Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Michael Armine (Rosetta)

Michael Armine (Rosetta)

Zdaniem niektórych, gdy, dość enigmatyczny gatunek, jakim jest post-metal, umierał, pojawiła się Rosetta. I nic nie było już tak jak poprzednio… Choć osobiście dystansuje się od tego typu opinii, muszę przyznać, że  twórczość Amerykanów, podobnie jak ich oblicze scenowe, jak najbardziej warte są poznania. W związku więc z faktem, że zespół w niedługim czasie wydaje nowy album, a także odwiedzi po raz kolejny nasz kraj, skontaktowałem się z Mikiem Armine’m, wokalistą grupy, w celu odpytania go, co w obozie Rosetty piszczy… Powspominaliśmy nie tylko jego ostatnią wizytę w Polsce, ale także dowiedziałem się, że Mike nie przepada za… metalem.

Cześć Mike! Jak leci?


U mnie wszystko ok. Trochę stresuję się szkołą, nagrywaniem i staraniami, żeby utrzymać się na powierzchni (śmiech).


Wiem, że przygotowujecie się do kolejnej trasy po Europie...


Tak jest. Wszyscy jesteśmy strasznie podekscytowani. Tym razem trasa potrwa trochę krócej niż miesiąc. Jeśli się nie mylę, to plan jest taki, że mamy zagrać w każdym mieście, w którym graliśmy ostatnim razem. Z części musimy zrezygnować, bo są trochę nie po drodze, ale dwa razy zagramy w Rosji i to też bardzo nas ekscytuje.


Widziałem wasz występ we Wrocławiu. Jak wspominacie ten koncert i całą trasę?


Koncert we Wrocławiu był jak sen. Nie dość, że otworzył moje oczy na wiele spraw, to dodatkowo sprawił, że moje osobiste oczekiwania są teraz o wiele większe. W Stanach nigdy nie graliśmy w tak dużym, ani tak zapełnionym, pomieszczeniu. Moment wejścia na scenę we Wrocławiu był dla mnie osobiście zastraszający. Ludzie śpiewali do utworów, a że nie jestem do tego przyzwyczajony, więc cały koncert byłem niesamowicie przytłoczony. Chciało mi się płakać i poczułem taki powiew świeżości z powodu występowania przed widownią dająca z siebie wszystko tak jak my. To był pierwszy raz od dawna, kiedy poczułem, że to co robię, ma znaczenie i liczy się dla innych. Szczególnie dało się to odczuć po koncercie, kiedy rozmawialiśmy ze wszystkimi - jeszcze nigdy nie poproszono mnie o autograf, ani nie uściśnięto mi dłoni tyle razy co we Wrocławiu. To było coś całkowicie nowego dla mnie i całej kapeli. W Stanach zwykle grywamy dla ok. trzydziestu, niezbyt energicznie odbierających nasz występ, osób. Nasz pierwszy koncert po powrocie do USA przyciągnął ok. dwadzieścia pięć osób - był to dla mnie szok. Szybko się z jednak niego ocknąłem, bo to norma tutaj. Koncert we Wrocławiu i cała trasa, to były surrealistyczne i niesamowicie pozytywne przeżycia. Tak świetnie spędziliśmy tam czas, że wrócimy do Wrocławia latem.


Czy zaobserwowałeś jakieś szczególne różnice między europejskimi a amerykańskimi fanami, jeśli chodzi o zachowanie podczas koncertów?


Zauważyłem, że w Europie macie całą kulturę związaną z muzyką, natomiast w Stanach mamy tylko małe sceny. Nikt u nas by nie pomyślał o tym, żeby wybrać się w 8-12-godzinną podróż w celu zobaczenia jakiejś kapeli na żywo. To wydaje się normą w Europie - co wieczór kilkoro osób mówiło nam, że przejechało niesamowite odległości, żeby zobaczyć nas na żywo. To nam niezmiernie pochlebiało. Fani w USA często krytykują nas za to, że nie jeździmy w trasy po wschodnim wybrzeżu. Powód jest prosty: po pierwsze, nie mamy zbyt wiele czasu, który możemy poświęcić na taką trasę, a po drugie to jaki jest sens grać trasę po Stanach, kiedy nikomu nie chcę się opuszczać swojej okolicy, żeby zobaczyć nasz występ?


Wiele osób podczas koncertu w Polsce traktowało was jak "post-metalowe gwiazdy". Również miałem okazję przeczytać wiele pozytywnych i entuzjastycznych recenzji waszych albumów. Czy uznajesz Rosettę za taki gwiazdorski zespół; czy może najzwykleszy?


Nie sądzę byśmy byli "duzi" - wg naszej wytwórni, nasze albumy nie sprzedają się zbyt dobrze; winylowa wersja Wake/Lift to ponoć "studnia bez dna". Według Last.fm mamy więcej odtworzeń, niż większość kapel z gatunku, przy mniejszej liczbie fanów.  Wychodzi więc na to, że pomimo niezbyt dużej sprzedaży, ludzie wolą posłuchać nas, niż innych kapel grających podobną muzykę.


Cała trasę graliście z polskim zespołem Blindead. Czy słyszałeś kiedyś ich albumy?


Zanim nie pojechaliśmy z nimi na trasę to, nie miałem okazji. Chciałem oprzeć swoją ocenę na ich występach na żywo; są niezwykle hipnotyczni i można powiedzieć, że zakochałem się w tym aspekcie ich muzyki. Pamiętam, że strasznie przytłoczyli mnie swoim potężnym dźwiękiem podczas koncertu w Budapeszcie.


Czy znasz jakieś inne polskie kapele?


Niestety nie. Niezwykle ciężko jest zaistnieć tutaj mniejszym europejskim kapelom. Słyszałem parę takich kapel dzięki znajomym, którzy pracują z nimi. Gdyby nie ci wspomniani znajomi, prawdopodobnie nigdy bym o nich nie usłyszał.


Pracujecie już nad nowym albumem? Czy możesz mi coś powiedzieć o nowych kawałkach Rosetty?


Właśnie skończyliśmy nagrywać nowy album i jesteśmy w trakcie miksowania go. W chwili obecnej nie ma zbyt dużo do opowiadania, ale mogę wspomnieć, że utwory są krótsze i bardziej skomplikowane. Ta płytka może sprawić, że paru "starych" fanów się od nas odwróci - dość podkręciliśmy tempo. Wiele kapel o podobnej stylistyce zdecydowało się "zwolnić"; my "przyśpieszamy", dodatkowo nadając naszemu brzmieniu charakteru hardcore'u z połowy lat dziewięćdziesiątych. Jednocześnie dalej utrzymujemy specyficzne elementy w naszym dźwięku.


"Wake/Lift" to album opowiadający o "momentach, ludziach i miejscach". Czy mógłbyś powiedzieć coś o tekstach? Wspominałeś innym polskim dziennikarzom, że inspiracją dla albumu była twoja praca w szkole...


Dokładnie tak. Album oparty jest na moich interakcjach z rodzicami i upośledzonymi dziećmi.


"Gallilean Satellites" opowiada o "kosmonautach". Ale czy jest o podróży? Czy sądzisz, że "podróżujemy" - całe życie poruszamy się poszukując swojego miejsca na świecie?


Myślę, że wielu z nas ciągle idzie do przodu i z wiekiem zajmuje się nowymi rzeczami. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że przeszedłem wiele "faz zainteresowań". Pewnego dnia tworzenie muzyki również uznam za taką "fazę" i zajmę się czymś innym. Ludzie nie mają tylko jednego zainteresowania, którym zajmowaliby się przez całe życie. To czym się interesujemy zmienia się, a razem z tą zmianą - zmieniamy się i my.


Słyszałem, że jesteś nauczycielem Angielskiego. Czy wolisz literaturę klasyczną np. Shakespeare'a, albo może wolisz literaturę nowożytną?


Dla wyjaśnienia, uczę podstaw samorządności amerykańskiej, psychologii i socjologii; nie uczę Angielskiego.


Jakie są twoje ulubione książki które mógłbyś mi polecić?


"Diuna" (wszystkie 6 części), "Niepamietnik Dolores Price", "The Book of Flying" Keitha Millera, "Perfumy w Rytmie Jitterbuga".


Pracujesz z młodzieżą, ale czy lubisz swoją pracę? W Polsce to zajęcie uznawane jest za trudne i niezbyt przyjemne.


Kocham swoja pracę. Tak w ogóle, to nie uznaję tego za pracę. Stało by się to bardzo przyziemnym zajęciem, gdybym tak zrobił. Kiedy człowiek uczy, każdy kolejny dzień to kolejne, nowe wyzwanie. Pomagam również innym ludziom w rozwijaniu się.


Polscy nauczyciele często strajkują. A jak jest z nauczycielami w Stanach?


Nauczyciele bardzo rzadko tutaj strajkują. Mamy dobrze funkcjonujące związki zawodowe nauczycieli, które zajmują się naszymi problemami, więc nie musimy strajkować. Ostatni raz w mojej okolicy miało to miejsce ok. 14 lat temu. 


Muzyka metalowa to "muzyka buntu". Czy czujesz się buntownikiem? Jako nauczyciel powinieneś słuchać rzeczy w stylu jazzu lub muzyki klasycznej (śmiech).


Na początek muszę cię poinformować, że nie lubię metalu... w ogóle. Nie uważam go także za buntowniczą muzykę. W rzeczywistości metal to największy gatunek muzyki i każdy może się wtopić w ten gatunek, udając buntownika lub obnosząc się ze swoją indywidualnością. Muzyka metalowa, jak wszystko inne, ma taki swój "uniform", który dzieciaki przejmują na swój własny użytek. Gniew na rodziców to etap przez który przechodzi każdy, bez względu na styl muzyki, jaki najbardziej do danej osoby przemawia. W metalu nie ma czegoś takiego jak różnorodność opinii; ciężko odnaleźć zespół metalowy mający coś do powiedzenia czy posiadający jakiś polityczny przekaz - czyli będący buntowniczym. Z punktu widzenia polityki, hardcore był buntowniczy ponieważ posłużył jako ścieżka, która doprowadziła do zmian w społeczeństwie - w kontekście związanym z muzyką, jak i poza nim; z punktu widzenia indywidualnych osób - pomógł im stać się lepszymi. W metalu takiego dążenia nie widzę. W przypadku tego rodzaju muzyki, widzę foremkę nadającą wszystkiemu taki sam kształt oraz publikę karmioną dla zysku przez kapele i wytwórnie płytowe. Ostatnimi czasy słuchałem sporo muzyki elektronicznej oraz starego shoegazeu z połowy lat dziewięćdziesiątych - takich kapel jak My Bloody Valentine i Slowdive. Natomiast mój udział w Rosettcie koncentruje się wokół starego hardcore'a, którego słuchałem w młodości... np. Coalesce i Disembodied... czyli nic co nazwałbym "metalem". Obecna muzyka metalowa jest bardzo łagodna i w pewnym sensie mnie drażni. Ale lubię jazz - Miles Davis to jeden z moich ulubionych muzyków w historii.

 

Jacek Walewski

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie