To zależy od konkretnego utworu. W niektórych użyłem własnego zestawu koncertowego. W utworach "Oh Yeah", "Soap On A Roap", "Future In The Past" i "Avenida Revolution" grałem na Ibanezie JS1000, używałem efektów Voxa: Satchurator i Time Machine. Zwykle przy nagrywaniu płyty nie rejestruje się efektów bezpośrednio na taśmę. Ale ja nie wiedziałem, że rejestrujemy ostateczną wersję i sądziłem, że nagrywamy tylko na próbę. W każdym razie wszystko przechodziło przez wzmacniacz Peavey JSX 120 z jednym zestawem głośnikowym 4×12". Podłączyliśmy mikrofony, jakie były pod ręką, bo nikt się nie spodziewał, że to pójdzie na płytę. Ponieważ nagrywaliśmy bez kliku, całość była pełna autentycznej, organicznej energii - słychać, że czterech gości w studiu tworzy muzykę na żywo. Zachowaliśmy więc gitary w lewym kanale, potem przy dogrywkach chcieliśmy umieścić coś ciekawego w prawym. Były to B3, gitara akustyczna czy elektryczny Rickenbacker z dwunastoma strunami... W utworze "Sexy Little Thing" gram na Ibanezie JS6 przestrojonym do D. Zarówno solówka, jak i partie rytmiczne zostały nagrane za pierwszym podejściem. Później za pomocą Pro Toolsa przesunęliśmy solówkę bardziej do centrum. W ten sposób pole stereo było bardziej zbalansowane. Dzięki temu za każdym razem, kiedy kończyła się moja partia rytmiczna w wersji oryginalnej, robiłem dogrywkę, tak żeby wszystko miało ręce i nogi. Później, dla śmiechu, dograliśmy jeszcze banjo, które bardzo rozjaśniło brzmienie.