Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Steve Howe

Steve Howe

Uważany w latach 70. za jednego z najlepszych gitarzystów świata - filar grupy Yes,a później Asia - Steve Howe gra obecnie w obu tych zespołach, prowadzi własną grupę i udziela się jako solista. Korzystając z okazji, udało nam się porozmawiać z nim przed koncertem Asii w warszawskiej Stodole.

Jak się czujesz jako członek dwóch słynnych grup? Nie męczy cię to?


Nie sądziłem, że kiedykolwiek znajdę się w dwóch zespołach, i nie planowałem tego; ale jest zapotrzebowanie na taką muzykę, jaką gra Asia, a ponieważ Yes zrobiło sobie cztery lata przerwy, byłem bardzo zadowolony z tego, że Asia powróciła do pierwszego składu, w którym swego czasu się znalazłem i po latach znów w nim jestem. Obecnie obie grupy działają i przy dobrym zgraniu terminów mogę brać udział w koncertach ich obu (obecnie kończy się wspólna trasa grup Yes i Asia - przyp. RL).


Byłem na ostatnim koncercie poprzedniej trasy Asii w Bratysławie - to był wspaniały koncert. Czego możemy się spodziewać po koncertach obecnej trasy?


Będzie trochę nowych rzeczy, na przykład inny set akustyczny, a na późniejszych koncertach wprowadzimy trochę nowych utworów, choć ogólnie setlista pozostanie zbliżona do tej sprzed roku.


Czy planowana jest następna płyta Asii? Ostatnia "Phoenix" była znakomita.


Tak, myślimy o tym, podobnie zresztą jak w Yes. "Phoenix" była bardzo treściwą, zwięzłą płytą. To świetny projekt, który bardzo nam się podobał, tak więc będziemy chcieli nagrać kolejny materiał, czekamy tylko na właściwy moment.


Muzyka Asii jest znacznie łatwiejsza w odbiorze niż muzyka Yes, czy w związku z tym twoja praca w tym pierwszym zespole jest łatwiejsza? W której z grup komponujesz więcej i w której masz większy wpływ na końcowy rezultat?


Prawdę mówiąc, to największym wyzwaniem jest solowa gra na gitarze, w której ma się stuprocentowy wpływ na końcowy rezultat - to jest to, co najbardziej lubię. Jednak nie można nie doceniać stosowania elementów progresywnych w muzyce Asii, nawet jeśli są to tylko elementy, a nie cały styl. W Yes grałem bardzo długo i dlatego stało się to względnie łatwe, a w Asii udzielam się ponownie dopiero od niedawna i jest to dla mnie pewnym wyzwaniem. Z drugiej strony, z obecnym składem Yes gramy dawno niewykonywane utwory, co też jest wyzwaniem, a ja lubię wyzwania, więc jestem bardzo zadowolony z takiej sytuacji.


Kiedy myślę o twojej grze, zawsze kojarzę ją z hybrydową, kostkowo-palcową techniką prawej ręki. Kto był twoim wzorcem, jeżeli chodzi o tę technikę?


Gdy używam tej techniki, trzymam kostkę między kciukiem a palcem wskazującym i używam palców: środkowego i serdecznego. Usłyszałem ją na początku w wykonaniu Big Billa Broonzy’ego, potem Scotty’ego Moore’a i Merle’a Travisa. Największy wpływ na mnie miał jednak Chet Atkins, który był poza tym doskonałym producentem i pracował z takimi gwiazdami jak Jim Reeves. Był fascynującym człowiekiem i miał szczególnie piękny sposób gry na gitarze, dlatego jego lubię najbardziej. Bardzo podobnie jak ja gra Albert Lee - kiedy zobaczyłem go grającego, byłem zdziwiony, że on robi to w ten sam sposób. Większość ludzi, których znam, stosuje specjalny pazurek na kciuk, ja natomiast używam zwykłej kostki i dwóch palców.


Którzy gitarzyści wywarli największy wpływ na twój styl gry na gitarze elektrycznej?


Większość moich mentorów usłyszałem bardzo wcześnie, a byli to Les Paul i Jimmy Bryant, a także Hank Marvin, który przyczynił się do wzrostu popularności gitary elektrycznej w tamtym czasie. Jeszcze zanim zacząłem grać na gitarze, słuchałem Jimmy’ego Bryanta, który grał w duecie ze Speedy Westem - był to duet typu country.


Czy to prawda, że twoimi głównymi wzorcami byli gitarzyści jazzowi, a nie rockowi?


Interesowałem się różnymi stylami, nie tylko rockiem, więc sięgałem również do wzorców spoza tego gatunku, co nie zmienia faktu, że zostałem gitarzystą rockowym. Jednak pierwszym impulsem do tego, aby grać, był rock and roll. Po kilku latach zacząłem odkrywać gitarę jazzową, a gdy miałem 16 lat usłyszałem Wesa Montgomery’ego, co zapoczątkowało moją fascynację tym gatunkiem, która trwa do dziś. Zacząłem szukać płyt jazzowych, głównie wytwórni Blue Note, co spowodowało, że słuchałem nie tylko gitarzystów - poznałem Rolanda Kirka, Milesa Davisa, Gila Evansa... Co do gitarzystów, to poza Wesem słuchałem Django Reinhardta, Charliego Christiana, bardzo lubiłem też Tala Farlowa, Kenny’ego Burella, a zwłaszcza Jima Halla. Mógłbym wymienić jeszcze co najmniej dziesięciu gitarzystów, których można by określić jako spuściznę Charliego Christiana, takich jak np.: Hank Garland, Howard Roberts, Barney Kessel i oczywiście Joe Pass. Wszyscy oni byli fenomenalnymi muzykami, których bardzo lubię.


Stosujesz także klasyczną technikę gitarową prawej ręki?


Gdy gram na gitarze klasycznej, stosuję coś podobnego do tej techniki, coś, co sprawdza się w danym momencie, ale nie myślę o tym jako o technice klasycznej. Gdyby ktoś mnie zapytał, którego palca użyłem i w którym miejscu, to nie potrafiłbym odpowiedzieć, ponieważ robię to instynktownie. Cokolwiek próbuję zrobić z moją prawą ręką, muszę najpierw wypróbować i nauczyć się tego.


Czy środkową część utworu "Innuendo" grupy Queen, gdzie zagrałeś gościnnie, wykonałeś techniką palcową czy kostkową?


Grałem wtedy wprawdzie na gitarze typu hiszpańskiego (klasycznej), ale kostką. Oni chcieli, żebym zagrał bardzo szybko i efektownie, a ja nie byłem w stanie zagrać czegoś takiego tylko palcami.


W naszym magazynie ukazały się cztery transkrypcje twoich utworów. Jest wśród nich solo z "Sound Chaser" oraz twój chyba najsłynniejszy i najtrudniejszy utwór "Clap"...


Nigdy nie planowałem tego, aby solo z utworu "Sound Chaser" ukazało się w druku, jednak ukazało się ono w książce "Steve Howe - Guitar Pieces In Tablature" i teraz w waszym magazynie, podobnie zresztą jak "Clap". Niestety nie czytam nut i nie mogę zweryfikować żadnego z tych zapisów.


Na oryginalnym koncertowym wykonaniu "Clap" Jon Anderson zapowiedział go błędnie jako "The Clap", ale chyba w tytule chodziło ci o zachęcenie publiczności do klaskania w czasie utworu...


Tak, dokładnie! Wstawienie "the" do tytułu było rzeczywiście pomyłką.


Od czego należy zacząć, aby osiągnąć pewien stopień biegłości w technice hybrydowej?


Nie wiem, co mam doradzić - po prostu trzeba słuchać innych i wyciągać wnioski. Moja muzyka rodzi się we mnie, ona powstaje w chwili, gdy ją zagram, a nie poprzez pisanie jej na papierze. Powstaje z tego, co słyszę teraz i co słyszałem kiedyś. Te wszystkie rzeczy, które słyszałem, mają wpływ na to, jak gram teraz - mieli na to wpływ gitarzyści jazzowi, klasyczni itd. Słyszałem wielu gitarzystów, których gra mi się podobała, ale jeśli miałbym wskazać osobę, w grze której jest najwięcej bliskich mi elementów, to wskazałbym na Cheta Atkinsa. Gram w sposób bardzo zbliżony do niego, wykorzystując wszystkie elementy jego techniki. On zawsze był moim mentorem.

W czasie gry palcami nie używasz paznokci, ale mimo to brzmienie jest bardzo klarowne.


Gdy gram na gitarze z naciągiem metalowym, zazwyczaj używam kostki. W niektórych utworach takich jak "Clap" używam zarówno palców, jak i kostki, trzymając kostkę i używając środkowego palca, czasem też serdecznego. Palcami gram tylko na gitarze typu hiszpańskiego z nylonowym naciągiem. W grze na gitarze klasycznej bardzo duże znaczenie dla brzmienia mają paznokcie i sposób ich wykończenia. Staram się, aby nieznacznie wystawały one poza obręb opuszek, ponieważ to pozwala uzyskać dobre brzmienie zarówno przy graniu podziałów akordowych, dwu-, trójdźwięków, jak i melodii na pojedynczych dźwiękach. Gitarzyści klasyczni używają dłuższych paznokci, co przypomina pazurki stosowane w technice fingerstyle. Ja niestety nie mogę stosować techniki paznokciowej, chciałbym, ale nie mogę, tak więc pozostaje mi kostka i w pewnym zakresie palce prawej ręki.


Jakich strun używasz do gitary akustycznej?


Na ogół używam dość grubych strun, ponieważ mocno je dociskam i mam dosyć silny atak, więc jeśli są cienkie, to łatwo się poddają i nie brzmią za czysto oraz brzęczą. Do gitary akustycznej najczęściej zakładam zestaw .013-.054", do gitary klasycznej komplet High Tension, a do elektryka - gdy gram z Asią - zestaw .011-.054". W Gibsonie ES-175 mam struny: .012", .012", .016", .026", .040" i .050" - jest to bardzo nietypowy zestaw, bo najwyższa struna jest twarda, natomiast druga i trzecia - to struny miękkie. Na gitarze akustycznej próbuję różnych strun, na przykład Elixir, a gdy potem wracam do strun Martina, to wcale nie brzmią one lepiej. Obecnie używam strun d’Aquisto na wszystkich instrumentach, ponieważ są wśród nich dostępne komplety o różnych grubościach.


Oprócz gitary akustycznej, klasycznej i elektrycznej grasz na całym mnóstwie instrumentów strunowych, na przykład na gitarze hawajskiej (pedal steel guitar), gitarze typu sitar i gitarze portugalskiej. Skąd takie zainteresowanie tymi instrumentami?


Zainteresowanie wzięło się z moich zainteresowań (śmiech). A tak naprawdę chodzi o odmiany brzmienia, o jego kolor. Mógłbym używać cały czas tego samego brzmienia, ale nie chcę. Jedyny wypadek, kiedy używam tego samego brzmienia, to gdy gram w moim trio. Robię tak dlatego, że w tym gatunku muzycznym nie trzeba kombinować z brzmieniem, bo ono jest w porządku i można skupić się na muzyce, na dźwiękach. Ta różnorodność, której poszukuję, obejmuje dwie sfery: pierwsza to rodzina instrumentów podobnych do gitary, np. sitar, banjo czy mandolina. Jednak idąc nieco dalej, mamy tę drugą sferę, na przykład japoński instrument strunowy o nazwie koto czy cymbały (ang. hammered dulcimer), na których grałem tylko trochę. Są w tej grupie instrumenty, których jeszcze nie odkryłem, np. lira korbowa (ang. hurdy-gurdy), na której próbowałem grać, ale wywoływałem tylko uśmiechy na twarzach słuchaczy - chyba nie nauczę się na tym grać. Kupuję też różne dziwne instrumenty, które ozdabiają mój dom. Gram także na harfie, fortepianie i basie, który jest moim głównym instrumentem poza gitarami, zresztą jest to bardzo ciekawy instrument.


Masz podobno dużą kolekcję różnego typu gitar. Czy czasem je sprzedajesz?


Gitary i wszystko, co się z nimi wiąże, to dla mnie prawie cały świat, więc owszem, kupuję całe mnóstwo gitar, ale nie zachowuję ich wszystkich dla siebie, niektóre zamieniam na inne, niektóre oddaję, a niektóre sprzedaję. W latach 70. miałem pokaźną kolekcję gitar, ale później stwierdziłem, że nie potrzebuję aż tak wielu instrumentów. Teraz dysponuję skromniejszym zestawem sprawdzonych gitar, przy czym sprawą decydującą jest tu jakość danego egzemplarza. Często odkrywam, że wśród kilku kupionych gitar jest tylko jedna naprawdę dobra, i tę sobie zostawiam.


Jakie strojenie stosujesz do dwugryfowej gitary hawajskiej, której używasz w czasie koncertów z Yes?


Zawsze stosuję strojenie E-dur na pierwszym gryfie, natomiast na drugim bywa różnie. Może to być strój E-moll albo - tak jak w Nashville Pedal Steel - F#, Eb, Ab. Są to tego typu dziwne stroje, których używam, kiedy chcę zasymulować pedal steel.


Czy twoja gitara typu portugalskiego jest instrumentem 12-strunowym?


Tak, dlatego powinno się ją stroić jak gitarę 12-strunową, ale ja robię inaczej: stroję ją do akordu E-dur, a wszystkie dolne struny są strojone na przemian na dźwięk e lub b(h). Strojenie jest zbyt skomplikowane, żeby je wytłumaczyć, w każdym razie dolna struna E nie jest tym samym dźwiękiem co na gitarze, lecz o oktawę wyższym - jest to środkowe e. Najwyższa struna to Gis, tak więc jest to dźwięk wyższy niż na gitarowej strunie E1. Dlatego jej brzmienie jest lżejsze, podobne do sitaru.


W latach 70. kilka razy zdobyłeś tytuł najlepszego gitarzysty rockowego świata i w dalszym ciągu jesteś uważany za wirtuoza. Jak osiągnąć tak wysoką sprawność techniczną?


Nie sądzę, aby taki tytuł miał coś wspólnego z techniką, raczej chodzi tu o granie właściwych rzeczy. Instrumenty należy traktować w kategoriach twórczych, a nie technicznych. Oczywiście technika jest potrzebna i żeby być dobrym gitarzystą, musisz mieć dobrą technikę, ale nie powinna ona wyprzedzać twego rozwoju muzycznego. Dobry gitarzysta pokazuje, co można osiągnąć za pomocą tego instrumentu, i robi to. Weź na przykład Segovię, który jako pierwszy gitarzysta jeździł dookoła świata i prezentował gitarę, mówiąc: "Posłuchajcie, jak pięknie brzmi ten cudowny instrument". Ja mam podobne podejście, poza tym czerpię wiele rzeczy od innych gitarzystów, i to jest klucz do sukcesu. Sądzę też, że trzeba trochę zdawać sobie sprawę z tego, co ludzie chcieliby usłyszeć. Jest wiele rzeczy, których nie można przewidzieć i zaprojektować w swojej karierze, na przykład nie możesz powiedzieć sobie, że Eric Clapton osiągnął sukces i ja zrobię tak samo jak on. Najważniejsze jest to, że on szedł swoją własną drogą, dokonując indywidualnych wyborów, którymi udowodnił, że jego kariera nie polega tylko na wymiataniu na gitarze najszybciej, jak się da. Technika sama w sobie jest pusta, prowadzi donikąd, a kluczem do kariery jest własny styl. Istotną radą, która nie ma nic wspólnego z techniką, jest bycie w kontakcie z ludźmi i eksponowanie własnej osobowości. Tak więc nie ma sensu paktować z diabłem, aby osiągnąć biegłość techniczną, bo technika gry rozwinie się sama, natomiast ważną rzeczą jest, aby być świadomym wielu rzeczy i mieć kontakt z innymi muzykami. Obecnie pokusą dla wielu ludzi jest robienie wszystkiego samemu - zanim mają jakikolwiek pomysł na zaistnienie w świecie muzycznym, nagrywają płytę, grając na niej na wszystkich instrumentach, zajmują się jej produkcją, robią okładkę, zdjęcia... Zaraz, zaraz, poczekajcie! Czy jesteście naprawdę tak dobrzy, czy dacie sobie radę z tym wszystkim? Wielu ludzi tak robi, ale ja jako gitarzysta tak nie robiłem - uczestniczyłem w sesjach nagraniowych, grałem w zespołach, co było swego rodzaju czekaniem na okazję. A kiedy młodemu gitarzyście nadarzy się taka okazja, przeszkodą nie jest tu najczęściej jego technika, ale jego umysł i to, w jaki sposób myśli o tej pracy. Jest wiele sposobów na to, aby stać się sławnym, można na przykład być ekscentrycznym ego-maniakiem, można być złym chłopakiem, który nie wylewa za kołnierz, można też umrzeć młodo (śmiech). Jednak jeśli chcesz odnieść sukces, najważniejsze jest poświęcenie się temu, co robisz. Ja sam jestem przykładem kogoś, kto poświęcił się gitarze w dość młodym wieku - miałem wtedy 12 lat. Moja pasja nie przeminęła, a stała się moją pracą. Tak więc jest to jednocześnie moja praca i miłość. Mimo to w wieku 28 lat stwierdziłem, że moje podejście ogranicza mi horyzonty i że jeśli będę myślał o gitarze w ten sam sposób, co do tej pory, to prawdopodobnie zwariuję - akurat wtedy powiększyła mi się rodzina, więc od tamtej pory skupiam się więcej na życiu, a nie tylko na gitarze.


W jaki sposób można najskuteczniej rozwinąć swój warsztat? Czy dobrym pomysłem jest brać się za trudniejsze rzeczy po to, żeby się więcej nauczyć?


Z moich obserwacji wynika, że mogę przyswoić tylko to, co potrafię wykorzystać. Jeśli znajdę się w jakiejś sytuacji muzycznej, chcę grać jak najlepiej i w sposób jak najbardziej odpowiadający tej sytuacji. Poza przypadkiem, kiedy jest się gitarzystą grającym solo, czyli tak naprawdę samotnym gitarzystą (śmiech), należy uczyć się pracy z innymi. Tak więc moją radą jest nie skupiać się na sprawach dotyczących trudności technicznych, tylko wyzwolić swoją wrażliwość i pracować z ludźmi. Oni zwrócą ci uwagę i pomogą, jeśli coś robisz nie tak. Poza tym trzeba być pewnym siebie, być zorganizowanym, mieć dobry sprzęt, być solidnym, poważnie myśleć o swojej pracy, ale przede wszystkim pracować z ludźmi, bo to jest najważniejszy czynnik, jeśli chce się zaistnieć w świecie muzyki. Bardzo ważnym elementem w pracy muzyka jest determinacja, ponieważ nic nie zdarza się ad hoc. Kariera to praca, którą wykonujesz całe życie i ważne jest, aby skupić się na tym, co robisz. Z mojego doświadczenia wynika, że nikt nie pomógł mi bardziej niż ja sam sobie. Oczywiście byli dookoła ludzie, których szanuję i którym jestem wdzięczny za wszystko, ale jednak najważniejsza była moja własna wizja samego siebie, która pomogła mi przejść przez tak wiele nagrań, grup, tras i wytwórni płytowych.


Ile czasu poświęcasz na codzienne ćwiczenia? Czy masz jakieś swoje ćwiczenia, czy po prostu grasz?


Nie narzucam sobie żadnej dyscypliny, aby ćwiczyć, co jest spowodowane brakiem czasu. W przyszłym roku minie już 50 lat, od kiedy gram na gitarze, i podczas ćwiczenia nie chodzi mi tylko o utrzymanie sprawności technicznej. Zawsze robię coś na gitarze, uczę się czegoś albo przearanżowuję jakiś utwór. Co prawda po skończeniu trasy daję sobie parę dni luzu i nie gram, ale potem wracam do grania z jeszcze większym entuzjazmem. Gdy ćwiczę, to po prostu improwizuję. Gdy jestem w trasie, gram dwa solowe utwory każdego wieczoru (nie są to ciągle te same utwory), tak więc gdy ćwiczę, gram całe mnóstwo tego typu kawałków i to pomaga mi zachować formę.


Jeśli nie czytasz nut, w jaki sposób zdołałeś się nauczyć koncertu D-dur Vivaldiego, który znalazł się na twojej drugiej solowej płycie?


Dużo słucham i wszystko gram ze słuchu, najpierw słucham bez skupiania się, potem bardziej koncentruję się na tym, czego słucham, następnie biorę do ręki gitarę i słucham, a w końcu staram się tego nauczyć. W ten sposób zrobiłem utwór Vivaldiego i tak samo pracuję z muzyką innych ludzi. Czasem jest to trudniejsze, na przykład u Bacha, gdzie są powracające motywy grane za każdym razem jednak nieco inaczej, wskutek czego jest tam masa rzeczy do zapamiętania. Nie czytam nut, to znaczy bardzo wolno przeczytam, ale nie jest to mój sposób na komunikowanie się z innymi muzykami. Gdy uczę się czegoś z zapisu, na ogół kilka razy spojrzę na symbole akordowe, i to wszystko. Jest to trochę tak, jak bycie niewidomym, ale dzięki temu koncentruję się na słuchaniu siebie i słuchaniu innych, a to bardzo wyostrza słuch. Zresztą niewidomi są często świetnymi muzykami.


Czy przyjedziesz do Polski ze swoim triem?


Tak, chciałbym więcej koncertować zarówno solo, jak i w trio. Prowadzę projekt o nazwie Remedy, w którym bierze udział grupka przyjaciół, a także moi synowie: Dylan na perkusji oraz Virgil, który zajmuje się bardziej studyjną stroną przedsięwzięcia. Mam tylko nadzieję, że będę miał na to więcej czasu (śmiech).


Współpracowałeś z Martinem Taylorem i nawet nagraliście razem płytę. Czy wrócisz do tej współpracy?


Bardzo miło wspominam tę współpracę, mam nadzieję, że on również. Jednak w tym roku mam bardzo mało czasu, występuję w dwóch grupach jednocześnie i nie mam nawet czasu na to, aby robić próby ze swoim triem. Martin jest wspaniałym gitarzystą i miłym człowiekiem, dlatego chciałbym wrócić do współpracy z nim i sądzę, że w końcu przyjdzie na to czas.


Jak widzisz przyszłość rocka progresywnego jako gatunku? Obecnie nie jest on popularny, wielu młodych ludzi wybiera prostsze rzeczy...


To zależy od tego, jak dobra jest tak naprawdę dana muzyka i na jakim jest ona poziomie, czy jest ponadczasowa. Jeżeli ktoś robi to dobrze, umie pokazać atrakcyjność tej muzyki, a jednocześnie jest świadom jej słabych stron i umiejętnie je omija, to nie ma powodu, żeby tego nie robić. Jednak taka muzyka to olbrzymie przedsięwzięcie. Słuchałem ostatnio w radiu wypowiedzi Davida Gilmoura, dlaczego nie robią następnej płyty Pink Floyd. To duża rzecz, wiąże się z tym wiele zobowiązań, jest zaangażowanych mnóstwo ludzi, potrzeba dużo czasu, prób. Wydawało się to łatwe w czasach, kiedy nagrywali "The Wall", ale to już nie wróci.


Czy uważasz, że Yes ma szansę nagrać kolejną płytę? Upłynęła już prawie dekada od ostatniej płyty "Magnification"...


Grupa Yes ma nowy skład od listopada ubiegłego roku - wokalistą jest Benoit David (zastąpił Jona Andersona - przyp. RL), na klawiszach gra syn Ricka Wakemana Oliver, poza tym Chris Squire, Alan White i ja. Dotychczasowe koncerty były fantastyczne, publiczności bardzo się podobały, a my bawiliśmy się wspaniale. Niestety Chris miał kontuzję pod koniec trasy, więc ostatnie koncerty musiały być odwołane. Są plany, że zrobimy coś w najbliższym czasie, i mam nadzieję, że dojdą one do skutku. Tak więc mogę powiedzieć, że z mojej strony robię wszystko, co mogę, aby zespół istniał i miał się dobrze. Co do nagrania nowej płyty to jest to oddzielna dyskusja, ale życie zespołu toczy się dalej, mamy teraz nowe możliwości, jest wspaniały skład, planujemy trasy koncertowe - między innymi zamierzamy być w Europie na jesieni 2009.


Ostatnią trasę Yes niektórzy fani nazywają "Almost-Yes Tour" - w zespole nie ma Jona, nie ma Ricka... To "prawie" robi pewną różnicę...


Nie wiem, co mam odpowiedzieć. Jak na razie zamierzamy kontynuować współpracę z Benoitem i Oliverem, przynajmniej w tym roku. Nie wiem nic więcej, po prostu mamy to, co mamy, taki jest obecny skład zespołu i robimy, co możemy, żeby było jak najlepiej.


Występujesz w Yes, w Asii oraz we własnym zespole. Która z tych prac jest dla ciebie najważniejsza?


Najważniejsza dla mnie jest ta, której nie wymieniłeś - jako gitarzysta solowy. Na mojej ostatniej płycie "Motif" oraz na solowych wydawnictwach z ostatnich lat jest tylko gitara solo. "Motif" jest symbolem mojej determinacji w graniu solo na gitarze, są tam nowe wykonania starych utworów oraz cztery nowe kompozycje. Jestem sam zdziwiony tym, jak wiele utworów na gitarę solo napisałem. W przyszłym roku będę świętował 50-lecie grania na gitarze i z tej okazji zamierzam wydać "Motif Vol. 2". Na obu tych płytach znajdzie się łącznie około 40 utworów. Powraca tu moja fascynacja Chetem Atkinsem, choć ona nigdy mnie tak naprawdę nie opuściła, dlatego gdy zapytałeś o najważniejszą dla mnie formę pracy - nie jest to ani Yes, ani Asia, ani moje trio, a właśnie gra solo. Być może w przyszłym roku uda mi się bardziej skupić na tej właśnie dziedzinie, a nie na pracy z zespołami.

Asia
Warszawa, Stodoła, 4 kwietnia 2009

Od czasu powrotu do swego oryginalnego składu sprzed trzech lat brytyjska supergrupa Asia nie próżnuje - w zeszłym roku nagrała nową płytę "Phoenix" i cały czas regularnie koncertuje. Wiosenna trasa po Europie rozpoczęła się 19 marca w Moskwie, a zakończyła 24 kwietnia w Londynie. W warszawskiej Stodole zespół wystąpił w sobotę 4 kwietnia. Koncert obejmował zestaw utworów zbliżony do tego, który można było usłyszeć podczas poprzedniej trasy zakończonej 31 maja 2008 w Bratysławie, były zatem takie sztandarowe hity Asii, jak "The Smile Has Left Your Eyes" "Heat Of The Moment" czy zagrany na bis "Sole Survivor", a także utwory pochodzące z dorobku macierzystych zespołów każdego z muzyków: "Roundabout" i "Clap" (Yes), "Fanfare For The Common Man" (Emerson, Lake & Palmer), "In The Court Of The Crimson King" i "Book Of Saturday" (King Crimson) oraz "Video Killed The Radio Star" (The Buggles). Usłyszeliśmy również utwory ze wspomnianej już najnowszej płyty, a były to: "Never Again", "Extraordinary Life" oraz przepiękna ballada "Heroine". Z pewnością wart jest wzmianki minirecital gitarzysty Steve’a Howe’a, który wykonał utwory na gitarę akustyczną solo - renesansowy klasyk "Little Galliard" i nieśmiertelny "The Clap". Weterani prog rocka jeszcze raz potwierdzili swoją najwyższą klasę i zagrali wspaniały koncert, choć nie zrobiliby źle, gdyby zmienili nieco zestaw utworów - ich macierzyste zespoły (może poza The Buggles...) mają na tyle bogaty i ciekawy dorobek, że nie trzeba grać tzw. wypełniaczy w stylu "Fanfare..." czy znakomitego ale wyeksploatowanego do znudzenia "Roundabout". Nie można też pominąć milczeniem faktu, że niestety akustyka koncertu nie była najlepsza, co zauważył m.in. sam Steve Howe, rzucając mimochodem pytanie:"what a f*** sound?", czym wzbudził gromki śmiech publiczności. Dość słabo słyszalne były klawisze, a brzmienie zdominowane było przez częstotliwości dolne i środkowe, natomiast brakowało góry. Po dwugodzinnym koncercie muzycy pospiesznie odjechali do hotelu, a fani mogli nacieszyć się jedynie krótkim spotkaniem z Downesem, który na chwilę wyszedł do publiczności. Obecnie Asia znów jest w trasie; tym razem jest to połączona trasa Yes i Asii po USA, tak więc grający w obu grupach Steve Howe ma dwa razy więcej pracy niż pozostali muzycy.

Robert Lewandowski

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie