Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Rokia Traoré

Rokia Traoré

Z Rokią Traoré, autorką piosenek i gitarzystką z Mali, rozmawiamy o afrykańskiej gitarze, fascynacji rockiem i muzycznych inspiracjach.

Choć Rokia Traoré jest osobą niezwykle skromną, to jej zachwycający głos i hipnotyzująca wręcz gra nikogo nie pozostawia obojętnym. Na nowej płycie artystki, zatytułowanej "Tchamantché", udało jej się połączyć elementy muzyki afrykańskiej z klasycznym rockiem. Wybuchowa mieszanka? Niekoniecznie. Powstała płyta świeża, oryginalna, zdumiewająca...

Muzykę z Mali po raz pierwszy rozsławił gitarzysta Ali "Farka" Touré. Ostatnio Mali stało się muzycznym epicentrum świata - to tam odbywa się słynny Festival In The Desert, na którym występował między innymi Robert Plant. Muzykę tego kraju promuje Damon Albarn - w 2002 roku nagrał płytę "Mali Music". Mali wciąż zaskakuje świat nowymi muzycznymi osobowościami. Ostatnio dołączyła do nich Rokia Traoré, trzydziestopięcioletnia gitarzystka i piosenkarka. Jest całkiem prawdopodobne, że to ona dzięki swojej nowej płycie pomoże wprowadzić malijską muzykę do światowego nurtu. Na płycie "Tchamantché" znalazło się dziewięć utworów, z czego siedem zostało zaśpiewanych w tradycyjnym języku bambara, a tylko dwa po francusku.

Mali to kraj, który jest jakby przesiąknięty muzyką. Kiedy ty się nią zainteresowałaś?


Muzykę pokochałam dzięki mojemu tacie. Był niezwykłym człowiekiem o wybitnie artystycznej duszy. Grał na saksofonie w jednej z największych malijskich orkiestr. Kiedy w 1960 roku Mali odzyskało niepodległość, nowy rząd wysłał go wraz z kilkoma innymi muzykami na Kubę, żeby mogli kształcić się muzycznie i chłonąć nowe tendencje. Później ojciec poświęcił swoją miłość do muzyki dla miłości do kraju - został dyplomatą. Ale od zawsze byłam otoczona muzyką. Słuchałam płyt z kolekcji ojca, na których przewijały się takie gatunki, jak: blues, latin, jazz i muzyka klasyczna. Jednocześnie słuchałam płyt brata, który wolał Claptona czy Hendriksa. Obaj kochali muzykę i lubili mi o niej opowiadać. Mogłam słuchać godzinami, jak tłumaczyli, dlaczego cenią sobie jakiegoś artystę - obojętnie czy to był Mozart, czy Santana. Sprawiało im to przyjemność. Miałam wtedy pięć, może sześć lat. Ale nie tylko to mnie ukształtowało, była jeszcze tradycyjna malijska muzyka rozbrzmiewająca praktycznie tuż za moimi drzwiami.


Kiedy po raz pierwszy wzięłaś do ręki gitarę?


Gdy miałam czternaście lat, tata przywiózł mi gitarę z jednej ze swoich dyplomatycznych podróży. Był to miniaturowy akustyk marki Yamaha. Wciąż na niej grałam, gdy w wieku osiemnastu lat wystąpiłam w telewizji. Ludzie pytali, dlaczego gram na takiej dziwnej gitarze, czy może ma to jakiś związek z moim sposobem gry. Musiałam im tłumaczyć, że to moja ulubiona gitara z dziecięcych lat. A prawda była taka, że po prostu nie miałam innej! Jestem samoukiem, uczyłam się, grając do muzyki gitarzystów, którzy mnie inspirowali, począwszy od Jimiego Hendriksa, a skończywszy na Marku Knopflerze. Nie korzystałam z żadnego podręcznika do nauki i przez długie lata nie miałam pojęcia, co to jest właściwy strój, dlatego swoją gitarę stroiłam na wyczucie, na słuch. Okazało się, że wyszło mi to na dobre, bo dzięki temu wypracowałam własny, niepowtarzalny styl. Często używam właśnie tego stroju z wczesnych lat.


Miałaś też dużo szczęścia, bo spotkałaś na swojej drodze jednego z najsłynniejszych gitarzystów malijskich, Alego "Farka" Tourégo. On nie uczył byle kogo...


Ali był fenomenalnym gitarzystą znanym z tego, że nigdy nie tłumaczył, jak gra i jakich technik używa. To dlatego, że był samoukiem. Wszystko, co umiał, odkrył sam dzięki swojej ciężkiej pracy. Ponieważ ja też jestem samoukiem, szybko poczuliśmy, że jesteśmy pokrewnymi duszami, mieliśmy do siebie nawzajem duży szacunek. Udzielił mi tylko jednej rady dotyczącej gry, a mianowicie: "Graj dalej tak, jak grasz". Jego nauka polegała na czymś zupełnie wyjątkowym. Dzielił się ze mną swoją niezwykłą życiową filozofią, był dla mnie prawdziwym mentorem. To ta filozofia kształtowała jego muzykę. Dzięki relacji, jaką miałam z Alim, dzięki temu, że mnie docenił, inni muzycy zaczęli traktować mnie poważnie. Tym samym dostałam szansę na prawdziwą karierę.


Twój najnowszy album "Tchamantché" zdobył uznanie krytyków na całym świecie. Przyznałaś, że dopiero na tej płycie odnalazłaś swoje brzmienie. Jak to się stało?


Nosiłam to brzmienie w mojej głowie od dłuższego czasu. Pochodzę z Mali, ale jedynym tradycyjnym instrumentem, jaki znalazł się na płycie, jest ngoni (to taki trzystrunowy instrument przypominający lutnię). Wszystkie inne instrumenty pochodzą z Zachodu, a połowa mojego zespołu to Europejczycy. W rezultacie otrzymałam mieszankę muzyczną, jaką chciałam: brzmienie doprawione egzotycznymi akcentami. Jego trzon jest afrykański z odrobiną jazzu, bluesa i soulu. Wreszcie udało mi się oddać hołd kolekcji płyt mojego taty!


Dużą rolę przy nagraniu płyty odegrała gitara elektryczna marki Gretsch...


Brzmienie swej najnowszej płyty miałam cały czas w głowie, dokładnie wiedziałam, jaki efekt chcę uzyskać. Charakter dźwiękowy tej płyty jest związany z moimi wspomnieniami z dzieciństwa - ciepłe brzmienie gitary elektrycznej starego rock and rolla. Granie akordów nigdy nie było częścią mojego stylu. Gitara służy mi do odkrywania melodii i najlepszym na to sposobem było granie pojedynczych dźwięków, a nie rozbudowanych harmonii. Potrzebowałam więc gitary elektrycznej, która by była bardziej delikatna i miękka, na której mogłabym zagrać mocniej, ale też takiej, która nie brzmiałaby zbyt ostro. Poszukiwania gitary odbywały się we Francji, gdzie teraz mieszkam przez większość czasu. Wypróbowałam gitary Martin, Seagull i Silverstone, aż w końcu wzięłam do ręki gitarę vintage z 1977 roku: Gretsch Country Gentleman. Od pierwszej nuty wiedziałam, że to jest to, czego szukam.


Czy mogłabyś powiedzieć nam coś o swoim stylu gry?


Nie jest łatwo zdefiniować swój własny styl. Grając na gitarze, staram się w jak najbardziej bezpośredni sposób wyrazić swoje uczucia. Prawie zawsze gram bez użycia kostki. Wolę odkryć melodię w arpeggio i użyć jej jako kontrapunktu lub uzupełnienia wokalu, niż po prostu wygrywać akordy.


Odkryłaś swoje brzmienie. A zatem możemy się spodziewać tego samego stylu po twojej kolejnej płycie?


W pewnym sensie tak. Ale moja kolejna płyta nie może być dokładnie taka sama - chcę się rozwijać. Mam nadzieję, że będzie bardziej dopracowana i przy nagrywaniu jej będzie towarzyszyło jeszcze więcej muzycznych eksperymentów. Chciałabym spędzić trochę czasu z rdzennymi muzykami z Mali, od których mogłabym się wiele nauczyć. Są to bardowie, którzy śpiewają tradycyjne malijskie pieśni przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Greg Cooke
Zdjęcia: Richard Dumas

GALERIA
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie