Nie wiem, czy starczy miejsca, więc może skrótowo. Ja naprawdę dużo słuchałem i słucham. Moją pierwszą miłością był Pink Floyd z okresu "Meddle". Od momentu, kiedy Waters zaczął dominować nad resztą kolegów, było coraz gorzej. Słucham bardzo dużo jazzu, głównie z lat 70., kiedy powstały takie zespoły, jak Weather Report czy choćby nasze Laboratorium, na którego wszystkie krakowskie koncerty chodziłem. Nigdy nie zagrali dwóch takich samych koncertów. A pewnego wieczoru usłyszałem utwór "Requiem" z debiutanckiego albumu Killing Joke i potem już nic nie było takie samo. Killing Joke jest moją największą muzyczną miłością. Umiem zagrać wszystko, co kiedykolwiek nagrali. Na basie i na gitarze też. Jak byś coś wiedział o wolnym etacie u nich, to koniecznie daj znać (śmiech). Innym ważnym dla mnie zespołem jest Midnight Oil. Niesamowicie sprawny kolektyw, który nagrał kilkanaście płyt. Pokazali, że nawet grając na najprostszych brzmieniach, można stworzyć własny, oryginalny przekaz i muzykę o niezwykłej sile wyrazu.
Uwielbiam muzykę Massive Attack ze względu na to, że potrafią tak zaczarować dźwiękami i tak znakomicie dobierać wokalistów do swoich pomysłów. To samo dotyczy DJ Shadowa, który na płycie "Endtroducing" udowodnił, że nie trzeba być muzykiem, by nagrać piękną płytę. Wyobraźnia i wizja są ważniejsze od umiejętności technicznych. W muzyce szukam klimatu. Nie lubię muzyki, w której jest za dużo dźwięków. Wolę jeden dźwięk czy akord, ale za to zagrany z pełną świadomością i oryginalnie brzmiący. Hajdasz ma dokładnie takie samo podejście, więc trudno, żeby muzyka Made In Poland nie pasowała do powyższego opisu.