Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Robert Słonka

Robert Słonka

Roberta Słonkę niektórzy z was kojarzą zapewne z Myopii. Okazuje się jednak, że Robert, poza graniem niezwykłych połamańców w swojej macierzystej formacji, fascynuje się także spokojniejszą i prostszą muzyką, czemu dał w końcu wyraz nagrywając swój solowy album, zatytułowany "Ingrid Baley".

Gdy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o "Biomechatronic Intervention" Myopii, przyznałeś, że marzysz o nagraniu albumu, który miałby swoje dopełnienie w wizualizacjach. Czy twój solowy projekt ma być właśnie realizacją tego pomysłu?


Rzeczywiście jest tak, że podobają mi się spójne i jak najbardziej wielowymiarowe projekty. Jeśli chodzi o twórczość Myopii, wydaje mi się, że poprzez obraz można by jaśniej przedstawić historie i problemy w niej zawarte. Tym bardziej, że futurystyczne wizje mogą być świetnie przełożone na bardzo sugestywne obrazy. Częściowo udało się to dokonać we wkładce do płyty - mam nadzieję, dojdzie także do stworzenia pełnej wizualizacji płyty.

Jeśli chodzi o mój solowy projekt to, rzecz ma się bardzo podobnie, przy czym wizualizacja w tym przypadku z założenia jest dużo prostsza. Opiera się na mych zdjęciach, których wybór podyktowany był klimatem poszczególnych utworów.


Czy inspiracją do nagrania "Ingrid…" były jakieś konkretne albumy?


Na pewno tak, choć ważniejsze chyba było to, aby nagrać materiał, który nie znajduje swego miejsca w Myopia, a który jak najbardziej wyraża mnie muzycznie. Jak zapewne zauważyłeś jest to kompletnie inna muzyka. Równolegle do tworzenia w zespole, powstawały motywy oraz całe utwory muzyczne, które układały mi się w całość, w opowieść muzyczną, którą nazwałem "Ingrid Baley". Jeśli chodzi o inspiracje to na pewno płyty przestrzenne, nie wiem czy stricte gitarowe. Na myśl najmocniej przychodzi mi twórczość Sigur Rós czy solowy album Stevena Wilsona "Insurgentes". Pierwszy utwór "Lullaby" nagrałem już 2006 roku w Studiu Ekk w Cieszynie  a wszystkie pozostałe utwory we wrześniu i październiku 2009 roku. Dodam, że całości można posłuchać na stronie www.myopia pl w zakładce "inne projekty".


Z tego co mówisz, materiał na płytę powstawał aż trzy lata. Przez ten czas musiałeś przechodzić przez różne etapy w swoim życiu, przeżywać różne stany emocjonalne. Zapewne miało to wpływ na twoje kompozycje… 


Tak, trzy lata dzielą pierwszy nagrany utwór od utrwalenia całości "Ingrid…". W tym czasie powstało wiele motywów i krótkich form muzycznych, które nagrywałem na roboczo, bądź przepadały niezarejestrowane. Natomiast w ostatnim okresie nastąpił u mnie rodzaj koncentracji pracy w tym kierunku, a związany był z ukończeniem partii gitar do najnowszej płyty Myopii. Dzięki temu mogłem skupić się tylko na solowym projekcie. Osobiste wydarzenia są kluczowe dla "Ingrid Baley" - gdy pisałem poszczególne fragmenty zawsze miałem wyraźne obrazy czego dotyczą i czego są odbiciem. Na pewno konkretne przeżycia są echem tego jak brzmi i jakie dźwięki znalazły się na tej płycie.


"Ingrid Baley" jest koncept-albumem o "wymarzonym miejscu" każdego z nas. To dość idealistyczna opowieść. Choć nie posiada tekstu, jeśli chodzi o samą idee nasuwają mi się skojarzenia z "Imaging" Johna Lennona czy "Nothing Else Matters" Metalliki.


Same słowa "Ingrid Baley" są rzeczywiście oznaczeniem miejsca, czymś w rodzaju geograficznej "Zatoki Ingrid" (choć samo słowo Baley nie istnieje, pochodzi z zabawy słowami Bay oraz Valley). I faktycznie oznacza z jednej strony miejsce, z drugiej zaś stan ducha do którego dąży każdy człowiek - gdzie czuje się szczęśliwy i spełniony. Wizualnie "Ingrid Baley" odnalazłem w twórczości Hansa Dahla , norweskiego pejzażysty, który w sposób niezwykle ciepły i piękny przedstawił Norwegię przełomu wieków. W jej surowy klimat na jego obrazach i grafikach wkomponowani są ludzie wykonujący swe codzienne obowiązki - pracujący i bawiący się. Muzycznie zaś mój projekt to jeden dzień w Zatoce Ingrid - od rozpoczynającego płytę "Night Song - Spark from the Darkness" czyli bardzo delikatnego przebudzenia dnia poprzez wszystko co w ciągu tego dnia się wydarza: praca, chwile radości, trud, odpoczynek, aż po zamknięcie dnia utworem "Night Song - The Order of the World". Podsumowuje on nie tylko ten dzień, lecz jest także pewną prawidłowością wyrażającą porządek Przyrody i Świata.

Faktycznie można odnieść wrażenie, że jest to opowieść idealistyczna, choć nie tyle wyraża ona chęć zjednoczenia całej ludzkości w "Love and Peace" jak w poemacie Lennona. Myślę, że bliżej jej do słów Hetfielda mówiącego o bliskości wypływającej z serca ludzi, którzy odnaleźli siebie oraz swoje miejsce na Ziemi. Ingrid Baley to miejsce harmonii i symbiozy - gdzie Człowiek oraz inne Istoty żyją w zgodzie i w zrozumieniu zmienności Świata. Być może ja osobiście traktuję to jako rodzaj ucieczki przed cywilizacją chaotycznego szumu, pośpiechu i "rzeczywistości ciągłej sprzedaży" jak to świetnie ujął Artur Rojek.


Czy więc pisanie materiału na tę płytę było dla ciebie pewnym oczyszczeniem, katharsis? Po tym co teraz mówisz przypuszczam, że pisałeś te utwory w wolnym czasie, po ciężkich dniach pracy. Poza tym w tej muzyce nie ma intensywności, agresywności i pewnego chaosu, jak w twojej macierzystej formacji. Są to dźwięki idealne do relaksowania się.


Myślę, że to bardzo ważny aspekt "Ingrid Baley" - jest to płyta jak najbardziej mnie oczyszczająca, wydobywająca ze mnie pragnienie ładu i spokoju. To druga strona medalu w stosunku do Myopii. Przychodzi mi na myśl porównanie z Dniem i Nocą , z dwiema uzupełniającymi się pierwotnymi siłami. Na pewno potrzebowałem takiej wewnętrznej muzycznej odpowiedzi na tworzoną przeze mnie muzykę w zespole, gdyż tak jak wspomniałem są we mnie dwie natury muzyczne: zarówno mocna oraz nerwowo poszarpana, jak i melodyjna i klimatyczna. Bardzo chciałbym, aby słuchacz mógł wysłuchać "Biomechatronic Intervention" a zaraz potem skontrastować ją z  "Ingrid Baley". Wspomniałeś o relaksie jaki jej towarzyszy - spotkałem się dokładnie z takimi opiniami od osób, które jej słuchały.

 
Najciekawszym aspektem płyty jest fakt, że nagrałeś ją za pomocą tylko jednego instrumentu. Pomysł dość ryzykowny, udało ci się jednak wyjść z niego obronną ręką. Czy komponowanie utworów opartych tylko na grze gitary było trudne?


Tak, takie było od początku jej zamierzenie. Świadomy ograniczeń chciałem, by to był w pełni "mój" projekt, aby znalazły się na nim tylko dźwięki przeze mnie zagrane. Być może gdyby znaleźli się muzycy chętni go współtworzyć, wytworzyła by się zupełnie inna energia utworu - jednak na dziś istnieje wersja jedynie nagrana przeze mnie za pomocą nakładania na siebie poszczególnych ścieżek gitary i raczej nie powstanie inna. Czy było to trudne? Raczej bardzo rozwijające, gdyż w zasadzie decydowałem o każdym fragmencie utworu budując jego harmonie oraz melodię, stosując barwniki dźwiękowe jakie tylko przyszły mi do głowy czy tez wplatając odgłosy natury. Przyznam się, że czasem sam siebie zaskakiwałem odsłuchując powstały fragment danego utworu co zresztą było świetną mobilizacją  do dalszych eksperymentów.


Właśnie! Jak wyglądało rejestrowanie numerów od strony technicznej. Czy nagrywałeś partie gitary na komputerze? Ciekawi mnie także jak nagrywałeś "odgłosy natury".


Technicznie wyglądało to dosyć… amatorsko (śmiech). Nie dysponuję studiem nagrań - ani też nie miałem możliwości jego wynajęcia - a jedynie stanowiskiem komputerowym wyposażonym w dosyć prosty program rejestrujący. Barwy gitary generowane były z procesora Boss GT-8, który daje fantastyczne ku temu  możliwości i to w zasadzie tyle. Po nagraniu ścieżki gitary dogrywałem kolejną, potem dodatkowe dźwięki czy teą jakieś ozdobniki. Dźwięki natury pochodzą ze stron tzw. "free sound", były zupełnie odpowiednie i nie nagrywałem tego w jakiś specjalny sposób, choć rzeczywiście rozważałem taką możliwość.


Wydaje mi się, że słowem-kluczem do rozgryzienia "Ingrid…" jest prostota i pewna "odwrotność" w stosunku do tego co robisz w Myopii. Zamiast pokręconych aranżacji gitarowych sporo tutaj prostego grania, zamiast konceptu tekstowego, kojarzącego się z jakąś space-operą, wizja raju na ziemi… 


Jest dokładnie tak jak to ująłeś. Płyta ta pokazuje moją drugą muzyczną stronę, wrażliwość inną niż "Myopijskie wyrachowanie" (śmiech). O ile tam można mówić o muzyce odhumanizowanej, koncepcie opartym o poszarpane motywy i połamane riffy to, w "Ingrid Baley" można mówić o muzyce bardzo ludzkiej - cokolwiek to oznacza - opartej o harmonię i melodię oraz specyficzną, wydaje mi się, prostotę. Wyraża ona - tak jak wspomniałem - stany ducha oraz emocje i chyba można przypisać jej pewną "obrazowość". Moim zamiarem było budowanie klimatu danego odczucia: od zachwytu nad kroplą porannego deszczu po strachu przed przetaczająca się burzą.


Na album składają się różnorodne motywy. Początkowo jest dość delikatnie, pod koniec momentami ciężko i wręcz metalowo.


Wyrażona jest w ten sposób zmienność dnia - różnorodność jego odczuwania. Zaczyna się rzeczywiście bardzo delikatnie, ukazuje poszczególne etapy pracy i chwil zachwytu nad codziennością,  by rozwijać się w kierunku zadumy nad przemijaniem oraz muzycznej kulminacji, jeśli chodzi o moc przekazu w utworze "Storm". Wydawało mi się, że element taki będzie fajną przeciwwagą dla melodyjnych fragmentów płyty.


Słuchając melodyjniejszych fragmentów można dojść do wniosku, że posiadasz spory potencjał, jeśli chodzi o pisanie spokojniejszych i bardziej komercyjnych dźwięków. Czy nie myślałeś o założeniu drugiego zespołu, gdzie grałbyś bardziej rockowe numery?


Nie, raczej tego typu myśli mnie nie nachodziły. Aby zaangażować się w tego typu projekt trzeba mu poświęcić sporo czasu, którego niestety nie mam. Muzyka jest dla mnie hobby, którą  mogę tworzyć po dniu pracy, więc niestety nie wszystko da się zrealizować. Choć czas wolny staram się w miarę możliwości maksymalnie wykorzystać.


Bogdan Kubica, twój kolega z Myopii, powiedział kiedyś, że nie jest zwolennikiem melodii w muzyce. Podejrzewam, że jesteś innego zdania…


Hmm… Na pewno w różnych stylach muzycznych odnajdujemy różne podejścia do kwestii melodii. Melodia ujmuje mnie w ładnej oprawie harmonicznej, gdy nie jest banałem i gdy utwór rozwija się ciekawie. Czasem specyficzna amelodyka jest jak najbardziej na miejscu, gdy podkreśla klimat danej muzy jak ma to miejsce, gdy słuchamy np. Meshuggah. A co do gustów Bogdana… Wiem , że bardzo lubi grupę Rush, a tam od ładnie skrojonych melodii aż iskrzy, ponadto lubi jazzik tak że będzie się musiał z tego wytłumaczyć (śmiech).

    
Dopełnieniem muzyki ma być DVD z wizualizacjami. Jaką formę będzie miało to wydawnictwo?


Tak jak wspomniałem na wstępie "Ingrid Baley" będzie ilustrowane zdjęciami mego autorstwa, które będą podkreślały charakter poszczególnych utworów. Obecnie tworzony jest montaż, który finalnie ma przybrać formę DVD i rzeczą otwarta jest na ile zdolne ono będzie zainteresować szerszą publikę. Jeśli znalazłby się ktoś zainteresowany jego wydaniem jestem otwarty na propozycje, jeśli nie to, docierać będzie do osób chcących go nabyć poprzez bezpośredni kontakt ze mną. Warto myślę dodać, że jako "full-koncept" ukończony będzie w momencie, gdy powstanie dłuższa lub krótsza opowieść pod tym tytułem - jej szkic oraz fragmenty rodzą się już od dłuższego czasu.


Czy fotografia to twoja druga, po muzyce, pasja?


Fotografia jest na pewno także jedną z moich pasji. Część swych zdjęć prezentuję na stronie http://noth11.blogspot.com/ , znajdują się tam  fotki z moich górskich wycieczek . Ponadto z rzeczy już zakończonych moje przetworzone przez koleżankę Anię zdjęcia są ilustracją do tomu wierszy mego autorstwa "W co wierzysz ?" obejmujących dosyć spory, bo 20-letni okres ich pisania oraz na bazie moich zdjęć została stworzona wkładka do płyty Myopia  "Biomechatronic Intervention" (plus zdjęcia z sesji wykonanej przez mego przyjaciela Artura , którego pozdrawiam). Tak więc obok muzyki interesuje się fotografią , słowem ,  górskimi wycieczkami i wszystkim tym co po prostu przynosi mi radość. Tam wszędzie odnajduje przyjemność z tworzenia , obcowania ze sztuką i to wszystko pozwala przyjemnie spędzić czas.


Wspomniałeś przed chwilą o swoim tomiku wierszy. Dobrym pomysłem byłoby, moim zdaniem, dołączenie go - choćby w formie pliku pdf. - do przygotowywanego DVD. Twoje wierszę w konfrontacji z muzyką w pełni ukazują twoją dwubiegunowość. Dużo w nich gniewu, frustracji, nieakceptacji siebie samego… 


Powiem szczerze, że o moich wierszach prawie nigdy nie rozmawiałem. Zawsze pisane były do szuflady i dopiero, gdy stwierdziłem, że tworzą dla mnie skończoną całość, zdecydowałem się na ich uporządkowanie i opracowanie w takiej formie w jakiej miałeś okazję je czytać. Wydaje mi się, że one wymagają komentarza i obawiam się, że samo dołączenie ich do "Ingrid Baley" nie dałoby efektu jakiego bym oczekiwał czyli właściwego ich odczytania. One są zapisem mojego dojrzewania - jeśli spojrzeć na datę pierwszych zapisów, to kreślone są przez nastolatka, ostatnie z nich zapisał trzydziestoparoletni facet. W tych wierszach jest odbicie mojego zmagania się chyba z całym światem, pewna Osoba powiedziała o nich "to jest Twoje Westerplatte" i jest to najtrafniejsze określenie. Doświadczenia religijne, miłosne, zadawane pytania, szukanie właściwych dla siebie dróg tworzą rzeczywiście dosyć zagmatwaną i zawiłą  perspektywę  - one są jak Myopia. Rzeczywiście są mocne, wydawać by się mogło, że nawet autodestrukcyjne, lecz wyrzucenie z siebie tych pytań działało na mnie zawsze oczyszczająco. Natomiast jest jedna charakterystyczna rzecz: gdy uznałem tomik za ukończony, gdy niejako doszedłem do momentu ustalenia siebie - wtedy zaczęła powstawać Zatoka Ingrid.


W swoich lirykach piszesz sporo o Bogu. Kim - lub czym - jest dla ciebie Bóg? W twoich tekstach ukazujesz go czasami jako istotę, która może i stworzyła ludzkość, ale w ogóle się nią nie interesuję. W niektórych momentach zauważyć można także bardziej ateistyczną postawę…


Bóg zawsze towarzyszył mi jako zagadnienie niezwykle ważne. Jako dziecko bardzo ufnie podchodziłem do zagadnień jego istnienia i czuwania nad losami ludzkimi. Później zmagałem się z tak zwanym problemem "milczenia boga", by wreszcie, gdy zacząłem na dobre parać się na studiach filozofią,  rozpatrywałem te zagadnienia w kategoriach wartości, będąc (czego nie ukrywam) pod dużym wpływem filozofii Fryderyka Nietzschego. Najważniejsze jest to, że wytłumaczyłem sobie po swojemu "boskość" -  odnalazłem ją w relacjach między ludźmi, a nie w rozważaniach na temat istnienia, bądź też nieistnienia istoty wyższej. Fundamentalne ludzkie pytanie "W co wierzysz?" ma wymiar dla mnie bardzo szeroki, znaczy tyle co: jakimi wartościami się kierujesz, według czego postępujesz, co jest, a co nie jest ważne? I tego typu pytania są rozstrzygane na poziomie relacji ludzkich - tam jest bóg lub go nie ma. U mnie przybrało to wymiar relacji Kobiety i Mężczyzny i zabarwione jest wprost duchowo-seksualną więzią.


Która z form twojej działalności jest dla ciebie bardziej intymna - muzyka czy poezja?


Zdecydowanie poezja. Ta forma sztuki jest dla mnie niezwykle intymna, ukazuje wprost wrażliwość danego człowieka. Jest dla mnie spotkaniem świata mitu, religii, filozofii, a jednocześnie czegoś bardzo bliskiego - codzienności, w której to wszystko się wydarza. Poezja ma przewagę nad innymi formami wypowiedzi, gdyż jej językiem można nazwać rzeczy, które nie mają nazw, rządzi się swoją nielogiczną logiką, która pozwala najpełniej wyrazić się człowiekowi. Przykładowe  sformułowanie "odkopałem swą młodość", wyrażające powrót myślowy do lat dzieciństwa, choć wewnętrznie sprzeczne, jest rozumiane doskonale przez wszystkich - uważam, że język poezji najlepiej dotyka naszych ludzkich tajemnic.


Ze wszystkiego co mówisz dochodzę do wniosku, że nagrałeś swój najbardziej osobisty, wręcz ekshibicjonistyczny materiał. 


"Ingrid Baley" jest bardzo osobistym materiałem. Komponując go miałem czasem wrażenie pewnej muzycznej naiwności, ale dokładnie o to chodziło. Na myśl przychodzi mi porównanie z literaturą  - to tak jak czytanie w wieku dorosłym "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren. Zresztą ta książka pasuje klimatycznie i "ideowo" (!) do tej muzyki - jest pełna dobroci, wrażliwości, codzienności, wkomponowania Człowieka w porządek Natury. Myślę, że w sztuce to wlanie uznawane jest za prawdę, gdy twórca odkrywa w swym dokonaniu siebie, gdy "jest" swoim dziełem sztuki. Na pewno na tyle na ile potrafiłem pokazałem swoją wrażliwość w "Ingrid Baley" i w tym sensie jest to materiał ekshibicjonistyczny.


Myślę, że przynajmniej częściowo wyczerpaliśmy już temat. Czy chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?


Bardzo dziękuję za możliwość przybliżenia okoliczności powstania oraz zamysłu Zatoki Ingrid - życzę, aby każdy mógł odkryć to miejsce, gdzie jest sobą i rzeczywistość dookoła odczuwa jako swoje spełnienie.


Jacek Walewski
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie