo "atomic" wydawało mi się idealnie oddawać to co gram. Od zawsze lubiłem komiksy i filmy klasy B z lat 50. Takie klimaty na pewno słychać na mojej drugiej płycie "In A Locked Room On The Moon". Sprawdźcie takie kawałki jak "The Evil Stepsister" czy "The Pickpocket’s Remorse".


Jakie rady dałbyś komuś kto chciałby tworzyć muzykę instrumentalną?


Takie samo pytanie padło dziś na warsztatach. Odpowiedziałem, że najważniejsze są melodie i aranżacje. Trzeba zadać sobie kilka ważnych pytań: Co chcesz powiedzieć przez swoją muzykę? Czy twoją melodię da się łatwo zanucić? Przez większość czasu komponuję z gitarą akustyczną w dłoni śpiewając na głos to co wymyślę. Cały mój materiał z łatwością mógłbym odtworzyć z wokalistą.


Wielu instrumentalistów zwyczajnie ponosi…


Szczerze mówiąc, to najłatwiejsze co możesz zrobić jeśli posiadasz umiejętności techniczne. Nie chcę nazywać tego bezpieczną ścieżką, ale to po prostu wygodne: trzy akordy, arpeggio a potem jeszcze tapping. Na taką muzykę jest spore zapotrzebowanie. Wiele zespołów doszło do takich umiejętności o których mogę tylko pomarzyć. Ale nie przejmuję się tym bo kocham swoje melodie.


Co w takim razie czyni dobrym gitarzystą?


To co intryguje mnie w gitarzystach, to sposób w jaki komunikują się ze swoim instrumentem. Głównie chodzi mi o vibrato i dźwięk, który wydobywają "z palców". Nie mam na myśli techniki ani tego co potrafią zrobić z gitarą. Najważniejsze są nuty, dźwięki, harmonie, melodie i dobrze napisane piosenki. To nie jest coś co opanujesz w 10 lub 20 lat. Te umiejętności rozwija się całe życie i wymaga to ogromnej cierpliwości. W czasach internetu to naprawdę trudne. Każdy myśli, że wszystko udaje się od razu…


Mimo wszystko, twoje utwory są bardzo techniczne…


Ta część moich kompozycji to po prostu dobra zabawa. Lubię dodawać techniczne smaczki, jednak nie muszę nic nikomu udowadniać. To po prostu sprawia mi przyjemność. Moje melodie są bardzo proste a całe kompozycje przypominają swoją strukturą piosenki pop. Dopiero kiedy przychodzi pora na solo, mogę się trochę pobawić.


Możesz pochwalić się jakąś szczególną techniką gry, która jest twoim znakiem rozpoznawczym?


Są takie partie gdzie gram legato, stosuję kostkowanie hybrydowe czy podciąganie strun. Później, kiedy oglądam swoje nagrania mówię: "Cholera, znowu to zrobiłem!". Lubię wyłapywać dźwięki, które nie trafiają dokładnie w określoną nutę, co dodaje odrobinę napięcia, a następnie podciągam je do góry. To chyba taki mój znak rozpoznawczy. Jeśli chodzi o legato, często omijam niektóre dźwięki ze skali, co nadaje liniom specyficzne brzmienie. Często mieszam ze sobą różne skale minorowe w jednej zagrywce. Lubię akordy nonowe, dominantowe, zwiększone - wokół nich można łączyć skale miksolidyjską, frygijską-dominantową, zwiększoną - to moja paleta dźwięków. Kombinuję też z pokrętłem głośności i przełączaniem przystawek. Mam czasami wrażenie, że niektóre części gitary mogłyby być odrębnymi instrumentami.


Jak ewoluowało twoje granie?


Zawsze staram się eliminować te elementy gry, które nie są mi już potrzebne. Kiedy byłem nastolatkiem i technika była dla mnie najważniejsza, przywiązywałem dużą wagę do "muzycznej matematyki". Kiedy zacząłem grać z innymi ludźmi, szybko zdałem sobie sprawę z tego, że liczenie wcale nie jest takie istotne. Kiedy słyszałem: "będziemy grali taki groove, w takiej tonacji", nie potrafiłem zagrać solówki. Okazało się, że najważniejszy jest feeling!


Zaczynałeś ze Stratocasterem. Co przekonało cię do Schectera?


Pewnego dnia, jeden z moich znajomych przedstawił mnie zastępcy dyrektora Schectera. Zapytał mnie wtedy, czy wśród ich gitar jest coś co by mnie interesowało. Spytałem o ich odpowiednik sprzętu, na którym wówczas grałem. W ten sposób, w moich rękach pojawił się model Traditional. Ten instrument przekonał mnie do siebie w godzinę. Urzekła mnie prostota wykonania i jego siła.


Jak zmienił się model Traditional względem twojej sygnowanej gitary, na której grasz obecnie?


Zmieniliśmy przystawki. Te jednocewkowe, które Traditional posiada oryginalnie były dla mnie nieco za płaskie w brzmieniu. Przez długi czas grałem na Duncan Antiquity Texas Hot. Mają zdecydowanie więcej środka. Niektórzy nie przepadają za przydźwiękiem z sieci, jaki mają single, jednak ja uwielbiam ich autentyczne brzmienie. Moja gitara ma 14-calowy, płaski promień podstrunnicy. Gryf jest nieco szerszy ponieważ potrzebuję więcej miejsca na podciągnięcia strun.


Dziś podczas warsztatów towarzyszył ci Friedman BE-100. Co ma w sobie ten wzmacniacz?


Chodzi o charakterystyczne, brązowe brzmienie wzmacniacza "Plexi": ciepłe, bogate i barwne. Co tu dużo mówić, ciężko ukręcić tu coś złego. To naprawdę świetny wzmacniacz. Niedługo MXR wypuszcza nowy reverb. Mam zamiar wpiąć go w pętlę ponieważ Friedman nie ma kanału z reverbem. To jedyny efekt jakiego potrzebuje ten wzmacniacz. Zazwyczaj wpinam się prosto do niego.


Nie używasz efektów w trakcie grania na żywo, prawda?


Wzmacniacz ma wszystko czego potrzebuję, łącznie ze świetnym i bogatym przesterem. Jeśli ten jest za bardzo rozkręcony, zmniejszam głośność, dzięki czemu uzyskuję czystszy dźwięk. Kiedy zaczynałem swoją muzyczną przygodę, nie chciało mi się nosić torby z efektami. Poza tym nie miałem pieniędzy na dodatkowy sprzęt. Myślę, że poniekąd stąd wynika moja niechęć do efektów. Druga sprawa, to wpływ moich gitarowych idoli. Eddie Van Halen, Jeff Beck czy Stevie Ray Vaughan, nie używali efektów prawie w ogóle. Ich zestawy, jeśli chodzi o sprzęt, były bardzo proste i to podobało mi się najbardziej. Tak powinien wyglądać rock’n’roll. Czasami wchodzę na scenę po zespołach, które korzystają z 4 pedalboardów i dodatkowych urządzeń w rackach. Ja po prostu wpinam się prosto we wzmacniacz. I czasami to mój zestaw daje większego kopa!


Jesteś fanem bluesowego grania?


Kocham bluesa! Wielu niebluesowych gitarzystów może myśleć, że to banalnie prosta muzyka. Dopiero kiedy zatopisz się w tym świecie, okazuje się jak bardzo jest on złożony. Pozory w postaci pentatoniki mogą mylić. Bluesmani całe życie spędzają na frazowaniu, mieszaniu skal i interwałów, zmniejszaniu i zwiększaniu napięcia. To nie zawsze musi być proste "I-IV-V". Weźmy np. muzykę jazz-bluesową. Jest tu mnóstwo substytutów, trytonów, skal alterowanych... Blues w pewien sposób mnie przeraża. Można tu zrobić tak wiele różnych rzeczy. Dobrego bluesmana poznasz po tym jak intensywnie gra. Kocham Michaela Landau, Jeffa Becka, Larry’ego Carltona i Steviego Ray Vaughana.


Pamiętasz co pomyślałeś kiedy po raz pierwszy usłyszałeś Steviego Ray Vaughana?


Tak. Żeby było zabawniej, było to wtedy kiedy dużo zastanawiałem się nad tym, dlaczego ludzie grają bluesa. Zrozumiałem to właśnie wtedy, kiedy go usłyszałem. Jest wielu świetnych bluesmanów ale technika Steviego i to w jaki sposób kontroluje dźwięki są na zupełnie innym poziomie. Ta intensywność, solówki i ożywianie dźwięków. To, że używa tak grubych strun. W jego grze słychać agresję. Jednymi z pierwszych numerów jakie usłyszałem były "Tightrope" oraz "Scuttle Buttin’". Nieco później poznałem muzykę Scotta Hendersona i zdałem sobie sprawę z tego, że chyba nic jeszcze nie wiem na temat muzyki. Moim ulubionym gitarzystą na zawsze pozostanie jednak Jeff Beck.


…który potrafi być czasami nieobliczalny…


Po tym poznasz geniusza: albo wybucha albo jest kompletnie wyciszony. Kiedy widziałem go na trasie promującej "Emotion & Commotion" grał z orkiestrą. To dopiero było coś. Od strony muzycznej wszystko się tam zgadzało. A do tego były też zabawne momenty. Jeff najpierw się potknął, potem zupełnie przewrócił, ale mimo upadku, wciąż grał solówkę!


Jakie są kluczowe techniki jeśli chce się grać dobrego bluesa?


Wydaje mi się, że wibrato. To jedna z trudniejszych technik, nad którymi długo pracowałem. Zawsze starałem się kopiować moich idoli takich jak Jeff Beck albo Eddie Van Halen. Tak, tak. Ten ostatni też ma w sobie coś z bluesmana. Tyle, że mniej ortodoksyjnego. Nawet Dimebag Darell był bardzo bluesowym gitarzystą. Jego gra sprawiała, że od razu chciało się wybijać rytm stopą. Słuchałem tych wszystkich gitarzystów i próbowałem ich naśladować. W końcu i w tej kwestii doszedłem do własnego stylu. Ważne jest aby dobrze opanować podstawy takie jak "Johnhy B Goode" czy riffy Claptona. Można je traktować jako swojego rodzaju "kotwice" i na ich podstawie budować swój sposób grania.


W twoich kawałkach też można odnaleźć wpływy bluesa?


Oczywiście. Można to usłyszeć zarówno w moich solówkach, improwizacjach oraz całych kompozycjach. Wychowałem się na rock’n’rollu i nasiąknąłem tym wszystkim za młodu. Jeśli słuchasz danej muzyki to w pewien sposób wpłynie na to co tworzysz.


Nie przeszkadzało ci to jednak w nagraniu takiego kawałka jak "Sandmonster"…


Muzyka świata towarzyszyła mi wielokrotnie. Przez wiele lat grałem w akustycznym trio. Lubię harmonie w których łączy się blues, latino czy muzyka brazylijska. Cała moja płyta była inspirowana muzyką świata. W kawałku "Pickpocket’s Remorse" chciałem uchwycić klimat Francji. Z kolei "Evil Stepsister" zainspirowało tango. "Sandmonster" to przykład kawałka, który odnosi się do muzyki latynoamerykańskiej.


Na tej płycie współpracowałeś również z Paulem Gilbertem i Guthrie Govanem…


Napisałem utwór pt. "Trick Question". Był bardzo prosty: pentatonika E minor oraz akord E. Kawałek w stylu Beatlesów. Fakt, że Paul chciał dograć do niego swoją partię wynikał właśnie z prostoty tej melodii, która tak bardzo mi się spodobała. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że technika wcale nie jest najważniejsza. Tak samo, nie możesz zaimponować komuś takiemu jak Guthrie. Ten gość potrafi zagrać wszystko. Jednak kiedy wysłałem mu swój kawałek powiedział, że podobają mu się melodie. W ten sposób spełniłem swoje marzenia. Zarówno Guthrie jak i Gilbert to artyści, których słuchałem odkąd skończyłem 13 lat.


Jak w paru krótkich zdaniach opisałbyś swoją nową płytę, która ukazała się we wrześniu?


Tym razem nie ma żadnych gościnnych solówek. Chciałem od tego odejść. To chyba pierwsza moja płyta gdzie każda piosenka ma jeden określony styl. Całość nawiązuje do muzyki progresywnej z lat 70. Piosenki są dłuższe, materiał bardziej epicki i filmowy.

GALERIA
Ave Venom Inc.

Venom w nazwie, ale nie zawsze w muzyce. Czy to coś złego? A jakże!

Gramy dalej

8 /10
To The Bone Steven Wilson

Oho, Steven Wilson tym razem chce być Peterem Gabrielem. Tak można sobie pomyśleć słuchając "To The Bone". Czasami włącza mu się Talk Talk,...Gramy dalej

7 /10
Kadavar ocena 8
Rough Times
Gatunek: Rock
Cold Like War
Gatunek: Metalcore
Kasabian ocena 8
For Crying Out Loud
Gatunek: Indie rock
Zobacz wszystkie