Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Andreas Voland (Samavayo)

Andreas Voland (Samavayo)

Samavayo to grupa składająca się z muzyków, którzy grają razem od momentu gdy poznali się w czasach szkolnych w Berlinie. Wszyscy, poza ich frontmanem pochodzącym z Iranu, urodzili się właśnie w stolicy Niemiec. Swoją muzykę natomiast nazywają... "paliwem".

Czy możesz przedstawić się i zaprezentować swój zespół Polakom, którzy do tej pory nie mieli styczności z Wami?


Cześć, nazywam się Andreas Voland. Jestem basistą w berlińskiej "paliwowej" grupie Samavayo. Nagrywamy razem muzykę od 2000 roku, a nasz drugi studyjny album "One Million Things" ukaże się pod koniec stycznia przyszłego roku.


Co oznacza nazwa Waszego zespołu?


Samavayo to słowo pochodzące ze starego, indiańskiego języka zwanego sanskryt. To słowo oznacza "jedność" czy może nawet "jednoczenie się". Nasz gitarzysta, Marco Wirth zauważył to słowo w książce o mitologii Słońca. Stwierdziliśmy, że świetnie pasuje do nas, gdyż jesteśmy zespołem koncertowym i dużo podróżujemy razem. To był nasz cel od początku.


Czego możemy spodziewać się po nowym albumie? Jak może nas zaskoczyć i w jaki sposób powstawały kolejne utwory?


Przede wszystkim "One Million Things" będzie charakteryzował bardzo dobry dźwięk i rockowe piosenki. Nagraliśmy bas i bębny w Zurichu, w Szwajcarii, gdyż znaleźliśmy tam najlepsze analogowe studio do wypełnienia naszej misji. Był tam bardzo ciepły dźwięk w takim samym pomieszczeniu. Naprawdę świetnie słychać jak gramy na instrumentach. Fantastyczne studio, uwielbiam je. Gitary i wokale zostały nagrane w Stuttgarcie, w małym, analogowym studiu Marcusa Birkle, znanego niemieckiego gitarzysty. Ma bardzo dużo starych instrumentów, wzmacniaczy, melotronów i syntezatorów. To jak muzeum. Możecie spodziewać się naprawdę świetnie wyprodukowanego albumu. Przede wszystkim rockowego, ale jak sam tytuł mówi, również miliona małych rzeczy.


Po "białej" i "czarnej" EPce, czekają kolejne kolory, których będziecie chcieli użyć do nazewnictwa mini-albumów?


"Biała" EPka była bardzo popowa. Piosenki w kółko puszczało radio. "Czarna" z kolei złożona była ze skomplikowanych, długich utworów, zdecydowanie cięższych. Nowa płyta jest mieszanką tych dwóch stylów, choć piosenki są przede wszystkim bardziej nowoczesne. Tak naprawdę "One Million Things" można było nazwać kolorem, w tym przypadku chromem, metalikiem, wysokiej jakości farbą pokrywającą samochód wyścigowy. Możesz na nim zobaczyć też odrobinę brudu, ale dzięki temu jest taki specjalny.


Gracie dość prostą, rockową muzykę z domieszką popu. Prostota i energia - to jest Wasz pomysł na Samavayo? Jak zdefiniowałbyś Wasz styl?


Przede wszystkim nagrywamy to co chcemy w danej chwili. Raz jest bardziej popowo, czasem rockowo. Weszliśmy również w stoner i psychedelic rock. Generalnie mówimy, że nagrywamy muzykę "paliwową". Tak określamy ten styl, nowy gatunek. Widzisz, w Berlinie jest mnóstwo muzyki. Wychodzisz wieczorem gdziekolwiek i na jednej ulicy masz wszystkie możliwe kluby i przeróżne stylistyki w nich. Idziesz na koncert rockowy czy metalowy, później możesz potańczyć w electro dub dj clubie i na koniec wybrać się na chillout party. Kończysz i tak na jakiejś "domówce" śpiewając muzyczne klasyki. Każdy członek zespołu słucha czegoś innego. Stephan przepada za funkiem, Behrang jest fanem metalu, Marco zakochany jest w latach 90-tych, a ja w 70-tych i punk rocku. Wszystko jednak się zmienia. Takie jest życie. Łączymy to wszystko w jedność i nazywamy "paliwem".


Wolicie nagrywać w studiu czy grać koncerty?


Osobiście wolę koncerty. Lubię podróżować i poznawać nowych ludzi. Przedstawiać im naszą twórczość na scenie. Ale tworzenie nowych dźwięków też oczywiście jest przyjemne. Tak samo jak nagrywanie klipów.


Planujecie obecnie jakąś trasę koncertową?


Tak, odbędzie się w marcu. Na pewno zagramy w Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Chcielibyśmy zagrać w Polsce również, więc zwracamy się do osób, którym spodoba sie nasza muzyka: mówcie o nas w klubach i zaproście do siebie!


Czemu akurat wybrałeś bas?


Zacząłem od gitary i śpiewu, jeszcze przed Samavayo. Chociaż już tam sięgnąłem po bas, nagrywając w studiu i od razu zakochałem się w tym instrumencie. Lubię moc głębokich dźwięków. Jest taki szczególny. Co nie zmienia faktu, że z przyjemnością gram na gitarze i klawiszach, choć tylko jako dodatek.


Sami wymyślacie scenariusze Waszych teledysków? Oglądając je trzeba się domyślać, że macie bardzo duże poczucie humoru.

 
Dziękuję. Faktycznie wspaniale bawimy się nagrywając klipy, choć to bardzo męczące być przed kamerą przez jakieś 20 godzin. Tworzymy je razem z naszym zespołem ludzi i managementem. Jesteśmy taką wielką rodziną i spędzamy mnóstwo czasu prywatnie. To bardzo ważne dla nas, w czasach, gdy przemysł muzyczny tak bardzo się zmienił. Wróciliśmy do czasów, w których wiele rzeczy trzeba robić samemu, bez dużego wsparcia. Wynika to z faktu jaki ogrom zespołów jest obecnie na scenie. Dlatego też mamy swój management, ludzi od promocji, marketingu, dystrybucji, którzy robią to co robią, bo czują się częścią Samavayo. To wspaniałe, że otaczają nas tacy kreatywni ludzie, a przy okazji prawdziwi wariaci. Wracając do klipów - w tym przypadku management bardzo zawsze napierał byśmy kręcili profesjonalne teledyski.


Jacy wykonawcy są dla Was największą inspiracją?


Lubimy takie grupy jak: U2, Metallica, Oasis, Led Zeppelin, The Who, Foo Fighters, Ravi Shankar i oczywiście wiele innych.


Macie jakieś nietypowe hobby czy pasje?


(Śmiech) Tak, każdy z nas ma, ale to tajemnica.


Jakie zespoły rockowe są obecnie na topie w Niemczech?


Bardzo niewiele. Oczywiście tradycyjnie w tym roku Rammstein, ale poza tym... Zobaczymy co przyniesie przyszły rok.


Wasz frontman pochodzi z Iranu. Nie ukrywajmy, że prawie w całym "zachodnim świecie" media nie kreują zbyt miłej atmosfery wokół ludzi pochodzących z krajów arabskich. Czy ma on więc jakieś problemy w życiu codziennym, w związku ze swoim pochodzeniem?


Właściwie to nie. Niemcy to bardzo tolerancyjny kraj. Po II Wojnie Światowej ludzie musieli bardzo się zmienić i zmierzyć ze swoją historią. Nastał czas refleksji i konfrontacji międzypokoleniowych. Dotyczyło to tak szkół, jak i życia w rodzinach. Oczywiście, jak w każdym miejscu na Ziemi rasizm i nietolerancja są zjawiskami, które istnieją, ale np. w Berlinie bardzo regularne są demonstracje przeciwko takim zachowaniom. Każdy powinien zajrzeć wgłąb siebie i zwalczyć swoje demony. W stolicy naszego kraju znajdziesz bardzo różnych ludzi, każdej narodowości, orientacji i temperamentu seksualnego, stylu bycia. To normalne być innym.

 
Jakie są Wasze plany na przyszłość?


Chcemy jeszcze szerszego, międzynarodowego tournee i dobrze wypromować nowy album. Mamy obecnie chwilę dla siebie, czekając na rozwój działań marketingowych. Rozwijamy pomysły na nowe piosenki, ale bez żadnych ciśnień. Myślę, że wykorzystamy te pomysły w studiu po zakończeniu pierwszej części trasy koncertowej w przyszłym roku. Byłoby miło gdyby udało nam się również w końcu zagrać w Polsce.

Grzegoz Żurek

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie