Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Colin Wilson i Damian Darlington (Australian Pink Floyd Show)

Colin Wilson i Damian Darlington (Australian Pink Floyd Show)

Australian Pink Floyd Show to jedyny na świecie tribute band Pink Floyd, który oficjalnie jest aprobowany przez kultową kapelę. Nieco ponad miesiąc przed planowaną trasą koncertową po Polsce rozmawiamy z gitarzystą zespołu, Damianem Darlingtonem oraz basistą Colinem Wilsonem.

Witam! Na początek zaskakujące pytanie! Najwyższą górą w Australii jest Mount Kościuszko. Wiesz może kim był Kościuszko? (podpowiem iż pochodził z Polski)

Nie, nie mam bladego pojęcia kim był Kościuszko! Chyba nie uważałem w szkole na lekcjach...(śmiech)

Oj, chyba nie (śmiech). Trzeba nadrobić tę zaległość! Tymczasem zapytuje jak idą przygotowania przed kolejnymi koncertami w Polsce? Czym zaskoczycie naszą publiczność? I jakie wrażenia wynieśliście z Polski po poprzednich występach?

Przygotowania ruszą pełną parą w styczniu, ale już teraz wiemy, które pomysły wykorzystamy podczas sztuk i jakie utwory zagramy na koncertach. Jedno jest pewne - będzie świetnie! Przyjęcie jakie mieliśmy ostatnio w Polsce było fantastyczne - bardzo entuzjastyczne; czujemy że w Polsce wielu ludzi na nas czeka i czujemy się w waszym kraju bardzo komfortowo.

To wiadomo nie od dziś, że polska publiczność rządzi! A gdzie czujecie się najbardziej popularni, i w którym kraju najchętniej gracie koncerty?

Hm... Gramy około 150 sztuk na rok wszędzie dokoła świata. Pamiętam mnóstwo koncertów, które wyryły się w mojej pamięci z tego czy innego powodu. Na przykład Malta w 2005 roku. Mieliśmy wtedy naszą największą jak dotąd publikę - 20 tysięcy fanów pod sceną! I kolejne 10 tysięcy pod bramkami, którzy nie zdążyli kupić biletów! Szaleństwo!

A jak to jest być najbardziej znanym na świecie tribute bandem? I czy myślicie może o nagraniu kiedyś czegoś własnego w duchu Pink Floyd? To byłoby nie lada wyzwanie!

Mimo iż nie tworzymy własnego materiału, ogrywanie, odtwarzanie, re-aranżowanie muzyki Floydów jest i tak ekstremalnie trudnym wyzwaniem. Chcemy być możliwie najbliżej oryginalnych wersji utworów a zarazem dać fanom zasmakować najbardziej niesamowitego show jakie mogą zobaczyć w swym życiu.

Czemu akurat padło na Pink Floyd a nie np. Led Zeppelin? Pewnie opowiadaliście już setki razy historię początków grupy, ale możecie przybliżyć ją jeszcze raz?

Jason Sawford i Steve Mac odpowiedzieli na anons w sklepie muzycznym w Adelaidzie w południowej Australii. Koleś, który był ogromnym fanem Floydów chciał zebrać fanów Pink Floyd by stworzyć band, grający dla przyjemności ich utwory. Działo się to w 1988. Na anons odpowiedzieli Jason, Colin, Steve i trzech innych gości. Działo się to wtedy na małą skalę, bez większych planów. Tylko grupka kolesi, którzy chcą pograć Floydów po barach Adelaidy. Przez to, że band powstał w Adelaidzie, w Australii nie byliśmy tak znani, dopóki nie pojawiliśmy się w Anglii.

Zostaliśmy pierwszym Pink Floyd tribute bandem, który odbył trasę w Wielkiej Brytanii w 1993 roku. Otwarliśmy nawet swoim koncertem pierwszy międzynarodowy konwent na Wembley dzięki współpracy z magazynem Brain Damage. Nie byłem w zespole, aż do momentu jak kapela wróciła parę lat potem do Brytanii. Ale jeśli mam być szczery idea by
zostać w pełni tribute bandem wyszła nam przypadkowo. Założyciele naszej kapeli byli rzecz jasna wielkimi fanami Floydów, ale przecież również muzykami. Więc grali muzykę jaką chcieli grać. Ale tak się stało, że zaczynali głównie od coverów, i ludziom na koncertach najbardziej właśnie one przypadły do gustu. Więc chłopaki postanowili pociągnąć ten pomysł dalej. Jak widać z dobrym skutkiem.

Początki w Adelaidzie były bardzo ciężkie, wszystko idzie tam bardzo... powoli. Więc chłopaki brali wszystkie możliwe koncerty, jakie mogli zagrać. Na początku zawsze jest walka i wątpliwości...Ale od początku wiedzieliśmy, że będzie dobrze. Że fani Pink Floyd to nie publiczność słuchająca gigów po barach, ale publiczność wymagająca.

Jak to było grać dla Davida Gilmoura na jego 50 urodzinach? Czym jest dla Was uznanie i wsparcie jakie otrzymujecie od członków Pink Floyd?

Hm...To ma swój początek w sumie w 1994 roku. Po drugim konwencie fanów Pink Floyd wymieniliśmy się numerami z Ronem Gessinem, Davidem Gilmourem i Garym Wallisem zaraz po występie Australian Pink Floyd w "The Fairlield Halls" w Croydon. Koncert przypadł im do gustu, pogadaliśmy i zaprosili nas na imprezę kończącą "The Division Bell Tour". Tak się poznaliśmy.

No tak, a potem graliśmy na 50 urodzinach Dave'a Gilmoura. To była cudowna noc i czuliśmy się niesamowicie dumni i zaszczyceni, że możemy grać przed Davidem i innymi członkami Floydów wliczając Richarda Wrighta. Pamiętam jak bardzo byliśmy zdenerwowani, ale gdy zobaczyliśmy jak oni się świetnie bawią całe napięcie odeszło. Floydzi po naszym występie zagrali nawet na naszych instrumentach! David Gilmour poza tym widział nas trzy razy na żywo, ostatnio był na koncercie w "the Royal Albert Hall" - kupił wtedy nawet koszulkę z naszego merchu! Więc przypuszczam, że jest jednym z naszych fanów! (śmiech)

Myślicie, że Pink Floyd ma szansę reaktywować się na stałe w takim albo innym składzie?

Osobiście uważam, że nigdy już nie zobaczymy jakiegoś zreformowanego Pink Floyd. Szczególnie po śmierci Ricka Wrighta.

A jaka jest Twoja ulubiona płyta Pink Floyd i dlaczego?

"The Wall"! Uwielbiamy grać cały ten album na trasach. Ma tyle aspektów i niuansów. Zrobienie show z tym albumem w roli głównej to wielkie wyzwanie, wizualne i muzyczne. Od strony wizualnej to ambitne przedsięwzięcie, ponieważ to bardzo "teatralny" album - więc wymaga zupełnie odrębnej scenografii i zaangażowania. Muzycznie mieliśmy sporo do przyswojenia w związku z "The Wall". Musieliśmy zgrać sound i wszystko zaaranżować tak, by płynęło. No i oczywiście są tam rzeczy takie jak The Trial czy Don't Leave Me Now, które nijak mają się do klasycznie pojmowanych rockowych występów.

Czas na pytanie filozoficzne: Jak należy rozumieć słowo "Show" w nazwie Waszego zespołu?

Niektórzy ludzie nie traktują tribute bandów na serio. Niektóre tribute bandy zresztą są okropne i nędzne, ale gdy ludzie oglądają to co my robimy i jak dobre show im tworzymy zmieniają zdanie i doceniają ciężką pracę i oddanie jakie trzeba włożyć by stworzyć takie koncerty jak nasze. Generalnie więc ludzie traktują nas na serio, ale zabrało nam to sporo czasu by wytłumaczyć im, że to tylko i aż wielkie "show" właśnie a nie jakiś amatorska kapelka. Poważne występy, które odbywają się na scenach całego świata. No i nie zapominajmy o tym, że wielu ludziom nie udało się zobaczyć na żywo oryginalnego Pink Floyd, więc utożsamiają nasz show z duchem tego jak wyglądać mógłby Pink Floyd na żywo. Zawsze staraliśmy się robić to, czego oczekiwała od nas publiczność - ożywić utwory Pink Floyd w miarę najbliżej oryginału i przedstawić je w największym możliwym show, na jakie nas stać. I jest to wielka rzecz żyć muzycznym snem! Grać to co kochasz po całym świecie z kumplami w zespole!

A jeszcze co do tego słowa "Show"...Kiedy zaczynaliśmy nigdy nie myśleliśmy o graniu całych albumów Floydów "na raz", tylko wybieraliśmy pojedyncze utwory, które chcieliśmy grać. Ale nie bylibyśmy fanami Floydów, gdybyśmy nie rzucali sobie sami wyzwań! Dogs, Echoes, Shine on you Crazy Diamond to bardzo popluarne numery, tak samo jak te z Dark Side of the Moon jak Money czy Time. Przy tym cholernie ciężkie do odegrania. I gdy zaczęliśmy je ogrywać stwierdziliśmy, że będziemy grać całe klasyczne numery Floydów, ale razem z wizualną stroną i tym ekstrawaganckim odjechanym elementem, którego oczekujesz od Pink Floyd. I tak należy właśnie rozumieć ten "Show".

Dla wielu moich rodaków Australia to bardzo egzotyczny kraj, kojarzący się obecnie głównie z kiwi, misiem koala i doktorem Robertem Chasem z serialu House M.D.. Co Twoim zdaniem jest najbardziej warte obejrzenia w Australii?

Ej! Kiwi jest oczywiście z Nowej Zelandii! (widać, że też nie uważałem na lekcjach w szkole - przyp. G.Ż.) Australia ma wiele do zaoferowania... Świetną pogodę, dużo otwartych przestrzeni, dla Europejczyka Australia będzie też zapewne bardzo nowoczesna. Australijczycy są również bardzo przyjaźni. Polecam każdemu wybrać się tam osobiście i samemu ocenić Australię - naprawdę warto!

A co obecnie muzycznie jest na topie w Australii?

Na listach i w notowaniach rządzą Ci sami wykonawcy co w USA czy Wielkiej Brytanii. Ale rzecz jasna mamy też parę lokalnych niezłych bandów i artystów.

Jakie macie plany na 2010 rok? Znowu macie zamiar zagrać dziesiątki koncertów? Może jakiś kolejny live album?

W 2010 będziemy bardzo zajęci! Zaczynamy rzecz jasna od wizyty w Europie. Po tegorocznej trasie dzień w dzień dostawaliśmy mnóstwo maili od ludzi, którzy błagali nas byśmy wrócili do Europy. Więc wyprosili i koncertowy nowy rok zaczynamy od Starego Kontynentu!

Ostatnie słowa do polskich fanów zostawiam dla Ciebie i do zobaczenia pod sceną!

Jeśli dobrze bawiliście się na naszych koncertach w 2009 roku, to pokochacie to co zobaczycie w 2010! Wykonamy coś w stylu "best of Pink Floyd" z mnóstwem klasycznych utworów z najlepszych płyt Floydów. Nie możemy doczekać się kolejnej wizyty w Polsce!

Grzegorz Żurek
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie