Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Kuba, Aleks, Gabriel (Merkabah)

Kuba, Aleks, Gabriel (Merkabah)

O Merkabah narazie nie przeczytacie w kolorowych periodykach. Ich utworów nie usłyszycie w radiu. Wątpię też, by w przyszłości miało się to diametralnie zmienić. Przeprowadzając zresztą z nimi wywiad odniosłem wrażenie, że wcale nie jest to ich głównym celem. To bardziej zespół ambitnych muzyków, pragnących tworzyć niebanalne i wcale niełatwe w odbiorze dźwięki, a nie grupa liczących na koniunkturę karierowiczów. Na pytania odpowiadali Kuba, Aleks i Gabriel.

Z reguły staram się nie zadawać tego pytania, ale w wypadku młodej kapeli musi wręcz ono paść. W jakich okolicznościach powstał Merkabah?


Historia jest dość typowa, bo poznaliśmy się przez Internet. Grając jeszcze w poprzednim składzie, oscylującym wokół bardziej etno-jazzowych klimatów, zacząłem szukać muzyków do grania nieco ostrzejszej, bardziej agresywnych dźwięków. Trafiłem na ogłoszenie Gabriela, z którym, jak się potem okazało, łączy mnie fascynacja post-rockowo-metalowymi klimatami. Tak zaczęło się nasze wspólne jammowanie i szukanie kolejnych osób do uzupełnienia składu. Po dwóch miesiącach trafiliśmy na Aleksa, no i ówczesnego drugiego gitarzystę, Mateusza z The Spouds, który ostatecznie, po pewnym czasie zrezygnował z Merkabah. Po jego odejściu stwierdziliśmy, że nie będziemy tracić czasu na szukanie zastępstwa i poradzimy sobie jako trio.


W maju 2009 r. do składu koncertowego doszedł Kaniak, nasz VJ i prywatnie przyjaciel. Od tego czasu eksperymentujemy również z wizualizacjami kierując się pomysłami Kaniaka. Jako przykład podam jeden z koncertów w No Mercy, na którym graliśmy za półprzezroczystymi ekranami, na których wyświetlane były obrazy.


Nie posiadacie w składzie wokalisty. Czy taka była koncepcja Merkabah od początku, czy jest to konsekwencją nie znalezienia odpowiedniej osoby na to stanowisko?


W pewnym sensie i to, i to. Na początku chcieliśmy tworzyć soundscape'y i przemawiać bardziej kompozycją, niż tekstem, ale już parę miesięcy temu stwierdziliśmy, że jednak wszyscy jesteśmy za wokalem. Dotąd nie znaleźliśmy jednak nikogo odpowiedniego.


W sumie nie zakładaliśmy niczego z góry. Lubimy instrumentalne granie, ale nie wykluczaliśmy nigdy opcji zaangażowania wokalisty. Pod warunkiem, że trafiłby się ktoś charakterystyczny i oryginalny, dobrze czujący nasz klimat. Próbowaliśmy z różnymi wokalistami i póki co nikt się jeszcze w pełni nie wpasował. Przy obecnych aranżacjach naszych utworów wokal dałoby się wkomponować jedynie fragmentarycznie, dlatego potrzebny jest nam ktoś, kto potrafiłby odpowiednio wyczuć rolę wokalu w takiej muzyce. Ktoś kto potraktowałby głos bardziej jako instrument, a nie zaczął robić z naszych kawałków piosenek. Właściwie to nadal od czasu do czasu wrzucam ogłoszenie tu i ówdzie. A nuż ktoś się znajdzie…


Rolę wokalisty zastąpiłbym saksofonem lub jakimś innym ciekawym instrumentem.


Ciekawy pomysł, wszystkich chcących spróbowania swoich sił odsyłam na wasz MySpace. Wróćmy jednak do koncepcji Merkabah. Intrygująco brzmi nazwa waszego zespołu? Co oznacza?


Jest to hebrajskie słowo użyte w Starym Testamencie w widzeniu Ezekiela, określające Tron/Rydwan Boga. Jest to też kluczowy termin używany w Kabale, mistycyzmie czy tzw. Świętej Geometrii, gdzie Merkabah oznacza rodzaj energii, za pomocą której ludzka dusza może udawać się w astralne podróże. We wszelkiej symbolice przyjmuje ona formę jakby trójwymiarowej gwiazdy Dawida. Temat jest bardzo szeroki, a jako, że nie jesteśmy żydowskimi mistykami to, pewnie nie wyjaśnimy tego najlepiej (śmiech). Wydało nam się to bardzo inspirujące, zarówno muzycznie jak i wizualnie. Poza tym samo słowo Merkabah ma niezwykła siłę i pewien nastrój tajemniczości. Uznaliśmy, że świetnie będzie to korespondowało z naszą muzyką.


Dość enigmatycznie brzmią także tytułu waszych kompozycji. W jaki sposób je wymyślacie? Co się za nimi kryje?


Tytułowanie instrumentalnych kompozycji zawsze jest niełatwe. Po prostu staramy się działać na zasadzie skojarzeń, rozmawiamy na temat emocji, jakie w nas wzbudzają poszczególne utwory, próbujemy je sobie wizualizować i na tej podstawie wymyślamy tytuły, które dobrze ten nastrój oddają. Nie ma w tym jakiejś wielkiej filozofii.


Skojarzenia wyłącznie. Najpierw myślimy z jakim klimatem i sytuacją nam się kojarzy utwór, a potem eksperymentujemy z kolejnymi rzeczami, które podsuwa nam podświadomość, a  odnoszą się do naszej wizualizacji. Odnosimy się czasami do kultury. Jeden z naszych pierwszych numerów zaczerpnął tytuł od... fotografii. Czasem raczej opisujemy impresje, czasem czerpiemy ze starych, mniej pospolitych mitologii. Zawsze bawimy się w skojarzenia wizualne i słowne.


Na swoim debiutanckim mini-albumie pozostawiliście sobie sporo, że tak to ujmę, przestrzeni stylistycznej. Balansujecie pomiędzy post-rockiem a ambientem. To zabieg celowy, otwierający wam parę furtek na przyszłość, czy raczej wyraz tego, że jeszcze nie do końca zdecydowaliście się co chcecie grać?


Nie chcemy się ograniczać. Nasze inspiracje są naprawdę bardzo szerokie i różne w przypadku każdego z nas. Stąd możliwe wrażenie niespójności po przesłuchaniu EPki, ale jednak istnieje pewien wspólny mianownik dla wszystkich kompozycji. Wszystkie one w jakiś sposób wynikają z siebie nawzajem. Co do przestrzeni stylistycznej to, post-rock był dla nas pewną podstawą, punktem wyjścia, ale teraz bardzo się przed nim wzbraniamy. Nie myślimy o sobie jako zespole post-rockowym. Raczej staramy się czerpać z całej szerokiej i eklektycznej sceny awangardowej czy eksperymentalnej, w której post-rock/metal jest tylko jednym z wielu pomniejszych nurtów. Zresztą odpowiemy jak każdy młody zespół: nie oglądamy się na etykietki. Nasza muzyczna formuła wciąż ewoluuje i prowadzi nas w bardzo różne rejony i nie boimy się tego.


Na pewno nie post-rock. Nie tyle zabieg celowy, ile efekt tego, że mamy bardzo szerokie gusta. Nie narzucamy sobie niczego. Chcemy coś grać to to gramy i zawsze to będzie Merkabah. Wszystkie stylizacje i tak opierają się na wspólnych dla każdego utworu filarach - nie mamy chyba ani jednego numeru bez połamanego metrum. Chociaż większość czasu bardzo subtelnie. Naturalnym podziałem dla nas jest teraz 7/8, a nie 4/4, do tego odrzuciliśmy strukturę zwrotka/refren, a dodaliśmy improwizacje i psychodeliczny klimat. W tym raczej szukałbym tego, w jaką stronę zmierza Merkabah, niż w stylistykach. Melodie i motywy faktycznie czerpiemy z przeróżnych "etykietek", bo eksperymentujemy z formą i nie zastanawiamy się nad tym, czy to pasuje do naszego image'u czy nie. I właśnie raczej to szukanie, niż muzyczny konserwatyzm, do pary z naszym stylem komponowania, charakteryzuje Merkabah. Zabieg celowy, ale w sensie naturalny. To nam sprawia najwięcej radochy.


Również nie kojarzę nas z post-rockiem. W naszej muzyce jest dużo więcej brudu, polimetrii i polirytmii, której w stricte post-rockowym graniu - jak chociażby Red Sparowes - nie zaobserwowałem lub było to bardzo subtelne. Natomiast jeżeli kierujemy się cechami charakterystycznymi dla tego typu muzyki wymienionymi na Wikipedii, to tak - gramy post-rock (śmiech).


W "Narwhals" jest moment, w którym improwizujecie z efektami gitarowymi. Czy w studiu, w czasie rejestracji utworów, często zdarzały się wam tego typu sytuacje?


Improwizacja jest nieodłącznym elementem naszej muzyki i praktykujemy ją zarówno w sali prób podczas komponowania utworów, jak i na koncertach. W "Narwhals" od początku przewidywany był moment improwizowany, więc postanowiliśmy go nie porządkować na potrzeby studia, tylko improwizować również podczas nagrań. Nie ułatwiło to samego procesu nagrywania, ale na pewno zadziałało na korzyść płyty, przynajmniej w naszym odczuciu.


Efekty są nieodłącznym elementem tego typu muzyki. Jako basista staram się ograniczać do minimum i korzystam tylko z kostek typu overdrive i delay. Jeżeli zajdzie taka potrzeba to rozbuduję swoją "podłogę" o dodatkowy sprzęt.


Jakiej muzyki słuchacie poza ambientem i post rockiem? Przez pryzmat improwizacji zaryzykuję jeszcze jazz...


Najlepiej, żeby na to pytanie każdy z nas odpowiedział oddzielnie... Mamy bardzo szerokie gusta, więc i tak będzie ciężko zmieścić się tutaj w kilku zdaniach. Ja sam, o ironio, już nie słucham wcale ambientu i post-rocka. Od lat największą inspiracją dla mnie jest raczej King Crimson. Do tego faktycznie jazz, chociaż bardziej rejony yassu, free-jazzu, nujazzu, cut'n'paste i inne bardziej improwizacyjne, bądź chilloutowe formy gatunku, niż klasyczny jazz. Ninja Tune, Tzadik, w temacie elektroniki i hip-hopu, Z bardziej gitarowych rejonów: These Arms Are Snakes, Kayo Dot, Mars Volta, Ultraphallus, Godspeed You! Black Emperor, Converge, The Angels of Light, itd. blablabla, czyli od punków, przez folki do dziwnych core'ów. Ciężko to bardziej skompresować.


O tak, dużo jazzu, w moim przypadku, zarówno tego bardziej awangardowego w stylu Johna Zorna, jak i bardziej etnicznego jak np. Osjan. W ogóle od dawna mam ciągoty do muzyki etnicznej, folkowej, zarówno w bardziej tradycyjnym wydaniu, jak i tym eksperymentalnym. Wszelkie psycho-folki, freak-folki i inne drone-folki bardzo mnie fascynują. Oprócz tego od jakiegoś czasu często w moich głośnikach gości psychodeliczny rock spod znaku Acid Mothers Temple i inne im pochodne. No i na pewno muszę wspomnieć o Tomie Waitsie, który jest jednym z moich największych muzycznych bohaterów. Poza tym wszelkie projekty około-Kobongowe. Mógłbym tak długo…


Mamy kilka wspólnych kapel, których namiętnie słuchamy, lecz w większości nasze gusta się mocno różnią. W zależności od nastroju słucham bardzo różnych rzeczy zaczynając od ciężkiej muzyki gitarowej poprzez drum'n'bass, IDM, downtempo na nowoczesnym, i nie tylko, jazzie kończąc. Uważam, że takie zróżnicowanie jest bardzo dobre, bo każdy z nas ma trochę inną wizję, np. nowopowstającego utworu. Mimo to udaje nam się świetnie dogadać podczas komponowania. Mamy naprawdę spore szczęście, że na siebie trafiliśmy.


Macie za sobą już kilka koncertów. Jakie wrażenia? Jak fani odbierają wasze dźwięki grane na żywo?


Z tego co wiem bardzo pozytywnie. Ciężko mi mówić za publikę, ale generalnie jesteśmy bardzo dumni z tego, jak dotąd nas odbiera i jak odnosi się do naszego grania. Są to opinie głównie po występach na żywo. Nasza muzyka powinna być słuchana właśnie w ten sposób. Nagrania odbierają dużo przestrzeni, dużo psychodelii, którą na żywo lubimy serwować pod postacią improwizacji, hałasu i dysonansu, energii, która powstaje przy kontakcie z publiką, i wizualności, która znika wraz z naszym VJ'em, bo jak tu jego obecność zaznaczyć na zapisie audio?


Pierwsze koncerty były, jak chyba w przypadku każdej kapeli, grane głównie dla znajomych, więc ciężko było o obiektywne opinie. Tym bardziej trudno tu mówić o fanach, ale póki co odzew jest pozytywny, choć nie brakuje i konstruktywnej krytyki, którą również bierzemy sobie do serca…. lub czasami nie (śmiech).


Zauważacie zapewne spory wzrost zainteresowania post-rockiem w naszym kraju. Debiutują coraz ciekawsze, młode grupy tego nurtu, zorganizowano już pierwszy z prawdziwego zdarzenia festiwal dla fanów tego typu grania...


Nie tylko post-rock, ale ogólnie szeroko pojmowane eksperymentalne granie robi się coraz popularniejsze i to bardzo cieszy.


Powiem szczerze, że w ogóle nie interesuję się sceną post-rockową u nas. Tak samo jak kompletnie się z nią nie identyfikuję i nie uważam, żebyśmy mieli za dużo wspólnego. Jak dla mnie ten gatunek to już niezły trup. Post-rock's dead, baby. Na dobrą sprawę skończył się z, powiedzmy, drugą płytą Red Sparowes. Teraz kapele zjadają tylko swój własny ogon i tworzą numery, używając do tego zawsze tej samej wyświechtanej formuły. Ładnie, z patosem, trochę z nadęciem i gotowe. Tylko, że wszystko brzmi tak samo. I mówię tu raczej o innych krajach, gdzie już każdy etap powstania, rozwoju itd. post-rocka wystąpił, a teraz jest już raczej w stanie wegetatywnym. W Polsce wygląda to niby trochę inaczej, post-rock się dopiero zaczyna, ale moim zdaniem przejdzie dokładnie tą samą drogę i będziemy świadkami deja vu. Wypłynie zapewne kilka naprawdę dobrych zespołów, które skończą się wraz z najdalej drugim albumem, a potem powstanie masa kapel, które kopiują przykładowo God Is An Astronaut czy Pelicana, i robią banalne numery o tytułach odnoszących się do kosmosu, mitycznych istot, wody albo czegokolwiek innego "majestatycznego", prezentując nadęcie godne salonowych artystów. Brzmię bardzo cynicznie, jakbym miał jakiś naprawdę personalny powód, żeby wręcz nienawidzić post-rocka, ale moim zdaniem i obiektywnie patrząc dokładnie tak jest i tak będzie. Nie chcę nakręcać ludzi negatywnie i mam nadzieję, że to co napisałem bardziej zmotywuje do nie tworzenia typowych rzeczy w tym temacie, a raczej eksperymentowania z formułą i zaprowadzenia jej w jakieś nowe miejsce.


Wiesz, częściowo się z Tobą zgadzam. Cieszy jednak fakt, że w końcu polscy fani zaczynają słuchać czegoś więcej poza Vaderem czy Behemothem. Powyższe przekłada się zapewne na frekwencję na koncertach, sprzedaż płyt, itp. Zresztą co wam będę mówił, przecież wasz debiut jest już ponoć wyprzedany! A tak na poważnie. Czy faktycznie sprzedaliście cały nakład "EP", czy wszystkie egzemplarze poszły na promocję do dziennikarzy?


Część się sprzedała, część poszła na promocje, część ofiarowaliśmy życzliwym nam ludziom, którzy pomagali podczas nagrań i nie tylko. Zresztą nakład był bardzo limitowany, więc fakt, że nie mamy już żadnej płytki na zbyciu nie jest jakoś specjalnie oszałamiający. Jednak cała akcja z EP była kompletnie undergroundowa, bo wszystko zrealizowaliśmy własnym sumptem, więc taki, a nie inny nakład narzucała poniekąd sytuacja finansowa. No i presja czasu.


Tak naprawdę to mało co poszło na promocję do dziennikarzy. Płyty głównie się wyprzedały, kilka egzemplarzy dostali nasi znajomi w prezencie i nagle nie ma (śmiech). Prawdopodobnie zrobimy dodruk, ale nie chcę na razie mówić na wyrost. Zobaczymy jak będą wyglądały finanse zespołu. Może równolegle z drugą EP-ką wznowimy nakład, a będzie ciekawie, bo z tych dwóch pierwszych EP-ek planowaliśmy zrobić dyptyk, więc może jakoś fajnie to zaserwujemy.


Chciałbym dodać, iż materiał został praktycznie w całości nagrany przez nas. Przy wstępnym miksie pomagał nam Tomek Kot. Niestety na profesjonalne studio na razie nas nie stać, dlatego jakość nagrań jest taka jak słychać. Chciałbym zachęcić ludzi do przychodzenia na koncerty. Jak już Gabriel napisał - nasza muzyka najwięcej zyskuje grana na żywo.


Wiecie, myślę, że fakt nie wysłania do prasy zbyt wielu płyt nie przyczynił się zbyt dobrze do waszej promocji. Chcąc przygotować się do wywiadu z wami, starałem się poszukać jakiś informacji o was, innych wywiadów czy recenzji. Poza jedną recenzją na blogu nie znalazłem niczego... Media na razie się wami nie interesują?


Recenzji pojawiło się chyba kilka, ale ogólnie nie ma zbytniego szumu, bo jeszcze nie ma wokół czego. Dopiero niedawno sprawy zaczęły nabierać jakiegoś szybszego tempa, więc wierzymy, że wszystko przed nami.


Będziemy się starali narobić dużo hałasu jak wydamy LP, ale na to przyjdzie nam jeszcze poczekać. Zresztą wątpię w majorowe media. To muzyka ludzi ulicy, a nie jakieś gówno dla nastolatek! (śmiech).

   
Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? Duży album, jakieś koncerty?


Obecnie maglujemy nasz nowy nabytek, czyli drugiego gitarzystę, Ernesta i szykujemy się do dwóch koncertów: 13 XII w Warszawie z NAO i Jupiteur oraz 27 XII w Gdyni z Blindead, Broken Betty, Psychollywood i Tides From Nebula. Co do planów nagraniowych, to pracujemy nad materiałem na dłuższą płytę, ale nic jeszcze nie jest konkretnie ustalone.


Kilka koncertów. Mamy plany na dwa kolejne wydawnictwa, cały czas ogrywamy i piszemy materiał. Tak naprawdę nasze plany wyglądają chwilowo tak: może poznamy kogoś, kto się nami zainteresuje i będzie w stanie nam pomóc w organizacji samodzielnych koncertów po całej Polsce, może w promocji wydawnictw, może jakaś wytwórnia, może ktoś nas zaprosi i zaoferuje nam występ. Jak widzisz, mało sprecyzowane. Podejrzewam, że weźmiemy się do roboty w temacie promocji jak będziemy się powoli brali za drugą EP-ki, a gdy będziemy pisali pełnoprawny album - ruszy to już pełną parą.


Jacek Walewski
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie