Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Krzysztof Marciniak (Half Light)

Krzysztof Marciniak (Half Light)

Płyta "Elektrowstrząsy" toruńskiego zespołu Half Light to mariaż brzmień elektronicznych oraz gitarowych z refleksyjnymi i - co ważne - polskimi tekstami. Na przekór wyrokom redaktorów, którzy twierdzą, że "tak się nie gra", zespół ma się dobrze, o czym świadczy pięć płyt w dyskografii…

Half Light istnieje od siedmiu lat i ma na koncie pięć płyt. Jak rozpoczęła się wasza współpraca?


Zespół powstał w 2009 r. z inicjatywy Krzyśka Janiszewskiego, który w tamtym czasie był fanem Depeche Mode. Zaproponował Piotrowi Skrzypczykowi - koledze jeszcze z czasów szkoły podstawowej - nagranie dwóch numerów w klimacie muzyki elektronicznej. Piotr jest klawiszowcem, po uszy siedział w tym gatunku - miał ku temu możliwości i zasoby sprzętowe. Tak powstały dwa utwory i koledzy stwierdzili, że zamiast robić chwilowy projekt, lepiej byłoby stworzyć zespół. Żeby go urozmaicić brakowało gitary, więc zwrócili się do mnie. Nie grałem nigdy wcześniej w takim składzie, ale ponieważ lubię wyzwania, zgodziłem się. Od pomysłu na pierwsze nagranie do sformowania grupy minęły zaledwie 2-3 tygodnie. W trójkę wymyśliliśmy nazwę i całość koncepcji.


W waszym repertuarze słychać wpływy Depeche Mode, Republiki, głębiej pojawia się Tangerine Dream, Ultravox, Alphaville, echa Kraftwerku. Z drugiej strony brzmienie Twojej gitary zdaje się zaznaczać wpływy rocka progresywnego. Jak rozwijała się Twoja pasja?


Muzyka rockowa inspirowała mnie jeszcze zanim wpadłem na pomysł, żeby uczyć się grać. Kiedyś słuchałem dużo Guns n’ Roses, a w nim przede wszystkim Slasha. Później starszy brat zaraził mnie muzyką progresywną typu Jethro Tull, King Crimson, Rush, Marillion. Pod wpływem nauczycieli zainteresowałem się jazzem i takimi gitarzystami jak John Scofield czy Pat Metheny. Był okres gdy fascynowałem się techniką i ćwiczeniami, poświęcając na naukę gry codziennie każdą wolną chwilę. Zauważyłem, że mając pewne podstawy, duże znaczenie ma to, czego się słucha. Czasem gdy się człowiek nie spodziewa wychodzą ciekawe rzeczy - nie ucząc się na pamięć solówek gdzieś pojawia się zagrywka podobna do tego, co grał ulubiony gitarzysta. Największy wpływ na mnie wywarli Robert Fripp i David Gilmour - w tym roku miałem okazję obu posłuchać na żywo, to dwa najbardziej niesamowite koncerty na jakich byłem.


Płyta "Elektrowstrząsy" jest spójna i tworzy klimat półmroku korespondujący z nazwą zespołu. To również pewien zwrot w stosunku do poprzednich albumów. Jak pracujecie nad utworami?


Mamy komfort twórczy i techniczny, ponieważ ja i Piotr nagrywamy w domu. Ścieżki gitarowe rejestruję u siebie na FL Studio, po czym wysyłam do Piotra, a on zajmuje się całą produkcją. Tylko wokale nagrywamy w studio. Dotychczas, na poprzednich płytach, nie miałem dużego wpływu na proces twórczy w sensie kompozycji. To zmieniło się przy ostatniej płycie. Chcieliśmy, zachowując klimat zespołu, nieco się rozwinąć i postanowiliśmy spojrzeć na kompozycje od strony gitarzysty. Płyta powstała na przełomie 2015 i 2016 roku - wtedy stworzyliśmy wszystkie kompozycje, każdy z nas po kilka. Do nagrywania używam procesora Line6 POD HD500, który pracuje jako interfejs audio. Na ostatniej płycie korzystałem też z syntezatora gitarowego Roland GR-55, nie bawiłem się jednak w brzmienia syntetyczne, bo specjalistami od nich jest Piotr, natomiast wzbogaciłem nim dźwięk z przystawek w gitarze. W naszej muzyce jest na tyle dużo elektroniki, że używam brzmień typowo gitarowych.


Do kogo kierujecie Waszą twórczość?


Na pewno do słuchacza inteligentnego, który jest otwarty na muzykę. Wiemy, że ona nie będzie odtwarzana w każdej radiostacji i nie zachwyci wszystkich w jednakowym stopniu. Od początku zdawaliśmy sobie z tego sprawę, zresztą nie zależało nam na nagraniu materiału, który by porwał masy. Oczywiście bez słuchaczy nie ma zespołu, nie mając ich nie nagrywalibyśmy kolejnej płyty, jednak chcemy trafić do odbiorcy wrażliwego na dźwięki i na słowa.


Wydawcą płyty jest HRPP Records - wytwórnia znana przede wszystkim fanom bluesa.


Od pierwszej płyty współpracowaliśmy z wytwórnią MJM Music z Warszawy, która wydała wszystkie nasze poprzednie płyty. Kontrakt się skończył i trafiliśmy na HRPP Records, która działa przy Hard Rock Pub Pamela w Toruniu, czyli w naszym mieście - stwierdziliśmy, że nie będziemy dalej szukać. Zaczęliśmy rozmowy z Darkiem Kowalskim, który postanowił wydać naszą płytę i zorganizował jej klubową premierę połączoną z wystawą fotografii pochodzących z sesji zrobionej podczas kręcenia teledysku. Jako gość specjalny wystąpił Tomek Lipiński, który zagrał set akustyczny z Maciejem Dłużniewskim.


W waszej dyskografii znalazłem płytę z coverami Republiki - "Nowe orientacje", na wzór pamiętnego albumu "Nowe sytuacje". Skąd pomysł na taką płytę?


Pomysł powstał z inicjatywy Krzysztofa Janiszewskiego, naszego wokalisty, który od lat jest zainspirowany muzyką Republiki. Mieszkał z Grzegorzem Ciechowskim na jednej ulicy i w wieku 13 lat na drżących nogach z pierwszą płytą Republiki w rękach poszedł do niego po autograf. Grzegorz zaprosił go na herbatę i opowiedział co nieco o muzyce. Krzysztof bardzo długo czekał na możliwość zajęcia się tymi utworami. Kiedy powstał nasz zespół, postanowiliśmy, że druga płyta będzie albumem coverowym. Wówczas przypadała dziesiąta rocznica śmieci Grzegorza Ciechowskiego, ale chcieliśmy uczcić jego urodziny i dlatego płyta miała premierę 29 sierpnia 2011 r. Nie chcieliśmy odtwarzać całej płyty nuta w nutę, ale spróbowaliśmy przełożyć ją na nasz język, poczynając od instrumentarium gitary i klawiszy oraz wokalu. Brak żywej sekcji rytmicznej już dużo zmienił w brzmieniu. Byłem osłuchany z utworami Republiki, ale nie próbowałem za wszelką cenę wyćwiczyć partii gitary nuta w nutę, tylko zagrać to na swój sposób, tak jak pracowaliśmy przy pierwszej płycie. Podchodziliśmy do tego repertuaru tak, jakby to były nasze nowe kompozycje. Jedynym bardzo spójnym elementem był wokal. Jeżeli muzyka odbiega od oryginału, to chcieliśmy, by wokal był bliższy.


Wywiad w naszym Magazynie byłby niepełny bez pytania o sprzęt, więc powiedz na czym grasz?


Gram na gitarze Gibson Les Paul Special z przystawkami P-90 - to dosyć młody instrument, bo z 1999 r. Kiedy zacząłem jej używać na początku brakowało mi tłustego przesteru typowego dla humbuckerów, których używałem wcześniej. Jednak szybko przekonałem się do tych przetworników i teraz jestem bardzo zadowolony. Wybrzmienie nie jest nadzwyczajnie długie, ale za to są one wyjątkowo wrażliwe na artykulację. Na koncertach używam Marshalla JCM800 z dwoma głośnikami 12-calowymi. Line6 POD HD500 pracuje w pętli jako procesor efektów modulacyjnych i przestrzennych, a przester naturalnie pochodzi z lamp wzmacniacza. To kombo jest głośne i niewykorzystane w stu procentach pod tym względem. Na koncertach mamy podkład puszczony z rejestratora, klawisze, gitarę i wokal - wszystko w odsłuchu i na przodach, więc gitara nie może być nagłośniona wyłącznie piecem, ale konieczna jest transmisja, żeby całość zabrzmiała selektywnie. Sytuacja wyglądałaby inaczej z żywą sekcją rytmiczną - stojąc blisko perkusji musiałbym mocniej rozkręcić wzmacniacz, żeby usłyszeć swoją gitarę. Na koncertach jako intro gram soundscape'y - wyciągnięte, długie, zapętlone brzmienia, którymi zainspirował mnie Robert Fripp. Czasem używam syntezatora do brzmień typu Pat Metheny - to jego charakterystyczne brzmienie jeszcze z lat osiemdziesiątych do wzmocnienia przesteru. Okazjonalnie stosuję też E-Bow i slide, co daje dźwięk przypominający granie na pile.


Rozmawiał: Wojtek Wytrążek

GALERIA
Hard Truth Coco Montoya

Coco Montoya po raz kolejny udowadnia, że nie trzeba być wybitnym gitarzystą, by stać się topowym bluesmanem.

Gramy dalej

7 /10
Atonement Immolation

Są piłkarze, których lubię, a których kariery układały się różnie. Jedni błysnęli za młodu, ale nigdy nie potwierdzili drzemiącego w nich...Gramy dalej

8 /10
Obituary ocena 8
Obituary
Gatunek: Death metal
Lost In Paris Blues Band
Gatunek: Blues rock
Emmure ocena 8
Look at Yourself
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie