Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Oscar Dronjak (Hammerfall)

Oscar Dronjak (Hammerfall)

Szwedzi z Hammerfall wydali niedawno swój nowy, dziesiąty już album "Built to Last". Z tej okazji rozmawiamy z mózgiem zespołu - gitarzystą Oskarem Dronjakiem.

Może wyda ci się to dziwne, ale traktuję wasz nowy album jako powrót do Hammerfall sprzed okresu eksperymentów od "Chapter 5". Gracie trochę prościej, a i tekstowo to stary dobry Hammerfall. Taki cel przyświecał wam od początku?


I tu cię zaskoczę, bo dla mnie ten album to znaczący krok naprzód. O ile dla dziennikarzy takie a nie inne brzmienie może wydawać się "regresem", zwłaszcza, że tu i ówdzie rzeczywiście słychać "stary dobry Hammerfall", dla nas za każdym razem to coś nowego


Album nie ma żadnej konkretnej myśli przewodniej, ale słychać, że nie chcecie pozostawić wątpliwości co do tego, że nadal macie coś do powiedzenia i pomimo wielu wzlotów i upadków, wciąż stawiacie czoła kolejnym przeciwnościom losu. Co do tej pory było dla was najtrudniejsze - odnalezienie balansu pomiędzy hobby, a pracą, wszak z tego się utrzymujecie; dbanie o naturalność swojego brzmienia czy unikanie trendów?


Chyba sam fakt tego, że wciąż jesteśmy razem i chcemy nagrywać jak najlepsze albumy. Nie raz musimy mocno się napracować, aby efekt jaki chcemy osiągnąć był zadowalający, ale dzięki wzajemnemu zaufaniu i zrozumieniu, że to nasza praca i musimy wykonywać ją jak najlepiej, nadal działamy. Utrzymujemy zdrowe relacje między sobą, a to ważne. Zespół to prawie jak firma.


Brzmieniowo po raz kolejny dajecie fanom fantastyczny produkt. Sound "Built to Last" ma wszystko - jest ciepły, selektywny a bas odpowiednio dociąża materiał. W przeszłości pracowaliście z Frederikiem Nordstromem i ponownie skorzystaliście z jego usług. Biorąc pod uwagę katalog płyt, przy których pracował wybór takiego producenta to niemałe zaskoczenie. Owszem, miał epizody z Powerwolf i Firewind, ale nie ukrywajmy, lepiej czuje ekstremę.


To nie był jakiś szczególnie trudny wybór. Frederik pracował przy naszych dwóch pierwszych albumach, a po latach zatrudniliśmy go do "(r)Evolution". Dwa ostatnie albumy nagraliśmy w niemal identyczny sposób z tymi samymi ludźmi, więc wszystko poszło całkiem gładko. Wszystkie ślady instrumentów nagraliśmy w swoim studio Castle Black, a wokale w Los Angeles u boku Jamesa Michaela. Znam Frederika od lat '80, bo nagrywałem z nim płyty jeszcze przed Hammerfall, dlatego uważam, że jak mało kto potrafi wydobyć potężne brzmienie bębnów. No i jasny gwint, kto potrafi miksować jak on?!


Jak długo pracowaliście nad płytą? Czy - o ile to możliwe na tym etapie kariery - w ogóle odbywacie próby, czy do studia wchodzicie z gotowym materiałem?


Po dwudziestu latach kariery wypracowaliśmy własny sposób pracy. Jako, że jestem głównym kompozytorem piszę demo utworu z liniami melodycznymi dla Joakima. Następnie on dopasowuje swoje partie i pisze tekst. Potem demo trafia do reszty, która uczy się piosenek. Nie gramy prób, na pewno nie przed wejściem do studia. Nie ma na to czasu, poza tym mieszkamy w dwóch różnych miastach.


Jakiego sprzętu używaliście w studio?


Głowa Marshall JVM-1, taki mały head, który wypuścili na któraś rocznicę firmy a do tego paczka - również Marshall. W ten sposób zawsze nagrywam demo i sądzę, że uzyskuję super brzmienie. Taki zestaw połączyliśmy ze wzmakiem Hugh & Kettner podłączonym do paczki Peavey. Potem wykorzystaliśmy procesory Kemper Powerrack do profilowania, a całość przepuściliśmy przez paczkę Marshalla. Sporo roboty, ale jestem cholernie zadowolony.


Przez całą karierę nie mieliście żadnych "wielkich" zmian w składzie. Dopiero ostatnio doszło do zmian na stołku perkusisty. Każdy z chłopaków wniósł coś od siebie, ale dopiero duet - David Wallin i Johan Koleber zagościł na dłużej. Ten pierwszy wbił ślady na "Built to Last", drugi jest pełnoprawnym członkiem zespołu. David pokazał, że potrafi zagrać naprawdę szybko, ale to Johan gra z wami na żywo. Niezależnie od perkusisty, ciekaw jestem jak poradziłby sobie z piosenkami pokroju "Heeding the Call". Kiedyś graliście znacznie szybciej. Zmęczyło to was?


David pewnie zostałby z nami dłużej, ale nie mógł pojechać w trasę, stąd pojawił się Johan. Jeden i drugi cechują się odpowiednim charakterem i zdolnościami gry aby być częścią Hammerfall, ale gdybym miał wskazać człowieka którego chciałbym mieć ze sobą na dłużej, byłby to David. Kiedyś rzeczywiście nasze płyty były nieco szybsze, może nawet agresywniejsze, ale to dlatego, że nie wiedzieliśmy jak napisać spójny duży album z dziesięcioma różnymi kompozycjami. Od "Renegade", a na pewno od "Crimson Thunder" robimy to jak należy.


Album wyszedł pod szyldem Napalm Records. Po tylu latach w Nuclear Blast nie czuliście, że przejście do mniejszego labelu to w pewien sposób regres?


Zrobiliśmy to, co uznaliśmy za słuszne. Nie stoją za tym ani czynniki marketingowe, ani uraza do Nuclear Blast. Nadal jesteśmy przyjaciółmi. Uznaliśmy, że potrzebujemy większej uwagi ze strony wytwórni i to zaproponowali nam szefowie Napalm.


Dzięki zespołom takim jak Powerwolf czy Sabaton, heavy metal znów stał się popularny. Co sądzisz o sukcesie tych drugich? Udało im się trafić w odradzającą się nisze, czy to kwestia przypadku, że udaje im się dziś wyprzedawać areny?


Sabaton odwala naprawdę kawał solidnej roboty. Przywrócili heavy metal do łask. Obecnie w Szwecji są największym zespołem, a jeszcze parę lat temu, przy okazji premiery "No Sacrifice, No Victory" otwierali nam koncerty. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie ci "duzi" artyści jak my, dziś nie graliby ani przed Iron Maiden, ani nie mieli takiego fanbase jaki posiadają. Niezależnie od zespołu, sukces nie bierze się znikąd, i czasem potrzeba trochę szczęścia. Dwadzieścia lat temu tak było z nami, a dziś jest z Sabaton. Nie wszystkim się to udaje, ale oni zbili na swojej muzyce odpowiedni kapitał.


Wiele kapel ze starej gwardii, jak Kamelot, Sonata Arctica czy Stratovarius nadal świetnie sobie radzi, ale to w młodych drzemie potencjał. Występy takich grup jak Gloryhammer czy Lancer pokazują możliwości gatunku. Zwłaszcza Lancer. Ich wokalista jest niesamowity. To wy zadecydowaliście o ich udziale w trasie?


Znam Lancer od kilku lat i nie ukrywam, że to ja stoję za ich angażem. Są niesamowici. Trzeba ich posłuchać i zobaczyć, żeby to zrozumieć. Gloryhammer tez są świetni Głównie jako kompani w trasie, ale polecam ich płyty!


Na koniec o ostatnim koncercie w Polsce Jak dotąd graliście u nas raptem trzy razy, z czego pierwszy gig zagraliście niemal szesnaście lat temu. Skąd takie długie przerwy? Jak publiczność zareagowała na nowe utwory?


Byliśmy jeszcze w 2011 roku, chyba w Warszawie. Szczerze? Nie wiem. Tym zajmują się nasi menedżerowie, a z tym nie zawsze jest łatwo. W lutym było fenomenalnie i mam nadzieję, że odbywają się u was jakieś festiwale, wtedy mielibyśmy okazję aby wrócić szybciej. Jeśli nie, czas pokaże. Na pewno do Polski wrócimy szybciej niż do Afryki Południowej o której marzę (śmiech).


Rozmawiał: Grzegorz Pindor
Zdjęcia: Tallee Savage i Romana Makówka (koncert)

GALERIA
Under Cover Motorhead

Okazuje się, że Lemmy potrafi zrobić dobrą imprezę nawet po śmierci.

Gramy dalej

9 /10
1994 Jamal

Mamy rok 1994. 5 kwietnia coś we mnie (i wielu z Was) umiera wraz z odejściem Kurta Cobaina.

Gramy dalej

5 /10
Out of the Voiceless Grave
Gatunek: Death metal
Korpus ocena 7
Respekt
Gatunek: Heavy metal
Wolves
Gatunek: Punk
Zobacz wszystkie