Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Urlo (Ufomammut)

Urlo (Ufomammut)

Nazwa zobowiązuje. Ufomammut to prawdopodobnie najcięższy zawodnik rodem ze słonecznej Italii. W żaden sposób nie przeszkadza mu to jednak w nieskrępowanym eksplorowaniu przestrzeni kosmicznej, gdzie wyprawa na Syriusz to zaledwie początek podróży. O najnowszej, doskonałej w każdym calu płycie "Idolum" oraz fascynacjach nie tylko muzycznych opowiedział basista i zarazem wokalista Urlo, będący również mózgiem artystycznego kombinatu Malleus Rock Art Lab.

Zacznę od gratulacji. Zapewne słyszałeś to już wiele razy, ale "Idolum" to naprawdę znakomity krążek. Prawie każdy zespół jest zdania, że jego najnowszy materiał jest tym najlepszym w dyskografii. Wy też tak uważacie?


Wielkie dzięki! Fakt, "Idolum" to niezły album, jak dotąd najlepszy ze wszystkich. Ale z drugiej strony, to tylko kolejny krok naprzód. Wierzę, że nagranie najlepszego krążka w dorobku Ufomammut ma ciągle prze sobą.

 
W zasadzie wszystkie recenzje "Idolum", z jakimi miałam okazję się spotkać, były więcej niż entuzjastyczne. Wydaje mi się, że dzięki tej płycie macie szansę wypłynąć na szersze wody i stać się bardziej rozpoznawanym zespołem. Myślę tu choćby o polskojęzycznych mediach - "Idolum" to pierwsze wasze wydawnictwo, o którym pojawiły się jakiekolwiek recenzje czy wzmianki. Jak oceniasz waszą sytuację z dzisiejszej perspektywy?


Niespecjalnie zależy nam na tym czymś, co zwykło się nazywać sukcesem. Gdyby było inaczej,  gralibyśmy teraz pop albo inny hip-hop. Zasadniczo, zawsze staramy się robić przede wszystkim to, co uważamy za właściwe i co przy okazji daje nam satysfakcję. Cieszę się, kiedy okazuje się, że spora część ludzi podziela nasze muzyczne upodobania. Mam nadzieję, że dzięki "Idolum" przed Ufommmut otworzą się nowe możliwości, że dzięki tej płycie zaistniejemy w świadomości szerszego grona słuchaczy.


Każda kolejna płyta Ufomammut zaczyna się mniej więcej tam, gdzie skończyła się poprzednia. Zarazem jednak każdy nowy materiał wzbogacacie o nowe elementy. "Idolum" nie wykracza poza ten wzorzec. To wciąż ten sam Ufomammut, ale całość nie brzmi jednak tak jak "Lucifer Songs". Co o tym myślisz?


Nie chcemy ogrywać wciąż tych samych patentów. Zawsze staramy się poszukiwać nowych ścieżek wyrazu. Tak jak powiedziałeś, każda kolejna płyta zaczyna się tam, gdzie kończy się poprzednia. "Godlike Snake" opiera się na motywie przestrzeni, w "Snailking" z kolei można odnaleźć więcej "ziemskiego" brzmienia. "Lucifer Song" jest bardziej medytacyjna, kontemplacyjna niczym ocean. "Idolum" zaś to ogień. Wygląda na to, że wykorzystaliśmy już wszystkie cztery żywioły. Teraz przyszła pora, by znaleźć coś innego, całkiem nowego do wykorzystania w przyszłości...


Jedną z najbardziej zauważalnych nowinek na najnowszym krążku jest "Ammonia". Kobiece wokalizy, za które odpowiada tu Rose Kemp to niewątpliwie nowość na waszych albumach. Jak nawiązaliście współpracę i czy zamierzacie ją kontynuować? Doszły mnie słuchy o ewentualnej kooperacji z Rose przy twoim solowym projekcie pod nazwą Farwest Zombie. Na ile prawdziwe są te plotki?


Rose poznaliśmy kilka lat temu przy okazji koncertu w Bristolu. Wtedy nie mieliśmy jeszcze pojęcia ani o jej talencie, ani o niesamowitym głosie. Utrzymywaliśmy ze sobą kontakt i kiedyś po prostu zapytaliśmy ją, czy nie chciałaby włączyć się w projekt pod tytułem Farwest Zombie. Okazało się, że i tak planowała wybrać się wtedy do Włoch. W ten sposób zaczęła się nasza współpraca. Mamy nadzieję na ciąg dalszy w przyszłości. Rose jest naprawdę niesamowita, uwielbiamy ją! Jej ostatnia płyta jest wręcz niewiarygodna. To prawdziwy majstersztyk! Kiedy pierwszy raz odsłuchaliśmy "Ammonia" z jej wokalami, wprost nie mogliśmy uwierzyć, jak wspaniale zabrzmiały.


Przy okazji powiedz więcej o tym projekcie. Kiedy możemy spodziewać się wydania albumu?


Farwest Zombie to projekt stworzony przeze mnie kilka lat temu. Z początku było to moje solowe przedsięwzięcie; z czasem dołączył Poia i nasi kumple z Lento - Lorenzer oraz Fede. Nad płytą aktualnie pracujemy, to będzie bardziej ambientowy, syntezatorowy materiał. Jest szansa, że ukaże się jeszcze w tym roku, najpóźniej na początku 2010. Wszystko wskazuje na to, że wydamy go za pośrednictwem SupernaturalCat. W końcu ta wytwórnia to nasz dom, ha ha.


"Idolum" oznacza zjawę, widmo, ale też błąd w rozumowaniu. Czy stoi za tym konkretny koncept, być może powiązany z szatą graficzną krążka?


Jeśli chodzi o powstanie "Idolum", najpierw pojawiła się sama muzyka, która dojrzewając - odsłoniła główne przesłanie płyty. Muzyka zapowiadała z jednej strony coś ukrytego, niewidzialnego, a z drugiej realnego i masywnego. Na koniec wykrystalizował się również tytuł. "Idolum" jest dziwną płytą, to niewątpliwie kawał ciężkiego materiału, który z drugiej strony ma w sobie coś łagodnego i kojącego.


Nazwa utworu "Stardog" kojarzy mi się z Psią Gwiazdą (Dog Star), czyli Syriuszem. Także gwiazdozbiór widoczny w booklecie przywodzi na myśl Gwiazdozbiór Wielkiego Psa, z Syriuszem jako najjaśniejszą gwiazdą w centralnym punkcie. Mam rację?


Masz rację, jeśli chodzi o booklet i konstelację, ale "Stardog" odnosi się tu do Łajki - pierwszego psa w kosmosie. Łajka została wyrzucona przez człowieka w przestrzeń kosmiczną (*Łajka - suka mieszaniec wystrzelona 3 listopada 1957 roku na orbitę okołoziemską w radzieckim Sputniku 2. Zginęła po ok. 7 godzinach lotu - przyp.). 


A co przedstawia reszta wkładki? Mam wrażenie, że gdzieś już spotkałam się z podobnymi rysunkami.


Wszystkie ilustracje odnoszą się do tytułów poszczególnych utworów. Odnajdziesz tam między innymi: "Elephantom", the cosmic "Void", "Destroyer" eye, the utero ("Hermeat"), "Stigma".


Mimo kosmicznych obrazków w booklecie, "Idolum" zawiera znacznie mniej kosmicznych sampli, tak charakterystycznych zwłaszcza dla waszych dwóch pierwszych albumów. Dlaczego?


Stworzenie tych kawałków zajęło nam kilka miesięcy, a ich zarejestrowanie - zaledwie dwa weekendy. Ta płyta pełna jest syntezatorowych sampli. Zostały po prostu poddane obróbce i głęboko zanurzone w muzyce.


Skąd właściwie wziął się pomysł na waszą nazwę? W pierwszej chwili może wydawać się dziwaczna bądź zabawna. Osobiście uważam, że wyjątkowo trafnie oddaje charakter waszej muzyki. Z jednej strony jej ciężar, z drugiej - kosmiczny klimat.


To stare dzieje. Poia wymyślił ją lata temu. Idealnie oddawała to, co miało nas wyróżniać, co nadawało nam - jako zespołowi - specyficzny charakter. Ufo i mamut. Przyszłość i przeszłość. Lekkość i ciężar, stanowiące jedność.


Na waszym pierwszym krążku, w takich kawałkach jak "Satan" czy "Snake" słyszę dalekie echa muzyki industrialnej, coś w deseń Godflesh. Z kolei na "Snailking", np. w "Lacrimosa" można wyczuć pewne klimaty charakterystyczne dla Ministry. Czy takie granie wpłynęło w jakimkolwiek stopniu na waszą twórczość?


Lubię zarówno Godflesh, jak i Ministry, ale z żadnego z nich nie czerpałem ani nie czerpię inspiracji. Industrialne granie jest bez wątpienia fajne i zgadzam się, że w pewnym sensie jakieś elementy industrialu można odnaleźć w naszej muzyce. Domyślam się, że chodzi ci o podobieństwo wynikające ze struktury utworów.


Skąd w takim razie czerpiesz muzyczne inspiracje?


Inspiruje mnie dorobek wielu kapel, od Sex Pistols po Pink Floyd, od Sleep po God Machine, Led Zeppelin czy Black Sabbath. Długo można by wymieniać. Ale i tak nic nigdy nie przebije The Beatles To, co stworzyli, stanowi istotę muzyki.


Czy to znaczy, że The Beatles to twój ulubiony zespół?


Tak jest w istocie. Zrobili wszystko, co w muzyce było do zrobienia. Uwielbiam również Pink Floyd. Poza tymi dwoma kluczowymi dla mnie zespołami słucham mnóstwa różnych rzeczy, od Sleep po Converge i Kylesa, od Devendra Banhart po Superjoint Ritual i Alela Diane...


Płyty Ufomammut ukazują się w barwach waszej własnej wytwórni SupernaturalCat. Dwa pierwsze krążki wydaliście jednak gdzie indziej. Czy to doświadczenia z innymi stajniami spowodowały, że postanowiliście wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie kontrolować cały proces działalności zespołu, łącznie ze stroną wydawniczą?


Gdybyśmy tylko mogli cofnąć się w czasie, najprawdopodobniej od samego początku wszystkim próbowalibyśmy zająć się we własnym zakresie. Z dzisiejszej perspektywy podpisywanie kontraktów z wytwórniami oceniam jako niewątpliwy błąd. Interesowały ich tylko dwie rzeczy - sprzedaż i kasa. Promocję Ufomammut jako zespołu mieli gdzieś. Teraz, dzięki naszej własnej wytwórni (będącej częścią Malleus Rock Art Lab, za którą stoi Poia, Lu i ja) możemy osiągnąć zdecydowanie więcej.


Z drugiej strony w SupernaturalCat skazujecie się w pewnym sensie na trwanie w niszy. Nie widzielibyście się np. w Rise Above czy Southern Lord? Nie masz wrażenia, że tego rodzaju wytwórnie mają większe możliwości promowania kapel?


Szczerze mówiąc - nie wiem, ale nie wydaje mi się. Myślę, że działając na własną rękę osiągnęliśmy naprawdę sporo. Co ważne, robimy tylko to, na co naprawdę mamy ochotę i co jest istotne z naszego punktu widzenia. Osiąganie zysków nie jest naszym głównym celem. Mamy inną motywację niż goście z wytwórni, którzy żyją z wydawania płyt. To, czego naprawdę chcemy, to produkować i promować bardzo dobre kapele, któe mają coś interesującego do zaoferowania światu. Lento jest fajny, Morkobot to jeden z najlepszych zespołów, jakie istnieją na tej planecie, Ufomammut także jest w porządku. Od niedawna mamy kolejny niesamowity projekt - Incoming Cerebral Overdrive. Jako wytwórnia działamy już 4 lata. Wciąż się rozwijamy, krok po kroku, płyta za płytą.


Powiedz parę słów więcej o Incoming Cerebral Overdrive.


To najnowszy zespół, jaki trafił pod skrzydła SupernaturalCat. Ich album "Controverso" jest naprawdę niesamowity, to istna muzyczna bomba. Chłopaki potrafią mieszać najróżniejsze dźwięki w bardzo oryginalny, właściwy sobie sposób. Mamy tu zarówno hardcore, jak i progresywne granie z lat siedemdziesiątych, Goblin i Botch. Najlepiej będzie, jeśli przekonasz się o tym na własne uszy: www.myspace.com/incomingcerebraloverdrive.


Nie jest łatwo zdobyć wasze pierwsze dwie płyty, a za CD "Snailking" musiałam zapłacić naprawdę sporo kasy.


No widzisz! Nasze dwie pierwsze płyty były wydane przez rzekomo większe wytwórnie, a jaki jest tego efekt?


SupernaturalCat skupia jedynie cztery zespoły, co może świadczyć o tym, że koncentrujecie się raczej na jakości niż ilości. Do tego wszystkie kapele, które macie pod swoimi skrzydłami, pochodzą z Włoch. Rozumiem, że to działanie zamierzone?


Jak wspomniałem wyżej, teraz, z ICO, mamy ich już całe pięć. Faktycznie, jak dotąd, wszystkie kapele, które znalazły się pod naszymi skrzydłami pochodzą z Włoch. Ale jak słusznie zauważyłeś, kluczowym kryterium jest wyłącznie jakość. Dlatego jesteśmy otwarci na wszelkie zespoły, z dowolnego miejsca na świecie, a nawet spoza niego.


SupernaturalCat to nie tylko wytwórnia, ale coś w rodzaju muzycznego odłamu waszej artystycznej działalności prowadzonej pod szyldem Malleus Rock Art Lab. Zajmujecie się projektowaniem m.in. okładek płyt, plakatów. Mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej?


Za Malleus stoją trzy osoby - Poia, Lu i ja. Najogólniej rzecz ujmując, jesteśmy kolektywem sztuki plakatu. Zajmujemy się projektowaniem i ręcznym wykonaniem plakatów na potrzeby najróżniejszych koncertów, występów, imprez i innych wydarzeń kulturalnych. Drukujemy metodą sitodruku. Poza tym wykonujemy projekty ilustracji oraz okładek do płyt. Prowadzimy również wytwórnię, w której wydajemy tylko te płyty, które naszym zdaniem na to zasługują. Wydając płyty najpierw wypuszczamy numerowane, limitowane edycje z ręcznie drukowaną grafiką i takimi tam, a następnie bardziej zwyczajne wersje tych samych albumów. By przekonać się, jak to wszystko wygląda w szczegółach, najlepiej zajrzeć po prostu na jedną z naszych stron, tj.: www.malleusdelic.com oraz www.supernaturalcat.com. Opisy naszych dokonań nie są moją mocną stroną.


Muszę przyznać, że prace, które prezentujecie na stronie Malleus robią duże wrażenie. Daleki jestem od kreowania się na znawcę tematu, ale w waszej działalności wyczuwam inspirację m.in Art Nouveau, choćby pracami Alfonsa Muchy. Czyja twórczość wywarła na was największy wpływ?


Uwielbiamy Muchę. W pewnym sensie jesteśmy częścią Art Nouveau. Właściwie lepszym określeniem byłoby chyba nawet użyte kiedyś przez kogoś Dark Nouveau. Czerpiemy inspirację z rozmaitych nurtów w sztuce. Nie będę Cię zanudzał szczegółami na ten temat...


Dlaczego? Mów dalej...


Szczerze mówiąc, trudno jest wyróżnić konkretne elementy w oceanie inspiracji, z których czerpiesz najróżniejsze pomysły i następnie wykorzystujesz je w procesie twórczym. Myślę, że kluczowy wpływ na naszą twórczość wywierało i nadal wywiera generalne dążenie do pozostania sobą, do odnalezienia własnej formy wyrazu. Tak naprawdę każda dziedzina sztuki w jakimś sensie ma wpływ na to, co robimy. Zarówno stare filmy grozy pełne krwi, jak też cały szereg malarzy, muzyków, twórców plakatów, pisarzy. Niekończący się katalog postaci, których nigdy nie znałem i nigdy nie będę miał szansy poznać. Wszystko to razem powoduje, że jesteśmy tacy, a nie inni. Znajdujemy się pod wpływem szeregu nurtów, ludzi, dziedzin sztuki. Nie tylko tych, za którymi stoją wielcy mistrzowie. Zdarza się, że określone pomysły mają swoje źródło w idiotycznym zdjęciu albo zupełnie przypadkowo odnalezionym obrazie czy plakacie.


W sztuce funkcjonuje określenie "polska szkoła plakatu" używane wobec grupy kilku znanych na całym świecie artystów, takich jak przykładowo Jan Lenica czy Jan Młodożeniec. Znasz ich prace?


Polska sztuka plakatu jest niesamowita. Zdarzało nam się spędzać całe dnie na przeglądaniu stron internetowych z pracami polskich artystów. Niektóre z nich są naprawdę zdumiewające.


Odpowiadacie również za oprawę graficzną wszystkich waszych albumów. W zestawieniu z większością prac, prezentowanych na stronie Malleus, booklety wydawnictw Ufomammut wydają się być bardzo ascetyczne (może z wyjątkiem "Idolum") i zaprojektowane w zupełnie innym stylu. Dlaczego?


W ten sposób realizujemy naszą - odmienną - wizję Ufomammut. To nasz zespół, więc wiemy dokładnie, jak od strony wizualnej chcemy przedstawić muzykę, którą gramy.

 
Co właściwie było pierwsze - Malleus czy Ufomammut?


Ufomammut i Malleus to dwa zupełnie odrębne byty, które zarazem przenikają się wzajemnie do tego stopnia, że nie można rozpatrywać ich oddzielnie.


Ufomammut, SupernaturalCat i Malleus to trzy artystyczne inicjatywy, które są ze sobą ściśle powiązane. W jakiej dziedzinie czujesz się najlepiej - jako muzyk, grafik czy wydawca?


Z całą pewnością nie byłbym w stanie żyć bez muzyki. Ufomammut, Malleus i SupernaturalCat to po prostu trzy różne oblicza muzyki.


Najbliższe plany Ufomammut?


Przede wszystkim chcemy jak najwięcej grać, a poza tym - pracować nad Farwest Zombie, nad nowym materiałem Ufomammut i nad kilkoma innymi projektami, które na razie istnieją tylko w mojej głowie. Ogólnie rzecz biorąc - nasza przyszłość to odkrywanie nowych muzycznych obszarów.


Możesz ujawnić więcej szczegółów odnośnie tych "innych projektów"?


Na razie to tylko zarysy pomysłów, za wcześnie by mówić o szczegółach. Miej oko na naszą stronę, a na pewno niczego nie przegapisz, ha ha.


Dzięki za wywiad!


Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Szymon Kubicki
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie