Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Rogga Johansson (Ribspreader)

Rogga Johansson (Ribspreader)

Rogga Johansson to jeden z najbardziej pracowitych muzyków na szwedzkiej scenie. Lista kapel, w których się udzielał (bądź udziela) jest bardzo długa. Bez wątpienia Ribspreader to jeden z jego ciekawszych projektów, który powinien poznać każdy z miłośników starej szwedzkiej szkoły. Premiera trzeciego krążka zespołu stała się dobrą okazją do pogawędki. Rogga - mózg Ribspreader - okazał się bardzo konkretnym, rzeczowym i kiedy trzeba nie pozbawionym samokrytyki osobnikiem, który wyjątkowo trzeźwo podchodzi do całości spraw związanych z zespołem.

"Opus Ribcage" trafił na rynek już jakiś czas temu. Jak oceniasz reakcje fanów i muzycznej prasy na ten krążek?


Szczerze mówiąc, nowy album nie był jakoś szczególnie szeroko komentowany, ale jeśli już gdzieś pojawiały się o nim jakieś wzmianki, to przeważnie oceniano go bardzo dobrze. Również większość fanów zdaje się uznawać ten album za dobry, a dla nas liczy się przede wszystkim to, co o naszej muzie myślą właśnie oni.


Od wydania "Congregating the Sick" minęły cztery lata. Mam wrażenie, że mimo, iż w tym czasie ukazywały się różne wydawnictwa pod szyldem Ribspreader, o zespole nieco ucichło. Czy "Opus Ribcage" może tu coś zmienić?


Myślę, że przede wszystkim powinniśmy popracować nad nowym, solidnym materiałem, a później poświęcić czas i energię na jego promowanie. Zgadzam się, że zespół w pewnym sensie znalazł się na marginesie sceny. Bez dwu zdań Ribspreader potrzebuje jakiegoś impulsu, czegoś, co sprawi, że złapiemy wiatr w żagle. Nie wydaje mi się, by "Opus Ribcage" miał tu cokolwiek zmienić. Najwyższa pora zrobić krok naprzód, dać ludziom materiał, który ich powali, który będzie więcej niż tylko dobry.


Jak widzisz pozycję Ribspreader na szwedzkiej scenie, gdzie co rusz pojawiają się kolejne zastępy młodych gniewnych, takich jak choćby Maim czy Tribulation? Ostro mieszają też takie kapele jak Facebreaker czy zwłaszcza Death Breath.


Nie odgrywamy na scenie żadnej szczególnej roli, jeżeli w ogóle w naszym przypadku można mówić o zajmowaniu kiedykolwiek jakiejkolwiek pozycji, haha. Jak powiedziałem, jedyna szansa na zmianę tej sytuacji to wyjść do ludzi z nowym, miażdzącym stuffem.  


W 2009 ukazały się nowe materiały Ribspreader, Paganizer, Revolting czy Bone Gnawer. Podobnie, jeśli chodzi o liczbę wydawnictw z twoim udziałem, wyglądał rok 2008. Doskwiera Ci pracoholizm?


Na to wygląda, haha. Jestem pracoholikem, a przy okazji piwoholikiem, bez dwu zdań.


Który z zespołów spośród tych, w których się udzielałeś bądź udzielasz obecnie był/jest dla ciebie priorytetowy i dlaczego?


Szczerze mówiąc, żaden z projektów, czy to obecnych, czy przeszłych nie jest/nie był dla mnie wyjątkowy, czy wyraźnie ważniejszy od innych. Wszystkie miały swój czas i były na swój sposób szczególne. No, chyba, że uznać za taki wyjątek Paganizer, który było nie było działa od 1994 roku. To pod tym szyldem zagraliśmy też najwięcej koncertów, nawet jeżeli w naszym przypadku najwięcej w praktyce oznacza bardzo niewiele.


Wróćmy do "Opus Ribcage". To trzeci album Ribspreader, znów nagrany w zupełnie innym składzie. Skąd bierze się tak duża rotacja w szeregach? Dlaczego po wydaniu "Congregating the Sick" opuścili cię wszyscy muzycy?


"Congregating the Sick" był w dużej mierze moim własnym przedsięwzięciem. Zrobiłem na tym albumie wszystko, za wyjątkiem bębnów i solówek. Generalnie, Ribspreader to zawsze był Andreas i ja. Tak się złożyło, że mieliśmy okazję współpracować ze Swano na debiucie i to było fantastyczne. Zatem, ogólnie rzecz biorąc, zmiany składu niewiele znaczą, skoro i tak nad utworami pracuję ja albo Andreas. Po prawdzie, wolę kiedy on przejmuje tę działkę, ponieważ jego kawałki są zdecydowanie lepsze od moich, haha.


"Opus Ribcage" to pierwszy album nagrany bez Dana Swano. Dlaczego tym razem zrezygnowałeś z jego pomocy?


Wkład Swano w pracę nad "Congregating The Sick" ograniczył się do nagrania kilku solówek. Na tym zakończył się jego udział w Ribspreader. Powiedzmy, że ma to związek z kwestiami finansowymi. Nie mieliśmy dużego budżetu na nagranie tej płyty i dlatego większość rzeczy musieliśmy zrobić sami w naszym małym studio. Kto wie, może na następnej płycie Swano pojawi się ponownie. A może nie.


Czy nie odnosiłeś czasem wrażenia, że Ribspreader to zespół zauważany głównie przez obecność Swano w składzie? W tym tonie sformułowana jest nawet biograficzna notka o kapeli w książce D. Ekerotha "Szwedzki Death Metal". Byłeś twórcą niemal całego materiału Ribspreader, nie działało ci to nerwy?


Jasne, że udział Swano miał ogromne znaczenie dla promocji i rozpoznawalności Rispreader. Nie ma się czemu dziwić. Zupełnie mnie to nie drażni, ani nie drażniło. Gdyby tak było, nigdy nie zwróciłbym się do niego z propozycją, by do nas dołączył. Moim zdaniem ta współpraca miała same pozytywne strony. Dzięki nazwisku Swano, zespół koncetrował na sobie uwagę znacznie szerszego grona ludzi, niż moglibyśmy tego oczekiwać. A możliwość skutecznego skupienia na sobie uwagi otoczenia, wyróżnienia się w jakiś sposób na tle innych to dziś bardzo cenna rzecz, jeśli spojrzeć na ilość kapel i poziom nasycenia sceny.


Swano produkował "Bolted to the Cross" oraz odpowiadał za mastering "Congregating the Sick". Jak wygląda sytuacja z "Opus Ribcage"? Promo tego wydawnictwa nie zawiera żadnych informacji na ten temat.


Ścieżki gitar, basu i wokali nagrałem wspólnie z Andreasem w naszym małym studio The Rotpit. Następnie, tak przygotowany materiał przesłaliśmy Ronniemu, żeby mógł zarejestrować bębny i zająć się produkcją całości w jego własnym studio.


Rozumiem zatem, że jesteś zadowolony ze współpracy z Ronnie Björnströmem?


Zdecydowanie, nawet bardzo. Znakomicie można się z nim dogadać. To świetny producent i solidny bębniarz. Prawda jest taka, że nie grał na perkusji od lat. Poza tym właściwie nigdy nie był pełnoetatowym drummerem, ale udało nam się namówić go, by przeprosił się bębnami. Moim zdaniem jego styl gry idealnie wpasowuje się w Ribspreader. Odpowiada nam to proste i przybrudzone brzmienie, dlatego jesteśmy w pełni zadowoleni zarówno z nagranych przez niego partii, jak też z ogólnego brzmienia płyty.


Dan Swano odszedł, ale w szeregi powrócił Andreas Carlsson. Jak do tego doszło i dlaczego właściwie Andreas rozstał się z Ribspreader po pierwszej płycie?


Cóż, Andreas miewa okresy, w których albo w pełni angażuje się w death metal, albo go nienawidzi, haha. Jednego roku może być zatem tak, że jest na pokładzie, by jakiś czas później usunąć się na trochę w cień.


Na waszym debiucie Carlsson skomponował muzykę do trzech kawałków. Czy brał udział również w komponowaniu materiału na "Opus Ribcage"?


Nagrał właściwie większość kawałków, które trafiły na "Opus Ribcage". Jego autorstwa jest intro i sześć utworów.


Mam wrażenie, że zwłaszcza w porównaniu z waszą drugą płytą "Opus Ribcage" to krążek prostszy i bardziej surowy. Takie było zamierzenie?


Zgadzam sie, że część riffów oraz bębny są znacznie mniej skomplikowane. Taki efekt chcieliśmy osiągnąć. Zależało nam na chwytliwych, zajebiście prostych bębnach i Ronnie nam je dał. Razem z Andreasem chcieliśmy, by "Opus Ribcage" stał się swoistą krzyżówką wczesnego Six Feet Under oraz "Soulless" Grave. To dlatego ta płyta brzmi właśnie tak, a nie inaczej. Krótko mówiąc, chcieliśmy, by ten materiał miał więcej z odschoolowego amerykańskiego death metalu, niż miało to miejsce wcześniej.


Ta prostota wyraża się między innymi w braku solówek. Dlaczego z nich zrezygnowaliście? Na dwóch pierwszych płytach odpowiadał za nie Swano. Czy jego odejście miało jakiś wpływ na brak tego elementu na "Opus Ribcage"?


Ronnie jest zajebistym gitarzystą solowym. Teoretycznie, mogliśmy go poprosić, by je dla nas zarejestrował, jako że ani ja ani Andreas nie jesteśmy w tym najlepsi. Ostatecznie jednak postawiliśmy na surowość i prostotę, dlatego całkiem z nich zrezygnowaliśmy. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się jednak, że nie byłoby źle wzbogacić ten materiał o parę solówek. Być może płyta byłaby wówczas ciekawsza w odbiorze.


No właśnie. Nie uważasz, że ta mniej skomplikowana zawartość muzyczna sprawi, że "Opus Ribcage" szybciej znudzi się słuchaczom?


Trafiłem nawet na kilka recenzji, w których "Opus Ribcage" określono jako skrajnie uproszczoną wersję wczesnego Cannibal Corpse. Swoją drogą, zabawne skojarzenie. Odpowiadając na twoje pytanie - tak, myślę, że część osób może odebrać tę płytę jako nieco nudną. Pod pewnymi względami nawet mogę się z tym zgodzić. Dla mnie nie ma to jednak żadnego znaczenia. Mam nadzieję, że następnym razem zrobimy coś, co będzie świeże i bardziej interesujące.


Wciąż jednak muzyce Ribspreader nie brakuje charakterystycznego feelingu. Podobnie jak wasze dwie pierwsze płyty "Opus Ribcage" całkiem nieźle buja i jest dość przebojowa. Taki sposób komponowania masz chyba we krwi?


Przyznaję, że techniczne granie zupełnie do mnie nie przemawia. Nie rozumiem takiej muzyki. Moim zdaniem utwór musi być chwytliwy, mieć pazur, a zarazem melodię. Muzyka pozbawiona tych elementów nie jest dla mnie. Dlatego staramy się robić wszystko, by to, co tworzymy, było zgodne z naszymi upodobaniami.


Bez zmian pozostała również typowa dla was długość trwania albumu. Czy 30 minut to twoim zdaniem najlepszy czas dla deathmetalowego krążka?


Tak się składa, że łączymy w sobie dwie cechy - skłonność do lenistwa i brak wytrwałości, które każdorazowo skutecznie uniemożliwiają nam nagranie większej liczby kawałków. Poza tym, tak jak mówisz, uważam, że pół godziny to odpowiedni czas dla nieskomplikowanego nawalania.


Czy "Opus Ribcage" to najlepszy album Ribspreader? Moim zdaniem nie…


Nie jest całkiem do kitu, ale i tak za najlepszy uważam nasz debiut. To była bardzo dobra płyta, naprawdę zajebisty materiał. Zarówno jeśli chodzi o kawałki, jak i samo brzmienie.


Na okładce najnowszego krążka widnieje tytuł "Opus Ribcage MMVI"? Dlaczego 2006? Czy ma to związek z albumem “Serenity in Obscenity", który miał się ukazać właśnie w 2006?


W rzeczy samej. Projekt okładki został przygotowany w 2005 czy 2006 roku. Od tamtego czasu nic nie było w nim zmieniane ani poprawiane, stąd uchowało się także MMVI. To sprawka Turkka, który projektował cover i przy okazji oznaczył go w ten sposób. Nie mam pojęcia, co to ma oznaczać, haha.


A propos "Serenity in Obscenity". Rozumiem, że nie mógł on zostać wydany pod szyldem Ribspreader, ponieważ za bardzo odstawał pod względem stylistycznym. Dlaczego nie ujrzał on jednak światła dziennego pod inną nazwą? O ile mi wiadomo, opublikowałeś tylko jeden kawałek z tego materiału na kompilacyjnym albumie Paganizer "Basic Instructions For Dying".


Nie chodziło tu nawet o brzmienie, ale o to, że nagrałem ten stuff wspólnie z Fiebigiem z Paganizer. Później, z uwagi na to, że materiał mocno się przeleżał, kiedy Andreas wrócił do zespołu, uznaliśmy po prostu, że lepiej będzie, jeśli razem napiszemy nowe kawałki dla Ribspreader. Jeden utwór, jak zauważyłeś, trafił na komplilację "Basic Instructions For Dying". Reszta kawałków z "Serenity In Obscenity" nie została nigdzie wykorzystana i teraz gdzieś zalega. Planujemy dodać je jako bonusowy materiał do dwupłytowego wznowienia naszych dwu pierwszych krążków, które powinno za jakiś czas ukazać się nakładem Vic Records.


Co jeszcze znajdzie się na tym wydawnictwie?


Trafi tam też demówkowy materiał, wydany wcześniej jako "Rotten Rhythms And Rancid Rants" oraz utwory z naszych dwu winylowych epek i splitu z Machetazo.


Skoro jesteśmy przy niepublikowanych materiałach Ribspreader, mógłbyś wyjaśnić, o co dokładnie chodziło z "Church of The Zombie (Re-Excavated Death)", który miał ukazać się w 2005 nakładem malezyjskiej Summer End Records? Ostatecznie nic z tego nie wyszło.


Wytwórnia z Malezji popadła w jakieś tarapaty z cenzurą i musiała wycofać się z tego przedsięwzięcia. Ten materiał został ostatecznie zarejestrowany jako Bloodgut. Myślę, że pewnego dnia zostanie wydany albo jako Bloodgut albo pod szyldem Ribspreader.


Wróćmy jeszcze na chwilę do okładki "Opus Ribcage". Odpowiada za nią Turkka Rantanen, który stworzył również layout waszego debiutu. Powiem szczerze, że te obrazki zupełnie nie do mnie nie trafiają. Są mało bluźniercze, za to bardzo amatorskie i infantylne. Rozumiem jednak, że koncept tych coverów odpowiada twoim wymaganiom i ogólnej wizji Ribspreader?


Domyślam się, że trafiło do ciebie promo ze szkicem okładki? Nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało. To był tylko pospiesznie nakreślony przez Turkka szkic dla przedstawienia zarysu pomysłu. Głupia sprawa, zwłaszcza że Turkka to świetny artysta. Pewnie wiesz, że odpowiadał za takie klasyki jak okładki dla Demilich. Więc to, co pojawiło się na promówkach, nie było ostateczną wersją. Nie do końca wiem, dlaczego do tego doszło. [sorry, ale na promo, które dostałem, trafiła ostateczna wersja gównianej okładki Turrka; wolę sobie nie wyobrażać, jak wyglądał szkic]


"Opus Ribcage" ujrzał światło dzienne dzięki Vic Records. Czy jesteś zadowolony z poczynań tej wytwórni? Wasza wcześniejsza współpraca, choćby przy Paganizer, nie przebiegała chyba bez zgrzytów?


Roel z VIC Records to naprawdę w porządku gość i przy okazji dobry przyjaciel, ale faktem jest, że wytwórnia przeżywała na początku działalności pewne problemy. Dlatego zdecydowaliśmy się wtedy z Paganizer na zmianę labela.


Brałeś pod uwagę inne wytwórnie, choćby te, z którymi współpracujesz przy innych projektach? Na przykład Mascot czy Pulverised?


Ribspreader to tylko projekt, dlatego nie wiem, co mielibyśmy zyskać dzięki takiej zmianie. No, być może moglibyśmy liczyć na nieco więcej kasy, haha. Nie gramy koncertów, nie potrzebujemy więc wielkiego wsparcia ze strony wytwórni. Wystarczy nam, że materiał zostanie wydany bez opóźnień i że będzie jakoś tam promowany, żeby ludzie wiedzieli, że nowy stuff pojawił się na rynku.


Jeszcze słowo o wydawcach. Miałeś okazję współpracować z wieloma firmami. Współpracę z którą z nich wspominasz najlepiej, a z którą najgorzej?


Pewnie, niektóre z nich były naprawdę gówniane, haha. Ale były też takie, które wspominam bardzo dobrze. Generalnie, pieniądze to najczęstszy problem. Zdarza się, że wytwórnie nie mają dość kasy, by pokryć wszystkie koszty i wtedy zwykle trzeba szukać innego labela. Tak się składa, że nie jesteśmy w stanie nagrywać bez finansowego wsparcia. Jeteśmy spłukani, a proces nagraniowy i wydanie albumu kosztują i niestety nie da się tego przeskoczyć. Nawet, jeśli wziąć pod uwagę, że z wielu stron od lat otrzymujemy pomoc. Dzięki tym, którzy nas wspomagają, udaje nam się niejednokrotnie obniżyć koszty czy nawet zrobić coś całkiem za friko.


Dlaczego Ribspreader nie daje koncertów? Nie planujesz w przyszłości jakichś występów? Może na paru letnich festach?


Przede wszystkim trudno grać koncerty w takim składzie jak nasz. Ribspreader to tylko Andreas, ja i sesyjny bębniarz do zarejestrowania albumu. A nawet gdybyśmy jakoś mogli temu zaradzić, oferty pojawienia się na letnich festiwalach jakoś nie spadają nam z nieba, haha. Myślę więc, że Ribspreader pozostanie studyjnym projektem. Tak naprawdę, chodzi tu tylko o browar i dobrą zabawę, nic więcej.


Najbliższe plany Ribspreader?


Od prawie roku mamy gotowy materiał na nowy album, ale nie wiemy, kiedy ujrzy on światło dziennie. Czas pokaże, haha


Życzę ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że nie trzeba będzie na to czekać zbyt długo.


Też mam taką nadzieję, haha!


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie