Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Titus i Yankiel (Acid Drinkers)

Titus i Yankiel (Acid Drinkers)

Zespół Acid Drinkers obchodzi dwudziestolecie działalności i niedawno ruszył w jubileuszową trasę. Z drugiej strony, maszyna nie zwalnia i panowie szykują kolejne atrakcje dla swoich fanów. O tym "co w trawie piszczy" opowiadają Titus i Yankiel.

James Hetfield miał podsumować karierę Metalliki w jednym słowie i nie był w stanie tego zrobić. A jak Ty podsumowałbyś 20 lat działalności Acid Drinkers?


W jednym nie, ale w dwóch dam radę - pyszna zabawa (śmiech). Jakby to rozwinąć... Byłoby to bardzo subiektywne... Fajny skład, świetni koledzy, sprawna ekipa, momenty artystyczne, wiadomo, wyżej albo niżej. Towarzysko jest po prostu bardzo dobrze, ekipa z roku na rok coraz sprawniejsza...


Co do albumów Acid Drinkers, które płyty uważasz za najlepsze w historii Acids?


Mam troszeczkę inne poglądy niż fanówa, która kupuje nasze płyty. Najbliższym mojemu sercu jest "Dirty Money, Dirty Tricks" - drugi album. Oprócz tego chętnie włączam "State of Mind Report", czyli generalnie rzeczy bardziej klasyczne i zbliżone raczej ku tradycji rockowej niż thrash metalowe.


"Amazing Atomic Activity" również do nich zaliczasz?


Nie, do "Amazing..." mam zupełnie inne podejście jako do albumu - traktuję go bardziej jako "the best of..." tamtego składu. Ta płyta nie ma tak zdecydowanego charakteru jak tamte dwie. Myślę, że po latach zaliczyłbym do nich "Infernal Connection"... Gramy na koncertach bardzo dużo numerów z tego albumu i rzeczywiście dobrze to "siedzi".


Znane są anegdoty o waszych pierwszych koncertach, np. o szóstym koncercie Acid Drinkers w Katowickim "Spodku". Powiedz, jak to wygląda teraz? Czy granie koncertów daje wam jeszcze frajdę?


Powiem Ci, że chyba większą frajdę sprawia nam granie koncertów teraz, bo, mówię o sobie, mam mniejszą tremę niż kiedyś. I to, jak wspomniałeś o szóstym koncercie na Metalmanii w Katowicach, było baaardzo ciężko wyjść na scenę i jakoś zabawić ośmiotysięczną publiczność małolatowi, który nie do końca wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Rzeczywiście trzeba było mnie trochę wypychać, także teraz, mając mniejszą tremę, większe umiejętności i zdecydowanie większą wiedzę "jak to się robi", frajda jest większa, bo odpada pewien balast (śmiech). Oczywiście jest coś takiego jak trema i lubię to, bo napędza mnie, aczkolwiek jest ona inna niż wtedy. Jest oczywiście element pewnej rutyny wykonawczej - wiadomo, jeśli grasz "Barmy Army" po raz szósty, a po raz tysiąc szósty, to na pewno ten numer chodzi inaczej, ale chyba teraz frajda jest większa... Inna frajda, o! (śmiech)


A czy zdarzają się jakieś godne odnotowania, wyjątkowe sytuacje na koncertach?


Wydaje mi się, że gramy bardzo równe koncerty od wielu lat, chociażby dlatego, że mamy bardzo konkretną, fajną publikę, która wie czego oczekiwać od Acids i nie ma jakiś niespodzianek. Set też jest układany zdecydowanie koncertowo - bardzo często się zmienia, żebyśmy nie ogrywali cały czas tego samego. Pamiętam,  że po albumie "State of Mind Report" podczas trasy graliśmy chyba przez dwa lata ten sam program - mało się nie porzygałem (śmiech), także staramy się zmieniać go co jakiś czas. W każdym razie koncerty są równe i nie ma czegoś szczególnie wyróżniającego jednych od drugich.


Najnowszym "nabytkiem" Acid Drinkers jest Yankiel, który gra w zespole już od jakiegoś czasu. Czy mógłbyś ocenić jego styl gry, wykonywanie waszych numerów i ogólny wpływ na muzykę zespołu?


Ja stoję na środku sceny, więc mam pełne stereo. Myślę, że to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Na początku, kiedy przyszedł do zespołu, nazwałem go "jebanym geniuszem", ponieważ jest to piąty gitarzysta, który stoi po mojej lewej stronie i nie słyszałem, żeby którykolwiek z poprzednich gitarzystów tak szybko, tak sprawnie i tak konkretnie przygotował się do grania z zespołem. Na pierwszą próbę zagraliśmy półtorej godziny materiału. Pomylił się tylko raz - byłem w całkowitym szoku. W porównaniu do innych, ma zdecydowanie bardziej "popcornową" prawą rękę - jest bardzo dokładny, bardzo konkretny i rytmiczny, i zupełnie nie słyszę hałasu z lewej strony. Z dawnych czasów, grając z Litzą, który młócił bardzo mocno, Lipą, który nie grał thrash metalowo, czy Olem, który też lubił rozpędzić prawą rękę, czasami z lewej strony słyszałem więcej, że tak się wyrażę, "artystycznego bałaganu" niż tzw. konkretnej pompy. W podobny sposób ocenił to Jacek Miłaszewski, który miksował ostatni album Acids - "Verses of Steel". Jednego dnia wpadł na nasz koncert i powiedział "a, posłucham sobie jak to wszystko brzmi z przodu", bo akurat nas nie nagłaśniał. Był zdziwiony, bo zwykle z prawej, patrząc od strony publiki, czyli tam, gdzie grali faceci, którzy najczęściej się zmieniali, zawsze było troszeczkę inaczej niż z lewej, gdzie stoi Popcorn, a tu się okazuje, że wszystko było dokładnie tak, jak na płycie. Yankiel ma bardzo "popcornową" prawą łapę, taka jest moja ocena, a łapa Popcorna jest najlepsza z jaką grałem przez ostatnie 20 lat. Yankiel gra równo, konkretnie i świetnie "pompuje".


A co możesz powiedzieć o jego "preferencjach" w graniu?


Z tego co mi podgrywał, czy z tego co słyszę, kiedy czasami gra sobie na próbie dźwięku z ekipą techniczną przed koncertem, to dominuje bardzo riffowe granie, sabbathowskie, osbourne’owe, tego typu. Żadnej wirtuozerii ani wyścigów - bardzo konkretna riffowa ręka.


Jaki będzie wkład Yankiela jeżeli chodzi o zawartość następnej płyty Acid Drinkers?


Zobaczymy sami, bo najbliższym projektem Acid jest rzecz sprzed piętnastu lat, którą chcieliśmy odnowić, czyli album "Fishdick". W ‘94 wyszedł "Fishdick" jedynka, gdzie zrobiliśmy dużo utworów klasycznych. Przed nami zbieranie do kupy wszystkiego, co złoży się na płytę "Fishdick II". I tu zobaczymy co zaproponuje nam Monsieur Yankiel - zasada była taka, że każdy przygotuje po dwa numery, z czego będzie razem osiem. Umieścimy jeszcze jakieś dwa, żeby wyszło dziesięć na konkretny album. W kwestiach muzycznych, przy tym "Fishdicku" odetniemy się od hard rocka czy heavy metalu - chcemy podejść do rzeczy, które nie są ani rockowe, ani metalowe i zrobić je na ciężko. Sam jestem ciekaw, co zaproponuje Yankiel, zwłaszcza, że do pierwszych propozycji na "Fishdick II" zaliczały się jakieś piosenki francuskie, Bananarama itp., oczywiście przerobione konkretnie ciężko, po acidowemu. W każdym razie, nie słyszałem jeszcze propozycji Yankiela i bardzo jestem ciekaw numerów, które nam przygotuje. Jeszcze nie usiedliśmy do prób, ale mówię, chcemy się wziąć za rzeczy nie hard rockowe i zrobić je na mocno. Ja na przykład chciałbym tak zaśpiewać Sinatrę (śmiech).


Kiedy wystartujecie z nagrywaniem?


Myślę, że zaczniemy na początku przyszłego roku.


Nie mogę nie zapytać o Twój solowy projekt - Titus Tommy Gun. Jak przebiegała praca nad albumem?


Praca przebiegała bardzo leniwie i bardzo spokojnie, bo nie przycisnąłem od razu "pedału gazu" - musiałem dobrać skład i ludzi, z którymi chciałbym współpracować. Miałem na myśli rockowe trio, bardziej jak Motörhead etc. Z Lemmym - gitarzystą, spotykaliśmy się przez rok albo półtora raz na dwa, trzy tygodnie i przez ten długi czas powstało dziesięć numerów, które nagraliśmy miesiąc temu. Jesteśmy w trakcie miksu, dokładnie w połowie i właśnie tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Album ma się nazywać "La Peneratica Svavolya" - w wolnym tłumaczeniu "Kompletne Rozhamowanie" i ma się ukazać 30go listopada. Kiedy usłyszałem pierwsze miksy, morda mi się uśmiechnęła, bo Jacek Miłaszewski, który pracował również nad "Verses of Steel", od razu trafił w charakter zespołu, za co należą mu się wielkie brawa. Jest dobrze, fajnie, głośno - pełny rock’n’roll i pełny metal.


Czy możemy spodziewać się trasy promującej "La Peneratica Svavolya"?


Myślę, że tak. Zastanawiałem się nad wyruszeniem Titus Tommy Gun w trasę np. około kwietnia. Oczywiście zależy to od tego, jakie będzie zainteresowanie albumem, czy ludziom się spodoba i czy będą chcieli słuchać go na żywo. Jeżeli tak, jestem zwierzęciem typowo koncertowym i scenicznym, więc nie omieszkam ruszyć w Polskę albo nawet dalej.


Wiadomo już, że w Poznaniu i Krakowie zagrają z wami Litza i Perła. Jak wyglądały wasze próby?


Perła był na dwóch próbach i zrobiliśmy numery, które sobie wybrał. Nie grałem akurat na próbie z Litzą, bo miałem miksy Tommy Gun, ale w zasadzie nie byłem do końca potrzebny, bo moje kwestie basowe zupełnie się nie zmieniają, także Litza musiał się dograć z Popcornem i przypomnieć sobie stare rzeczy. Sprawnie, konkretnie, bardzo koleżeńsko i z lekkim sentymentem (śmiech). Litza jest zawodowcem a te numery, które grał przez dziesięć lat siedzą mu pod ręką. Poza tym, utwory które wybrał, czyli "High Proof Cosmic Milk", "The Joker" i "Slow and Stoned (Method of Yonash)", wyszły właśnie spod jego ręki i takich rzeczy się nie zapomina. Perła miał pewne trudności co do wokalu, bo nie śpiewał już długi czas - jest producentem muzycznym od kiedy przestał grać w Acids. Nie stoi przed mikrofonem, ale jeżeli chodzi o granie na gitarze, przyniósł białego "G" i tu się wszystko zgadzało (śmiech).


Czy na koncerty w innych miastach przygotowaliście podobne atrakcje?


Z tego co wiem, Litza i Perła zagrają w Poznaniu, Krakowie, Warszawie i we Wrocławiu.


Chciałbym zapytać o Twoje gitary. Jesteś kolekcjonerem basów czy instrumenty traktujesz raczej jako narzędzia?


Nie kolekcjonuję basów. Próbowałem, ale nie wychodziło mi to, chyba nie miałem kasy na koncie (śmiech). Poza tym nie sądzę, żeby grając w Acid Drinkers można było kolekcjonować cokolwiek innego oprócz korków od jaboli (śmiech). Swoje gitary basowe lubię, raczej nie sprzedaję, chyba, że widzę jak leżą pół roku w kącie i do niczego mi nie służą. W Acid od lat gram na Spectorach. Moim głównym basem jest biały Spector NS z ’92 kupiony w Berlinie, na którym nagrywam płyty począwszy od "Striptease". Cały orypany, raz czy dwa wyrzucony z drugiego piętra przy dobrej zabawie, ale nic mu się nie stało. Miał wymieniane progi i dwa klucze, poza tym nietknięty, chociaż rzeczywiście wygląda jakby wypadł z samolotu. Moim rezerwowym modelem w Acids jest Spector model "Rex Brown", którego używam rzadziej, bo trzeba zmienić equalizację całego sprzętu. Jaśniejszy, ostrzejszy i inaczej siedzi w miksie. Natomiast w Titus Tommy Gun postanowiłem spróbować czegoś innego, ponieważ tam bas traktuję gitarowo, jeszcze bardziej niż w Motörhead - mocniej, albo tak samo przesterowany, gram solowe rzeczy na basie, szybkie, konkretne zagrywki. Ku moim oczekiwaniom wyszedł Mirek Kaczorowski z firmy Interfon i zaproponował mi Ibanezy Icemany. Na te modele zwróciłem uwagę już jako dziecko, bo grał na nich Paul Stanley z Kissów i jest to absolutnie heavy metalowy, piękny kształt. Mirek powiedział "zobacz te Icemany" i przysłali mi dwa, w tym jeden z limitowanej serii w biało-czerwoną szachownicę. Kiedy go odpaliłem, od razu pomyślałem, że o to mi chodziło. Zdecydowanie inny bas niż Spector i, co bardzo mnie ucieszyło, zdecydowanie lepiej siedzi w akordach. Na Spectorze są troszeczkę "grubsze" i bardziej "zmulone", a przy Ibanezach akord jest czysty, jasny i konkretny, co bardzo mi wpasowało, dlatego zgodziłem się na współpracę i wziąłem te dwa Icemany, których używam teraz w Titus Tommy Gun.


Czy w takim razie można powiedzieć, że na "La Peneratica Svavolya" zaprezentujesz swoje umiejętności gry na basie?


Nie chcę pokazać swojego opanowania basu, bo chodzi tu głównie o dobrą zabawę. Jeżeli chcę pograć więcej, to pogram, ale jeśli chciałbym pokazać moje "prawdziwe umiejętności", to oprócz gitary musiałbym przyprowadzić na scenę jeszcze parę innych rzeczy, wiesz o co chodzi (śmiech). Jeżeli zakładam zespół i w nim gram, głównie interesuje mnie dobra zabawa przy pomocy dźwięku. Moje umiejętności są takie a nie inne, być może dla niektórych basistów są one mierne, a dla niektórych nieosiągalne, ale zawsze podczas grania moim celem była dobra zabawa.


Odnośnie Twojego brzmienia, czy sam dobierasz parametry swoich basów, czy pozostawiasz to dźwiękowcom?


To zależy od tego gdzie gram. Jeżeli mówimy o Acid Drinkers, nagrywam czystego Spectora i rola basu polega na wypełnianiu wszystkiego samym dołem i podpieraniu pozostałych instrumentów - jednym słowem klasyczne zadania gitary basowej. Tak wygląda praca w studio i pozostawiam to produkcji Ślimaka, bo mam do niego zaufanie. Bas na scenie ustawiam dokładnie tą barwą i głośnością, żeby służył za dobry odsłuch, czyli np. tnę dół, żeby nie dudnił mi na koncercie a zostawiam środek z górą, żeby mieć wyraźny punkt i dobrze siedzieć ze stopą. W przypadku Titus Tommy Gun, w studio wyraźnie wiedziałem jakie brzmienie chcę uzyskać i pilnuję, żeby było tak, jak pan Titus sobie tego zażyczył, ponieważ jestem producentem "La Peneratica Svavolya". W kwestiach scenicznych, bas spełnia tutaj również funkcję drugiej gitary i muszę mieć na scenie w odsłuchu dokładnie to, co idzie na przód.


Wielkie dzięki za rozmowę i do zobaczenia na koncertach.


Dzięki! Zapraszam i pozdrawiam.


Grasz już dosyć długo w Acid Drinkers. Mógłbyś podsumować ten czas?


Szaleństwo i ciężka praca, zdecydowanie.


A jak było z przyjęciem przez członków zespołu?


Właściwie było tak, że przyszedłem na pierwszą próbę i w zasadzie wszystko zadziałało. Najpierw grałem ze Ślimakiem i Popcornem, parę rzeczy robiłem źle, ale od razu pokazali mi co i jak, i od tamtej pory wszystko się zgadza (śmiech).


Jak przyjęli Cię fani Acids?


To bardzo dziwne, bo spodziewałem się kompletnej porażki, natomiast okazuje się, że jest naprawdę fantastycznie i dało mi to dużo wiary, dzięki nim jest jeszcze lepiej. Oczywiście zdarzały się głosy krytyczne, ale bardzo dobrze, że takie miały miejsce. W każdym razie dziękuję wszystkim ludziom, którzy nas słuchają, bo dla nich gramy i o to w tym wszystkim chodzi.


Coraz bardziej udzielasz się wokalnie na koncertach. Czy będziemy mogli spodziewać się Twojego śpiewu na najnowszej płycie?


Myślę, że tak, aczkolwiek zależy to od tego, jak wszystko się potoczy. Być może nie będzie takich utworów, w których zaśpiewam, ale sądzę, że jakieś się znajdą. W tej chwili jeszcze nic dokładnie nie wiadomo, mamy bardzo dużo propozycji i mam nadzieję, że coś takiego będzie miało miejsce.


Jak wiadomo, najnowszą płytą Acids będzie "Fishdick II". Czy zaproponowałeś już jakieś konkretne numery?


Tak, to będzie "Fishdick: Reaktywacja" (śmiech). Każdy przyniósł parę pomysłów, zbieramy je dalej do około dwudziestu, z czego wypadnie pewnie pięć-sześć i będzie to pełnowymiarowy album. Będzie i troszeczkę lajtowo, i ciężko. Generalnie dużo znanych, fajnych piosenek.


Jakie są Twoje muzyczne "zainteresowania"? Myślę, że zainteresuje to wielu waszych fanów.


Moje gusta są bardzo dzikie i zróżnicowane, aczkolwiek od paru lat mam nawrót do typowego, oldschoolowego grania, wiesz, skojarzenia z dzieciństwa itd. Mam ogromny sentyment do gitarzystów rytmicznych z tamtych lat, np. Scotta Iana z Anthrax czy Jamesa Hetfielda z Metalliki - twórców wspaniałych, gitarowych riffów. Oczywiście muszę też wspomnieć o Dimebagu z Pantery.


A co możesz powiedzieć o swoich koncertach z Flapjackiem?


Koncerty Flapjacka były po prostu cudowne, gdyż zespół ten nie grał przez dłuższy czas i dało się odczuć pewne parcie na to, żeby grać koncerty właśnie z Flapjackiem. Można powiedzieć, że była to kompletna dzicz - pierwsze dwa występy dla dużej publiczności, jeden na Juwenaliach w Poznaniu i Hunterfest, gdzie czekało nas super przyjęcie. Potem jeszcze dwa klubowe koncerty, na których też było znakomicie. Swoją drogą, we Flapjacku jest trochę inne myślenie i granie, mogę nawet powiedzieć, że gra się tu trudniej niż w Acid, potrzeba więcej pracy.


Czy planujecie nagranie nowego albumu?


Oczywiście, trwają próby, jest już gotowych pięć-sześć numerów, więc zapowiada się nowa płyta Flapjacka.


A jak dogadujesz się z pozostałymi członkami Acid Drinkers?


Właściwie to nie rozmawiamy ze sobą, więc jest fantastycznie (śmiech). Nie, żartuję, kontakt jest bardzo bliski i przyjacielski. Nie ma na razie żadnych spięć ani nic w tym stylu. Oni grają tu od wielu lat, wszystko już wiedzą a ja się dużo uczę. Staram się nie wychodzić przed szereg.


Powiedz, od kiedy grasz na gitarze i skąd pomysł na sięgnięcie po ten instrument?


Można powiedzieć, że tak naprawdę gram na gitarze właściwie od 2005 roku (śmiech). Od dziecka gram na gitarze basowej, a moim pierwszym instrumentem był fortepian, który poznawałem w szkole muzycznej, co poszerzyło w jakiś sposób moje muzyczne horyzonty. Zawsze omijałem gitarę, bo to za dużo strun, piszczy i gwiżdże, także dużo łatwiej było mi grać na basie. Jednak w pewnym momencie, gdy w zespole, którymś tam z kolei, zabrakło gitarzysty, sięgnąłem właśnie po gitarę. Pewnego dnia zacząłem tworzyć swoje riffy i coraz lepiej mi to szło, aczkolwiek z solówkami zawsze byłem trochę na bakier. Za to teraz bardzo wiele nauczyłem się od Darka (Popcorna - przyp.). Swoją drogą gram też na perkusji i można powiedzieć, że właśnie od tego instrumentu zaczynałem (śmiech). Oczywiście w tej chwili gitara jest priorytetem, ale czasami zdarza mi się przysiąść do bębnów, jednak bardziej dla jaj.


Ostatnio Twoim głównym instrumentem jest czarny Gibson Explorer. Skąd ten wybór?


Od dziecka chciałem mieć taką gitarę i przypadek sprawił, że mogłem kupić ją od mojego kolegi, którego pozdrawiam - będzie wiedział, o kogo chodzi. Zawsze chciałem posiadać taki sprzęt i właściwie od dziesięciu lat walczyłem o ten instrument. To stary Gibson Explorer z ’93 roku, ma naprawdę potężny sygnał i jest bardzo ciężki. Stara gitara, na której "Duce" z zespołu Piersi nagrywał płytę "Powrót do Raju". Mam zamiar jeszcze nabyć Gibsona Flying V, ale to raczej na wiosnę. W każdym razie szukam jakiegoś starego modelu z lat ’90.


Na koncertach w Poznaniu i Krakowie, zagrają z wami Litza i Perła. Jak będą wyglądały koncerty z nimi?


Robert i Perła będą mieli po trzy numery do zagrania. Lipa też mógłby zaśpiewać, ale chyba niestety go nie będzie. Co do prób, byłem na jednej z Perłą i czułem, jakbym cofnął się w czasie (śmiech). Bardzo sympatycznie i bardzo kolorowo.


Ostatnio "odkopałeś" utwór "Solid Rock" do waszej setlisty. Czy można spodziewać się kolejnych niespodzianek?


Oczywiście, cały czas będziemy kombinować z setlistą. Będę napierał, żeby grać numery, które nigdy wcześniej nie były przez nas wykonywane. Ludzie domagają się ich, bo lubią te utwory, których wcześniej na żywo nie słyszeli. Niektóre ze starych piosenek Acids nie były w ogóle ogrywane na koncertach, więc ciekawe, jakby nam to teraz wyszło.


Czy mógłbyś powiedzieć jak pracujesz nad swoim brzmieniem?


Mam bardzo niewielkie wymagania i jestem prosty obsłudze jeżeli chodzi o kwestie sprzętu (śmiech). Używam tylko bramki szumów, ewentualnie kaczki i bardzo rzadko phasera. Preferuję układ gitara-kabel-piec, bo po prostu nie znam się na tych wszystkich zabawkach, chociaż wiem, że jest to bardzo ciekawe. Natomiast jestem bardzo skoncentrowany na brzmieniu, które sam ukręciłem i staram się tego trzymać. Zazwyczaj sprawdza się zarówno na dużych scenach jak i w małych klubach.


Wielkie dzięki za rozmowę. Jakieś słówko do czytelników?


Również dziękuję, a na zakończenie do czytelników: miłość, radość i emocje! (smiech).


Maciej Betliński