Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Peter Iwers (In Flames)

Peter Iwers (In Flames)

Peter Iwers to obecny basista szwedzkiej grupy In Flames. Gra w zespole od roku wydania płyty Colony (1999), wstąpił na miejsce Johana Larrsona.
Od niedawna możemy oglądać wasz nowy teledysk do trzeciego już singla z ostatniego albumu. Czy materiał, który powstał prawie rok temu, jest nadal świeży?


Jak najbardziej, objechaliśmy z nim już kawał świata. Pod koniec tego roku być może zaczniemy pracę nad nowym albumem, jednak teraz skupiamy się na muzyce, którą stworzyliśmy i którą obecnie gramy. Nadal jest aktualna i dlatego też jesteśmy ciągle w trasie.


"A Sense Of Purpose" nagraliście w swoim mieście. Czym różniła się ta sesja nagraniowa od poprzednich? Czy była w jakiś sposób wyjątkowa?


Pewnie, że tak! Po pierwsze sam fakt, że było to nasze rodzinne miasto, był już wyjątkowy, a po drugie - studio nagraniowe należało do nas, więc nie musieliśmy się z niczym spieszyć. Kiedy już tam weszliśmy, wszystko szło własnym tempem. Zajmowaliśmy się produkcją, przeprowadzaliśmy próby, eksperymentowaliśmy z różnymi dźwiękami, nagrywaliśmy dema i miksowaliśmy je na różne sposoby. Chcieliśmy zrobić wszystko, jak należy, więc nie spieszyliśmy się. Dodatkowym plusem było to, że nie musieliśmy wszyscy przychodzić do studia każdego dnia na 10-12 godzin, tak jak to miało czasami miejsce przy okazji nagrywania poprzednich albumów. Było to bardzo kojące doświadczenie. Każdy miał czas dokładnie wsłuchać się w to, co grali inni - wcześniej nie mieliśmy takiej możliwości.


Niedawno odwołaliście trasy w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Jednym z powodów jest zły stan zdrowia Jespera. Jak reagujesz na taką sytuację? Czy jesteś zły na jego słabość do alkoholu?


Jestem wręcz bardzo zły na to, że znalazł się w takiej sytuacji. Zmarnował przez to mnóstwo sił i energii. Alkohol odbiera mu to, co sam stworzył. Oczywiście staram się go wspierać i pomagać mu, jak mogę. Cała ta sytuacja ma niestety ogromy wpływ na to, co robimy. Mimo wszystko musieliśmy odbyć wcześniej już zaplanowane trasy w Ameryce Południowej i Japonii. Jeślibyśmy je odwołali, byłaby to katastrofa dla wszystkich. Anulowanie biletów, miejsc i zaprzepaszczenie całej pracy organizacyjnej było nie do przyjęcia, a na ewentualne przełożenie tych koncertów po prostu nie było czasu. Jeśli natomiast chodzi o trasę w Wielkiej Brytanii, to z początku myśleliśmy, żeby to może zrobić trochę inaczej, jednak ostatecznie podjęliśmy decyzję, aby spróbować zagrać tam pod koniec roku. Przy odrobinie szczęścia uda nam się zrealizować ten plan. Decyzja o odwołaniu tej trasy została podyktowana również faktem, że niedługo znowu zostanę ojcem i na ten czas wracam do domu. Tak więc organizowanie koncertów bez nas dwóch byłoby nie fair w stosunku do pozostałej trójki, jak również i do fanów. Jest nas piątka na scenie i ta liczba powinna się zgadzać. Ta sytuacja niestety - jakkolwiek na to spojrzeć - przynosi nam hańbę. Jeszcze bez jednej osoby jesteśmy sobie w stanie poradzić, ale trójka muzyków już nie da rady.


Twój brat Anders też gra na basie, tyle że w zespole Tiamat. Czy jest między wami jakaś cicha rywalizacja? Który z was według ciebie jest lepszym basistą?


Cóż, tak naprawdę gramy w dwóch zupełnie innych stylach, więc nie da się tego porównać. Wiesz, wychowywaliśmy się bez ojca, więc to mój brat miał na mnie największy wpływ, kiedy dorastałem, i to on motywował mnie ciągle do coraz cięższej pracy. Inspirował mnie też muzycznie. Prawdopodobnie gdyby on nie zaczął grać, ja też nigdy nie sięgnąłbym po bas. Nadal jest moim bohaterem i osobą, na której się wzoruję w życiu.


Twój pseudonim to jak mniemam DJ Kaos. Czy DJ-owaniem zajmujesz się w swoim wolnym czasie na poważnie, czy traktujesz to jako hobby?


Raczej jako hobby, ale jest to zarazem coś więcej. Ostatnio nie byłem w stanie się tym zająć z powodu braku czasu, ale kiedy wszystko się już trochę uspokoi, to będę próbował znaleźć dla tego jakieś ujście. Zobaczymy, wszystko zależy od czasu, sytuacji i tego, czy będę w stanie się tą muzyką w ogóle zajmować.


Niedawno Ibanez wypuścił na rynek gitarę basową sygnowaną twoim imieniem (PIB1). Jak zostaje się takim gościem, który ma swoją własną gitarę? Jaki był Twój wkład w proces tworzenia tego instrumentu?


W zasadzie sam zwróciłem się z tym pomysłem do Ibaneza już jakieś półtora roku temu. Powiedziałem im, że chciałbym wykonać gitarę zgodną z moją specyfikacją. Każdy gitarzysta chyba tak naprawdę marzy o tym, żeby stworzyć swój własny instrument i móc potem na nim grać. Miałem swoje brzmienie i kilka świeżych pomysłów, potrzebowałem tylko kogoś, kto da mi szansę. Wiedziałem dokładnie, jak chcę brzmieć i jak sprawić, żeby gitara pozwalała to osiągnąć. Zebrałem wszystkie moje ustawienia i wspólnie przygotowaliśmy instrument, który pozwala grać tak, jak ja bym tego chciał. Po drodze wprowadzaliśmy wiele zmian w stosunku do oryginalnego projektu. Czasami szliśmy krok do przodu i potem dwa w tył, zwłaszcza wtedy, gdy nasze oczekiwania się rozbiegały. Jakkolwiek by spojrzeć, efekt tej pracy jest fantastyczny. Mogę szczerze powiedzieć, że gitara jest lepsza niż na początku ją sobie wyobrażałem. Było to dla mnie wspaniałe doświadczenie i myślę, że PIB1 będzie dobrze służyć wielu gitarzystom. Ibanez naprawdę się dobrze spisał. Ten bas ma parę ich markowych rozwiązań i nigdy nie grałem na niczym lepszym.


Wolisz grać na 5- czy 6-strunowych gitarach?


Najlepiej gra mi się na 4- lub 5-strunowych basach. Kiedyś miałem 6-strunowca, ale szybko się okazało, że nigdy nie korzystam z tej szóstej struny. Dlatego między innymi zaangażowałem się w pracę z Ibanezem. Chciałem mieć jeden instrument, na którym będę mógł zagrać wszystkie nasze utwory. Grając na gitarze 6-strunowej, chciałem nauczyć się czegoś nowego i udoskonalić swoją grę. Przedtem grałem na gitarze 4-strunowej, ale wtedy szybko zmieniliśmy styl gry. Sporym wyzwaniem było przestawienie się na "szóstkę" i w końcu na bas 5-strunowy. Ostatecznie trzymam się "piątki" i dla mnie jest to optymalna liczba.


Jak uczyłeś się gry na basie? Ciężko ci było osiągnąć ten poziom, jaki prezentujesz obecnie?


Mam wrażenie, że nadal się uczę. Gram już jakiś czas, ale chyba najbardziej inspirowała mnie gra z chłopakami z zespołu. Chcę być tak dobry jak pozostali członkowie In Flames, a według mnie to najlepsi muzycy na świecie! Staram się dotrzymać im tempa i tworzyć coś dobrego. Każdy dzień jest więc dla mnie kolejną lekcją.


Gdzie szukasz inspiracji podczas tworzenia muzyki? Kto cię inspiruje do gry?


Oczywiście przede wszystkim mój zespół. Poza tym nie mam tak naprawdę jakichś konkretnych źródeł. Słucham różnorodnej muzyki i czasami jakiś zespół czy wykonawca popychają mnie do stworzenia czegoś własnego. Zawsze byłem wielkim fanem Toto i Genesis, ale słucham też wielu nowości. Jest bardzo dużo dobrej muzyki na rynku. Nie mam jednak jakichś ulubionych zespołów, po prostu gram to, co lubię, a jeśli coś mnie zainspiruje, to tym lepiej.


Niedawno ukazało się specjalne wydanie kolekcjonerskie waszej ostatniej płyty. Czy mógłbyś opowiedzieć mi coś o tym projekcie? Po co drewniane pudełko i ta cała otoczka?


Cóż, zrobiliśmy to wyłącznie dla naszych fanów. Na rynku jest mnóstwo podobnych wydań. Czasami jednak jest to tylko świecące się pudełko, kilka dodatkowych utworów i parę zdjęć. Dzieje się tak, ponieważ wytwórnie chcą sprzedać zawsze wszystko, co jest do sprzedania, i zarobić na tym tyle, ile się da. My jednak chcieliśmy dać ludziom coś więcej po to, żeby się nie okazało, że kupują ten sam produkt dwa razy. Staramy się nigdy nie powtarzać, więc może następnym razem wydamy coś w szklanym pudełku, ale tak czy owak będzie to na pewno coś innego i wartego pokazania.


Co jest takiego w Szwecji i Finlandii, że jest tam tak wiele metalowych zespołów? Czy to przez ten posępny i przygnębiający klimat? (śmiech)


Nie, raczej nie. Pytano mnie o to już wiele razy, ale nigdy jakoś nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie (śmiech). Ludzie generalnie żyją tam blisko siebie, więc kiedy powstaje jedna kapela, zaraz za nią tworzy się następna, tak jak to było w naszym wypadku. Wszyscy chcą tego samego, czyli podpisać umowę z jakąś wytwórnią. Kiedy komuś się uda wybić, to zaczyna wspierać innych, więc ludzie angażują się coraz bardziej. Nie ma nigdy zazdrości czy jakiegoś współzawodnictwa. Inspirujemy się nawzajem i chyba właśnie dlatego jest nas tak wielu.
GALERIA
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie