Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Piotr Grudziński (Riverside)

Piotr Grudziński (Riverside)

Riverside to najbardziej znany polski zespół grający progresywnego rocka, który - jak wiele naszych produktów eksportowych - wzbudza więcej szumu za granicą niż we własnym kraju.

Z gitarzystą Piotrem Grudzińskim rozmawiamy tuż przed premierą nowego albumu Riverside zatytułowanego "Anno Domini High Definition", a dokładnie dzień po tym, jak materiał wyciekł do Internetu...

Jaki jest koncept nowego krążka, który odcina się od waszej słynnej już trylogii?


Faktycznie przyszedł taki moment po trylogii, gdy stwierdziliśmy, że musimy zrobić coś innego. Nie powiedziałbym jednak, że chcieliśmy się odciąć od tego, co do tej pory zrobiliśmy. Po prostu chcieliśmy stworzyć coś nowego, pójść w innym kierunku, zachowując przy tym charakter Riverside. Nie po to pracowaliśmy nad znalezieniem stylu przez trzy płyty, by teraz całkowicie się od tego odseparować. Wymyśliliśmy więc płytę stricte rockową, jakiej w naszym repertuarze jeszcze nie było. Do tego padł temat o ogólnym pośpiechu, który nas otacza. O tym, że ludzie cały czas gdzieś biegną, dokądś zmierzają, czasami nawet nie wiedząc dokąd.


Nie przepadacie za XXI wiekiem? Brakuje wam tego klimatu lat 80. i 90., oczywiście nie tylko pod względem muzycznym?


Czy brakuje... trudno powiedzieć. W pewien sposób przyzwyczailiśmy się już do techniki i wspomnianego pośpiechu. W pewien sposób również nam to odpowiada.


To może inaczej. Czy "ADHD" to krytyka teraźniejszości i apel do ludzi, że powinni się zatrzymać?


Nie uważam, abyśmy w ogóle byli zespołem, który cokolwiek krytykuje. To tylko pewne spostrzeżenie Mariusza, który sam też jest fanem nowych technologii, gier na PlayStation czy filmów na Blu-ray. Są to rzeczy, które również go kręcą. Dla jednych teksty nie będą miały większego znaczenia, inni zastanowią się nad nimi i swoim życiem. Jest to tylko kwestia interpretacji.


W jaki sposób praca w studiu nad nową płytą różniła się od pracy nad poprzednimi albumami?


Przede wszystkim praca nad "ADHD" była czystą zabawą. Od początku byliśmy nią mocno podekscytowani. Były tzw. ciarki i ogólna radość. Zmieniliśmy również studio (Studio X - przyp. red.). Każde studio i każdy realizator mają własne sposoby pracy. Jest to coś charakterystycznego dla danego miejsca czy osoby. Wybór studia wpłynął na to, że album jest inny niż poprzednie. Szymon, który był producentem w dużej mierze metalowych zespołów, też inaczej spojrzał na naszą muzykę. Nie będę oceniał, czy lepiej, czy gorzej, bo to nie moja działka.


Mariusz powiedział, że będzie to ulubiony lub drugi ulubiony album fanów, więc to do czegoś zobowiązuje...


Ależ ja się z nim zgadzam. Chociaż z drugiej strony, album wyciekł parę dni temu do sieci, co też jest znakiem obecnych czasów, i czytając komentarze słuchaczy, widzę, że to wszystko jest subiektywne. Część nadal będzie uważała, że najlepszą płytą jest "Out Of Myself", a część, że "Second Life Syndrome". Wielu mówi, że "ADHD" będzie naszym szczytowym osiągnięciem, ale to już czas pokaże. Moim zdaniem jest to w całości bardzo dobra płyta i bardzo się cieszę, że ją nagraliśmy, bo tak duże emocje nie towarzyszyły mi np. przy nagrywaniu "Rapid Eye Movement".


Czy ten album będzie promowany jakimś teledyskiem?


Są plany, ale w tej chwili ciężko jest mi coś o tym powiedzieć. Temat jest w fazie rozmów, no i oczywiście jest też kwestia finansów.


W zeszłym roku zarejestrowaliście koncert na potrzeby DVD. Byłem tam ubrany na biało, żeby się wyróżnić (śmiech). DVD miało być w zeszłym roku i do dzisiaj go nie ma...


DVD w końcu na pewno się pojawi. Nasz plan faktycznie był taki, żeby wydać je w zeszłym roku. Muzyka została zmiksowana i płytę wydaliśmy w limitowanym nakładzie. Nadszedł czas "ADHD" i tymczasowo porzuciliśmy temat DVD. Myślę jednak, że teraz będziemy mieć więcej wolnego czasu i na jesieni, w trakcie trasy, zapis koncertu będzie już dostępny.


Na osłodę do wersji deluxe "ADHD" dokładacie DVD z częścią koncertu z Amsterdamu. Jesteś zorientowany w specyfikacji technicznej koncertu? Dźwięk będzie stereo czy 5.1?


Będzie to stereo. Zdecydowaliśmy się na ten dodatek ze względu na zdjęcie koncertu z sieci. W innym przypadku nie byłby to atrakcyjny bonus.


Jesienią ruszacie w trasę. Przygotowujecie się do niej specjalnie? Macie już może pomysł na oprawę wizualną show?


Jako zespół mamy bardzo dużo pomysłów. Ich realizacja często rozbija się o sprawy finansowe. Nie jesteśmy zespołem mainstreamowym, więc nie ma też dużych sponsorów. Mamy za to fajną ekipę i utalentowanego gościa, który robi nam światła. Być może w pewnym stopniu uda nam się rozszerzyć doznania wizualne, ale to na razie nic pewnego.


Na czym obecnie grasz?


Gram na gitarach Mayones, gdyż współpracuję z tą firmą. Poza tym jest mi bardzo miło grać na czymś, co jest produktem polskim. Jestem z tego dumny, że coraz więcej polskich firm chce wchodzić na rynki zagraniczne i walczy o klienta. Co do jakości gitar to oczywiście kwestia subiektywna. Osobiście jestem bardzo zadowolony i jestem pod wrażeniem tego, jak od dwóch-trzech lat działa Mayones. Również tego, jakich muzyków ściąga do siebie.


Jak powstawały utwory na nowy album?


Zaczynając od końca... Teksty powstają praktycznie na kolanie. To zaskakujące, bo chyba nic na to nie wskazuje, gdyż Mariusz pisze wspaniałe teksty. Co do muzyki, to często ktoś przynosi riff, który ogrywamy i modyfikujemy. Jest też nasza stała forma tworzenia, tzw. improwizacja, podczas której powstaje coś z niczego. To są nasze dwie główne metody tworzenia w Riverside. Najbardziej płodną osobą w zespole jest niewątpliwie Mariusz, który potrafi od razu wyobrazić sobie, jak dany utwór powinien wyglądać w fazie końcowej. To taki dar, którego pozostałe osoby z Riverside nie mają. Nowa płyta została nagrana na mało powalającym sprzęcie, ale bardzo przeze mnie lubianym. Jest to końcówka Mesa Boogie 2×90W, do tego preamp Marshall JMP-1. Pozostałe rzeczy są czysto studyjne: efekty, delaye, chorusy. Parę "scrunchowanych" gitar nagrałem na Kranku, który brzmiał ciekawiej niż mój Marshall. Na stałe używam też Tube Screamera Ibaneza do podbijania. Mam też fajny overdrive zrobiony przez firmę Mark L., dla mnie mistrza świata w tej dziedzinie. Poza tym posiadam T.C. Electronic G-Major. Ze sprzętem wiąże się też śmieszna historia. Po nas w Studiu X nagrywał jakiś zespół blackmetalowy, którego niestety nazwy nie pamiętam, bo nazwa była jakaś skomplikowana. Chłopak przywiózł ze sobą cztery głowy, cztery paczki... ustawił to wszystko w studiu i zaczął bawić się poszczególnymi elementami. Wyglądało to ciekawie, przy czym ja sam w pewnym momencie straciłbym głowę i nie wiedziałbym, co brzmi lepiej, a co gorzej. Czasami lepiej jest mieć jedną rzecz do dyspozycji niż zbyt dużo.


Od początku był plan podzielenia płyty na pięć kompozycji?


Jeśli chodzi o liczbę utworów, to na początku było dużo bardziej radykalnie. Miało być ich tylko cztery. Wtedy płyta trwałaby tyle co obecnie, czyli 44’44" - byłby to nasz czwarty album i dodatkowo złożony z czterech piosenek. To jednak wymagałoby średniej długości utworu w okolicach 11 minut, dlatego porzuciliśmy ten pomysł.


Jak często ćwiczysz grę na gitarze? Masz może jakieś ulubione ćwiczenie?


Wasze pismo nazywa się "Gitarzysta" i chciałbym na początku nadmienić, że ja niespecjalnie umiem grać na gitarze. To może wydawać się śmieszne, ale ja takie zdanie mam na temat swojego grania. Bardziej uważam się za grajka niż za muzyka. Jak byłem młody, w czasie, gdy większość osób zaczyna grać na instrumencie, ja miałem inną pasję. Był to sport. Muzyki byłem jedynie fanem. Przez kilka lat grałem w piłkę ręczną i to był mój plan na życie. W którymś momencie okazało się, że z przyczyn zdrowotnych nie mogę uprawiać sportu. Miałem 14 czy 15 lat, gdy w moim życiu pojawiła się gitara. Brzdąkałem sobie na niej, a później zacząłem grać w zespole metalowym. Zdawałem sobie sprawę z tego, że choć wiele mi to dało, była to grupa trzecio- lub czwartoligowa. Graliśmy, żeby mieć z tego zabawę. Nagle w moim życiu pojawił się Riverside. Miałem wtedy 27 lat. Byłem więc już dorosłym człowiekiem. To był pierwszy moment, gdy zacząłem myśleć, że trzeba zacząć ćwiczyć, by utrzymać się w tym zespole. Nie było to dla mnie łatwe, gdyż w tym wieku trudno tak po prostu zacząć poświęcać cały swój wolny czas na ćwiczenia. Mam też inne priorytety w życiu, nie mam więc ani czasu, ani chęci, ani cierpliwości. Staram się wobec tego grać chociaż dwie, trzy godziny dziennie. Ćwiczenia wymyślam sobie sam. Przede wszystkim próbuję znaleźć rzeczy, które mi nie wychodzą i po prostu trenuję...


Jesteś bardzo skromną osobą. Grasz w najbardziej znanym polskim zespole progrockowym, w dodatku cieszącym się uznaniem na całym świecie. Nie masz tej świadomości?


Nasuwa mi się tu tylko jedno słowo: paradoks. Rzeczywiście tak się złożyło, jak mówisz. Ja po prostu mówię otwarcie o moich umiejętnościach. Choć jest parę osób, które powiedziały mi, że w mojej grze jest coś charakterystycznego, co mnie wyróżnia i co oni rozpoznają. Może w tym tkwi przyczyna, dla której ludzie lubią słuchać, jak gram. Nie komplikuję sobie życia i nie próbuję grać rzeczy, które są ponad moje możliwości. Spytaj zresztą ludzi, czemu im to się podoba.


A masz jakiś ulubiony utwór, który grasz na koncertach?


Wiesz, to też jest paradoks. Nie jestem zwierzęciem scenicznym. To, że jestem w zespole, w którym są cztery osoby, nie pozwala mi na chwilę słabości. Wychodzę na scenę z kolegami i muszę dać radę...


Nowa płyta dopiero trafia na rynek, ale warto już teraz spytać o plany na przyszłość. To co teraz? Sopot, Opole, Eurowizja? (śmiech)


Muszę powiedzieć, że dwa lata z rzędu dostaliśmy maila z propozycją od pewnej osoby, by wystartować w preeliminacjach do Eurowizji. Nie bardzo to rozumiem, po co pisać do takiego zespołu jak my. Oglądałem właśnie ostatnią edycję festiwalu i jakoś nie widzę nas w takim klimacie. Latem zagramy na kilku innych festiwalach, a jesienią ruszamy we wspomnianą trasę: 24 czy 25 koncertów w Polsce oraz podobna liczba za granicą.


Marcin Kubicki

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie