Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Konrad i Dawid (Orange The Juice)

Konrad i Dawid (Orange The Juice)

Muzyka Orange The Juice nie jest z pewnością skierowana do każdego przeciętnego Kowalskiego. Członkowie zespołu mieszają bowiem przeróżne stylistyki, improwizują, popadają w dźwiękowe szaleństwo, raz grają lekko i przyjemnie, innym razem generują istną kakofonię. A tym wszystkim zaskakują, intrygują, a niektórych zapewne drażnią i irytują. O przedziwnym tworze jakim jest grupa Orange The Juice opowiadali mi dwaj, z piątki tworzących ją indywiduów - wokalista Konrad Zawadzki oraz gitarzysta Dawid Lewandowski.

Patrząc na rozpiętość stylistyczną Orange The Juice, czy będę daleko od prawdy jeśli stwierdzę, że szybko nudzicie się słuchaną przez was muzyką?


To nie tak, że się nudzimy, zwyczajnie szukamy czegoś nowego. Jest mnóstwo wartościowej muzyki, takiej która inspiruje, otwiera nowe zakamarki w wyobraźni, nie potrafimy i nie chcemy się przed tym bronić. Nie znaczy to oczywiście, że nie wracam od czasu do czasu do swoich ulubionych pozycji… Chyba każdy takowe ma.


Każdy ma trochę inaczej. Ja na przykład jeśli juz słucham jakiejś płyty, która mi się podoba to przez cały czas przez okres np. dwóch tygodni. Później znam ja tak dobrze, że rzadko do tego wracam. Mam takie skrzywienie, że analizuje każdy szczegół dobrej produkcji. Zakładając zatem, że robię to dokładnie, zbyt wczesny powrotu do danej pozycji nie ma większego sensu.


Czy wyobrażacie sobie wejść na scenę i odegrać utwór nuta w nutę tak jak został zarejestrowany na płycie? Pytam, ponieważ na żywo gracie ponoć lekko przearanżowane swoje numery.


To byłaby właśnie nuda (śmiech). Nasze utwory zmieniają się bezustannie, co chwilę korci nas żeby przearanżować to czy tamto… to chyba dla nas naturalne. Dzięki temu muzyka cały czas żyje, a my mamy siłę żeby to grać. Poza tym wiele motywów w naszym materiale pozwala na improwizacje, a my ochoczo z tego korzystamy.


Ale to nie jest tak, że sobie wymyśliliśmy taka formule. Tak się po prostu jakoś porobiło. Tak już jest, że żaden numer nie może się czuć bezpieczny, skończony. Każdemu i w każdej chwili grozi amputacja, przeszczep, zmiana charakteru i... whatever.


W granych przez was dźwiękach nie wychwyciłem tylko rapu, elementów techno czy disco-polo. Poza tym jest chyba wszystko inne występujące dziś w muzyce - jazz, rock, metal, grind, muzyka filmowa, reggae.


Można bawić się w takie wyliczanie, ale nie był to cel sam w sobie. Nie myśleliśmy w sposób, jaki styl trzeba jeszcze dorzucić. Gdyby disco polo miało jakieś sensowne uzasadnienie dla utworu pewnie dałoby się coś w tej sprawie zrobić (śmiech).


Myślę, że wynika to z tego, że my nie postrzegamy muzyki gatunkowo. Po prostu gramy to, co akurat chcemy. Sięgamy po wszelkie dostępne środki, które mogą posłużyć do przekazania emocji, które akurat chcemy przekazać. Czasami oczywiście nie wiemy dlaczego użyliśmy akurat takiej, a nie innej stylistyki, ale niespecjalnie nas to interesuje. Jeśli brzmi dobrze, to brzmi dobrze. To jedyne kryterium jakie możesz przyjąć.

 
Powyższe ukazuje nie tylko na wasze szerokie inspiracje, ale także wskazuje, że musieliście wcześniej także grać różne gatunki muzyczne. W jakich zespołach terminowali więc muzycy Orange the Juice?


Trudno opowiadać o tym co było i to jeszcze w imieniu wszystkich chłopaków. Każdy z nas miał i ma różne epizody muzyczne, grało się "milion różnych bzdur". Obecnie każdy z nas jest zaangażowany w inne projekty, mniej lub bardziej związane z Orange The Juice. Natomiast nasze szerokie spektrum, myślę, że jest efektem tego, że nigdy nie zamknęliśmy się na jeden gatunek ani jako muzycy ani jako słuchacze.


A jak wyglądała Wasza edukacja muzyczna? Jakie dźwięki fascynowały Was jako nastolatków? Co spowodowało, że zaczęliście poszerzać swoje horyzonty muzyczne, co robicie chyba do dziś?


Od zawsze słuchałem różnorodnej muzyki. W podstawówce byłem jednocześnie metalowcem i Depechem, co było w tym czasie zbrodnią!!! Zawsze słuchałem tego, co w jakiś sposób mnie fascynowało. Nigdy nie podchodziłem do muzyki na zasadzie subkultury i takich tam  bzdur. Kierowałem i kieruję się emocjami, jeśli coś trafia w mój czuły punkt to po prostu tego słucham. W szkole średniej spotkałem się z takimi artystami jak Frank Zappa, Zorn, Patton i wielu innych wyzwolonych ludzi, dało mi to wtedy sporo do myślenia… Myślę, że wiele się od nich nauczyłem…


Ja zaczynałem od Lady Pank, co mam nadzieje słychać (śmiech).


Jakie jest Wasze zdanie na temat ostatnich dokonań wspomnianych przed chwilą Waszych idoli? W kwestii Pattona osobiście żałuję, że reaktywował Faith No More. Teraz nie będzie miał zapewne czasu na Fantomasa.


Wszyscy byli dla nas i są źródłem szerokiej oraz bardzo rożnej inspiracji. Co do FANTOMAS i FNM - pożyjemy zobaczymy (śmiech).


Jak tworzycie swoje utwory? Czy wszystko to co słyszymy powstało podczas improwizacji, czy w jakiś sposób analizujecie i piszecie swój materiał na chłodno?


Najczęściej, choć nie zawsze, wygląda to tak, że ja jako gitarzysta przynoszę różne motywy, taki koszyk z zabawkami na bazie którego wspólnie improwizujemy, rozmawiamy o formie, staramy się szukać napięć, kontrastów. Myślę, że to mocno intuicyjna praca… Czasami wyraźny szkic utworu powstaje na jednej próbie, czasami ciągnie się tygodniami. Nie ma przepisu… Często nagrywamy nasze próby, daje to możliwość wcielenia się w rolę słuchacza, a co za tym idzie zyskujemy zupełnie inną perspektywę, myślę, że to też ważny element naszej pracy.


Intrygują Twoje pomysły wokalne, Konradzie. Często traktujesz swój głos jak instrument…


W takiej muzie jak nasza nie mam miejsca na jakieś piosenkowe myślenie, stąd takie podejście. Ludzki głos jest instrumentem, więc dlaczego nie wykorzystać go w taki sposób…, dla mnie to piękny fluorescencyjny kolor…


Nie mam nic przeciwko piosenkom, ale w tym projekcie wokal w coraz większym stopniu staje się tylko kolejnym instrumentem, co daje mi większa swobodę twórczą, nie narzucając kompletnie żadnych ram. To mi bardzo odpowiada i tak, moim zdaniem, jest zdecydowanie ciekawiej.


"Hope (It's Dead)" chyba najlepiej obrazuje jaki miks stylistyczny gracie. Nie znam tekstu, ale jak wskazuje sam tytuł, jego bohater raz ma nadzieję na lepsze jutro, ale po chwilę ją traci...


Opowiadać o tekstach nie ma sensu. Może poza tym, że równie ważną rolę co sfera semantyczna odgrywa brzmienie poszczególnych wyrazów. Dodajmy do tego interpretacje no i mamy to o co chodzi. Tekst nie może "wystawać" poza muzykę. Nie może sterczeć gdzieś na boku. Brzmienie i znaczenie wyrazów oraz muzyka muszą stanowić jedność. I tak to u nas działa.


"YMI" ozdobiliście dość ciekawą oprawą graficzną. Mam swoją interpretację okładki, ale chciałbym też poznać waszą…


Tępe robactwo osaczyło pięknego motyla, tylko dlatego, że ma inne poglądy polityczne… (śmiech).


Skoro mówimy już o tzw. "poprawności politycznej", czy zaakceptowałbyś kontrakt z jednym majorsów, w którym wytwórnia zastrzegałby jakikolwiek wpływ na waszą twórczość?


To zależy na jakiej płaszczyźnie chcieliby ingerować. Bardzo cenimy sobie "wolność", raczej ciężko było by dostosować się do jakiś "dziwnych" pomysłów, w tej muzyce nie ma miejsca na żadne ramki… Chyba nie zaakceptowałbym faktu, że jakiś jegomość chce położyć swoje łapska na czymś co tak na prawdę nie ma z nim nic wspólnego…


Nie sadzę żebyśmy się dogadali z kimkolwiek, kto chciałby nam cokolwiek sugerować. My sami nie wiemy co za chwile stworzymy.


Kontrakt z dużą wytwórnią pozwoliłby wam jednak żyć z grania. Czy nie jest to ziszczenie marzeń każdego człowieka - zarabiać na swoim hobby?


Jest to bardzo piękna i komfortowa sytuacja. Prawie wszyscy jesteśmy muzykami, w różny sposób utrzymujemy się z muzyki, więc co tu kryć byłoby fajnie… ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że są dwie strony medalu i niekonieczni obie są kolorowe…


"You Name It" ujrzało światło dzienne rok temu. Z pewnością od momentu jej wydania powstały jakieś nowe numery. W jakim kierunku podąża wasza muzyka? Jeszcze więcej dysharmonii i szaleństwa, czy raczej zgrzecznieliście staliście się bardziej "poprawni politycznie"?


W nowym materiale, który nota bene obecnie nagrywamy, jest z pewnością więcej "oddechu" i improwizacji. Utwory zyskały bardziej "jazzowy" charakter, zmieniło się też trochę nasze podejście do formy. Z pewnością, można się spodziewać szerszego instrumentarium, planujemy również zaprosić kilku gości. Na ostateczny efekt trzeba jeszcze trochę poczekać, znając nas może się jeszcze wiele wydarzyć.


Gracie poza granicami naszego kraju. Jak wasza muzyka jest odbierana tam i tutaj? 


Zarówno w Polsce jak i za granicą odbiór jest zwykle entuzjastyczny. W pewnym sensie ludzie nie potrafią przejść obok nas obojętnie. Zdarza nam się usłyszeć opinie typu, "Wiesz Stary ta muza to kompletnie nie mój klimat, ale emocje są niesamowite, stałem jak wryty" Mamy świadomość, że to co robimy nie dociera do wszystkich, że nie jest to muzyka plażowa na wakacje, ale z pewnością ani w Polsce ani za granicą nie brakuje ludzi, którzy doceniają i lubią to co robimy.


Napisaliście muzykę do niemego filmu "Gabinet doktora Caligari". Czy ten materiał wyjdzie na CD lub wraz z filmem na DVD?


Gdzieś w mglistej przyszłości majaczy taki pomysł, ale kiedy? Jak? Za wcześnie, aby rzucać konkretami…


Jakie wrażenie wywarł na tobie sam film? W kwestii scenariusza był to dość nowatorski projekt jak na lata, w których powstał…


"Gabinet" urzekł mnie nowatorskimi pomysłami, niesamowitym klimatem jaki tworzy surrealistyczna scenografia. Sama historia również była zaskakująca, odebrałem ten film nie jako film grozy, a raczej sprytny thriller psychologiczny. Jak na lata w których powstał jest naprawdę niesamowity.


Mi osobiście najbardziej podobał sie cały aspekt wizualny filmu. Dekoracje, to że siłą rzeczy jest czarnobiały i taki bardzo “ciemny". Bardzo mi odpowiada klimat, który te środki tworzy. Co do samej fabuły to jest co najwyżej średnia.

Jacek Walewski

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie