Pierwszą gitarą, z którą miałem kontakt, był akustyk mojego starszego brata. Nie pamiętam firmy, ale był to jakiś niskobudżetowy krajowy wyrób. No i ja tę gitarę zdemolowałem, bo wtedy jeszcze mniej podobało mi się samo granie, a bardziej pozowanie i trzymanie gitary. To brat pokazał mi pierwsze A-moll i C-dur. Potem już uczyłem się od kogo tylko mogłem, z każdej strony. Wiesz, jak to jest - kolega zagrał coś fajnego, to go męczyłem i nie wypuszczałem z domu, dopóki mi tego nie pokazał. Później przyszedł czas na domy kultury, które w tamtych czasach były fantastycznymi instytucjami, przynajmniej w moich stronach. Były tam darmowe sale na próby, a niejednokrotnie kompletny sprzęt łącznie z gitarami i wzmacniaczami. W międzyczasie dostałem od ojca pierwszą gitarę elektryczną - kopię Stratocastera, którą mam do dziś. Pamiętam, że popularny wtedy był Klub Kolejarza, gdzie cyklicznie odbywały się jam sessions. No i wiadomo, Marek Raduli - człowiek legenda. Kiedy był w Kędzierzynie i miał trochę czasu, to spotykał się z kolegami, żeby pogadać i pograć...