Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Steve Hackett

Steve Hackett

Legenda progresywnego rocka, niegdyś członek formacji Genesis, gitarzysta o rozpoznawalnym brzmieniu, wynalazca techniki tapping, którą rozwinął później Eddie Van Halen, wirtuoz gitary elektrycznej i klasycznej Steve Hackett wystąpił po raz kolejny w Polsce, tym razem w ramach inowrocławskiego festiwalu rocka progresywnego Ino- -Rock. Sprawiający z początku wrażenie zamkniętego w sobie Hackett okazał się przemiłym rozmówcą.

Czy mógłbyś opowiedzieć, w jaki sposób doszedłeś do tak znakomitej techniki na gitarze klasycznej i czy można osiągnąć taki poziom bez pomocy nauczyciela?


Z pewnością zajmuje to dużo czasu, ale jest możliwe do osiągnięcia bez pomocy nauczyciela. Oznacza to jednak, że każdy zostaje twoim nauczycielem. Musisz obserwować grających z bliska i uważnie słuchać ich gry. Myślę, że bardzo pomocne mogą być tu płyty DVD. Zawsze uczyłem się więcej, obserwując innych, niż będąc przez nich instruowanym. Każdy gitarzysta może cię nauczyć czegoś, czego jeszcze nie wiesz.


Zauważyłem, że gdy obserwuję kogokolwiek, kto bierze do ręki gitarę, zawsze zagra on coś, czego ja nie potrafię, i co zawsze jest dla mnie zaskoczeniem. Na przykład patrząc na okładkę magazynu "Gitarzysta", widzę na niej Steve’a Howe’a, który zamiast układać palce w typowy dla siebie sposób, robi to w ten sposób, że palce wyginają się nieco inaczej, tak że przypominają kwadrat. Gdy z kolei obserwujesz kogoś takiego jak Segovia, widzisz, że łuk jego ręki nie jest jakimś zwykłym wygięciem. To są drobne sprawy, ale nauczenie się ich zajęło mi całe lata.


Tak więc nie brałeś nigdy lekcji gitary?


Nie, nigdy nie korzystałem z pomocy nauczyciela, nie odczuwałem takiej potrzeby, wszystkiego nauczyłem się sam. Na przykład moje wibrato palcowe. Dopiero niedawno nauczyłem się robić je w ten sposób, w jaki zawsze chciałem. Nagrywałem swoje wibrato przez długie lata, ale zdałem sobie sprawę, że chodzi w nim o to, żeby robić je bardziej szeroko i atakować dźwięk we właściwy sposób. Osobom, które chciałyby się nauczyć wibrato palcowego, doradzałbym, aby grały je szeroko i wolno. Gdy zaczynasz się go uczyć, grasz je na ogół szybko i jest ono rozchwiane. Ja prawdopodobnie gram je szeroko i nieco za szybko, ale to się zmienia w zależności od sytuacji.


Ostatnio nagrałeś płytę na gitarze klasycznej zatytułowaną "Tribute". Czy jest to hołd dla Segovii, czy może dla Bacha?


Dla nich obu. Jest to płyta dla miłośników Segovii, miłośników Bacha i miłośników gitary klasycznej. Nagrałem ją także z myślą o osobach, które uważają, że gitara ma mniejsze możliwości polifoniczne niż instrument klawiszowy, po to, aby zmienić ich zdanie na temat, co można uzyskać na gitarze. Należy odrzucić koncepcje o ograniczonych możliwościach gitary - to bardzo unikalny instrument o dużym potencjale. Słyszałem opinie, że gitara nie jest specjalnie dobrym instrumentem do komponowania, ale wydaje mi się, że to nieprawda.


Oczywiście dobrze jest, grając na gitarze lub komponując na niej, myśleć jak klawiszowiec albo skrzypek i próbować zastosować aspekty gry na tych instrumentach w swojej grze. Ja bardzo często myślę o tych instrumentach, gdy gram na gitarze. Staram się w ten sposób zróżnicować brzmienie gitary klasycznej, na przykład grając blisko mostka, uzyskuję brzmienie zbliżone do brzmienia klawesynu. Gitara klasyczna jest instrumentem akustycznym i pozwala na osiągnięcie wielu brzmień. Myślę, że o gitarzyście akustycznym można powiedzieć wiele już na podstawie jednego zagranego przez niego dźwięku i jego barwy. Gdy bierze się do ręki gitarę elektryczną, jest już inaczej, bo dodanie przesteru powoduje wzrost ilości składowych harmonicznych w dźwięku.


Inne czynniki też grają rolę: siła dźwięku, słuchanie barwy wzmacniacza - to pozwala na dokonywanie wielu wyborów, które mają wpływ na ostateczny efekt. Ważny jest też sposób wydobycia dźwięku przez prawą rękę. Często zapominam o tym, gdy gram zaaranżowane partie, ale kiedy improwizuję, zawsze o tym pamiętam, zwłaszcza o dodawaniu tonów harmonicznych. Pracowałem kiedyś z Brianem Mayem, który często lekko przydusza dźwięki, dodając do nich tony harmoniczne i umiejętnie operując głośnością - to wszystko bierze się z palców, a nie ze wzmacniacza.


Czy kiedykolwiek spotkałeś Andrésa Segovię?


Nie, nie spotkałem się z nim. Byłem kiedyś raz na jego koncercie - było to w Royal Festival Hall w Londynie - i wtedy widziałem go na żywo. Był on tak wielką gwiazdą, że wyobrażałem sobie, iż cała publiczność powinna wstać z miejsc, gdy on pojawi się na scenie, ale nikt tego nie zrobił i ja byłem jedyną osobą, która wstała, stałem na balkonie. On zobaczył mnie wtedy, spojrzał na mnie, a ja pomyślałem "Boże, prawdopodobnie nie powinienem tego zrobić". To było jak spotkanie z duchem, ale w ten sposób oddałem szacunek jemu i jego sztuce, nasze oczy spotkały się na moment, było w tym coś magicznego. Zawsze uwielbiałem jego poetyckie podejście do instrumentu, jego brzmienie, po prostu jego grę.


On był samoukiem tak jak ty?


Tak, był samoukiem. W swojej biografii, która kończy się na roku 1920, napisał o tym, jak uczył się gry na skrzypcach jako dziecko, o swoim nauczycielu, który bił go po nogach, gdy zagrał coś źle. Już wtedy zaczął myśleć o zmianie instrumentu na gitarę, co w tamtych czasach było dość śmiałym pomysłem, bo było wiele uprzedzeń w stosunku do gitary - mówiono, że jest to niepoważny instrument, a już na pewno nienadający się do tego, aby grać na nim muzykę klasyczną. Nie znosił gitary elektrycznej, więc gdybym mógł wyobrazić sobie moją rozmowę z nim, byłoby między nami co najwyżej 50% zrozumienia. Ja natomiast lubię wszystkie aspekty gitary, interesuje mnie wszystko, co ona oferuje. Gitara akustyczna jest wspaniała, ale elektryczna również. Oba instrumenty znaczą dla mnie bardzo wiele.


Używasz paznokci podczas gry na gitarze klasycznej?


Tak, używam ich do gry klasycznej, ale także gdy gram na gitarze elektrycznej, co ma swoje zalety, ale i wady. Ostatnio odkryłem, że jedyna sytuacja, w której jestem zmuszony używać kostki, ma miejsce, gdy gram na gitarze 12-strunowej i chcę uzyskać naprawdę soczyste brzmienie. Przez wiele lat grałem na 12-strunowej gitarze paznokciami, ale gdy ostatnio pracowałem z Chrisem Squirem (Yes - przyp. RL), który napisał coś i chciał to zagrać na gitarze 12-strunowej, zdałem sobie sprawę, że aby zabrzmiało to dobrze, czyli dźwięcznym brzmieniem zbliżonym trochę do brzmienia klawesynu, trzeba zagrać to kostką, i to głównie uderzeniami w dół.


Była taka amerykańska grupa Boston, której utwór "More Than A Feeling" miał wstęp na wspaniale brzmiącej gitarze 12-strunowej. Oczywiście trudno mi jest zmienić technikę, którą grałem przez całe życie, tak więc kostki używam głównie w czasie nagrywania.


Czy mógłbyś powiedzieć coś o swoich muzycznych fascynacjach z okresu młodości zarówno tych rockowych, jak i klasycznych?


Dorastałem, słuchając muzyki The Shadows, słuchałem też Johna Barry’ego i jego zespołu John Barry Seven. Oni grali taki utwór "Walk Don’t Run" autorstwa The Ventures. To były moje wczesne inspiracje, potem był Keith Richards i Brian Jones z The Rolling Stones, którzy we wczesnym okresie mieli na mnie wielki wpływ, podobnie jak inni wspaniali gitarzyści z lat 60. Znaczącą postacią był Jeff Beck, którego muzykę poznałem, zanim poznałem muzykę Erica Claptona, duży wpływ miał także Steve Winwood. Słyszałeś kiedyś utwór "Stevie’s Blues"? Grał w nim właśnie Steve Winwood, świetny gitarzysta bluesowy i doskonały wokalista. Wtedy był członkiem zespołu Spencera Davisa.


Czy grając klasykę, zaczynałeś od Bacha?


Słuchałem muzyki klasycznej powstałej przed Bachem, ale on był pierwszym kompozytorem, którego utwory grałem na gitarze klasycznej, zresztą dzięki temu, że grał je wcześniej Segovia. Wtedy właśnie, już od pierwszego dźwięku, zacząłem podziwiać zawiłość muzyki, ale także jej słodycz, jej niezwykłe i bujne bogactwo. Słuchanie i granie klasyki sprawiło, że już w wieku 15 lat zacząłem myśleć o naturze, przyrodzie, wodzie, trawie, drzewach.


Połączenie Bacha i Segovii sprawiało, że ożywał we mnie mit o Orfeuszu. Gdy mityczny Orfeusz zaczynał grać, ożywały skały, drzewa zaczynały słuchać, a strumienie płynęły w przeciwną stronę - cała przyroda zatrzymywała się jak zaczarowana. Ta koncepcja mitycznej interpretacji urzeczywistniła się dla mnie w tym, co razem zrobili Bach i Segovia - oni dwaj jako zespół, mimo że dzieliły ich ponad dwa stulecia. Tę koncepcję próbowałem rozwinąć, gdy nagrywałem własną wersję "Ciaccony" Bacha. Jest to bardzo długi utwór oryginalnie napisany na skrzypce solo. Podczas pracy nad płytą "Tribute" nagrałem go jako pierwszy, na początku sesji. Znasz ten utwór?


Oczywiście, że znam - jest bardzo długi i chyba trudny do zapamiętania. W jaki sposób sobie z nim poradziłeś?


Nagrywałem go kawałek po kawałku. Jest on bardzo długi i nawet wersja płytowa Segovii powstała z fragmentów połączonych razem. Jest to prawdopodobnie najtrudniejszy utwór wykonywany na gitarze klasycznej. Oczywiście w wersji na skrzypce, które są strojone kwintami, jest on nieco łatwiejszy. Coś, co uderza mnie w tym utworze, to przepiękna melodia w środkowej części utworu utrzymana w tonacji durowej. Bach napisał ją ku pamięci swojej pierwszej żony, można niemal usłyszeć w niej, jak kapią łzy, jest tak słodka i piękna. Sprawia, że myślę o cudzie życia, jego pięknie i niewinności, o jego celu, o dziecięcej słodyczy, być może Bach właśnie o tym myślał? Ta melodia jest niemal naiwna, ale ujawnia ona całą inteligencję i wiedzę Bacha na temat konstruowania melodii.


Na "Tribute" są dwa utwory Bacha - Preludium Dm i Preludium D - które zagrałeś bardzo szybko. Dlaczego?


Dwa utwory i dwa różne powody. Preludium Dm w wersji Segovii, którą słyszałem, było bardzo szybkie, a ja chciałem osiągnąć to samo tempo. Trwa ono niewiele ponad minutę, ale ponieważ zawiera tak wiele muzycznych treści, wydaje się, że trwa dłużej. Preludium D wiele osób gra o połowę wolniej, ja jednak słuchałem wielu dzieł organowych Bacha w podobnym metrum i pomyślałem sobie, że zagrany szybciej utwór ten zabrzmi radośniej. On przywodzi mi na myśl dźwięki dzwonów. Chciałem, aby dźwięki wybrzmiewały w obrębie taktu, ale musiałem je tłumić, gdy przechodziłem do następnego taktu. Zagrałem ten utwór w zupełnie nieprawdopodobnym tempie, ale - jak dla mnie - pasuje ono do tego utworu. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy będą mnie za to krytykować, jednak w tym tempie ten utwór brzmi tak, jak ja chcę go słyszeć.


Poza tym zdawałem sobie przy tym sprawę, że moim celem jest stworzenie doskonałego nagrania studyjnego, a nie doskonałej wersji live. Nie zamierzam grać tych utworów na żywo, ponieważ musiałbym spędzić kolejne 50 lat, nie robiąc nic innego, jak tylko ćwicząc te utwory. Inny powód jest taki, że mam obecnie dość słabą lewą rękę - wiele lat temu miałem wypadek, przez co mam uszkodzony nerw. Gdy gram na gitarze elektrycznej i robię wibrato palcowe, opuszczam rękę, a czasem gram bez opierania kciuka o gryf. Aby grać Bacha na żywo, trzeba mieć olbrzymią technikę i duże ręce, większe od moich, no i więcej siły - to właśnie brak siły mnie ogranicza. Nagranie "Ciaccony" zajęło mi trzy tygodnie, pracując każdego dnia. Było to bardzo trudne, bo nieustannie zmienia się tu tempo.


Wiem coś o nagrywaniu klasyki, bo nagrywałem ostatnio Preludium Dm Bacha...


Tempo w "Ciacconie" cały czas powoli zwiększa się, podobnie jest w utworach Erika Satie, gdzie często występuje accelerando. Gdy nagrywa się po kawałku, bardzo trudno jest złapać właściwe tempo. O wiele łatwiejsze jest nagrywanie preludiów Bacha.


Czy możesz powiedzieć coś o swojej gitarze klasycznej, czy to jakiś bardzo specjalny instrument?


Moja gitara to instrument marki Yairi. Jest produkcji japońskiej, a fabryka znajduje się w Nagoya. Robią tam bardzo dobre gitary klasyczne. Jeden z jej dźwięków jest nieco głośniejszy niż pozostałe, jest to dolne G, więc podczas nagrań z użyciem tego dźwięku muszę używać korektora. Ogólnie ta gitara jest bardzo głośna.


Czy dzisiejszy koncert jest częścią jakiejś większej trasy?


Akurat ten koncert nie jest częścią żadnej trasy, ale często robimy trasy obejmujące wiele krajów. Niebawem planujemy trasę po całej Europie i Wyspach Brytyjskich, więc czeka nas dużo pracy. Trasa ta ma promować mój nowy album, którego ukazanie się jest planowane na 5 października (rozmowa odbywała się we wrześniu - przyp. RL).


Jaki jest tytuł tej płyty? Czy jest to płyta rockowa jak "Wild Orchids", czy klasyczna?


Tytuł brzmi "Out Of The Tunnel’s Mouth" i jest to album rockowy. Zawarłem na nim wiele różnych stylów muzycznych, momentami ociera się o jazz, blues, jest także trochę muzyki akustycznej, sądzę więc, że fanom muzyki progresywnej będzie się to podobało. Myślę też, że spodoba się również miłośnikom gitary. Być może zabrzmi to dziwnie w ustach gitarzysty, ale przy wszystkich moich poprzednich płytach rockowych słyszałem od tej części słuchaczy komentarze w stylu: "Nagrałeś prawie dokładnie to, czego oczekiwaliśmy, ale nie do końca". Tym razem sądzę, że będą oni w pełni usatysfakcjonowani. Nie ma tam zbędnych utworów, wszystko jest dopracowane. Płyta jest krótsza niż zwykle, trwa 45 minut i 6 sekund i wszystko, co się na niej znalazło, miało się tam znaleźć, nie ma tam żadnego lania wody ani wypełniaczy.


Tak więc jest to płyta jeszcze lepsza niż "Wild Orchids"?


Ona jest inna pod wieloma względami niż "Wild Orchids", zresztą każda płyta jest inna. Niektórzy mówią, że ta płyta jest lepsza niż poprzednia - tamta zawierała mnóstwo detali (na obecnej jest ich mniej) i jest tam więcej fragmentów nagranych na żywo. Na przykład utwór "Down Street" z "Wild Orchids" został nagrany na 212 śladach; ale nie wiem, czy właśnie to sprawia, że na ostatniej płycie muzyka jest lepsza...


Trzy lata temu twoi dawni koledzy z Genesis zeszli się znów, było wiele plotek o twoim ponownym przystąpieniu do zespołu. Czy gdyby zaprosili cię do współpracy, zgodziłbyś się?


Tak, myślę że byłoby to możliwe. Wydaje mi się jednak, że głównym założeniem było, że ja i Peter Gabriel wracamy po to, aby odbudować skład, który funkcjonował w latach 1971-1975. Myślę więc, że jeśli coś takiego miałoby się udać, to z udziałem całej piątki albo wcale, zresztą nie wiem, trudno mi przewidywać, co oni zamierzają. Ostatnio pracowałem z Anthonym Phillipsem (eks-Genesis - przyp. RL), który grał w dwóch utworach na mojej ostatniej płycie na gitarze 12-strunowej.


Wyszła z tego bardzo przyjemna kombinacja brzmień. Grał też w niektórych fragmentach na 6-strunowej gitarze akustycznej i gitarze typu sitar, czasem też na gitarze elektrycznej przez symulator głośników Leslie. W wielu momentach gramy obaj łącznie na czterech gitarach, które brzmią jak jedna. Jeśli pamiętasz, taki był właśnie jeden z celów we wczesnym Genesis - aby stworzyć wielowarstwowe unikalne brzmienie z udziałem gitar akustycznych i elektrycznych.

Robert Lewandowski

GALERIA
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie