Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Adam "Nergal" Darski (Behemoth)

Adam "Nergal" Darski (Behemoth)

Lider grupy Behemoth Adam Darski, bardziej znany jako "Nergal", to postać wyjątkowa. Muzyk ten jest głównym kompozytorem i autorem większości tekstów grupy, jak również osobą zajmującą się managementem swej formacji.

Trzy tygodnie na pierwszym miejscu zestawienia OLiS-u. Czy tego typu sukces, w zestawieniu z waszymi poprzednimi osiągnięciami, ma dla ciebie jakieś większe znaczenie?


Takie rzeczy zawsze cieszą. Podstawą nie są jednak listy przebojów czy sprzedaży. Ale jeżeli tego typu sytuacje mają miejsce nawet teraz, po 18 latach, przy dziewiątej płycie zespołu, to na pewno dobrze to na nas wpływa. Grunt to zachować zdrowy dystans.


Nadal uważam, że w dziedzinie światowego metalu zrobiliście znacznie ważniejsze rzeczy niż osiągnięcie szczytu sprzedaży w Polsce.


Zwróć uwagę na fakt, że to, czego dokonaliśmy, czyli te trzy tygodnie na pierwszym miejscu OLiS-u czy teraz 45. miejsce na liście Trójki - to są wyniki nieosiągalne dla innych zespołów metalowych w naszym kraju. Nawet Comie ta sztuka się nie udała, uważam więc, że jest to ewenement nie tylko na skalę krajową. Zresztą sukces płyty w Europie i Stanach na pewno nie pozostaje bez wpływu na to, co się dzieje u nas. Takie sukcesy zawsze rezonują na to, co się dzieje na krajowym rynku. To świadczy o przełomowości tej płyty, a także o tym, że zaskoczyła. Dzieje się naprawdę dobrze, i to cieszy.


W jakim stopniu uważasz, że jest to kwestia muzyki, a w jakim - odpowiedniego marketingu?


Ja widzę całość. Nie dzielę tego...


Uważam, że "Evangelion" to wasz najlepszy album, który przeskoczył mój numer jeden do tej pory - "Satanicę". Podzielasz moje zdanie?


Zawsze uważam, że ostatni album jest tym najlepszym, ale teraz jestem bardziej niż przekonany, że artystycznie jest to nasza najbardziej interesująca propozycja. "Evangelion" jest po prostu bardzo dojrzały. Nie ma tutaj żadnych przypadków. Ta płyta jest jak idealnie skrojony garnitur (śmiech). Tu się wszystko zgadza.


Czy inaczej podeszliście do komponowania utworów niż w przypadku poprzednich albumów?


Tak. Chcieliśmy nagrać płytę, która wypływałaby z naszej natury. Wcześniej przy "The Apostasy" i "Demigod" chcieliśmy osiągnąć bardzo konkretne cele, np. być szybsi niż zespół X, bardziej techniczni niż zespół Y itd... Wpływały na nas różne rzeczy i popychały do obrania takiego kursu. Tymczasem przy nowej płycie żadne z tych kryteriów nie grały dla nas roli. Nie chcieliśmy się z nikim ścigać, nawet z nami samymi. To album, którym mieliśmy się cieszyć, który miał pokazać, że czerpiemy radość z tego, co robimy. Wcześniej oczywiście również mieliśmy satysfakcję, ale narzucaliśmy sobie także pewne ciśnienie, żeby osiągnąć jakiś cel. Tym razem każdy z nas był po prostu sobą.


Wobec tego nic nie sprawiło wam problemów w trakcie nagrywania?


Nic. Nagrywanie trwało kilka miesięcy, mniej więcej tyle, co w przypadku "The Apostasy", ale tamta płyta była niekończącą się walką. "Evangelion" nagrywał się właściwie bezstresowo. Pracowaliśmy z kilkoma inżynierami dźwięku. Wcześniej zawsze był to Malta, który kisił się z nami w studiu przez trzy miesiące i w efekcie końcowym wszyscy mieliśmy siebie dość. Brakowało inspiracji, brakowało jakiegoś kopa. Przy nowej płycie co dwa lub trzy tygodnie wchodził za konsoletę nowy człowiek i dzięki temu zachowaliśmy świeżość spojrzenia podczas nagrań. Chciałbym tę formułę powtórzyć przy kolejnej płycie...


We wkładce do albumu jest sporo cytatów ze światowej literatury. Czy to twój pomysł?


Tak. Zazwyczaj większość pomysłów wychodzi ode mnie.


Przeczytałeś ostatnio coś wartego polecenia? Poza Micińskim oczywiście...


Micińskiego sobie odświeżyłem, to fakt. Poza tym czytałem rzeczy związane z tematyką ostatniej płyty. Były to np. "Narodziny tragedii" Nietzschego - jego pierwsza rozprawa filozoficzna. W ten sposób się nakręcam, wchodzę głębiej w temat, co później owocuje na płycie. Staram się jednak zachować właściwy balans między takimi "ciężarami" a literaturą lekką, rozrywkową. Czytuję Clarksona, który ciekawie pisze o świecie, ale przez pryzmat... motoryzacji! Z ostatnich rzeczy duże wrażenie zrobiła na mnie książka Gaimana "Amerykańscy bogowie". Również świetna lektura.


To jest dla ciebie główne źródło inspiracji?


Inspiruje mnie wszystko: książki, Internet, filmy, ludzie, podróże, obcowanie z innymi kulturami. Po prostu świat.


Gdybyś miał wybrać jeden najważniejszy utwór na płycie, czy byłby to "Lucifer"?


Każdy utwór na płycie jest autonomiczny i na swój sposób się wyróżnia. Każdy jest silny, wyjątkowy i każdy mógłby być potencjalnym singlem, do którego moglibyśmy zrobić np. wideo. Zwróciłeś uwagę na "Lucifera", bo jest po polsku, to oczywiste... Zahaczyliśmy w nim wręcz o doom metal i po raz pierwszy od dekady śpiewałem po polsku. Pod tym względem jest wyjątkowy, uwielbiam go i jest jednym z najlepszych utworów Behemotha w ogóle. Choć tak naprawdę codziennie inny utwór jest moim ulubionym (śmiech).


Czy powinienem dopatrywać się w tym utworze kierunku, w którym zmierza Behemoth?


Niczego nie chcę powtarzać. Za każdym razem chcę ujmować rzeczy z innego kąta, patrzeć z innej perspektywy. Każdy album jest inny i w tej chwili nie zastanawiam się, jaki będzie kolejny. Inność, różnorodność, unikalność - to jest Behemoth. Inne zespoły są od tego, by grać w kółko ten sam riff, ale nie my.


Mówisz o różnorodności i jednocześnie cały czas obracasz się w tym samym gatunku, a zainteresowania muzyczne masz przecież szerokie. Nie chciałbyś wyjść poza tę stylistykę, w której siedzisz od lat?


Behemoth absorbuje całe moje życie prywatne i zawodowe, choć nie traktuję tego jak pracy. Żyję od 18 lat snem i bardzo cenię sobie to, co osiągnąłem. Na pewno nie zrobiłbym niczego, co oderwałoby moje skupienie od tego projektu. To jest mój priorytet i musi się dziać, bo daje mi szczęście, zadowolenie i olbrzymią satysfakcję. Na pewno nie wyjdę w Behemocie poza tę stylistykę, bo ją kocham. To jest nasz styl, jednocześnie bardzo eklektyczny, różnorodny, zakładający możliwość wielu zmian. Tę ewolucję słychać na "Evangelion" bardziej niż na jakiejkolwiek innej płycie. Nawet głuchy usłyszy ten album i powie: "kurczę, nagrali dziewiąty krążek, a to wciąż brzmi zaj***ście świeżo, po prostu inaczej!". To ten sam zespół, wokalista, bębniarz, podobny sposób aranżacji, ale jednak inny. I o to mi właśnie chodzi: trzymać ten sam kurs, ale pozwolić sobie na odbijanie od czasu do czasu to w lewo, to w prawo.


I pomyśleć, że kiedyś nie lubiłeś death metalu...


Wydawał mi się wtórny, mało ekscytujący, mało niebezpieczny. Teraz znowu go nie lubię. Dzisiejsze propozycje zespołów deathmetalowych są potwornie nudne. Nie ma w tym żadnej ekscytacji, niczego, co może mnie głębiej poruszyć.


Jesteś satanistą teistycznym czy filozoficznym?


Jestem wolnym człowiekiem.


To może inaczej spróbuję się czegoś dowiedzieć. Miciński twierdził, że świat ziemski stworzył nie Bóg, lecz Szatan mający na celu kreację karykatury Nieba. Tak czy nie?


Nie ma uniwersalnych prawd. Każdy człowiek ma, albo przynajmniej powinien mieć, swoją wizję świata. Jeżeli jej nie ma, to podąża za czyjąś. Jest to jedna z interpretacji. Nie można powiedzieć, że jest tak lub tak, bo nikt nie ma monopolu na uniwersalizm. Nic nie jest tak naprawdę do końca określone. Rzeczy są różne. Rzeczy się zmieniają. Rzeczy się dzieją. Wszystko jest w ciągłym ruchu, a jedynym punktem odniesienia jestem ja sam... w środku tego wszystkiego.


A co ty chcesz przekazać przez swoją muzykę? U Kuby (Wojewódzkiego - przyp. red.) mówiłeś, że pokazujesz, iż są alternatywy...


Wartości, które mnie interesują, to wolność, autonomia, wolna wola każdej jednostki, boski charakter każdego człowieka i taki sam potencjał, którego realizacja i ukierunkowanie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. To bardzo odważna i... arogancka filozofia, ale ja to właśnie tak widzę. Nie wierzę w żadną siłę nadrzędną. Jest człowiek i tylko człowiek.


Czyli biorąc pod uwagę reguły narzucane ludziom, jest to muzyka buntu.


A nie...?


Ty mi to powiedz.


Heavy metal jest muzyką buntu. Zawsze był. Metalowcy ukradli tę ideologię punkowcom, tylko że ubrali ją w bardziej techniczne i bardziej muzykalne dźwięki. Metal sprzeciwia się wszystkiemu, co nas ogranicza, to jest esencja, podstawa tego gatunku. Dlatego sam zacząłem interesować się tą muzyką, bo mogłem się z nią identyfikować. Oferowała mi całą paletę barw. Mogłem skakać z tematu na temat. Interesowała mnie, inspirowała, stymulowała. Byłem jednocześnie w takim wieku, że wiele rzeczy na świecie mi się nie podobało, nie chciałem być kolejnym trybikiem w społecznej machinie. Dlatego wyrwałem się z niej i zacząłem żyć, podejmować własne odważne decyzje życiowe. Wymyśliłem scenariusz na życie, który realizuję z powodzeniem do dziś. Uważam, że jest to mój największy sukces. Niewielu ludzi może sobie pozwolić na taki komfort. Wymyślić siebie, sposób na życie, stworzyć własne prawa, wartości, filozofię i być jej wiernym.


Chcesz wyzwolić w ludziach złość?


Chcę ich stymulować. Chcę, żeby reagowali. Jeśli nienawidzą - OK, jeśli kochają - też dobrze. Jakakolwiek reakcja jest dobra. Najgorsze jest wzruszenie ramionami, ignorancja.


Słuchasz Johnny’ego Casha. Stymuluje cię pozytywnie swoją muzyką czy może ze względu na jego uduchowienie jest taką alternatywą, jak przeciwieństwa Bóg i Szatan?


Cash był wielkim mistykiem. Bardzo inspirująca postać z własną wizją. Zauważ, że jego utwory były często bardzo mroczne. Cytował Biblię, nawiązywał do niej. My robimy to samo, tylko stoimy po drugiej stronie barykady. Myślę, że więcej nas łączy, niż dzieli, tylko trzeba spojrzeć na to z odpowiedniej perspektywy (śmiech).


Czy wykorzystałbyś któryś z jego tekstów?


Już wykorzystałem. Nie powiem jednak który. Sparafrazowałem jeden z jego wersów i użyłem na poprzedniej płycie.


Jesteś szczęśliwym człowiekiem?


Pracuję nad tym.


Możesz coś powiedzieć na temat produkcji teledysku do "Ov Fire And The Void"? Ten klip powala wręcz na kolana!


Pracowaliśmy z Darkiem Szermanowiczem z Grupy 13 we Wrocławiu. To był nasz drugi wspólny projekt. Wcześniej było to przy okazji "At The Left Hand Ov God". Teledysk odbił się wtedy szerokim echem. Zgarnęliśmy za niego dwa Yachy. Jako ciekawostkę dodam, że klip miał już Grand Prix, jednak nagroda ze względów czysto politycznych została przyznana komuś innemu. Niezależnie od nagród teledysk robił wrażenie i podobał się. Wiedziałem jednak, że możemy zrobić coś jeszcze lepszego - wizualnie jeszcze bardziej szlachetnego i przemyślanego. Obraz do "Ov Fire And The Void" jest wyjątkowy, świetnie nakręcony i nie pozostawia nikogo obojętnym. Z jednej strony bardzo efekciarski, ale z drugiej nie jest to jakaś płytka historyjka czy bajka dla dzieci. Znam ludzi, którzy się go boją. Dosłownie! (śmiech). Lubię takie reakcje. Lubię, jak ktoś jest poruszony tym, co robi Behemoth.


Brzmisz jak Marilyn Manson. Poznałeś go?


Nie, ale mijałem go w korytarzu.


Jego ostatnia płyta podobała ci się.


Nawet bardzo.


A jednak na takie szaleństwo stylistyczne nie chcesz się zdecydować...


Chyba nie potrafiłbym. Nie w obrębie tego zespołu. Technicznie jestem w stanie zagrać inną muzykę. Kiedyś zresztą już próbowałem. Mogę wziąć gitarę i zagrać bluesa, jazz czy jakieś rockowe, spokojne numery, ale dziś nie jest czas na tego typu projekt. To zwykle zabiera mnóstwo energii, którą właśnie teraz potrzebuję skoncentrować tylko i wyłącznie na grupie Behemoth. Widzę to w ten sposób: wspięliśmy się na siedmiotysięcznik, ale żeby w przyszłości zdobyć ośmiotysięcznik, musimy się kompletnie oddać tylko temu projektowi.


Słuchałeś nowej płyty Vadera?


Tak.


Jakiś komentarz?


Jest to kolejna płyta Vadera. Po prostu. Słuchałem też nowego AC/DC i mogę powiedzieć to samo: AC/DC. Na albumie Vadera nic mnie niestety nie zaskoczyło. Ale chyba nie o to chodzi, żeby zaskakiwało... Najwyraźniej mają taką wizję artystyczną, którą oczywiście szanuję. Trzymają wysoki poziom, technicznie bez zarzutu, brzmieniowo OK, ale to nie do końca moja muzyka.


A myślisz, że jakbyś spróbował stanąć obok i posłuchałbyś "Evangelion", to uznałbyś, że to zaskakująca płyta Behemotha?


Czasem zadaję sobie to pytanie, ale nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Czy Behemoth jest interesującym zespołem? Dla mnie jest, ale ja w ogóle uważam się za interesującego człowieka.


Planujesz coś specjalnego na 20-lecie zespołu?


Na pewno nie planuję nic wielkiego. Po pierwsze nie lubię tej pompy, a po drugie mam wrażenie, że takimi sprawami zajmują się zespoły, które nie mają już niczego nowego do zaoferowania albo w ogóle nie mają co robić. My się nie nudzimy. Od dwóch lat piszemy książkę o zespole, oficjalną biografię, która ukaże się w drugiej połowie przyszłego roku, co powinno się zbiec z naszym 20-leciem. Może to być jakaś okazja do celebrowania.


Czemu Seth po raz kolejny wpisany jest we wkładce jako muzyk sesyjny? Jest z wami już od wielu lat...


Przyjęliśmy wiele lat temu formułę, że jesteśmy triem. Mamy czteroosobowy skład koncertowy. To nam pasuje, jak również ludziom, którzy z nami współpracują. Poza tym z tego, co widzę u innych zespołów, traktujemy naszych muzyków sesyjnych dużo lepiej, niż w wielu grupach traktowani są ich pełnoprawni członkowie.


A jak wspominasz początki zespołu?


Z sentymentem. Śmiesznie było. Z tym jest tak, jak z oglądaniem starych zdjęć. Najczęściej bawią...


A kiedy przestało być śmiesznie?


Parę lat temu, myślę że od czasów "Pandemonic Incantations". Gdzieś w okolicach płyty "Satanica", jednej z moich ulubionych, zaczęliśmy funkcjonować na zupełnie innym levelu. Nie zrozum mnie źle, zawsze byliśmy poważnym zespołem, ale pewne rzeczy się zmieniają, ewoluują wprost proporcjonalnie do rozwoju naszej świadomości... Od tego momentu jesteśmy innym zespołem. Wokół wszystkiego, co było wcześniej, krąży mnóstwo anegdot, historii ubranych w zabawne zdjęcia. Dziś patrzę na to z przymrużeniem oka.


Jak wypada porównanie twojej poprzedniej sygnaturki Mayones Flame Signum Gothic z nową sygnaturką Behemoth, czyli ESP?


Mayones produkuje przyzwoite instrumenty, ale porównanie nie wychodzi na ich korzyść. Ja jestem wierny ESP, bardzo podobają mi się ich gitary. HEX-7 sygnowana moim imieniem 7-strunowa gitara jest naprawdę świetna, genialnie leży w ręce i brzmi tak, że urywa jaja. Będę grał na niej podczas najbliższej trasy po Polsce. To po prostu bardzo udany instrument i takie też głosy dochodzą do mnie od ludzi, którzy ją kupili. To dla mnie wielka rzecz. Duży prestiż i nobilitacja w świecie muzycznym.


Na koniec pytanie związane z twoją obecnością w prasie brukowej. Bolałoby cię, gdybyś zdał sobie sprawę, że głównym czynnikiem sukcesu "Evangelion" była Doda?


Nie, bo tak nie jest. Ludzie, którzy czytają tabloidy, nie idą później kupić płyty. Nie wierzę w to.


Ale zaczęli cię kojarzyć.


Pewnie tak. Każdy impuls jest dobry. Nieważne, czy ktoś zobaczy mnie w tego typu gazecie, czy przeczyta ten wywiad... Nie ma nic złego w byciu rozpoznawalnym. Poza tym nie mam na to wpływu, więc nie zajmuję się myśleniem na te tematy. Są rzeczy, które mi się nie podobają, są rzeczy, które mnie frustrują, ale jeśli nie mogę ich zmienić, to przynajmniej mogę zmienić mój stosunek do nich.


Szum jednak nie powinien ci przeszkadzać. Przecież nie ma złego PR-u...


To prawda. Ale nie czuję się z tym jak ryba w wodzie. Jest, bo jest. Umówmy się jednak, że szum w tego typu mediach, które są zwykłym błotem, jest bardzo ulotny. Jutro sytuacja się zmieni, okoliczności się zmienią i już nikt nie będzie o tym pamiętał. Kurz opadnie. Pojawi się nowa gorąca historia. Ktoś urodzi dziecko, ktoś się rozwiedzie, ktoś inny strzeli sobie z łuku w plecy (śmiech). Te pisma bazują na najniższych instynktach, dlatego - nie obrażając nikogo - wiadomo, kim są czytelnicy takich magazynów. A taki target mnie po prostu nie interesuje.


M. Kubicki

GALERIA

RECENZJE

Większy zjada mniejszego Dezerter
6 /10

Minęły cztery lata od premiery ostatniej płyty, a Dezerter jakby cofnął się w rozwoju.

Gramy dalej
Summoning Deliverance Horn of The Rhino
8 /10

Horn of the Rhino na swym trzecim (albo piątym, jeśli uwzględnić także płyty nagrane jako Rhino) albumie nie prezentuje niczego nowego, ale wciąż... Gramy dalej

The Serpent & The Sphere Agalloch
9 /10

Upłynęło nieco wód w rzekach Oregonu nim o Agalloch zrobiło się głośno, ale twórcy zespołu nigdy nie szukali rozgłosu, o czym doskonale może... Gramy dalej

Just-World Hypothesis
Gatunek: Death metal
Carrion ocena 7
Dla idei
Gatunek: Hard rock
Zobacz wszystkie