Nigdy tak o tym nie myślałem. "She’s Dynamite" nagrałem chyba sto lat temu, to było tak dawno! Nagrałem ją, ponieważ wytwórni podobała się melodia, zresztą ta piosenka od razu stała się przebojem. To były początki rock and rolla i chyba myśleli, że będą mieli okazję zobaczyć rockandrollową twarz B.B. Kinga. Jeśli chodzi o Sama Phillipsa, moja współpraca z nim wyglądała całkiem inaczej, niż się to innym wydaje. Wielu ludzi sądzi, że Sam Phillips był producentem płyt, a tak naprawdę nie miał on nic wspólnego z wyborem materiału na album. Był tylko inżynierem dźwięku. Współpracowałem wtedy z wytwórnią prowadzoną przez braci Bihari - Meteor Records w Memphis. U nich było tak, że jeśli artysta akurat był w mieście i miał na to ochotę, mógł w każdej chwili skorzystać ze studia. Później dostawaliśmy przysyłane do domu rachunki. Sam Phillips był w studiu i sprawdzał, czy rejestrowanie na taśmie przebiegało prawidłowo. Taka była jego rola. Nie był moim producentem, ponieważ ja lubię nagrywać po swojemu i wybieram te piosenki, które mi się podobają. Słucham tylko siebie. Zresztą i tak nie wiadomo, co ostatecznie spodoba się publiczności.