Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Łukasz Cegliński (Happysad)

Łukasz Cegliński (Happysad)

Zespół Happysad wydaje kolejną płytę. Gdzieś pomiędzy jej premierą a trasą koncertową, z Łukaszem Ceglińskim rozmawiał Grzegorz Żurek.

Witam i na początek mam takie pytanie. Czy odczuwacie na co dzień jakoś swoją popularność? Powiedzmy sobie szczerze - dzięki setkom zagranych koncertów i regularnemu wydawaniu płyt jesteście jednym z najbardziej znanych polskich młodych zespołów.


Leszek Kamiński, producent muzyczny i realizator płyty Mów Mi Dobrze, powtarzał nam bardzo często: "Chłopaki, pielęgnujcie ta waszą popularność, bo wam łatwiej będzie! Nie oszukają was w sklepie, u mechanika samochodowego, brygada remontowa nie wyniesie wam materiałów z waszego własnego mieszkania i lekarz was potraktuje po ludzku". Śmialiśmy się z tego, bo z tej naszej popularności to poza klubem w którym gramy, nie pozostaje wiele (śmiech). Na ulicy przemykamy niezauważeni, mechanik samochodowy z nas zdziera kosmicznie, a pani w warzywniaku wcale jajek za darmo nie daje. Daleko więc nam do celebrytów, którzy to ze swojej sławy potrafią zrobić użytek i wymierne korzyści z tego mają. Nie puszcza nas żadna telewizja. Z resztą jaką kapelę rockową puszcza jakakolwiek telewizja? Grają nas może dwie stacje radiowe na krzyż, a na ulicy rozpoznać mogą ewentualnie fani przychodzący na koncerty. Reasumując: zespół to my może i znany jesteśmy, ale jako ludzie pozostajemy wciąż anonimowi (śmiech). I to jest bardzo dobre, nam wystarczy.


Wiem że to pytanie słyszeliście pewnie setki razy, ale czemu ostatecznie zdecydowaliście na nazwę Happysad, jako szyld bandu. I co ta nazwa dla was oznacza?


Kiedy zakładaliśmy zespół chcieliśmy, aby nazwa dokładnie opowiadała komuś, kto w ogóle nas nie zna, o klimatach w jakich się poruszamy. A że te klimaty były na poły wesołe i smutne, co zauważyła nasza pani od polskiego, to przyjęliśmy nazwę Happy Sad Generation, by później zamienić ją na happysad. Krócej, konkretniej i lepiej. Teraz pewnie zespół nazwalibyśmy inaczej. Chyba w ogóle do tego nie przywiązywalibyśmy wagi. Wybierając nowa nazwę pewnie kierowalibyśmy się fajnym brzmieniem słowa, ale nie sililibyśmy się na nazywanie i określanie tego co gramy, by przedstawiać się w ten sposób.


Czego należy spodziewać się po płycie "Mów mi Dobrze"? Będzie jeszcze bardziej "dojrzale" niż na "Nieprzygodzie" czy wrócą znowu porównania do Pidżamy Porno? Singiel brzmi troszkę Kultowo...


W zasadzie do końca czerwca mieliśmy jakiś tam plan działania, napisane utwory, zarysy tekstów itp. Mieliśmy tylko wejść do próbowni, wszystko poukładać i zabrać się za nagrywanie. Jednak maj dla nas z różnych względów był miesiącem armagedonu i generalnie megadołem, wiec gdy weszliśmy w lipcu do próbowni i zaczęło świecić słońce i pogoda się taka równikowa zrobiła, to zstąpiła na nas nowa energia. Zmordowani deszczową wiosną, graniem starych numerów na koncertach wpuściliśmy tą nową energię do próbowni i stała się rzecz niezwykła. W ciągu kilku dni w zasadzie zmieniła się koncepcja płyty, powstały nowe teksty, nowe utwory. W sumie około połowa nowych numerów zamieniła się miejscami z jeszcze nowszymi. Postanowiliśmy pójść w radość, zapisać nasz stan energetyczny na miesiąc lipiec na płycie. To co można usłyszeć na "Mów Mi Dobrze" to najświeższy, najaktualniejszy obraz zespołu happysad. Mamy w sobie zdecydowanie o wiele więcej energii niż w pierwszym półroczu (śmiech).


A Czego wy spodziewacie się po "Mów Mi Dobrze"?


A czego się ojciec spodziewa, jak mu się dziecko rodzi? Że lubiane będzie, że je docenią, że krzyczeć na nie będą, że będą mówili: O! Jaki ładny! Oj cudny! Jaki inteligentny! Boski (śmiech). A na serio to jako zespół jesteśmy w takim miejscu, że czego byśmy nie nagrali, to dziennikarze i tak będą nazwę naszą wymawiać z lekkim przekąsem i uśmiechem w kącikach ust, więc nie oczekujemy niczego oprócz miłego przyjęcia na jesiennej trasie koncertowej z nowymi utworami, bo nie kojarzę żebyśmy kiedykolwiek zawiedli się na fanach.


Standardowo przybliż wszystkie szczegóły dotyczące powstawania utworów i nagrywania nowego materiału.


Najstarszą piosenką z całego zestawu jest otwierająca płytę "Ciało i Rozum". Dobre dwa lata ma, może i więcej. Nie weszła na "Nieprzygodę", bo chyba głowy mieliśmy szczelniej pozamykane i nijak nie potrafiliśmy zrobić ciekawego aranżu do tego tekstu i tej melodii. Reszta to rzeczy maksymalnie świeże, z których tylko "W Piwnicy U Dziadka" i "Nie Ma Nieba" ogrywaliśmy czasem koncertowo, ale to i tak jest okres roku mniej więcej, od kiedy te numery weszły do naszej setlisty. A numery powstają przeróżnie. Albo po imprezach w hotelach, albo w busie pomiędzy jednym miastem a drugim, czasem wręcz pół godziny przed koncertem na próbie dźwięku ktoś coś godnego uwagi zagra. Pamiętam powrót z jakiegoś koncertu. Późna noc, zmęczeni problemami technicznymi jakie zafundowali nam organizatorzy, wracaliśmy do Warszawy. I na ten nieciekawy czas Kuba wziął akustyka, zaczął cos brzdąkać, pod nosem marudzić, po czym po kilku minutach powiedział mniej więcej: "Chyba mam fajne numery. Zerkniecie?" I tak powstały zarysy "Kostuchny" oraz "Lęków I Fobii". Przez resztę podróży śpiewaliśmy te numery i wyobrażaliśmy sobie jak to zażre jak wejdziemy do próbowni i zagramy na elektrykach (śmiech). Często też na próbach utwory powstają ze wspólnego jammowania. Na "Mów Mi Dobrze" takich numerów też jest trochę.

Wybór osoby realizującej materiał był dla nas oczywisty. Po atmosferze w jakiej powstawała "Nieprzygoda" doszliśmy do wniosku, że nie chcemy eksperymentować z innym realizatorem niż Leszek Kamiński, bo to człowiek w naszym klimacie. Bardzo skupiony nad pracą, wymagający, konkretny, ale też przesympatyczny człowiek o nieziemskiej cierpliwości, która nam, zespołowi z zerowym niemal doświadczeniem bardzo się przydała. Praca z Leszkiem to beczka śmiechu i ciężka praca, ale zawsze przyjemność. Proszę sobie wyobrazić, że gość, który na co dzień nagrywa najlepszych muzyków, najlepszych wokalistów i wokalistki, na co dzień współpracujący z profesjonalistami, ma nagle nagrać zespół miernot, które nie potrafią wejść w "jedynkę" i całe życie grają nierówno (śmiech). Niejednemu by się mózg zlasował. Leszka cierpliwość jest zadziwiająca!

A nagrywaliśmy w studiach S4 i S3 Polskiego Radia, na Pro Toolsie itd. Nas nigdy nie interesował proces nagrywania płyty od strony technicznej. My od piosenek jesteśmy. Może właśnie dlatego Leszek mówił, że dobrze mu się z nami pracuje, bo mu się nie wcinamy w jego robotę (śmiech).


Jak trafiliście do Mystic Production?


Najprościej jak się da. Zadzwonili i zaproponowali nagranie DVD. Przedstawili warunki współpracy (swoją drogą na maksa zadowalające), zauroczyli nas swoja otwartością, profesjonalnym podejściem do każdego tematu, ludzkim spojrzeniem na wszystkie problemy nękające prostych grajków i od razu poddaliśmy się ich szatańskiemu urokowi (śmiech). Poza tym to na serio przesympatyczni ludzie. Wolę jak mój wydawca jest osobą, z którą mogę się umówić na grilla, niż kosmitą rezydującym gdzieś w okolicach czarnej dziury.


Jak układa się współpraca z Danielem? Kiedy postanowiliście, żeby zrobić z niego pełnoprawnego członka zespołu?


Daniela poznaliśmy dzięki doskonale zaaranżowanemu przez siłę wyższą zbiegowi okoliczności. Przy nagrywaniu DVD chcieliśmy rozszerzyć nasze koncertowe instrumentarium o klawisze i trąbkę. To takie nasze odwieczne marzenie. Gdy szukaliśmy jakiegoś fajnego trębacza, (a znaleźć musieliśmy, bo Janusz Zdunek, z którym graliśmy od jakiegoś czasu miał w dniu naszego koncertu "kultowy" koncert w Londynie), to albo był zajęty w dniu koncertu, albo się akurat żenił. Daniela poznaliśmy przez Darka Malejonka, który nam dostarczył telefon do kogoś kto go znał. Daniel też czasu na próby w Warszawie nie miał, ale zapewnił, że przed koncertem spokojnie opanuje materiał i generalnie no problem. No i faktycznie. Przyjechał na maksa przygotowany. Po koncercie był w lekkim szoku, bo zespołu specjalnie nie znał, a tu nagle 1500 osób na sali. Potem napisał SMSa, że fanie się grało i jakby coś to on chętnie. No to "jakby coś" pojawiło się przy okazji koncertu w Częstochowie, skąd Daniel pochodzi. Zaprosiliśmy go na nasz koncert, żeby trochę dźwięków z trąbki powydobywał i podobało nam się to na tyle, że postanowiliśmy postawić na Daniela i za współpracę doskonałą podziękować Januszowi Zdunkowi, który musiał dzielić swój czas pomiędzy Kult, Buldoga, swój Marienburg i nasz happysad. Daniel jest muzykiem doskonałym. Opanował trąbkę (a chyba i wszystkie dęciaki nawet), akordeon, klawisze, kontrabas i perkę. Mogłem coś pominąć. Służy nam też czasem swoim słuchem, gdy w pobliżu nie ma tunera. Jak Daniel da "E" to nie ma… szans na pomyłkę (śmiech). Dla nas to muzyk kompletny. Korzystamy z jego wiedzy najczęściej jak możemy. Poza tym jest człowiekiem słuchającym. Mówimy: "Daniel, zależy nam na akordeonie, klimacie takim i takim". I on nam podczas próby gra coś co właśnie mu się w głowie układa i to jest tak dobre, że po chwili z wypiekami na gębie przekrzykujemy się: "Zostaw, zostaw. Zapamiętaj! Nic nie zmieniaj! O to chodziło". To bardzo ułatwia pracę.


Czy któryś z członków Happysad ma jakieś nietypowe hobby? I jakiej muzyki słuchacie na co dzień?


Raczej nie. Jesteśmy do bólu przewidywalni i normalnie zwyczajni. Do swoich hobby w CV zawsze będziemy wpisywać sport, książki, muzyka, film. Natomiast dla wielu to czego na co dzień słuchamy jest zaskakujące. Bo u nas na półkach jest wszystko. Od Slipknota, Behemotha, Baroness, Cult Of Luna, poprzez Manic Street Preachers, Bright Eyes, Noah And The Whale, Why? Sondre Lerche, Cake’a, Boba Marleya, Pustki aż po Cheta Bakera, Armstronga, Glenna Millera czy muzyki z musicalu Jesus Christ Superstar. Od groma tego mamy i non stop czegoś słuchamy (śmiech). Wymieniałbym pół dnia.


Gracie mnóstwo koncertów, żyjecie już tylko z grania? I jak to robicie, że np. po 3 miesiącach wspólnej trasy nie macie chęci pozabijać się nawzajem? (śmiech)


Tak, żyjemy z grania. To się podobno nazywa "przejść na zawodowstwo" (śmiech). Starcza na tyle by sobie jakoś spokojnie żyć na poziomie średnim i tylko czasem ponarzekać.

Taka 3-miesięczna trasa nie równa się 90 dniom poza domem. Zazwyczaj wyjeżdżamy na 3-4 dni, aby potem powrócić do domu i 3-4 dni odpoczywać przed następnym wyjazdem. W ekipie trasowej mamy jasne relacje i wszyscy znamy się już od dawna, nasze charaktery, poczucia humoru itd. Ciężko komuś zaleźć za skórę znając się w zasadzie od podszewki. Poza tym my mało konfliktowi jesteśmy i zbyt pokojowo nastawieni do świata, żeby sobie jakimiś sprzeczkami zawracać głowy. Jest taki tekst kabaretu Potem: "Po co się kłócić z drugim człowiekiem, skoro można go zabić." My czasem w busie potrafimy zabić się śmiechem (śmiech).


A jak wyglądają te wasze trasy - sex, drugs and rock'n'roll? Czy jednak jesteście spokojne chłopaki? Może podzielisz się jakąś śmieszną anegdotką z zaplecza jakiegoś koncertu?


My mamy swoje hasło: no sex, no drugs, alcohol (śmiech). Na seks pokoncertowy jesteśmy chyba za mało atrakcyjni, dragów nie bierzemy z zasady, a wieczór w trasie bez piwka czy czegoś mocniejszego zdarza się w trasie bardzo rzadko. Zazwyczaj staramy się nie niepokoić gości hotelowych, szczególnie w ich własnych pokojach, często natomiast kompanem naszych hotelowych spotkań jest gitara akustyczna, a jak jest gitara to jest śpiew, a jak jest alkohol to śpiew jest radosny i głośny, a jak jest śpiew głośny to są kłopoty. Tylko raz zdarzyło się, że właściciele hotelu nie chcieli nas przyjąć po raz drugi i było to gdy niesłusznie oskarżono nas o wyrzucenie stolika z pokoju na drugim piętrze, a rozżaleni i źli byliśmy, bo naszemu znajomemu przez okno wyrzucono pozostawioną nieumyślnie w ubikacji sztuczną szczękę. Zazwyczaj wracamy do znanych nam już hoteli i tam nas lubią. Miłe chłopaki jesteśmy. Bardzo spokojne. Jak tak czasem posłuchamy opowieści innych kapel z imprez hotelowych, to wiemy, że to nie my dzierżymy tytuł hotelowych zadymiarzy roku. Choć pewien windziarz w łódzkim hotelu zapewne pamięta nas bardzo dobrze (śmiech).


Czas na kącik filozoficzny. Często w wywiadach podkreślacie, że jesteście - tu cytat - "romantycznymi bezideowcami", że nie chcecie zmieniać świata, po prostu gracie piosenki. Czy to czasem właśnie nie jest jakaś nowa forma buntu, baza waszej popularności? Że młodzi ludzie nie chcą już nic zmieniać, tylko po prostu dobrze się bawić?


To nie nas się trzeba pytać jak jesteśmy postrzegani i jak ludzie postrzegają nasza muzykę. W tym nazywaniu siebie "romantycznymi bezideowcami" nie ma krzty autokreacji. Taka jest prawda. My normalnie miłością możemy tylko żyć (śmiech). Kiedyś zmieniać świat było łatwiej, bo cel buntu był wyraźny, oczywisty. Teraz wszystko rozmieniło się na drobne i pomimo, że każdy ma jakiś tam swój mały cel, to jednego wspólnego kierunku buntu nie ma. A jak nie ma to raczej każdy żyje swoim życiem, patrzy na swoje podwórko i poprawia to co mu się w grządkach tylko poprzewracało.


Jakie znaczenie ma dla was samych wasza warstwa liryczna? Kiedyś jadąc autobusem widziałem jak jedna 13-tka drugiej nuciła, że "kiedyś kupi nóż i powyrzyna wszystkich", nie przeraża was to? (śmiech)


Osobiście nie przepadam za tekstami powstałymi tylko żeby utwór nie był 4-minutowym solem gitarzysty. Wiadomo, że rozróżniamy piosenki na te do słuchania bezmyślnego i te, w których autor chce jednak coś przekazać. Jestem fanem tych drugich. Zdecydowanie. Nie wiem czy byłbym w stanie grać piosenki pozbawione konkretnych tekstów, o czymś. To tak jakby dawać ludziom półprodukt. Dla mnie emocje zawarte w tekście są tak samo ważne jak najgenialniejszy riff gitarowy.

Gdyby owa 13 wskoczyła do tego tramwaju faktycznie z nożem i słowa w czyny obróciła to może byśmy się lekko przerazili (śmiech). Osobiście znamy przypadki gdzie wymieniony wyżej fragment tekstu (zazwyczaj wyjmowany z kontekstu, a jakże) śpiewały dzieci kilkuletnie. Jeśli mamusia wytłumaczy, że to tylko piosenka i tak nie można, to jest spoko. Ale to jest piosenka o miłości, więc nie można jej odbierać takoż samo jak piosenek np. Cannibal Corpse tylko dlatego, że u nich i u nas ktoś kogoś chce zarżnąć (śmiech).


Którą płytę Happysad osobiście uważasz za najlepszą i dlaczego?


Ciężko być obiektywnym kilka dni po premierze płyty (śmiech). Z dwóch pierwszych płyt nie byliśmy zadowoleni. Znaczy człowiek się cieszył jak dziecko, ale brzmieniowo to wszystko kulało bardzo. Wiemy jakim szacunkiem ludzie obdarzają pierwszy album, ale dla nas jest płyta nie do słuchania. Są tam fajne piosenki, ale żeby sobie w domu je teraz włączyć dla przyjemności to odpada. Ja na co dzień słucham raczej dołerskiej muzyki, dlatego "Nieprzygoda" jest mi bardzo bliska. Teraz, po premierze "Mów Mi Dobrze", powiem, że to najlepsze co nam się przydarzyło. Czemu? A temu, że to najaktualniejszy zapis stanu ducha zespołu. Jesteśmy radośni i pozytywnie naładowani jakąś wiosenno-letnią energią. Dopóki taki stan będzie trwał, dopóty ta płyta będzie według mnie naszą najlepszą.


Jako iż jestem z Częstochowy pokuszę się o małą prywatę. Graliście w moim mieście parę koncertów, wspominasz je i miejscowych fanów jakoś specjalnie?


Z Częstochową jest mały problem, bo choć fani, miasto i klimat jest jak najbardziej OK, to jednak koncert w tak mało komfortowym miejscu jakim jest tamtejszy klub Rura, jest lekkim armagedonem. Ale lekkim. Do przeżycia. W Częstochowie gra nam się bardzo dobrze, ale żebyśmy kogoś specjalnego tam poznali to chyba nie. Chociaż oczywiście zawsze ktoś miły podejdzie, zagada rozsądnie. Poznaliśmy ogół, a ogół jest bardzo spoko, dlatego do Rury wracamy zawsze z miłą chęcią. Poza tym Daniel jest z Częstochowy tym bardziej jest nam ona zawsze po drodze.


Płyta na półkach sklepowych, koncerty, koncerty i jeszcze raz koncerty... To może być szalone pytania, ale mimo iż teraźniejszość jawi się jako bardzo pracowita, to myślicie już o przyszłości?


Gdy weszliśmy  do próbowni doszlifowywać już te ostateczne kawałki, to zamiast to robić, zaczęliśmy grać zupełnie nowe rzeczy, które pewnie się znajdą na kolejnej płycie. Więc może to szalone, ale osobiście nie mogę się doczekać próby kiedy zaczniemy robić coś nowego.


Grzegorz Żurek
GALERIA
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie