Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paweł "Drak" Grzegorczyk (Hunter)

Paweł "Drak" Grzegorczyk (Hunter)

Kiedy w 1985 r. nasz Gość wraz z kolegą, perkusistą Grzegorzem Sławińskim zakładał zespół Hunter, chyba nikt poza nim samym nie wierzył, że grając heavy metal można w tym - bądź co bądź dziwacznym - kraju osiągnąć sukces

Po 17 długich latach tworzenia, nagrywania i koncertowania doczekał przełomowego 2002 roku, kiedy teledysk do skomponowanego przez Niego utworu "Kiedy umieram" wdarł się przebojem na polskie rockowe listy przebojów wynosząc zespół na sam szczyt listy najpopularniejszych kapel polskiego metalu. I od tego czasu już nic nie miało być takie, jak przedtem... Dziś spotykamy się przy okazji promocji nowego, jeszcze ciepłego, czwartego w dorobku zespołu Hunter studyjnego albumu - "HellWood", który sprawił, że już w drugim tygodniu sprzedaży nasz Gość (razem ze "współtowarzyszami broni") zawędrował na wysokie, dziewiąte miejsce prestiżowej listy OLIS. Gitarzysta, skrzypek, kompozytor, tekściarz, wokalista, a ostatnimi czasy także polityk (chociaż sam woli mówić o sobie per "skromny samorządowiec")! Przystojny niczym Wojciech Olejniczak na okładce ostatniego wydania tygodnika Wprost, skuteczny w walce o pozycję ciężkiego rocka na polskim firmamencie muzycznym niczym Polityka Miłości w ostatnich wyborach parlamentarnych, wytrwały w dążeniu do celu niczym Robert Kubica w oczekiwaniu na pierwsze punkty w klasyfikacji najlepszych kierowców Formuły I… Przed Wami lider zespołu Hunter, ostatni prawdziwy, zdeklarowany "mazurski metalowy hippis" - Paweł "Drak" Grzegorczyk!

Witaj Pawle. Spotykamy się dziś przy okazji promocji najnowszej płyty Huntera - "HellWood". Gratuluję świetnego album i kolejnego udanego debiutu na listach sprzedaży. Wygląda na to, że PRAWDZIWI fani zespołu nigdy nie śpią. Nie uważasz, że można ich nazwać prawdziwym, szóstym członkiem zespołu?


Nieee, no z tym porównaniem i politykiem to przegiąłeś! (śmiech) Ani aż tak przystojny ani polityk. Chcesz mnie sprowokować, wiem, ale się nie dam i powiem Ci tylko, że samorządową pracę społecznika można spokojnie oddzielić od jednak dość obsranej polityki i jestem tego, mam nadzieję, kolejnym przykładem. A co do fanów, to oczywiście, Hunter może się poszczycić najwierniejszymi. Sam się do nich również zaliczam. Naprawdę kocham ten zespól i zrobię dla niego wiele. Fajnie, że jest nas paru (śmiech)


"HellWood" - dziesięć mocnych, konkretnych utworów + Intro, a wszystko spięte jedną, wspólną klamrą - tematyką najmocniejszych hollywoodzkich filmów grozy. Skąd pomysł na taką tematykę?


A wyobraź sobie, że jesteśmy wielbicielami filmów, i nie tylko grozy, choć do nich na przykład ja mam osobiście wyjątkową słabość (śmiech) Nastroje wokół nas, które panowały podczas powstawania "T.E.L.I..." były bardzo niepokojące, mnóstwo oszołomów u koryta na Wiejskiej, trzeba było się wypowiedzieć. Na barykady niechętnie. Wiesz. Jesteśmy jednak pacyfistami, choć krzyżackim. Ale ktoś, kto się urodził na Mazurach, ma we krwi ognisko, śpiew, balangę a nie charakter szturmowca z pistolecikiem. Nawet takim małym jak ma Jarosław. Roman, Andrzej to postaci tak groteskowe, że nie sposób przejść wobec nich obojętnie. Stąd i przesłanie i klimat tamtej płyty. Teraz na szczęście odeszli, przynajmniej chwilowo, trochę się uspokoiło, więc  pojawiła się chęć kolejnego lotu, jak na "MedeiS". Wzniesienia się ponad ziemię, nawet jeśli to iluzja. A znajdź mi więcej iluzji i magii niż w filmie. Jeśli już mam być oszukiwany to wybieram kino.


Czy znasz płytę "Horror Show" zespołu Iced Earth? Wszystkie teksty na tej płycie również poświęcone zostały bohaterom rodem z hollywoodzkich horrorów - Upiorowi z Opery, Kubie Rozpruwaczowi, Damienowi z serii Omen, czy Draculi. Być może to tylko moje skojarzenie, ale nawet muzycznie słyszę pewne podobieństwa do wspomnianego zespołu. Przykładowo w "Armii Boga" jest taki fragment, zaczyna się w momencie, kiedy śpiewasz "Wielki cud… Boski Gaj" - budujecie niemiłosiernie intensywny klimat, Darek tłucze z prędkością światła - słychać coś na kształt "the Reckoning" Iced Earth. Czy moje skojarzenia idą w dobrym kierunku?


Niestety, rozczaruję Cię. Nie znam twórczości tego zespołu. Słyszałem, że jest fajny, ale nie zetknąłem się jeszcze bezpośrednio. Ale w kwestii intensywności klimatu, to rzeczywiście bardzo się staraliśmy takowy zbudować. Jeśli to zauważyłeś to oznacza, że dopięliśmy swego (śmiech)


Płyta jest bardzo zróżnicowana muzycznie. Nad wszystkim unosi się wyraźnie wyczuwalny duch dobrego, soczystego thrashu (a więc jednak ukłon w stronę fanatyków "Requiem"), ale słychać także reggae (w zasadzie to takie jedyne w swoim rodzaju necro-reggae), szczyptę heavy metalu i hard core’a, speed metal a nawet odrobinka new-metalu w "TshaZshyC". Wydaje się, że to właściwa droga rozwoju - coraz trudniej będzie przypiąć wam jakąś łatkę, a z tego chyba muzycy zwykle cieszą się najbardziej. Czy jednak nie jest tak, że ta różnorodność wynika z jakichś wewnętrznych konfliktów w zespole? Czy nie jest tak, że w Hunterze każdy z was ciągnie zespół w innym kierunku?


Jesteśmy ludźmi bez poczucia kierunku. To prawda. Z tym nie możemy walczyć. I nawet się już nie staramy. Ale nie wynika to z chęci przeciągania na swoją stronę, tylko rozchwiania emocjonalnego poszczególnych postaci. Na szczęście w naszym wypadku tak zróżnicowane podejście daje dość ciekawe efekty i nie potrafię sobie nas wyobrazić grających coś, czego nie czujemy. Musimy czuć! Inaczej się nie da. Wychodzi lipa. A żeby tak się stało to trzeba doprowadzić piosenki do takiego stanu, żeby wszyscy się w nich odnaleźli. Czasem są kompromisy, ale łagodne, czyli jeśli ma być reggae to musi to być necroreggae (śmiech) Po naszemu. I tak to się toczy od lat. Brak łatki to komplement dla zespołu, to coś, co jest warte wszystkiego. Własny styl. U nas się nie ciągnie w swoja stronę aż tak, żeby doprowadzić do całkowitej zmiany stylu. U nas się dokłada to, co najlepsze każdy potrafi stworzyć. Jeśli ktoś przyniesie piosenkę, to mu się jej nie zmienia w coś zupełnie innego tylko dokłada coś od siebie, żeby się w tym odnaleźć i żeby ta piosenka była jeszcze bardziej interesująca i oryginalna. Przeciwieństwa inspirują, dają kopa do działania, coś się dzieje, nie ma nudy.


Jesteś autorem lub współautorem dziewięciu z dziesięciu utworów zamieszczonych na płycie. Pit i Jelonek pojawiają się tylko raz, Saimon dwa razy. Dyktatura? :)


Po prostu się opierdalali bardziej ode mnie:) Nie ma limitów ilościowych. Jeśli ktoś przynosi piosenkę, to próbujemy się z nią mierzyć, nawet jeśli na początku komuś nie do końca odpowiada. Jeśli chodzi o mnie to robię swoje i już, tak było zawsze, od pierwszej naszej płyty. Z czasem reszta zaczęła się bardziej angażować i tyle. I dobrze. Tym razem pracowałem nad 16 piosenkami, weszła połowa, zabrakło mi do reszty kompletnych tekstów. Saimon, Picik i Jelonek przynieśli swoje pomysły, część z nich weszła na płytę, część czeka na swoją kolej i dzięki temu właściwie mamy już materiał na płytę kolejną. To jeszcze lepiej (śmiech)


Kompozytorski debiut Saimona - i to w aż dwóch utworach! "Revelations", na której zagrał Konrad to chyba najlepsza płyta Vadera, dlatego już czas najwyższy, aby przemycił coś ze swej chlubnej przeszłości do muzyki Huntera. I rzeczywiście czuć momentami tę rogatą duszę, szczególnie w "Duchu Epoki". Oba utwory skomponowaliście wspólnie - Jesteś zadowolony z tej współpracy? Jak postrzegasz Saimona jako kompozytora?


To jeden z moich ulubionych utworów. Jest w nim dzikość, taki punkowo-metalowy pazur. Konrad pokazał mi swoją wizję tej piosenki. Budowa i riffy to jego dzieło. Po prostu kompletna forma instrumentalna. Trzeba było wymyślić wokal, czyli zrobić z tego piosenkę (śmiech) Nie jest prosto układać melodie do gotowych instrumentalnych fragmentów. Ale, że bardzo mi się spodobały te riffy, poruszyły, więc poszło bardzo szybko. Obaj lubimy klimaty punkowe, więc tak właśnie do tego podszedłem w refrenach. Zwrotki są bardziej transowe, ale dzięki temu jest fajny kontrast, do tego wyliczanka inspirowana rytmem kolędy, jak z angielskich horrorów klasy "B" (śmiech) Tekstowo dałem upust swoim fascynacjom takimi dokumentami filmowymi jak "Zeitgeist" czy "Esoteric Agenda". To bardzo mocne rzeczy i myślę, że świetnie zgrały się z muzyką. Jest moc. I o to chodzi. W kolejnym utworze wymyślił fajny riff, który wkomponowałem w całość przygotowanej wcześniej w domu formy. I nadeszła ciemność (śmiech) On czuje bardzo mocno w tej chwili to co ja robię, jak widzę ten zespół, to bardzo dobrze wróży na przyszłość. Wzajemne zrozumienie to podstawa. Saimon najszybciej przyswaja moje pomysły. Tak było np. w przypadku "Strasznika" i "$mierci$miecha", które początkowo mocno skrytykowali Pit i Brooz. Okazało się, że na koncertach jest czad i w finale są to jedne z mocniejszych punktów płyty. Picik również przyniósł swoje instrumentalne formy. Na "MedeiS" angażował się bardziej aranżacyjnie, na "T.E.L.I..." pojawił się już z instrumentalnymi formami np. "Płytkiego dołku" czy "Niepokoju" i teraz przyniósł również dwie formy instrumentalne. On trochę w swoich piosenkach dryfuje w stronę new metalową ale reszta dokładając swoje, mocno to scala w kontekście muzyki zespołu. Tym razem do jednej z jego piosenek czyli "TshaZshyC" zrobiłem wokal i tekst, drugi czeka na natchnienie. Jelonek przyniósł swoje propozycje w całości, podobnie jak ja - zaaranżowane i z tekstem.


Czym różni się współpraca z Waszym "nowym nabytkiem" Darkiem Brzozowskim od twoich wcześniejszych doświadczeń z twoim wieloletnim przyjacielem i kompanem, Grześkiem Sławińskim?


Ciężko tu mówić o nich jako ludziach. Jak zauważyłeś Grzesiek, to wieloletni przyjaciel i hunterowiec, Darka jeszcze poznajemy więc raczej trzeba by się skupić na ich grze. To dwaj niesamowici, choć nieco inaczej grający perkusiści. Ciężko tu jednak również porównywać. Dwie odmienne szkoły gry, odmienne style. Grzesiek bardziej gra "w tył", dzięki temu jest to bardziej osadzone, ciężkie. Daray, z racji tego, co do tej pory robił, gra bardzo do przodu, bardzo precyzyjnie, agresywnie. Każdy z tych stylów ma swoje zalety i z każdym z nich świetnie się gra.


Brzmienie "Hellwood" to nowa jakość w historii zespołu - jest po prostu niesamowite i lokuje się gdzieś niedaleko dokonań światowych wirtuozów konsolety (Andy Sneep?). Całość prac jak zwykle nadzorował Andrzej Karp, więc teoretycznie wszystko powinno zostać po staremu. Skąd więc taka kolosalna różnica?


Tym razem nie do końca było jak zwykle. Bardzo mocno zaangażowałem się w produkcję tej płyty. Zaryzykowałem przekonanie wszystkich do kilku jak się okazało rewolucyjnych posunięć i zmian. Dzięki temu Andrzej mógł skupić się nad pracą producenta muzycznego a nie jak zazwyczaj realizatora, miksującego, czy masteringowca. Częściowo dlatego, że nie byłby w stanie czasowo być przy wszystkim, gdyż jest  po prostu rozrywanym producentem. Podczas kilku etapów jak nagrania bębnów i gitar, większości basów i całości miksów więc po prostu nie uczestniczył. Ale to dobrze, bo skupił się na roli głównego producenta muzycznego, a taki nie musi siedzieć przy każdym wbijanym dźwięku. Tym razem podzieliliśmy całość na cztery części. Bębny i gitary w Olsztynie, w Studio X, basy Saimona, część solówek, piano, niektóre przeszkadzajki i instrumenty etniczne nagrałem sam w swoim domowym studio, a wokale, basy Andrzeja, skrzypce i etnika - w naszym dotychczasowym studio Sonus, już we współpracy z Andrzejem. Miks całości, łącznie z masteringiem zrobił Jacek Miłaszewski we Wrocławiu. Także zmiany dość rewolucyjne biorąc pod uwagę, że dotychczas wszystko odbywało się w Sonusie. Sądząc z opinii i recenzji miało to duży sens. Tak to robią najwięksi na świecie, a oni wiedzą, co robią i raczej nie pozwalają sobie na ryzyko. To oczywiście jest bardziej kosztowne, ale dla takiego efektu po prostu warto. Oczywiście Aka wniósł swój magiczny udział jak zwykle. Jest najbardziej nieprzewidywalnym i intrygującym producentem, jakiego znam. Nie boi się eksperymentów, zna nas jak zły szeląg, grał z nami koncerty, nikt spoza zespołu tak nie rozumie naszej muzyki jak on. Wiele się od niego nauczyłem i również starałem się to doświadczenie i umiejętności wykorzystać w tej produkcji. Myślę, że efekt jest dlatego tak mocny, ponieważ udało się wciągnąć w to tak wielu szaleńców:)


Jak wspominasz epizod pod tytułem "uczmy się rumuńskiego"?


Cóż, to było jak przygotowywanie się do roli w filmie. Niezwykłe uczucie. Krótko mówiąc byłem zachwycony takim stylem pracy. Wszystkie zaśpiewki i wstawki rumuńskie konsultowałem w zakresie wymowy i pisowni z pewną szczytnianką, Ireną Tanasescu, która od 20 lat mieszka w Bukareszcie. Dzięki Skype'owi nie ma w tej chwili barier odległości. Sieć internetowa to zbawienie w tym względzie. Trylogia "Arged"-"Cztery wieki później"-"Zbawienie" to było prawdziwe wyzwanie, ale jednocześnie niezła jazda. Wyobraź sobie, że niektórzy, a zwłaszcza ci, którzy ściągnęli płytę i nie mają wglądu w okładkę i teksty, myślą, że to polskie wokale, tyle, że puszczone od tyłu :) Co zresztą na poprzednich płytach stosowaliśmy nagminnie. W tych piosenkach jednak tego nie robiliśmy. Wszystkie wstawki rumuńskie są zaśpiewane normalnie, zgodnie z instrukcjami. Ten język po prostu tak brzmi (śmiech)


W jednym z wywiadów z okresu pracy w studio nad "HellWood" wspominałeś, że na albumie pojawi się około 12-13 kawałków - tymczasem mamy "tylko" 10. Co z resztą pomysłów? Jest szansa, że ujrzą jeszcze światło dzienne?


Tak jak wspomniałem, kilka piosenek nie weszło na track listę, ale albo pojawią się na reedycji, za jakiś czas, albo po prostu znajdą się na nowej płycie, czyli mam nadzieję - niedługo. Nie było ciśnienia żeby wszystkie musiały wejść, ponieważ i tak te dziesięć piosenek trwa godzinę, a to długa płyta. Poza tym ta produkcja była tak wyczerpująca, że nie wyrobiłem się z wokalami na tyle, żeby było ok. Myślę, że te, które zostały zyskają  z czasem i będą brzmieć jeszcze lepiej.


We wspomnianym wywiadzie z okresu pracy w studio padło stwierdzenie, że "czujesz się teraz bardziej wokalistą niż gitarzystą". Jednakże doskonała większość całkiem niezłych riffów z "HellWood" wyszła spod twojej ręki. Solówkami też podzieliliście się z Pitem bardzo demokratycznie. W związku z tym mam pytanie, jak to jest z tą twoją gitarą? Zdarza Ci się jeszcze ćwiczyć w domu?


Przed "HellWood" się zdarzyło (śmiech) Może dlatego to słychać. Nadal nie możemy doprowadzić do tego, żeby utrzymywać się przez cały czas, bez stresu, tylko z grania. To wymusza poświęcanie czasu na rzeczy z nim niezwiązane. To dość przygnębiające, ale tak jest. Czasy "Requiem" to czasy studenckie, człowiek miał w dupie wszystko, liczyło się tylko granie, ćwiczyło się po 8h dziennie. Piękne czasy i to słychać w kontekście fragmentów wymagających ekwilibrystyki dźwiękowej (śmiech). Ale okazało się, że jak się poćwiczy, pogra, to reminiscencje lat wcześniejszych wracają. Wiesz, to jak z pływaniem i jazdą na rowerze. Raz się nauczysz i już nie zatoniesz, kwestia tylko jak długo utrzymasz się na powierzchni i w jakim stylu płyniesz (śmiech) Miło było się przekonać, że potrafię jeszcze zagrać niektóre rzeczy podobne do tych w przeszłości.


Przez lata "muzycznej krucjaty" twój gitarowy arsenał wzbogacił się o wiele wspaniałych modeli - Jackson Randy Rhoads, Gibson Explorer, Bc Rich Warlock, ostanio Ibanez IceMan. Jesteś również - razem z kolegami z Huntera - endorserem marki Dean. Które z wioseł, na których dotychczas grałeś najbardziej przypadło Ci do gustu? I skąd pomysł na IceMana?


Stałem się fanem Gibsona Les Paula. Gitary, której szczerze nie znosiłem przez lata, i nadal nie podoba mi się jej wygląd. Uważam, że niektórym jak Pit, Slash, Gary Moore ona pasi i nie wyobrażam sobie ich bez niej. Niestety uważam także, że sam się do nich nie zaliczam. Ale brzmienie ma po prostu miażdżące. I mam tu na myśli zwłaszcza LP Standard. Mam również Customa, który też jest świetny, choć nieco jaśniejszy. Tu już są kwestię niuansów i osobistych preferencji. W imię tego brzmienia najczęściej gram właśnie na Les Paulach. "Deany" to także świetne instrumenty i dużo bardziej pasuje mi ich wygląd. Są też bardziej osiągalne dla zwykłego śmiertelnika. Pit ma model Michael Schenker Custom a ja "Z". Bardzo fajne wiosła. I brzmieniowo i wizualnie. Mam również PRS, ale trzymam go w domu i nie używam poza studiem. To rocznik, w którym "customy" były jeszcze wykonywane przez nich ręcznie. Rarytas. Na koncertach bym go zniszczył, a to "Rolls Rolce". Nie mam inklinacji do niszczenia dzieł sztuki. IceMan to również gitara z duszą. Ma niezwykły kształt i brzmienie, mimo że jest dość lekka w porównaniu z LP. Mam dwa egzemplarze z limitowanej serii 511 sztuk, wyprodukowanych w latach 90-tych na cały  świat. To cholernie miłe uczucie mieć tego świadomość. Chyba staję się kolekcjonerem :) Mamy również z Picikiem dwa Samicki akustyczne. Bardzo dobre, elegancko i estetycznie wykonane gitary za super rozsądną cenę.


A gdzie podział się Jackson Randy Rhoads?


Do Randy Rhoadsów mam wielki sentyment, właściwie zaczynałem od nich. Jednak brzmieniowo bardziej mi pasują Gibsony, LP i Explorery, których miałem do tej pory po dwie sztuki. Poza tym nadszedł czas na zmiany i takie nastąpiły. Szkoda, że nie stać mnie na zatrzymanie tych wszystkich instrumentów, nawet jeśli gram już na innych. Zawsze sprzedawałem je z ciężkim sercem i najczęściej ludziom, których znam i szanuje i wiem, że będą o nie dbali.


Czy jesteś zwolennikiem efektów modulujących brzmienie gitary, czy raczej wyznawcą standardowej, ortodoksyjnej maksymy "Dobre Wiosło + Jeszcze lepszy Piec i niczego więcej mi nie trzeba"?


Coś w tym jest. Prostota prawdziwej mocy. Ale nie zawsze się tak da. Zwłaszcza jak człowiek eksperymentuje. Modulatory są fajne. Delay. Natomiast jest na to sposób. Ostatnio wspólnie z Markiem L buduję system w oparciu o konstruowane przez niego urządzenia, w których będzie możliwość gry w konfiguracji: gitara-piec oraz gitara - efekty- piec. Przełącznik true bypassowy i lecimy! To jest właśnie wyjście, a właściwie kompromis (śmiech)


Czy przeszedł Ci kiedykolwiek przez myśl pomysł pt. "solowa płyta"?


Tak, ale tylko akustyczna. Bawiłem się kiedyś w poezję śpiewaną i chętnie bym do tego kiedyś wrócił.


Gitarowa płyta, która ostatnio zrobiła na tobie największe wrażenie?


Niestety, ostatnio nie mam takiej. Ale jakiś czas temu olbrzymie wrażenie zrobiła na mnie płyta solowa wraz z zaproszonymi gośćmi założyciela Black Sabbath, czyli - Iommi. Jak ten facet gra riffy...


Mały powrót do przeszłości: Nie żałujesz, że nigdy nie stanąłeś przed szansą nagrania czegokolwiek pod szyldem Acid Drinkers?


Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. To był bardzo fajny okres, gdy graliśmy wspólnie koncerty. Bardzo pouczający. Hunter, mimo, że istniał blisko dwukrotnie dłużej niż Acid, był w porównaniu do nich kapelą nieznaną i mało doświadczoną.. Dużo wyciągnąłem z tego wniosków, ale o nagraniu płyty nie było wtedy mowy, to było po prostu zastępstwo. Później, po rekonwalescencji wrócił Litza i wszystko do normy. Mnie pochłonęła właśnie wydana "Requiem" i nie miałem już czasu na nic. To było dla mnie najważniejsze. Nic się poza tym nie liczyło. Zawsze będę ten okres traktował jako pomoc i kilka cennych spostrzeżeń na temat życia w szaleństwie metalu, a biorąc to pod uwagę lepiej trafić nie mogłem (śmiech) Poza tym obawiam się, że nie byłbym w stanie aż tak się zaangażować w to jak w Huntera, mimo całego szacunku, podziwu i sympatii do tych świrów (śmiech) A to już nie byłoby to.


Przygotowując się do Naszej rozmowy zupełnie przypadkowo natrafiłem na stronę kapeli Skawalker (która po przyjęciu Agnieszki Chylińskiej na posadę "frontmana" przekształciła się w legendarne O.n.a), gdzie widnieje informacja, że swego czasu byłeś przymierzany do roli wokalisty zespołu. Czy to prawda?


Podobnie jak Lipa (śmiech) Tak się jednak jak widzisz nie stało.


Wkrótce kolejna edycja Hunter Festu. W rolach głównych Motorhead i Machine Head. Jak wy to robicie? Rozumiem, że Rob Flyn i spółka dali się namówić - w wywiadach często podkreślają, że lubią grać w Polsce. Ale jak udało wam się przekonać Lemmy’ ego?


Myślę, że Lemmy niekoniecznie wnika w takie rzeczy. Rob Flynn może bardziej, ale również niekoniecznie. To jest załatwiane na poziomie menagementów, agencji i agentów i tak to się dzieje na tym świecie. Nie mam co do tego złudzeń. Co nie zmienia faktu, że niezmiernie się cieszę z udziału obu tych panów i ich formacji na Hunter Feście. Zwłaszcza chciałbym bardzo zobaczyc na żywo i może zamienic parę słów z  Mikkey'em Dee, czyli pałkerem Motorhead, którego jestem fanem od czasów "Them" Kinga Diamonda, na którym zagrał jak sam diabeł. Jak to się robi? Ano myślę, że poszła jednak po 5 edycjach opinia w świat od kapel, które grały dotychczas i już problemem nie jest kto i czy będzie chciał zagrać tylko czy  organizatora, czyli A&M Agency będzie na taka kapelę stać.


Kogo najbardziej chciałbyś gościć na Hunter Feście?


Metallica, Ozzy, King Diamond, Accept, Pretty Maids, Def Leppard, Iron, Scorpions, Iommi, Stone Sour,  Slipknot, Disturbed, Lao Che. Znalazło by się jeszcze kilku świrów (śmiech)


Na zakończenie chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię związaną z "HellWood" - w książeczce dodanej do płyty, w tekście utworu "TshaZshyC" widnieje enigmatyczny zwrot "Gitarra". Tymczasem w utworze, w tle słychać coś zupełnie innego…


Nie słuchałeś uważnie. W jednym kanale jest - gitarra, ale w drugim - milcz kurwo! Cóż.. przepraszam...  Takie to życie z nami. Same kłopoty (śmiech)


Dziękuję Ci za Wywiad i proszę o kilka słów skierowanych do czytelników magazynu Gitarzysta.


Chciałbym zwrócić uwagę, że ostatnio dobrzy gitarzyści dzielą się na artystów i onanistów. Ewentualnie hybrydy, które czasem, mimo wszystko, bywają ciekawe (śmiech) Osobiście sympatyzuję z grupą, dla której najważniejsza jest muzyka i emocje a nie bezmyślne błądzenie w świecie gam i pasaży i w efekcie wysterylizowana matematyczna wirtuozeria, która na dłuższą metę jest po prostu nudna. Nie mówię, żeby nie ćwiczyć, ale żeby to robić z sensem i wyczuciem. To jeden ze środków a nie cel, którym powinno być Wasze muzyczne piękno i artyzm. Udowodnili to już zresztą najwięksi, z Heńkiem na czele, który może i grał trzema palcami, ale za to jak. I może to nie jest pedagogiczne i zgodne z kanonami wszelkimi, ale właśnie to chciałbym Wam przekazać. TshaZshyC!


Michał Czarnocki

Zdjęcia z planu teledysku: Maciej Boryna
Pozostałe fotografie: Delfina Golaszewska oraz archiwum zespołu

GALERIA
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie