Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Sławomir Małecki (Zdrowa Woda)

Sławomir Małecki (Zdrowa Woda)

W tym roku zespół Zdrowa Woda obchodzi 21-lecie swego istnienia. Jest to dobra okazja do tego, aby spotkać się z gitarzystą formacji Sławomirem Małeckim.

Jesteś w zespole od początku. Opowiedz nam o swoich bluesowych korzeniach.


Jestem w Zdrowej Wodzie od początku, bo to ja w zasadzie zakładałem ten zespół. Odkąd pamiętam, chciałem grać muzykę okołobluesową. Na moje muzyczne zainteresowania duży wpływ miał Tadeusz Nalepa. Jako nastolatek słuchałem - wystanych w długich kolejkach - czarnych krążków zespołu Breakout. Wybór stylistyki i chęć podążania tym torem przez kolejne lata to świadomy wybór - kiedy w 1988 powoływałem do życia zespół, wiedziałem już dokładnie, co i jak chcę robić. I to się przez te wszystkie lata nie zmieniło. Zdrowa Woda to projekt, w którym się spełniam i nie czuję potrzeby powoływania do życia innych.


Czy mógłbyś przypomnieć ważniejsze wydarzenia z życia zespołu?


Ważne rzeczy działy się praktycznie od początku. Zespół powstał, gdy trzeba było wysłać zgłoszenie na Rawę Blues w 1988 roku, i wystąpił w finale tej imprezy już jako laureat. W 1989 dostaliśmy się do "Złotej Dziesiątki" i wzięliśmy udział w koncercie finałowym Festiwalu Opole. Od tamtego momentu wszystko toczy się z górki. Trudno to nawet policzyć, ale najmilej wspominam występy na finałach Rawy (1992, 1993), Jarocina (1992, 1993), festiwalu Bluesada w Szczecinie (1992, 1993, 2000), a także Muzyczny Camping w Brodnicy (1992, 1993, 1994, 1998), Olsztyńskie Noce Bluesowe (1994, 1998, 2000), Famę ’93, Blues nad Bobrem, Jesień z Bluesem w Białymstoku, Mokotowską Jesień Muzyczna, Przystanek Woodstock (1995, 1998)...


Stop, stop! Starczy już tego... (śmiech). Wygląda na to, że jesteście non stop w trasie.


Jak sam widzisz, prowadzimy intensywne życie koncertowe - oprócz dużych imprez gramy w zwykłych klubach, ale tego już się nie da policzyć. Zresztą uwielbiam grać na scenie i czuć tę niesamowitą energię... Spełniam się w tym. Co do wydarzeń, chciałbym tylko jeszcze podkreślić, że Zdrowa Woda zagrała pierwszy koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, z której ideą się utożsamiamy i będziemy grać z Jurkiem "do końca świata i o jeden dzień dłużej". Pamiętam nawet moment, kiedy spotkałem go na korytarzu w Trójce, gdzie prowadził audycję. Zagaił: "Słuchaj Sławek, mam taki pomysł...". Odparłem oczywiście, że wchodzimy w to, bo to świetny pomysł. Nie spodziewałem się jednak wtedy, że ta sprawa się aż tak wspaniale rozwinie. Obecnie jest to już potężna machina, której nic, na szczęście, nie jest już w stanie powstrzymać.


Gracie cały czas w tym samym składzie?


Skład zespołu nie zmienił się jakoś znacząco przez dwie ostatnie dekady. Z pierwotnego składu został wokalista i tekściarz Marek Modrzejewski, basista Sławek Jagas i oczywiście ja. Zmieniali się natomiast perkusiści - wszyscy byli świetni, ale z różnych powodów osobistych nasze drogi musiały się rozejść. Pewnego razu na nasz koncert przyszedł Dawid Leszczyk i powiedział, że fajnie byłoby z nami zagrać. Tak się też stało - to świetny perkusista. Natomiast w roku 1997 dołączył do nas Partyzant, który jeszcze do niedawna grał w zespole Dżem.


Nagraliście sześć płyt studyjnych plus jedną typu "The Best". Lubisz je wszystkie?


Jakże miałbym nie lubić własnych dzieci (śmiech)? Jednak czasem bywa tak, że to, co muzyk uznaje za fajne, zupełnie nie podoba się publiczności. Osobiście skłaniam się ku płytom nagranym po 1997 roku, ponieważ z Partyzantem ten zespół ma mocniejsze, pełniejsze brzmienie i zawsze inspirowała mnie gra na dwie gitary. Z kolei ludzie wydają się preferować płytę "Piwo", a sam tytułowy utwór stał się już swego rodzaju hymnem. Podsumowując, nie wstydzę się żadnej swojej płyty, chociaż na każdej coś bym poprawił. Jedyny album, którego brzmienia nie lubię, nosi tytuł "Zdrowa Woda", a spowodowane jest to tym, że ulegliśmy presji wydawcy co do repertuaru. W efekcie brzmienie tego krążka jest według mnie niespójne i nierówne. Uważam, że najlepiej byłoby, jeśli to słuchacze mogliby wybrać sobie utwory na płytę. Jakby forpocztą tej idei jest wrzucenie przez nas dwóch utworów z nowej płyty na nasz profil MySpace. Ciekawi jesteśmy ich odbioru...


Czujesz, że zespół osiągnął sukces? Czujesz, że jako gitarzysta osiągnąłeś sukces?


Sukces, kariera... a cóż to właściwie jest? Jeśli chodzi o to, że ludzie chcą nas słuchać, a nam ciągle chce się grać koncerty, to tak, osiągnęliśmy sukces. Gramy muzykę już 21 lat i właśnie w tym roku obchodzimy niezwykły jubileusz: "oczko". Mamy już przynajmniej trzy pokolenia słuchaczy - przychodzą nas oglądać ludzie w bardzo różnym wieku. Płyty nadal się sprzedają... Osobiście skłaniałbym się jednak do unikania słowa "kariera". Trzeba po prostu robić to, co się kocha, i być sobą - wtedy wszystko jest łatwe. Nie można pozwolić zabić w sobie siebie samego. Jeśli przez te wszystkie lata wytrwałeś pomimo przeciwności losu i byłeś wierny samemu sobie, to osiągnąłeś sukces. Bo sukces to nie jest sprawa chwili, tylko okresu obejmującego wiele, wiele lat. Dopiero z tej perspektywy widać to jak na dłoni.


Uczestniczyłeś jako artysta lub juror w niezliczonej ilości festiwali, konkursów itd. Czy są jeszcze jakieś prawdziwe wydarzenia tego typu, gdzie wynik nie jest ustawiony z góry?


Nie, myślę, że nie ma już takich imprez... W czasach, kiedy muzykę się produkuje pod określony target, a nie tworzy dla niej samej, wielkie firmy mają zbyt dużo do ugrania i zbyt dużo do stracenia. Dużo już widziałem i dużo mógłbym opowiedzieć. Nie będę wnikał w szczegóły, ale przykładowo, jeśli dowiaduję się jeszcze przed werdyktem jury od ekipy TV, kto wygrał, to gdzie tu jest prawda? Jeśli w czasie głosowania na piosenki wyłącza się jednemu z zespołów audiotele, a po wykryciu sprawy proponuje mu się z góry drugie miejsce, to gdzie tu jest prawda? Jeśli blokuje się kapeli udział w konkursie, bo jest zbyt dobra i zagraża faworytowi, to gdzie tu jest prawda? Jeśli się komuś podstawia różnego rodzaju wędki w postaci drogich alkoholi lub panienek, to gdzie tu jest prawda? To wszystko jest tajemnicą poliszynela i mało kto ma odwagę mówić o tym głośno.


Jak więc ma się w tym odnaleźć nasz Czytelnik, który gra w kapeli lub chce właśnie założyć swój pierwszy, własny zespół?


Jak już powiedziałem, trzeba wierzyć w siebie, być sobie wiernym. Pasja musi być życiem, a życie pasją. Trzeba oddychać muzyką. To w zasadzie określa już cel i drogę do niego. Nie można dać się skusić na łatwe rozwiązania i jakieś wątpliwe kompromisy. Zabieganie o popularność, szczególnie tę sztuczną, ulotną, wyczarowywaną jak królik z kapelusza przez media, nic nie daje. To jak pałac ze słomy, który obróci w gruzy pierwszy silniejszy podmuch wiatru. Tak naprawdę to słuchacz jest tym ostatnim ogniwem, które weryfikuje, czy jakaś muzyka jest słuchana, czy nie. I jeśli będziesz grał całym sobą i w twojej muzyce będzie twoje życie i ty sam, to słuchacz to kupi. Jeśli wyczuje choćby ślad fałszu, to odrzuci to.


Co według ciebie jest w życiu najważniejsze?


Ludzie. Przyjaciele. To jest największy skarb. Mieliśmy niezwykłe szczęście spotykać na naszej drodze ważne i wartościowe osoby. Z wieloma z nich bardzo się zżyliśmy, przyjaźnie te trwają latami i zostawiają trwały ślad w naszym życiu. Ciekawe jest to, że zwykle im większy człowiek, tym większą ma w sobie pokorę. Im ważniejsza muzycznie postać, tym mniej się na zewnątrz afiszuje i pokazuje, kim to ona nie jest. Natomiast w życiu - powiem teraz rzecz w tych czasach niepopularną - absolutnie nie są dla mnie najważniejsze pieniądze. Niestety wielu artystów zniszczyły właśnie duże i łatwo zdobyte pieniądze.


Jakie są plany Zdrowej Wody na najbliższy czas?


Promujemy wydaną właśnie płytę koncertową. Co do planów, to na jesieni ukaże się nasz kolejny album studyjny zatytułowany "Policz czas". Przymierzamy się także do wydania bardziej obszernego materiału złożonego z DVD i książki. A co dalej...? Grać, grać i grać... aż po kres i o jeden dzień dłużej!

Krzysztof Inglik

GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie