Behemoth absorbuje całe moje życie prywatne i zawodowe, choć nie traktuję tego jak pracy. Żyję od 18 lat snem i bardzo cenię sobie to, co osiągnąłem. Na pewno nie zrobiłbym niczego, co oderwałoby moje skupienie od tego projektu. To jest mój priorytet i musi się dziać, bo daje mi szczęście, zadowolenie i olbrzymią satysfakcję. Na pewno nie wyjdę w Behemocie poza tę stylistykę, bo ją kocham. To jest nasz styl, jednocześnie bardzo eklektyczny, różnorodny, zakładający możliwość wielu zmian. Tę ewolucję słychać na "Evangelion" bardziej niż na jakiejkolwiek innej płycie. Nawet głuchy usłyszy ten album i powie: "kurczę, nagrali dziewiąty krążek, a to wciąż brzmi zaj***ście świeżo, po prostu inaczej!". To ten sam zespół, wokalista, bębniarz, podobny sposób aranżacji, ale jednak inny. I o to mi właśnie chodzi: trzymać ten sam kurs, ale pozwolić sobie na odbijanie od czasu do czasu to w lewo, to w prawo.