Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Anja Orthodox i Mariusz Kumala (Closterkeller)

Anja Orthodox i Mariusz Kumala (Closterkeller)

Zespół Closterkeller istnieje na polski rynku już od ponad 20 lat. Niedawno w sklepach ukazało się ich nowe wydawnictwo, które udowadnia, że grupa funkcjonuje dzisiaj sprawniej niż kiedykolwiek wcześniej, zyskując nową rzeszę fanów i entuzjastów. Trasa koncertowa promująca płytę Aurum trwa i przybiera na sile z każdym kolejnym odwiedzonym miastem. W tym miesiącu o muzyce, życiowych wyborach i pasjach rozmawiamy z kobietą, która jest sercem i duszą zespołu, Anją Orthodox i jej mężem Mariuszem Kumalą, który objął stanowisko gitarzysty w zespole.

Closterkeller istnieje już na rynku muzycznym od ponad 20 lat. Co jest siłą waszego zespołu?

Siłą jest przede wszystkim naturalność i szczerość. Gramy to, co czujemy. Za tym idzie również niezmienność pewnych bazowych klimatów i wierność własnemu ja. Kluczem do sukcesu jest też myślę moja umiejętność organizowania pracy w zespole i formowania składu. Bardzo zwracam uwagę na to żeby Closterkeller był tworzony nie tylko przeze mnie i pierwszych lepszych podgrywających muzyków. Do grania w zespole zapraszam ludzi z potencjałem, dzięki któremu ta muzyka będzie szła do przodu i miała siłę wyrazu. Przeszło 20 lat działalności chyba udowadnia, że mam do tego niezłego nosa. W zespole muszą grać po prostu ludzie, którzy mają w sobie ogień i talent. Dzięki temu ta muzyka ciągle znajduje odbiorców i bardzo miłe dla mnie jest to, że cały czas także nowych.

Fakt, to już kolejne pokolenia.

Przeżywamy teraz odjazd straszny dzięki temu, bo przychodzą na koncerty ludzie, którzy znają zespół od płyty Aurum. Jest również duża grupa takich, którzy byli w zeszłym roku na Przystanku Woodstock i tam przypadkiem usłyszeli Closterkeller, żeby się od razu zakochać w naszej muzyce. Ku naszemu zadowoleniu nie jedziemy, więc tylko na swojej legendzie, ale także na tym, co robimy teraz. To jest oczywiście dla mnie osobiście strasznie miłe, bo zyskujemy nowych słuchaczy, którzy już na starcie są bardzo mocno zaangażowani.

Przez zespół przetoczyło się wielu różnych muzyków w ciągu tych lat. Te zmiany personalne przeszkadzały w procesie tworzenia charakteru zespoły, czy może ta, co raz przetaczana krew określa właśnie charakter Closterkeller?

To nie jest do końca tak. Poprzedni skład grał 7 lat. Ten starszy trwał 8. Te zmiany, więc opierają się na takich mniej więcej ośmioletnich cyklach. Co innego jest oceniać rotacje w zespole, który gra od roku czy dwóch, a co innego w zespole który gra od dwudziestu. Staram się oczywiście żeby te zmiany były jak najrzadsze. Ja jestem w zespole od początku, nasz klawiszowiec jest od roku 1990, z krótką przerwą ze względów zdrowotnych. Rzeczywiście w tym czasie, kiedy Michała nie było przewinęło się przez zespół dwóch klawiszowców. To można by zaliczać do zmian składu tylko, że też tak nie do końca. Gitarzysta Paweł grał w zespole przez lat 7, później Freddie grał 8 chyba nawet. Częstych zmian, zatem nie ma za wielu. Te natomiast, które były na pewno wpłynęły na zespół. Teraz chociażby nawet zmiana na Mariusza, który jest gitarzystą wpływa na kształt muzyki. Przy czym on też już przecież czwarty rok gra w zespole. Jedyna różnica jest w tym, że nagrał on z nami dopiero swoją pierwszą studyjną płytę. Jego osoba natomiast bardzo wyraziście zaznaczyła się w zespole. Na tej płycie słychać dużą zmianę i to w bardzo pozytywna i piękną stronę. Zmiana muzyka zawsze jest mocno zauważalna, zwłaszcza w przypadku takiego zespołu jak nasz. Jeśli więc zapraszam kogoś do udziału w zespole to robię to tak żeby jego osobowość wyraźnie się ujawniła. Nie zależy mi na tym żeby sobie wyłącznie podgrywał, bo to nie o to chodzi.

Nagraliście bardzo dużo teledysków od początku waszej kariery jednak nie jest tajemnicą to, że w telewizji raczej rzadko ktoś pokusi się o emisję któregoś z nich. Czy teledyski grup metalowych wszelkiej maści nie są trochę sztuka dla sztuki w tym kraju?

Przede wszystkim nie można nazywać Closterkeller zespołem metalowym, bo to jest pewne jednak zakłamanie. Zgodzę się na gotycki już prędzej, bo tak naprawdę metalowych kawałków na ostatniej płycie mamy może w sumie jeden. Zespół Closterkeller jest zespołem grającym mroczno klimatyczną muzykę rockową z korzeniami w gotyku i tak niech zostanie. Wracając natomiast do pytania to sama nie wiem tak naprawdę. Mimo wszystko te teledyski tu i ówdzie latają. Poza tym są ozdobą ścieżek multimedialnych na naszych płytach. Jest też przecież taki kanał jak YouTube gdzie ludzie bardzo licznie je oglądają, więc sądzę, że warto.

No właśnie, a propos waszych ścieżek multimedialnych. Jeśli spojrzymy na płytę Purple z 1990 to okazuje się, że jako jedna z pierwszych na polskim rynku była wydana na CD. Podobnie w 1996 przy okazji Cyan dodaliście właśnie materiał multimedialny, czego przecież nie robiono wtedy Polsce. Lubicie korzystać z nowych rozwiązań i nowinek technologicznych przy realizacji waszych płyt?

No jak sam widzisz tak, bardzo. Wszystko to jest moim udziałem. Jestem strasznym maniakiem komputerów i nowych technologii. Należę do takiej grupy, która nazywa się wcześni entuzjaści (śmiech). Są to ludzie, którzy najpierw wypróbowują wszystko i nie boją się tych nowinek. Stąd też właśnie ta bardzo mocno wybiegająca w przód ścieżka multimedialna na płycie w 1996 roku. Tak naprawdę to chciałam to już zrobić na jeszcze wcześniejszej płycie tylko, że wtedy w ogóle nikt nie zrozumiał w firmie wydawniczej, o czym ja gadam (śmiech). Zastanawiali się jak to jest możliwe żeby wrzucić teledysk na płytę audio. Trułam im jednak o tym przez cały rok i prawie na odczepne powiedzieli, że mogę to zrobić, tylko tak żeby działało. W zasadzie to bez przerwy coś takiego wymyślam. Na naszej najnowszej płycie z kolei dodaliśmy kody na okładce, które można odczytać telefonem komórkowym. Jest to bardziej mimo wszystko bajer niż jakaś wielka rzecz, co prawda, ale nasi odbiorcy mają z tego radochę i odkodowują te kody jak szaleni. Jest tam również miedzy innymi do odkodowania ukryty link do strony Aurumowej. Dodatkowo teraz na trasie wypróbowuje taki wynalazek jak Blueadvert. Działa to w ten sposób, że w pewnym miejscu na sali koncertowej jest baner, na którym jest napisane, aby podejść, włączyć bluetooth w telefonie i odebrać prezenty od Closterkeller. Jeśli wszystko dobrze zadziała, bo to nadal jest na etapie testów, to po włączeniu gościu dostaje zdjęcia, fragmenty mp3, tapetkę na telefon z płytką i takie tam różne gifty. Natomiast przewrotnie po raz pierwszy od lat na tej płycie nie ma ścieżki multimedialnej. Po prostu nie zmieściła się tym razem. Płyta jest strasznie długa. Paradoksalnie jednak wyszło to nam na dobre gdyż nie zdążyliśmy wtedy jeszcze z teledyskiem i nawet tak na dobrą sprawę nie miałabym, co zamieścić.

Będzie w takim razie ewentualny materiał na reedycję?

Przypuszczam, że tak, choć tak naprawdę to jeszcze nie wiem. Nie myślimy o tym teraz. Mamy na głowie przede wszystkim trasę i koncerty, które i co powiem z dumą, idą nam coraz lepiej.

Utwór Władza był jednym z niewielu waszych społeczno politycznych kawałków, jednak swego czasu stał się on sporym hitem. Sama skądinąd dzisiaj mówisz, że jesteś daleka od pisania tekstów o polityce i tym, co się dzieje np. w kraju. Skąd, zatem bierzesz pomysły i inspiracje do pisania tego, w co możemy się potem wsłuchiwać?

Przychodzi mi to bardzo spontanicznie. Nigdy nie wiadomo skąd przyjdzie inspiracja. Dlatego też moje teksty traktują o bardzo różnych rzeczach. Ze trzy razy może zdarzyło się, że napisałam coś w stylu społeczno politycznym. Stało się to jednak z tej proste przyczyny, że cały czas żyję w tym kraju. Jeśli więc coś z telewizorni czy radia mnie zaatakuje w głowę to reaguję. Przy czym moje teksty są przede wszystkim opisem mojego świata zewnętrznego, bądź też świata osób, które znam w oparciu o ich różne rozmowy. Opisuje uczucia i emocje ludzkie. Opisuje także świat zewnętrzny, jaki obserwuje. Nie mam jakiejś jednej zasady, według której muszę pisać wyłącznie o miłości. Są to bardzo różne rzeczy. Natomiast ujmuje je w taki swój sposób, aby tworzyły w pewnym sensie jakąś swoją całość.

Ukończyłaś studia na kierunku zootechnicznym. Skąd taki wybór kariery?

Jako młoda panienka byłam fascynatką koni. Na wyścigach przez 8 lat objeżdżałam konie wyścigowe. Biegałam nawet na treningi rano przed szkołą. To była moja wielka pasja i dlatego też chciałam być hodowcą koni. Później na studiach w ogóle chciałam zostać hodowcą zwierząt, gdyż uważam, że jest to bardzo ciekawa sprawa. Pod koniec studiów natomiast wykręciło mnie kompletnie w stronę genetyki i zapewne gdyby nie Closterkeller, była bym teraz genetykiem. Klonowałabym bez zahamowań jakieś różne stwory.

Nie żałujesz, zatem, że właśnie tak potoczyły się twoje losy?

Czasem żałuje, bo to nadal jest dla mnie nie bywałe i pasjonujące. Jeszcze teraz, gdy komputery dają takie możliwości to ja genetyk plus komputer - mogłoby to być coś. Może bym nawet Nobla dostała (śmiech).

Na wasz nowy longplay czekaliśmy 6 lat. W tym czasie oczywiście nie próżnowaliście, natomiast dopiero teraz możemy posłuchać waszej kolejnej historii. O czym opowiada ta płyta?
Przede wszystkim ta płyta nie jest koncept albumem. Tak jak już mówiłam, pomysły do tekstów zbieram z ulotnych myśli, które tu i ówdzie mnie dopadają. Sama płyta opowiada o świecie wokół nas i nas samych. Przy czym jest to pokazane z bardzo wielu różnych stron. Jest macierzyństwo, ale także jest miłość, zazdrość, rozpacz, nostalgia i nadzieje. Dość mało jest rzeczywiście uśmiechów. To już jednak nie wynika tyle z konwencji, gdyż przecież ja nie piszę typowo gotyckich smętów typu "w ciemności wokół mnie anioły latają, a ich krwawe łzy spływają na moje złamane serce" - to nie jest w moim stylu. Ja opisuje różne rzeczy z uwagi trochę pewnie na mój ścisły umyśl tak, aby tekst mówił o czymś konkretnym. Mam też minimalną wręcz powiem ilość tekstów, w których jest coś takiego jak malarstwo słowne. Do takich utworów można zaliczyć na przykład "Violette", nasz sztandarowy gotycki numer. Na tej nowej płycie jest też "Ogród półcieni". To jest takie malarstwo abstrakcyjne. Poza tym, są to zawsze bardzo konkretne rzeczy.

Czy z tym bagażem doświadczenia, jakie macie wiecie już jak poruszać się w świecie wytwórni muzycznych tak, żeby nie musieć iść na jakieś wymuszone ustępstwa?

Jeśli chodzi o jakieś tam żeglowanie po wytwórniach, to my wcale nie mamy takiego doświadczenia. Dziesięć lat byliśmy w jednej firmie, która zmieniała nazwy z Izabeli na Polygram i potem na Sony Universal. Pierwsza zmianą było przejście do Metalmindu gdzie byliśmy znów dziesi lat i teraz znów wróciliśmy do Universalu. Natomiast z wielką satysfakcją powiem, że w wypadku Closterkeller nigdy nie było jakiegokolwiek narzucania nam przez wydawcę stylu muzycznego, czy w ogóle wtrącania się do muzyki. Tym bardziej teraz na tym etapie na którym jesteśmy nie ma o czymś takim nawet mowy. Gdy była rozmowę w Universalu ustaliliśmy tylko że my dla nich mamy wydać płytę. My oczekiwaliśmy od nich profesjonalnego wsparcia, promocji w wydaniu tej płyty itd., oni się zgodzili i powiedzieli, że od nas oczekują tylko jednego - żebyśmy im nagrali profesjonalną znakomita i przepiękną płytę zespołu Closterkeller. Ze wszystkimi tymi klimatami, które zawsze cechowały Closterkeller. Obie strony dostały co chciały i jest ogólne zadowolenie. Jedna prośba dotyczyła singla. Chcieli abyśmy zrobili jakieś dwa numery które mogłyby promować tą płytę. Jako że w repertuarze Closterkeller są przecież różne piękne i przyswajalne numery to i tutaj nie było problemu. Jeden już poszedł i okazało się, że w Antyradiu był na pierwszym miejscu. Dodatkowo trzymamy jeszcze pewne asy w rękawie. Mamy bardzo mocną rzecz w obwodzie i to będzie następny singiel.

Zdradzisz tytuł?

Pewnie, chodzi o numer "Nie tylko gra". Jest coś dobrego i firma pokłada w tym kawałku wielkie nadzieje.

Pracowałaś z wieloma muzykami i uczestniczyłaś w licznych sesjach nagraniowych innych zespołów. Wspomnę choćby o świetnym kawałku "Vision Thing", który nagrałaś ze Sweet Noise. Dlaczego w takim razie nie zdecydowałaś się jeszcze wydać swojej własnej solowej płyty? Czy są może już jakieś plany bliższe, czy dalsze?

Ostatnio po prostu nie mam czasu na to. Masakra jest kompletna. Mam przygotowane od aż głupio powiedzieć, dziewięciu lat pewne rzeczy. Stworzyłam taki swój bardzo ładny, milutki i śliczniutki projekt solowy. Tworzyłam go natomiast tylko przede wszystkim dla własnej przyjemności. Trochę nawet koncertów zaśpiewałam z towarzyszeniem tego demo jako podkładu. Jednak jakoś nigdy czasowo nie byłam w stanie zabrać się do tego. Poza tym za każdym razem Closterkeller wchodził mi w paradę. Dodatkowo ostatnio się okazało że zniknął mi gdzieś zip ze wszystkimi bankami na sampler na tą płytę i już w ogóle się załamałam. Mam nadzieję jednak, że się kiedyś jeszcze za to zbiorę, bo to tyło takie bardzo ładne.

No to czekam i na ten projekt. Bardzo myślę chętnie go usłyszymy.

No ja również bym bardzo chciała go pewnego dnia wydać.

W 2006 roku zespół przeszedł lifting. Dołączył do niego Janusz Jastrzębowski, wrócił Krzysztof Kajman i pojawiłeś się ty. Jakie to uczucie grać w takim zespole jak Closterkeller?

Początkowo nie kleiło się nam za bardzo i wydawało się jakbyśmy byli z innego świata, ale koniec końców zgraliśmy się na, tyle że, każdy zakumał. Muzycznie też jesteśmy już ograni i obecnie wzajemnie się inspirujemy w zespole.

Wniosłeś do grupy powiew świeżego powietrza swoją grą. Jaki był twój wkład w tworzenie nowego materiału? Czy musiałeś forsować swoje pomysły?

Było to na zasadzie dania mi pewnego marginesu zaufania. Już na samym początku pewne rzeczy była akceptowane, pewnie nie, co jest oczywiste w tej sytuacji. Później zaufanie to już było większe, więc i ja dbałem o to żebym jakiś chorych kwasów nie porobić. Pochodziłem trochę z innego świata muzycznego niż grał Closterkeller i stąd były pewne obawy, ale myślę, że w tym momencie jest już chyba tak, że kompozycje robimy wspólnie i wszystko jest akceptowane do pewnego oczywiście też punktu. Ania ma swoją wizję i nie możemy przekraczać pewnych rzeczy, które nie pasowałyby do klimatu.

Długo grasz już na gitarze?

Jakieś 15 czy 16 lat.

Dlaczego akurat wybrałeś ten instrument?

Trudno jest mi to stwierdzić jednoznacznie. Wynikało to trochę z przystępności tego instrumentu. Fortepian na przykład nie każdy ma w domu, a gitara zawsze się tam gdzieś znajdzie. Poza tym ja sam się złapałem na tym, że słucham muzyki tylko i wyłącznie gitarowej. Przeglądałem niedawno swoje płyty i okazało się, że nie ma tam takiej, na której by nie było jakiejkolwiek gitary. Wynikałoby z tego, zatem, że jakąś potrzebę w sobie mam. Ten środek wyrazu chyba najbardziej pasuje do mojej osoby. Potrafię poprzez ten instrument, nie myśląc zbytnio nad tym, przelać pewne emocje, które nie potrafiłbym okazać na innym. Dajmy na to niech by to była jakaś trąbka nawet. Chociaż na skrzypcach chętnie bym spróbował (śmiech). Poza tym duża skala dźwięków. Na gitarze można bardzo różne rzeczy grać i to jest dla mnie strasznie fajna rzecz.

Na jakim sprzęcie gra Ci się najlepiej?

Zawsze byłem Stratocasterowcem. Mam dwa piękne Fendery, ale prawdę mówiąc nie sprawdziła się przy graniu pewnych kawałków z płyty Nero. Stad też musiałem się przerzucić na jakieś cięższe wiosło i kupiłem sobie Jacksona, którego obecnie używam sztandarowo do grania metalowych rzeczy. Oprócz tego jestem ostatnio zafascynowany japońskimi kopiami Les Paulów, a dokłanie gitarami Burny. Posiadam Burnyego Super Gradea i szczerze powiedziawszy ta gitara brzmi zdecydowanie najlepiej ze wszystkich moich instrumentów. Jeśli natomiast chodzi o wygodę grania to przyzwyczaiłem się chyba do Les Paula najbardziej. Zapewne z uwagi na moje Fenderowate zamiłowania. Warto wspomnieć również o Firebirdzie. Jest to bardzo fajna gitara z dość specyficzną nutą, która pasuje do większości słabszych rzeczy.

Jak istotnym jest wybór dobrego wzmacniacza pod gitarę? Czy cena zawsze stanowi wymierną wartość sprzętu?

Zupełnie nie. To jest niewymierna sprawa. Sam aktualnie gram na wzmacniaczu Rivera i Voxa. Przy czym Vox to jest dla mnie niczym zbawienie z kosmosu. Ten wzmacniacz kosztował około 4000, 10 lat temu. Wykombinowałem go wtedy z Anglii i oprócz tego kupiłem też za jakiś bezcen drugiego Voxa, za którego zapłaciłem wtedy około 600-700 złotych, a brzmi on po prostu zajebiście. W Warszawie jest też firma V-empire. Moi przyjaciele, którzy robią tam wzmacniacze wykonują je naprawdę zawodowo, a kosztują jedną trzecią ceny tych z najwyższych półek. To jest po prostu pasja. Oczywiście bardzo ważna jest też konfiguracja tego sprzętu i odpowiedni dobór elementów, które by do siebie pasowały. Uważam jednak, że cena nie stanowi tutaj żadnej wymiernej wartości. Tym bardziej, że miałem ostatnio okazje grać na najnowszym Riverze, który kosztuje jakieś 13 tysięcy złotych. To jest jakiś horror - sam wzmacniacz. Na dodatek, kompletnie do mnie nie przemówił.

Co nakręca Cię do tworzenia nowej muzyki?

Przede wszystkim brzmienie. Jak mam swój odpowiedni klimat to po prostu biorę jedną z moich gitar i już konkretnie wiem co chce zadźwięczeć. Oczywiście jak już ktoś świadomie obsługuje instrument to wie, jakiego brzmienia można się spodziewać, po jakim instrumencie. Dlatego zawsze biorę tą gitarę, która da mi odpowiednie brzmienie i wtedy dopiero włączam efekty. Są to zawsze jakieś zwykłe dźwięki, ale to właśnie one najbardziej inspirują mnie do riffów. Poza tym jak każdy chyba mam coś takiego, że często siedzi mi jakiś pomysł w czaszce i chce po prostu zagrać.

Jest jakiś gitarzysta, na którym się kiedyś wzorowałeś, czy który jest twoim idolem?

No jest dużo takich ludzi. Nie chciałbym żeby mnie z kimś identyfikowano specjalnie, ale mam dość szeroką paletę. Od Davida Gilmoura zaczynając, po Stephena Wilsona z Porcupine Tree. Ten drugi jest już nowym pokoleniem gitarzystów, z innej szkoły. Zafascynował mnie on jednak kilkoma rzeczami z wcześniejszych płyt. Bardzo lubię również bluesowych gitarzystów. Stevie Ray Vaughan jest dla mnie mistrzem świata w tym temacie. Energia i agresja w jego gitarze jest czymś po prostu wspaniałym.

Macie z Anią teraz synka, nie dawno się pobraliście. Czy zmienił się przez to Twój pogląd na życie w jakiś sposób?

Zupełnie nie. Poza tym, że musze na pewne rzeczy zwracać uwagę bardziej niż kiedyś. Obecnie muszę się bardziej skupić na żonie, niż na jakiejś jeździe i tyle.

Z wykształcenia jesteś informatykiem, czy ta wiedza pomaga w Ci w tworzeniu muzyki?

Obeznanie z komputerem jest chyba w tym momencie już tak potrzebne każdemu muzykowi, że jeśli ktoś nie potrafi tego robić to jest automatycznie do tyłu. Wiedza ta daje mi pewną swobodę w komponowanie i realizowaniu pewnych rzeczy. Można tu wymienić chociażby całe demo Closterkellera na płytę, które zrobiłem sam na kompie, więc myślę że jest to generalnie bardzo pożyteczna wiedza.
 
Michał Lis
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie