Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Kuman i Bober (Proghma-C)

Kuman i Bober (Proghma-C)

Debiutancki album Proghma-C, "Bar-to Travel" jak na razie otrzymuje chyba same pochlebne opinie w recenzjach. W kontekście tego, jak muzycy długo pracowali nad swoim pierwszym dzieckiem, ten fakt niekoniecznie musi dziwić. Z drugiej strony takiej Metallice i parę lat siedzenia w studiu niewiele pomaga… O procesie twórczym, niechęci do łatek w muzyce i swoich, bardzo interesujących planach na przyszłość opowiedzieli mi Kuman i Bober.

"Bar-do Travel" można, moim zdaniem, uznać za jedną z najlepszych płyt rockowo-metalowych w tym roku. Behemotha zdeklasowaliście z pewnością (śmiech).


Dzięki wielkie. Z Behemothem to jednak lekka przesada. Nergal robi niesamowitą sztukę, która w dodatku świetnie się sprzedaje. To chyba inna nisza. W tym roku w ogóle w Polsce wyszło dużo dobrego grania…


Wielu porównuje was do Meshuggah czy Toola. Po dokładnym przesłuchaniu "Bar-do Travel" myślę, że jest to duże uproszczenie. Po pierwsze, można znaleźć w waszej muzyce i inne inspirację…


Czasem to, jak to nazwałeś, "uproszczenie" bywa naprawdę  deprymujące. Wystarczy, że nastroisz niżej gitary i grasz w nieparzystym metrum, by stać się "polskim Meshuggah". Zagraj ciężko kilka depresyjnych nutek i od razu jesteś "polskim Neurosis". Uwierz mi, to naprawdę działa!!! (śmiech) Gwoli ścisłości, nikt z nas, oprócz wokalisty, nie przesłuchał całej płyty Neurosis, do którego prócz Meshuggah i Tool, jesteśmy najczęściej porównywani. Nie mam pojęcia co odpowiada za taki stan rzeczy.

Każdy z nas słuchał Meshuggah. Niesamowitym przeżyciem było porozmawiać z nimi przez chwilę na Knock Out Festival. Ja w naszej muzyce nie słyszę jednak wiele ich wpływów. Nawet w pewnym momencie sam w tę łatkę uwierzyłem, że niby jesteśmy "polskim Meshuggah", a potem odkryłem takie kapele jak na przykład Maigra, która gra świetnie, ale odwołuje się o wiele bardziej do Meshuggah. Na Toolu w sumie się wychowałem i zdaje sobie sprawę, że gdzieś tam ta maniera śpiewu we mnie została. Za kopistę w każdym razie się nie uważam, ale może taki ze mnie naiwny frajer (śmiech). Na pewno nie odkrywamy Ameryki, ale z pewnością nie jest tak, że świadomie operujemy jakimiś patentami, to wychodzi bardzo spontanicznie. Wiesz, każdy człowiek się czymś inspiruje. Muzyka to forma języka, a żeby język był językiem nie może być cały czas tworzony od nowa, nie może być całkowicie zindywidualizowany, bo nie byłoby płaszczyzny do komunikacji. Nie może być jednocześnie całkowicie zeschematyzowany, bo wszystko byłoby już powiedziane. Pewne odwołanie do tradycji wydaje mi się konieczne.


Wiesz, ja jestem raczej przeciwnikiem "odwoływania się do tradycji", choć rozumiem o co ci chodzi. Wspomniane przed chwilą porównania biorą się zapewne z faktu, że na płycie można wychwycić parę fragmentów niebezpiecznie podobnych do twórczości wymienionych kapel. Czy na następnych albumach będziecie starać się unikać takich cytatów, czy uważacie, że nie ma w nich nic złego?


Nie będziemy unikać na pewno tego, co wyda nam się w danej chwili dobre. Wiesz, muzyka to nie jest zimna kalkulacja i nie będziemy rezygnować z kawałka niezłego stuffu tylko dlatego, iż komuś może się to z czymś kojarzyć. Tym bardziej że jest to raczej niemożliwe. Nie ma rzeczy w stu procentach oryginalnych i  nie popadniemy na pewno z tego powodu w paranoję (śmiech).


Wy nie, ale niektórzy recenzenci tak (śmiech). Co do was to uważam ponadto, że swoim albumem udowodniliście, że transowo-techniczne granie może być w pewnym sensie chwytliwe i wpadające w ucho.


Fajnie, że to dostrzegłeś. Staramy się przede wszystkim robić dobre numery. Utwór powinien mieć w sobie "to coś". Tak zwany czynnik X. Komponując materiał czekamy wspólnie na moment, w którym zaczyna "iskrzyc" i właśnie to próbujemy uchwycić. Nie można burzyć tej idei kosztem indywidualnych ambicji, nad czym również cały czas pracujemy.


Wasze utwory są bardzo progresywne i niejednokrotnie składają się z partii pozornie do siebie niepasujących. Jak więc je ze sobą "sklejacie" i skąd wiecie, że dany numer jest skończony i lepszy już nie będzie?


I tu właśnie jest problem. W naszym mniemaniu zawsze można zrobić coś lepiej w kwestii aranżu czy  brzmienia. Perspektywa sięgnięcia muzycznego absolutu wydaję się taka realna i  kiedy zaczynasz traktować utwór jako zamkniętą formę, okazuje się, iż tak naprawdę jest "kurew… daleko od OK"(śmiech). Dlatego w naszym przypadku proces twórczy trwa tak długo. Tak naprawdę to, gdyby nie fakt, że mieliśmy dużo wcześniej ustalony termin nagrań, pewnie do tej pory "dłubalibyśmy" nad utworami, które znalazły się na debiucie. No dobra, w sumie po cichu się przyznam, że cały czas je przearanżowujemy, by stały się troszkę atrakcyjniejsze w wersjach koncertowych (śmiech).


Wspomnieliście kiedyś, że na swoich próbach sporo eksperymentujecie. Ile z tych improwizacji trafiło na wasz album?

Zdecydowana większość materiału powstała w wyniku jammowania. Potem wszystkie części składowe staramy się połączyć w spójna całość, o czym mowa była w poprzednim pytaniu (śmiech).

Cały "Naan" powstał z improwizacji. Cover Army of Me w dużej mierze powstał dopiero w studiu. Utwory chyba w 90% przypadków wyrastają z jammów, Oczywiście są potem szlifowane.


Osobiście bardzo ucieszył mnie cover Bjork "Army of Me". Dodaliście oryginałowi metalowych pazurów, dzięki czemu ukazaliście jego nowe oblicze. Moim zdaniem robienie tego typu covery ma sens. Czy mógłbyś polecić jakieś przeróbki, które, twoim zdaniem, są lepsze albo równe pierwowzorowi?

Jak już zauważyłeś zmieniły się głównie wykorzystywane brzmienia. Podczas pracy nad coverem dbaliśmy o to, żeby nie stracić panującej w tej piosence mrocznej atmosfery. W sumie brzmi on obecnie jak nasz autorski numer. Jeśli chodzi o dobre przeróbki innych zespołów to, w tej chwili przychodzi mi do głowy  utwór  Justina Timberlake’a w wykonaniu The Dillinger Escape Plan. Świetna robota.

Czy dostaliście już jakieś sygnały od fanów, którzy dzięki waszej wersji "Army of Me" zainteresowali się Bjork, czy będę teraz pierwszy?


Pojawiają się ale bardzo sporadycznie. Spowodowane jest to tym, iż w celach promocyjnych typu składanki, emisja w radiu itp. korzystamy głównie z autorskich numerów. Chociaż fakt, iż nagraliśmy ten a nie inny cover właśnie w takiej wersji, na pewno nie pozostaje niezauważony. Myślę, że na kolejnych wydawnictwach również uda nam się pozytywnie zaskoczyć. Mamy parę fajnych pomysłów.


Wiele fragmentów na "Bar-do…" wskazuje na to, że stracie się uciec trochę od metalu…


Nie staramy się... tak samo jak nie staramy się grać metalu. Te utwory powstawały bardzo spontanicznie. To nie tak, że mamy jakąś receptę na granie. Może pewnego dnia będziemy mieli prekoncepcję, której podporządkujemy całkowicie proces twórczy intelektualnej kalkulacji, ale na chwilę obecną robimy to bardzo z serduszka, a w serduszku nie mam ani komory metalowej, ani ska (śmiech).


Forever Metal !!!


Bar-do to buddyjskie pojęcie określające stan pośredni, przejściowy. W kontekście waszego zespołu można je odczytać na różne sposoby. Czy uważasz, że wasz nowy materiał może okazać się dla was pewnym przełomem w historii zespołu?


Pojęcie bar-do można rozszerzyć na wszystko. Każdy moment jest momentem przejściowym. Momenty graniczne są tylko pozorami. Jeżeli tak na to spojrzymy to, ta płyta jest po prostu kulminacją nas dwa lata temu, rok temu, czyli wtedy kiedy płyta powstawała. Mam nadzieję, że dzięki wydaniu tego krążka zagramy kilka koncertów więcej, ale jakoś straszliwie się chyba nie ciśnieniujemy. Mój ulubiony tekst z "Chmury nie było" Kobonga zapewnia mnie, że nie dzieje się nic ponad to, co zdarzyć się musi.


Skąd jednak u was to zainteresowanie buddyzmem? Co widzisz inspirującego w naukach Buddy? Czym różni się światopogląd buddysty od chrześcijańskiego widzenia świata?


Buddyzmem fascynuję się od jakiegoś 16. roku życia. To fascynacja bardzo nieśmiała, ale konsekwentna. Buddyzm nie jest na pewno homogeniczny, nie jest monolitem, więc wypowiadać się o buddyzmie jako takim, a nie o wybranym nurcie czy szkole będzie dużym uproszczeniem. Każdy powinien móc samemu wybrać światopogląd, religię, filozofię...


Podobnie jak muzykę jaką słucha… Zauważasz, że w naszym kraju kondycja i zainteresowanie bardziej skomplikowanym metalowym graniem wzrasta? Jak przekłada się to na sprzedaż płyt i frekwencję na koncertach?


W kwestii sprzedaży płyt,  w naszym przypadku jest jeszcze za wcześnie na stwierdzenia tego typu. Natomiast jeśli chodzi o frekwencję koncertową wszystko idzie w dobrym kierunku. Coraz więcej ludzi słucha tego typu muzyki, a co za tym idzie, więcej osób przychodzi na koncerty. Coraz więcej osób organizuje w tym kraju także mniejsze klubowe koncerty jak i duże festiwale na co by tu dużo nie mówić - światowym poziomie. Przykładem mogą być chociażby Knock Out czy Asymmetry. Zarówno jedne jak i drugie cieszą się nadzwyczaj dobrą frekwencją.


Skoro już sam wspomniałeś o tegorocznym Knock Out Festival, powiedz, w jaki sposób się tam dostaliście? Propozycja wyszła ze strony organizatorów?


Tak. Propozycja wyszła ze strony organizatorów, za co im serdecznie dziękujemy.


Przyznam, że miałem jednak dwojakie odczucia względem waszego występu na tym festiwalu. Z jednej strony fajnie, że mogłem zobaczyć was wtedy na żywo, "falujące" brzmienie bardzo jednak przeszkadzało w odbiorze waszej muzyki.


Bardzo mało czasu mieliśmy na scenie na rozstawienie się, co chyba nie dziwi jeżeli popatrzymy z kim dane nam było zagrać. Brzmienie, brzmieniem... Oczywiście nie był to nasz koncert życia, ale impreza była przednia. Poznaliśmy tam świetnych ludzi. Przy okazji chciałem serdecznie "anielskim głosem" pozdrowić przyjaciół z Tides From Nebula. Cebule kochamy Was!


Cytując słowa pewnego dziennikarza, który napisał relację z Knock Out Fest: "Pierwsze kapele zostały rzucone akustykom na pożarcie"(śmiech)." W każdym razie podzielam zdanie kolegi. Impreza była naprawdę udana. Poza tym biorąc pod uwagę aspekt promocyjny nie ukrywamy, iż festiwal ten niósł za sobą same korzyści dla takiej kapeli jak Proghma-C.


Ok, wiemy już dlaczego na Knock Out zabrzmieliście nienajlepiej. Jak w takim razie wyglądają "zwykłe" koncerty Proghmy-C? Staracie się używać jakiś "dopełniaczy" w postaci np. wizualizacji?


Zazwyczaj naszą formą "dopełniaczy" są  "dopalacze" (śmiech). A tak zupełnie na poważnie. Jeżeli są ku temu odpowiednie warunki to, bardzo często na naszych koncertach pojawiają się wizualizacje. Chcemy, aby były one dopełnieniem naszej muzyki - nie odwrotnie.


Sami przyznajecie się do różnorodnych inspiracji, podejrzewam więc, że cześć z pisanych przez was numerów nie ma w ogóle z metalem wiele wspólnego. Czy wydacie kiedyś te eksperymenty, może pod innym szyldem?

Każdy z nas ma z boku jeszcze jakieś projekty. Ja chciałem przy okazji zareklamować zespół, w którym śpiewać jest mi dane - The Rack Tripp (www.myspace.com/theracktripp).


Myślimy ze Smagą o projekcie, w którym gralibyśmy muzykę D’n’B czy Dubstep na żywo i mam nadzieje, że niedługo dojdzie to do skutku. Poza tym torturuję bębny w blackmetalowym Necromancy. Jak więc widzisz rozrzut dość spory.


Ponoć planujecie także połączyć siły z Blindead w celu stworzenia jakiegoś specjalnego projektu. Możecie coś na ten temat powiedzieć?


Mogę powiedzieć tylko tyle, że na chwilę obecną ani my, ani Blindead nie mamy czasu na to, by to zrealizować. Owszem, plan zrobienia czegoś wspólnie był i to dość ambitny i nie wykluczone, że kiedyś do tego tematu wrócimy. Obecnie jednak czynnik, o którym mowa powyżej, skutecznie nam to póki co uniemożliwia(śmiech).


Skoro już przy Blindead jesteśmy, co sądzisz o ich ostatnich dokonaniach? Tylko szczerze proszę (śmiech).


Są totalnie do dupy (śmiech). Jeżeli mogę dodać coś więcej, powiem tylko jedno - klasa i antruaż. Znakomity band. Bardzo przekonywująco brzmią przede wszystkim na żywo. Przy okazji pozdrosy dla patologów (śmiech).


Wspomnieliście kiedyś, że macie wspólną salkę prób z ekipą Havoca. W takim razie słyszałeś może już jakieś szkielety przygotowywanych przez nich nowych kawałków?


O to proponowałbym spytać kolegów z zespołu zaczynającego się na literkę "B"…


Pytałem, nie chcą chłopaki jednak nic powiedzieć… Patrząc na was i Blindead, można dojść do wniosku, że Pomorze jest kopalnią metalowych diamentów. Czy znasz jeszcze jakieś ciekawe zespoły z Gdańska i okolic?


Kozi Syn, Deer Head on the Wall, Sinful Carrion... hmm w trójmieście bardzo jest rozwinięta scena jazzowa. Pink Freud, Mikołaj Trzaska i wiele, wiele innych.


Jacek Walewski

Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie