Jest wiele rzeczy. Słuchanie agresywnej muzyki, wzbudzającej złość w Tobie. Też słuchanie innej muzyki... Jest tak wiele dobrych kapel metalowych: bębniarz ma podwójną stopę, wokalista śpiewa, gitarzysta shredduje, a mimo to nie brzmi to innowacyjnie. Brzmi to jak każda inna kapela, jak wycięte z tej samej formy. Słuchanie takich rzeczy zmusza cię do zrobienia czegoś innego. Kiedy indziej inspiracją są dobre i złe wydarzenia w twoim życiu, a czasami to wpływ jakiegoś innego członka zespołu. Inspiracją nie jest nigdy coś pojedynczego, to zbiór rzeczy. Również muzyka pop. Wiele osób pyta mnie, jakiej muzyki słucham. Myślą, że to musi być coś w stylu Cryptopsy. Nieprawda, słuchamy wielu normalnych rzeczy. Ja uwielbiam Stevie Wondera. To jest dla mnie inspiracją. Michael Jackson i jego "The Wall", dla mnie jako basisty, jest pełnym mocy albumem. Wszystko się zmienia, dwa lata temu, kiedy pracowaliśmy nad płytą "Ire Works", słuchałem innych rzeczy niż teraz. Finalnie to zawsze będzie Dillinger, jednak słyszysz wiele małych rzeczy, które potem przedostają się do muzyki. Twoje relacje, nowe związki i rozejścia, złość po nich, odbywanie trasy koncertowej, frustracja nią, bycie rozbitym... Z pewnością nie jeździmy jeszcze Bentleyami, jestem głodującym artystą, uwierzcie mi (śmiech).