Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Paweł Daniewski (Maigra)

Paweł Daniewski (Maigra)

Po niemal dekadzie milczenia, Maigra przypomina o sobie nowym materiałem. O "Encrypted“ rozmawiamy z Pawłem Daniewskim - gitarzystą i mózgiem przedsięwzięcia.

Gdybym miał wskazać najbardziej niedoceniony polski zespól, to wahałbym się między wrocławską Maigrą a bielskim Newbreed i stołecznym Votum. W każdym razie, wybór i tak byłby dość oczywisty, bo zdecydowałbym się na zespół grający progresywny metal, a tych było sporo, zwłaszcza w katalogu Insanity Records. Na szczęście przerwa Maigra w działalności - zwłaszcza koncertowej - nie przełożyła się na obniżenie lotów zespołu, o czym świadczy nowy krążek "Encrypted“.

Długo milczeliście, w zasadzie, to nie przypuszczałem, że Maigra kiedykolwiek wyda coś nowego.


Rzeczywiście, masz racje, trochę czasu już minęło od naszego debiutu, jakim była EP-ka "End of Process". W zasadzie to prawie 8 lat. Czas szybko leci, a w zespole w tym czasie zaszło trochę zmian personalnych, co miało wymierny wpływ na tak długi okres oczekiwania na nasz nowy album. Praktycznie kilka utworów, które znalazły się na "Encrypted" były jeszcze pisane w tamtym okresie, także można powiedzieć, że płyta ewoluowała przez cały ten czas - jak to wspomniałeś - milczenia. Dużo też zmieniło się w naszym podejściu do tworzenia i komponowania utworów. Ten czas miał naprawdę wpływ na całokształt krążka. Ludzie, którzy przez ten okres pojawiali się w zespole zostawili mniejszą lub większą cząstkę siebie na tym albumie.. w tekstach, kompozycjach, koncepcie. To wszystko miało znaczący wpływ na to, jak wygląda dziś ten album. Nigdy nie wątpiłem w to, że uda się go wydać, raczej to była tylko kwestia czasu, pracy i wyrzeczeń nas wszystkich, więc ta płyta jest dla nas tak bardzo wyjątkowa. Mocno w to wierzyliśmy i się udało.


Parę lat temu, przy okazji premiery EP, większość polskiej sceny biła przed wami pokłony. Czerpaliście z Meshuggah, czasem z Fear Factory, a do tego graliście w sposób dość surowy, może nawet oszczędny - każdy dźwięk miał swoje uzasadnienie. Z perspektywy czasy jak oceniasz wasz debiut?


W sumie wszystko wyszło jakoś naturalnie. Zaczynając tworzyć materiał na "End of Process" nie zakładałem, że ta EP-ka może mieć aż taki wpływ na słuchaczy, a zwłaszcza na środowisko muzyczne. W tamtym okresie nie znałem nawet Meshuggah, może poza kilkoma utworami, które puścili mi znajomi. Staraliśmy się grać to co naturalnie nam odpowiadało, więc pozostaje się cieszyć, że właśnie tak wyszło i materiał wywarł taki wpływ. Debiut okazał się bardzo udany, nasza muzyka krążyła po internecie, było wiele pozytywnych opinii. Wiele osób chwaliło bardzo charakterystyczną sekcję rytmiczną, połamaną rytmikę i dużo wpadających w ucho melodii. Na pewno budujące jest, gdy słyszysz od dobrych zespołów, że pod wpływem twojego debiutu, zainspirowani twoją muzą podjęli decyzję o założeniu kapeli i grania połamanych rzeczy. Nie ma chyba lepszego potwierdzenia na to, że zrobiłeś coś naprawdę dobrze.


Przypominacie o sobie jak dotąd najmocniejszym wydawnictwem, będącym odpowiedzią nie tylko na bieżące trendy - jak djent w swej brutalnej postaci rodem z płyt Vildhjarta. Podoba wam się również groove metalowy sos i lekko metalcore'owa melodyka. Lubię uniwersalność tego krążka, rozpiętość gatunkowa to atut i mało który zespół, zwłaszcza z naszego podwórka, może się pochwalić tak spójnym, a jednak tak zróżnicowanym materiałem. Rozrzut stylistyczny to skutek współpracy z ludźmi tworzącymi Maigrę na przestrzeni lat, czy świadomy wybór? Chcecie pokazać plastyczność waszej muzyki, innymi słowy, nie lubicie szufladek? (śmiech)


W Maigrze od początku bardzo naturalnie wyklarował się rozpoznawalny styl sekcji rytmicznej, połamanych partii gitar i melodyki. "End of Process" była mojego autorstwa jeśli chodzi o kompozycje, ale ogromną robotę aranżacyjną wykonali wtedy Piotr Kowalczyk (bas) oraz Marcin Borowski (perkusja), którzy nadali charakteru i rozpoznawalności naszej muzyce. Na EP-ce bardzo wyraźnie to słychać i wyszło to nam na plus, dlatego też zdecydowaliśmy się, by utrzymać ten zamysł na "Encrypted". Cały okres powstawania materiału wpłynął pozytywnie na dotychczasowe kompozycje. Widać było, jak utwory z czasem stawały się bardziej zróżnicowane stylistycznie, a my jako muzycy - bardziej chętni do zabawy aranżem. Ep-ka była bardzo jednowymiarowa, ze względu na to, że za całość kompozycji odpowiedzialny byłem tylko ja. Na "Encrypted" połowa materiału jest również autorstwa naszego basisty Piotra Kowalczyka. Miało to duży wpływ na różnorodność kompozycji, o której wspominasz i automatycznie ten fakt kompletnie zmienił sposób podejścia do aranżu reszty instrumentów. Dostałem autonomiczne partie basu i musiałem się zdrowo napocić, by dorobić do tego gitary, melodie i wokale. Zamierzenie było takie, by każdy instrument żył swoim życiem, a jednocześnie - by to nie burzyło jedności i pędu utworu. Mieliśmy też niezwykłe szczęście, że dzięki znajomościom Michała Stopy - ówczesnego gitarzysty, do zespołu dołączył Paweł Kulawik, który od zawsze uchodził za wybitnego perkusistę w naszym środowisku. To on dodał kropkę na "i" i położył takie aranże perkusyjne do tych kawałków, że do dzisiaj zastanawiam się: "o co tam chodzi?"(śmiech). Ów rozrzut stylistyczny to świadomy wybór i decyzja głównie Piotra i moja. Kompozycje były na tyle zróżnicowane, że pozwalały choćby na użycie czystych partii wokalnych. Słyszę dużo pochlebnych opinii na ten temat, więc ten ruch chyba się opłacił. Wiele wspólnie analizowaliśmy, nie chcieliśmy przesadzić, a tylko zrobić kolejny naturalny krok i pokazać słuchaczom, że muzycznie jeszcze jesteśmy w stanie go czymś miło zaskoczyć.


Wydaje mi się, że gdyby nie sekcja, o zespole nigdy nie było by głośno (śmiech).


Gdyby nie kompozycje, to sekcja nie miałaby materiału do popisu (śmiech). Na szczęście mam takich muzyków w zespole, że doskonale to wszystko się uzupełnia i właśnie tym jest Maigra.


Skoro wspomniałeś o wokalach, Szczepan Inglot to ostatnio mocno rozchwytywany krzykacz. Co prawda, na co dzień obraca się w death metalowych kręgach, ale to co zrobił na "Encrypted" przeszło moje oczekiwania. Nie dlatego, że jest to postać wybitna, czy nietuzinkowa w polskiej ekstremie, ale dlatego, że kompletnie nie wyobrażałem sobie Maigry w bardziej piosenkowej formie. Ten zespół potrzebował czystych partii. Choćby dla samego balansu. Kiedy aranżowałeś jego partie brałeś pod uwagę możliwość, że Szczepan nie podoła? Że w gąszczu matematycznych zagrywek nie przedstawi Twojej wizji jak należy?


Szczepan Inglot nietuzinkową personą jest i kropka. Ostatnimi czasy muzycznie bardzo mocno się rozwinął, a biorąc go pod skrzydła Maigry, dobrze wiedziałem co robię. Jego potężny wokal doskonale wpasował się w zamysł całej płyty, równoważąc melodyczny charakter kompozycji. Szczepan wykonał kawał dobrej roboty wbijając wokale pod tak skomplikowane aranże. Nie było opcji, byłem pewien, że da chłop radę. Przed nagraniami spędziliśmy wspólnie mnóstwo czasu, by odbyło się to nienagannie. Teksty, które wymyślił pod tak chorą rytmikę mają nie tylko sens, klimat i opowiadają historie, ale równocześnie zgłoskowo dodają agresji linii wokalu. Jestem bardzo zadowolony z efektów tej współpracy i polecam sprawdzić dokonania tego Waszmościa w jego projektach Shodan i Banisher. Co do czystych wokali, to tak jak już wspomniałem, wyszło to naturalnie ze względu na charakter utworów. Słuchając numerów w kółko, jeszcze w fazie początkowej, zacząłem nucić melodie, które same napływały do głowy. Postanowiłem nagrać klika pilotów i podesłałem chłopakom z zespołu, odzew był pozytywny i tak już zostało. Cieszę się, że Twoim zdaniem właśnie tego potrzebował zespół, zwłaszcza że był to mój wokalny debiut. Zależało mi, by uzyskać tajemniczy i melancholijny klimat. "Skarżenie się mamusi" nie wchodziło w grę (śmiech).


W wielu zespołach ciężar kompozycyjny spoczywa na barkach jednej osoby. Nie raz zastanawiałem się, czy nie byłoby lepiej, gdyby tak jak w przypadku naszych mistrzów prog metalu - Widek czy Gru, osoba stanowiąca mózg operacji nie działała sama. Dziś, kiedy wszystko da się zaprogramować, w dodatku tak, żeby brzmiało jak trzeba, koncepcja kilkuosobowego zespołu mija się z celem. W Maigrze, choć to Ty stoisz za wizją zespołu, dzielicie się obowiązkami. Gdyby dopadła Cię blokada twórcza, dałbyś chłopakom wolną rękę i podpisał się pod tym co stworzą? Jesteś w stanie?


Myślę, że na tym etapie zgrania zespołowego i wypracowania swojego brzmienia czy stylu nie ma problemu z zaufaniem. Każdy z nas dobrze wie w jakim zespole gra, jaki mamy pomysł na muzykę, co chcemy tworzyć i jaką mamy wizję całości. Doskonałym przykładem są kompozycje Piotrka, który bardzo dobrze poczuł się w maigrowych klimatach i otworzył na tworzenie. Kompletne linie basu, które przynosił siedziały jak złoto, a dorobienie do nich partii gitar było mega wyzwaniem i frajdą. Nigdy nie powiedziałem nikomu, by nie tworzył, by nie przynosił pomysłów. To jest zespół, a nie projekt solowy, jak choćby Widek. Ja nigdy nie wymyśliłbym takiej sekcji jak robią to Piter i Paweł Kulawik. Co do systemu pracy, u nas nie ma burzy mózgów. Na przykład wysyłam cały numer w postaci linii gitar, a Piter z Pawłem aranżują swoje partie instrumentów. Oczywiście, że potem dochodzi czasem do małych zmian, ale są to detale, poprawki czysto aranżacyjne. Na końcu przecież każdy musi czuć zadowolenie i satysfakcję z gry w tym zespole i na swoim instrumencie. Jasne, że to ja czuwam nad ogólnym charakterem i konceptem kompozycji i mam ostateczne zdanie, ale bez wkładu aranżacyjnego, uwag i akceptacji reszty zespołu byłbym tylko Pawłem Daniewskim. Podkreślam, że Maigra to zespół. Grając z takimi muzykami bardzo się rozwijam i dużo uczę, a moje utwory dzięki nim nabierają wymiaru i brzmienia, o jakim mogłem tylko marzyć.


Dogadujecie się personalnie, jesteście sprawnymi instrumentalistami, a co z brzmieniem? To, co słyszymy na "Encrypted" to wspólna decyzja, czy sound osiągnięty po wielu próbach wypracowania odpowiednich proporcji?


Bardzo zależało mi, by brzmienie na tej płycie było jak najbardziej nasze, naturalne, wręcz organiczne. Od początku ludzie zwracali nam uwagę, że gdzie byśmy nie grali, to brzmimy jak Maigra. Poniekąd jest to zasługa naszych instrumentów, wzmacniaczy, ale moim zdaniem też samego sposobu komponowania i grania. Te proporcje wypracowały się w zasadzie same i bardzo sprawnie, jakby tak miało być. Styl gry sekcji Piotra i Pawła jest mocno rozpoznawalny, a nasze podejście do kompozycji jeszcze bardziej to uwypukla. Jest to coś, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. W sposób naturalny chcieliśmy uzyskać na "Encrypted" 100% siebie, zarówno pod względem kompozytorskim jak i brzmieniowym. Nie chcieliśmy koloryzować, wydawać kopii dzisiejszych metalowych produkcji, wiesz - triggerowana perkusja i gitary z Kempera lub impulsów. Założenie było takie, że nagrywamy wszystko na swoich instrumentach: perkusja, gitara, wzmacniacze. Tylko to co mamy. Pożyczanie od znajomych innych wzmacniaczy i gitar, czy korzystanie ze studyjnego, customowego zestawu perkusyjnego nie wchodziło w rachubę. Dzięki temu album ma bardzo naturalny charakter i jeżeli ktoś przyjdzie na nasz koncert, to nie rozczaruje się, że na scenie brzmimy inaczej niż na płycie. Mówi się potocznie, że brzmienie jest w łapie i sądzę, że na to słychać na "Encrypted".


Mówisz o swoich gratach, zatem, jakiego sprzętu użyliście do sesji? Fractal i Axe-FX nie współgrają z waszą wizją brzmienia?


Podczas pierwszej rozmowy z Jackiem Miłaszewskim, który był odpowiedzialny za miks i nagrania, uzgodniliśmy, że płyta ma być na tyle naturalna, na ile to możliwe. Od samego początku założyliśmy, że nagrywamy tylko na naszym sprzęcie i w sposób mocno tradycyjny, tzn. tylko z użyciem mikrofonów. Nie braliśmy pod uwagę żadnych sampli, symulacji czy cyfrowych wzmacniaczy. Perkusję nagrywaliśmy w Prusiewicz Studio pod Krakowem. Mega studio i mega klimat. Do dyspozycji mieliśmy konsolę Neve 5106 pochodzącą z końca lat '70. Brzmienia nie da się opisać. To jedyna taka konsola w Polsce i jedna z kilku na świecie. Praktycznie po krótkiej korekcji Jacek miał już ustawiony cały sound perkusji. Prawie niezmienione brzmienie z Neve znalazło się finalnie na płycie. Słychać dynamikę, głębię instrumentu... i co najważniejsze, że gra prawdziwy bębniarz. Gitary i bas nagrywaliśmy u mnie w domu na komputer poprzez Daw Amp - Preampbox. Reamping gitar był robiony już u Jacka w studio. Używaliśmy naszych wzmacniaczy, czyli: Krank Rev1+, Mesa Boogie Dual Rectifier oraz Trace Elliot AH500-12. Kolumna gitarowa to Fender Tonemaster 412 V30, a mikrofon to już standard Shure SM57. Ten sposób nagrań zapewnił nam naturalność, dynamikę i dosłowne odwzorowanie brzmienia, które uzyskujemy na próbie czy na koncertach. Na tym nam bardzo zależało, przez to moim zdaniem album ma swój charakter i klimat klasycznych produkcji.


Zadam Ci teraz dość odważne pytanie - czy według Ciebie Maigra jest zespołem kompletnym? Gotowym do tego, by w każdej chwili wpaść w wir dużego rynku muzycznego? Postawiłbyś wszystko na jedną kartę?


Do wszystkich tematów związanych z Maigrą podchodzimy bardzo trzeźwo. Dużo rozmawiamy na temat kolejnych posunięć, planów i decyzji. Nie było nigdy tajemnicy, że chcemy w przyszłości - jeśli nadarzy się ku temu okazja - żyć z grania. Wszyscy mocno pracowaliśmy i poświęciliśmy wiele, by robić to co kochamy. To, że po tylu latach, pomimo wielu przeciwności wydaliśmy nowy album, świadczy tylko o naszej determinacji i wierze w to co robimy i co chcemy robić. Oczywiście, jesteśmy realistami i mamy świadomość, jakimi prawami rządzi się ten rynek, że nie jest łatwo. Wszyscy mamy rodziny i pracę na pełen etat, w życiu są mniejsze i większe priorytety, ale mimo wszystko wiemy po co razem gramy i po co przychodzimy na próby. Uważam, że po wielu roszadach w zespole wyklarował się naprawdę bardzo mocny skład. Od chwili, gdy dołączył do nas nowy wokalista - Aleksander Mercik - łapiemy wiatr w żagle i wszystko nabiera nowego wymiaru. To bardzo dobry wokalista, a jeszcze lepszy przyjaciel i wyjątkowa osobowość.

Klimat w zespole teraz po prostu żre, morale rosną, rośnie też chęć pokazania się z tej nowej, świeżej strony. Mamy świadomość, że czeka nas jeszcze wiele pracy, ale uważam, że jesteśmy zespołem na tyle kompletnym, by wpaść w ten wir - jak to mówisz - dużego rynku. Na tą jedną kartę już dawno postawiłem, a płytą "Encrypted" wykładam ją teraz na stół.

Rozmawiał: Grzegorz Pindor

GALERIA
Zmartwychwstaniemy Dr Misio

Uwaga, emocjonalne kaleki! Dr Misio ponownie otworzył swój gabinet i przyjmuje nawet nieubezpieczonych. Masz pęknięte serduszko lub połamałeś...Gramy dalej

7 /10
25 lat. Koncert w Trójce Wojtek Pilichowski

Na swój koncert dostał ledwo 60 minut, a dla Wojtka Pilichowskiego pewno i trzy godziny, to byłoby mało.

Gramy dalej

7 /10
Kreator ocena 8
Gods Of Violence
Gatunek: Thrash metal
Status Quo ocena 6
The Last Night of The Electrics
Gatunek: Rock
Mad Season
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie