Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Blaze Bayley

Blaze Bayley

Blaze Bayley, "Man Who Would Not Die", ex-wokalista Iron Maiden i frontman swojego własnego solowego projektu. Ten legendarny heavy metalowy wokalista lada moment wyda nowy album zatytułowany "Promise and Terror" i wyruszy w trasę promującą ten krążek. Z krótkiej rozmowy na temat nowej płyty wyszedł mega-wywiad, w którym Blaze mówi m.in. o Wolfsbane, Iron Maiden i o tym, co naprawdę istotne w jego życiu.

Siema Blaze!


Witam! Jak się masz?


Nie narzekam, a Ty?


Ja też nie, a jak pogoda w Polsce?


Jest zimno i mroźno a na dodatek rozwaliło mi rurę w bloku i nie mam wody...


Uuuu... to nie zazdroszczę.


To w ogóle cud, że rozmawiam z Tobą i głos mi się nie trzęsie, jesteś moim ulubionym wokalistą.


Serio? Dzięki!


Nie ma za co, taki fakt. Blaze powiedz nam jaka jest płyta "Promise and Terror"? Od "Watching the Night Sky" nie mogę się oderwać, świetna zapowiedź krążka, inne sample też zapowiadają płytę mroczną, energetyczną ale zarazem melodyjną, mam rację?


Owszem, "Promise and Terror" to album, który składa się z dwóch części. Pierwsza połowa to zbiór utworów, o życiu i życiowych doświadczeniach. Druga część, ostatnie cztery kawałki muzycznie i tekstowo tworzą jedną osobną historię, są ze sobą powiązane. Tak więc te cztery kompozycje tworzą praktycznie jedność, odrębną historię. Natomiast poprzednie utwory opowiadają o innych sprawach.

Na przykład "Watching the Night Sky" jest o byciu bardzo daleko od domu, daleko od ludzi, na których Ci zależy. "God of Speed" to kawałek o 60-letnim człowieku, któremu każdy mówił, że nie jest w stanie pobić bariery prędkości, jaką ktokolwiek jest w stanie wyciągnąć z motoru, a on to jednak robi. "City of Bones" opowiada historię bitwy o Leningrad, jest osadzony w realiach II wojny światowej. Więc jak już widzisz jest mnóstwo tematów i różnych kawałków na "Promise and Terror". Te cztery połączone ze sobą utwory natomiast są bardziej melancholijne i smutne.



W "Watching the Night Sky" słychać Twój świetny vocal performance. Wielu ludzi, którym nie po drodze z Twoimi wokalami narzeka, że nie wyciągasz górek itp., tymczasem w tym utworze wchodzisz w rejony, w których jeszcze chyba nie śpiewałeś. Zresztą już na "Man That Would Not Die" moc Twojego głosu niszczyła mury. Jak ćwiczysz głos i skąd ta druga młodość Twojego wokalu? Jakieś specjalne treningi czy samo przyszło z wiekiem?


Hmm... Ćwiczyłem wokal w przeszłości, miałem kilka lekcji. Za każdym razem użerałem się z nauczycielami na temat tego jak wydobywam z siebie głos, i że inaczej powinienem wyrażać siebie śpiewając... Obecnie opieram się wyłącznie na doświadczeniu. Najważniejsze jest to, że gdy piszemy utwór i składamy go do kupy już myślę o odpowiedniej melodii, linii wokalnej pasującej do tego kawałka, o właściwej tonacji, o odpowiednim nastroju do danej części kompozycji. Czy mój wokal tu powinien być bardziej agresywny, zły czy też smutny. Teraz dzięki doświadczeniu, w nagrywaniu i śpiewaniu przez tyle lat jestem o wiele bardziej pewny siebie. W wyborze partii i w samym śpiewaniu no i podczas nagrywania w studio (na pewno bardziej niż kiedyś).


Co istotne, gdy obecnie próbuję nowych rzeczy ze swoim głosem, członkowie mojej kapeli są bardzo pozytywnie nastawieni do moich kombinacji, wspierają mnie. Jeśli chcę zrobić coś zupełnie szalonego, dają mi wsparcie muzyczne i emocjonalne. Więc stąd się bierze ta moja druga młodość mojego głosu, że po prostu nie boję się próbować nowych rzeczy.


A czemu jako tytuł "Promise and Terror"? Co ma wyrażać to hasło? Czemu pierwszy raz Twój solowy album nie ma kawałka tytułowego?


Hasło "Promise and Terror" dotyczy sfery marzeń. Dotyczy momentów gdy myślisz o życiu innym od tego, które posiadasz. Kiedy rozważasz o tym, że gdzieś tam jest życie o wiele lepsze od tego, które prowadzisz. Na pewno cieszysz się, że jesteś dziennikarzem a nie pracownikiem jakiejś fabryki...


Mowa! (śmiech)


No widzisz. A może tak naprawdę wolałbyś być piłkarzem w jakimś renomowanym klubie. Chodzi mi o to, że tytuł ten wyraża fakt, gdy myślimy, że gdzieś tam jest lepsze życie dla nas, inny scenariusz przygotowany przez los. Niekiedy w naszych najskrytszych marzeniach łapiemy się tego lepszego życia chcąc zapomnieć o obecnym... To jest "Promise" - obietnica. Obietnica tego, że możesz w przyszłości być w pełni takim człowiekiem jakim tylko chcesz być. Gdy czekasz na to gdy przyjdzie radość życia, która wypełni całe twoje jestestwo. I cały czas musisz żyć w pogoni za tym życiem, to obietnica nowego życia, podążania swoją własną drogą.


No i "Terror"... Terror zostawienia wszystkiego za sobą... Tytuł albumu mówi zatem o odwadze jaką musisz w sobie znaleźć, by odkryć swoją własną ścieżkę i mieć siłę by nią podążyć. Nazwa płyty tak naprawdę świetnie koresponduje z utworem "A Time to Dare". Ponieważ o tym właśnie mówi ten kawałek. "Promise and Terror" to również tytuł, który zadaje pytanie : "Co zrobisz?". Spójrz na mężczyznę z okładki krążka. Znajduje się na skale. Jest nigdzie, wciąż bombardują go rozwścieczone fale. Musi dokonać wyboru. Czy opuści "pewną rzeczywistość" tej skały, pewność swej przyszłości, czy opuści świat, w którym wie dokąd zmierza? Czy opuści obietnicę lepszego życia i zostanie na tej skale? W "A Time to Dare" odpowiadam na to pytanie.


To właśnie lubię w Twoich lirykach, zadajesz pytania, motywujesz do działań! A powiedz Blaze, jak powstawał materiał na "Promise and Terror"?


Większość materiału napisaliśmy w domu. Podczas poprzedniej trasy wpadliśmy na kilka pomysłów, które nagrywaliśmy na dyktafon i dyskutowaliśmy o nich. Mieliśmy też parę idei, które zostały jeszcze z czasów nagrywania poprzedniego albumu. W momencie, kiedy zebraliśmy to wszystko do kupy i zaczęliśmy poważnie myśleć o nowej płycie, zaczęliśmy zastanawiać się jak ma "smakować" ten nowy album. Zaczęliśmy pracę nad zupełnie różnymi pomysłami, a wszystkie klocki nagle same zaczęły się układać. Przenieśliśmy się na kilka tygodni do mojego domu i zebraliśmy już te wszystkie pomysły razem i dyskutowaliśmy o nich. Nagraliśmy wersje demo nowych utworów. Kawałek po kawałku mieliśmy już wizję tego czym będzie nowy album. Nagle stało się jasne, że te cztery kawałki, o których mówiłem wcześniej, muszą pójść na płytę razem. Wszak opowiadają historię, muszą być ze sobą powiązane. Siedzieliśmy razem, jako zespół i rozważaliśmy nad każdą kompozycją. Próbowaliśmy różnych rzeczy...


Co najważniejsze podczas pisania "Promise and Terror" to fakt, iż większość właśnie robiliśmy bez żadnych stresów w moim domu, bez hałasów zbieraliśmy do kupy tekstury, z których wyszedł pełny obraz. Potem robiliśmy próby, gdy graliśmy nowe utwory na żywo rozważając jak powinny brzmieć wokale. Zebraliśmy cały nasz sprzęt i odegraliśmy całość jako "live set". Dostaliśmy odczucie, jak będą brzmiały nowe utwory w wersji "na żywo". Wtedy wyrzuciliśmy kilka kompozycji, wiedząc że skoro nie działają w wersji "live", to nie działają w ogóle. Gdy już zrobiliśmy odsiew tym "live testem" weszliśmy do studia nagrać bębny. Gdy już nagraliśmy bębny totalnie, tak jak tego chcieliśmy, znów wróciliśmy z całym sprzętem do mojego domu. I wszystkie gitary, basy i wokale zostały tam właśnie nagrane. Gitarzyści siedzieli w mojej sypialni, przykryci kołderką i nagrywali swoje ścieżki. Co ważne używaliśmy ciągle różnych wzmacniaczy, kabli, szukając wciąż odpowiednich brzmień.


I udało się, sound gitar wyewoluował, brzmią cholernie mocno. Nie chcemy się cofać do tego co już zrobiliśmy na "The Man That Would Not Die", czy tam żebym ja wracał do tego co zrobiłem w Maiden czy gdziekolwiek. Mieliśmy komfort pracy, mogliśmy cały czas wrócić do danej ścieżki i pomyśleć: "Hmm, jak to brzmi z tą partią wokalną" itp..  Zawsze myśleliśmy przede wszystkim właśnie o wokalu. Wszystko tworzyliśmy wokół nich i staraliśmy się być tak ciężcy jak to tylko możliwe. Tak to właśnie wyglądało, po finalnym mixie wiemy, że taki system pracy był perfekcyjny. Album brzmi nieziemsko.


Jese Edwards znowu wspomagał Was podczas nagrań?


Tak tak. Tym razem był on producentem albumu, poprzednio był tylko inżynierem dźwięku. Ale przy "Promise and Terror" był inżynierem, wykonał mix i był też producentem. Ta płyta była dla nas wielkim projektem, dlatego potrzebowaliśmy kogoś ze swymi własnymi pomysłami, własnym spojrzeniem. Kogoś kto powie szczerze i od serca : "Umm... To nie jest za dobre", albo "To jest wystarczająco dobre". Mamy swoje argumenty w zespole, ale argumenty osoby trzeciej też są mile widziane. A Jese jest przecież bardzo utalentowanym gitarzystą.


Co udowodnił w Wolfsbane.


Właśnie. Co ważne, nic nie ucieka jego uwagi. Potrafi wychwycić każdy słaby motyw, każdą pojedynczą nawet niepasującą do całości nutkę. To był wielki plus podczas nagrywania "Promise and Terror" móc współpracować z Jesem.


Nagrywałeś w domu, w takich warunkach jak chciałeś... Ogólnie mam wrażenie, że w końcu ze swoim solowym projektem osiągnąłeś ten moment, kiedy w pełni robisz właśnie to co chcesz. Jesteś panem sytuacji. Masz swój własny label, nagrywasz z grupą dobrych znajomych, którzy tak jak Ty kochają metal. Czy zatem po 10 latach kariery solowej osiągnąłeś to, co chciałeś gdy zaczynałeś z Blaze?


Tak! Najważniejszą rzeczą jest by robić coś samemu. Byłem już w wielkich labelach w przeszłości. Limitują one koncerty. Ciągle czekasz na jakieś występy. A ja chcę grać! To co chce robić to śpiewać, grać metalową muzykę, wychodzić z nią do ludzi, fanów. Dla mnie nie ma to znaczenia czy gram w malutkim klubiku dla garstki ludzi, czy na wielkiej festiwalowej scenie. Najważniejsze że gramy koncert! Więc posiadanie swojego własnego labelu daje taką wolność. Nagrywasz i wydajesz kiedy chcesz. Samemu ustalasz sobie trasę, która swoją drogą zaczyna się już w lutym. Kiedy byłem w SPV powiedziano mi : "Myślimy, że granie koncertów nie podnosi sprzedaży albumów"...


Heavy metalowemu wokaliście tak rzekli...?!?!


Cytuję słowo w słowo. Dla mnie nie miało to żadnego sensu. To nie było życie, które chciałem prowadzić. Chcę żyć dzięki swojej muzyce, chcę żyć z tej muzyki. Chcę grać trasy! Więc teraz w moim własnym labelu wszyscy razem pracujemy nad jednym celem. Nad trasą i nad wieloma innymi rzeczami związanymi z kapelą.


Jakie masz wrażenia po ostatnich koncertach w Polsce? I czy Polska będzie uwzględniona w którejś z części trasy promującej "Promise and Terror"?


Oooo taaak! Zdecydowanie w 2010 wrócimy do Polski! Kochamy być w Polsce. Dla mnie to bardzo specjalne miejsce, Polska ma swoje osobne miejsce w moim sercu. Wiesz, w waszym kraju zacząłem na nowo z nową kapelą podczas kręcenia DVD, "Alive in Poland". To dla mnie było bardzo ważne wydarzenie, absolutnie kochamy występy w Polsce. Chcemy zagrać w wielu nowych miejscach. Jak tak się stanie, że będziemy występowali tam gdzie ostatnio to też nie będę narzekał, bo poprzednie koncerty były po prostu niesamowite. Reakcja fanów była absolutnie niesamowita.


Pragnę ogromnie podziękować wszystkim, którzy znaleźli czas by nas obejrzeć i wesprzeć na ostatniej trasie. To dzięki wam, dzięki waszemu wsparciu mogliśmy nagrać "Promise and Terror". Więc jeszcze raz - ogromne dzięki dla wszystkich polaków, którzy wspierają mnie i kapele!


Dzięki za te słowa! Blaze, powiedz, jak wygląda praca z obecnym duetem gitarzystów i czym się różni od pracy z duetem Wray/Slater i od pisania ze Stevem Harrisem?


Cóż, Steve Harris "pisze" głównie na basie. Więc jego kawałki mają zupełnie inny, unikalny posmak. Z Davem Murrayem i Janickiem Gersem na gitarach i Stevem na basie czułem jakąś magię. Bo co właśnie istotne, idee, które przychodzą od "basu" i basisty mają ten swój specyficzny, inny "vibe". Różnią się od pomysłów kreowanych przez gitarzystów. Gdy natomiast zebrałem pierwszy skład Blaze, trafiłem na Steve'a Wraya i Johna Slatera, dwóch zupełnie różnych gitarzystów. John Slater jest bardziej za heavy rockiem i melodyjnym graniem, Steve Wray bardziej preferuje styl Dimebaga. Wiesz, bardziej masywny styl grania. Był również fanem Helloween i kapel tego rodzaju. Prace z nimi wspominam absolutnie doskonale! John Slater to bardzo kreatywny muzyk. Jest fantastyczny! Jego idee są bardzo niecodzienne. Gra bardzo melodyjnie.


Jego riff z "Soundtrack of My Life" na przykład to rzecz zarazem niepokojąca i melodyjna.


Ooo tak! Ten riff jest świetny. Ale widzisz, jego problemem był brak pewności siebie. Kiedy jesteś gitarzystą, który stawia na melodie, musisz mieć tę pewność. Gdy pracujesz z gitarzystami wtedy wiesz, że zagranie czegoś prostego i melodyjnego wymaga od muzyka ogromnej pewności siebie. Muszą być pewni swojej muzyki, tej prostszej, gitarzystów ciągnie do szybkiego czy super technicznego grania. John wpadał na niesamowite pomysły, ale ciągle sam się ich czepiał, bo po prostu nie był ich pewien. Nie wiedział, czy te melodyjne dźwięki wykorzystują w pełni jego potencjał. Było w nim mnóstwo świetnych pomysłów, których nie dało się z niego wyciągnąć, bo był po prostu zbyt mało pewny siebie, by je grać. Teraz tak myślę, że taka pewność siebie przychodzi z doświadczeniem...


Ale wracając, teraz w Blaze Bayley Band mamy Nico Bermudeza i Jaya Walsha. Są oni bardzo pewni swoich umiejętności i swoich pomysłów. Gdy grają nie chcą brzmieć jak ktoś inny, mają swój własny styl, nie są zainteresowani co robią inni gitarzyści, albo czym fascynuje się świat gitarzystów. Grają na swój sposób, tak jak chcą, i gówno ich obchodzi co robią inni! I jest to dla mnie bardzo odświeżające po poprzednich doświadczeniach. Ich poziom pewności siebie jest aż zatrważający. Przychodzą z jakimś pomysłem i mówią : "To dobry riff, bo ja uważam, że taki właśnie jest i g*wno mnie obchodzi zdanie innych na ten temat!" (śmiech). Co ważne, cały czas myślą o wsparciu swymi partiami wokalu. Wciąż myślą "czy ten motyw uwydatnia partie wokalną, wspomaga ją. Jak te partie brzmią razem". No i co jeszcze istotne, co każdy członek kapeli uważa za najważniejsze - utwór jako całość jest stawiany jako rzecz nadrzędna. Nie jest ważne kto ma jakie aspiracje, przede wszystkim kompozycja jest najważniejsza. Musisz podążać za ideą, rozważać dokąd ona zmierza. I nieważne czy to smutna czy wesoła nuta, ważne żeby podążać za ideą kawałka jako całości. Wspierać tę ideę, opowiedzieć historię muzyką. Więc niekiedy fajnie coś zamulić na wiośle, a niekiedy jest fajnie mieć w utworze melodyjne gitary, ważne żeby to brzmiało jak należy.


Świetną kombinację różnych pomysłów mamy właśnie na "Promise and Terror". Nagraliśmy tam naprawdę dobre gitarowe harmonie, mnóstwo melodii, dużo wpadających w ucho riffów. I jest to coś w gitarach na nowym albumie. Jay i Nico łapali świetne pomysły, wymieniali się nimi. Gdy patrzyło się na nich jak razem totalnie spontanicznie wymyślali jakieś genialne motywy, albo wyskakiwali znikąd z nieziemską solówką, to było naprawdę interesujące i inspirujące. To po prostu przyjemność pracować z tą dwójką i słuchać ich gry.


Czemu jakiś czas temu zmieniłeś nazwę kapeli z "Blaze" na "Blaze Bayley"?


Ponieważ nikt mnie nie znał.


??


Nikt nie rozpoznawał szyldu "Blaze". Rozmawiałem z fanami Iron Maiden a oni mnie pytali : "Blaze, kurcze, co ty teraz robisz?". Na co ja im odpowiadałem : "No mam już jakiś czas swój band", a wtedy oni na to : "Taaa? Jak się nazywa?". Nikt mnie nie znał. Gdy potem taki fan wpisywał w Google "Blaze" wyskakiwały głównie strony porno (śmiech). Tudzież jakieś kapele z południowej Ameryki. A gdy wpiszesz "Blaze Bayley"...


To Blaze Bayley jest tylko jeden!


I znajdziesz go na BlazeBayley.net (śmiech).


I przez tą właśnie Waszą stronę internetową można zamawiać Twoją biografię. Powiedź coś więcej na temat tej książki. I czy będzie ona dostępna w regularnej dystrybucji w księgarniach?


Nieee, jest ona dostępna tylko przez moją stronę internetową. Ilość egzemplarzy jest limitowana. Książka została napisana przez Larry'ego Pattersona. Opowiada historię życia każdego członka Blaze Bayley Band, nie tylko moją. Mówi o tym jak zeszliśmy się jako kapela, ale fakt, wszystko zaczyna się od mojej biografii. Ale także znajdziemy tam historię Larry'ego, Nico, Jaya i Davida. W dalszej części ksiażka mówi jak osoby z tak różnych części świata zeszły się jako band i nagrały nawet dobrą płytę (śmiech).


W "At The End of The Day" wspominasz o planie re-edycji "Tenth Dimension" z instrumentalnymi wstawkami i intrami do utworów...


O tak. Wydamy "Tenth Dimension" w Blaze Bayley Recordings. Obecnie dostępna wersja jest wersją okrojoną z tych wstawek tuż przed masteringiem. Są to jednakowoż tylko drobne partie, nie wpływające aż tak bardzo na jakość całości, dodające tylko klimatu. Ale chcemy wydać je z tymi miniaturkami, ponieważ "Tenth Dimension" to koncept album, i czuje, że ten koncept wiele traci na braku właśnie tych interludiów. I mam nadzieję, że wersja z tymi wstawkami wszystkim się spodoba i uzupełni obraz konceptu tego krążka.


Mam już licencję na wydanie całego mojego katalogu, mogę wydać wszystkie swoje poprzednie płyty poprzez swój label i niedługo to zrobię. Wszystkie albumy Blaze niedługo wrócą na rynek, zremasterowane i pod szyldem Blaze Bayley.


To świetna wiadomość! Mam nadzieję, że na nowej edycji "Silicon Messiah" pojawi się "The Day I Fell To Earth". Kocham ten kawałek, niestety na moim egzemplarzu "Silicon Messiah" nie ma tego utworu...


Pojawi się! Ten i dwa pozostałe bonusy dostępne tylko w jakiś wówczas w momencie wydania "Silicon Messiah" limitowanych edycjach. "Silicon Messiah" ogólnie będzie miał specjalne wydanie i będzie zawierał wszystkie kawałki nagrane w trakcie sesji nagraniowej tamtej płyty.


Nie mogę się doczekać! Teraz chwilka na rozmowę o Twoich poprzednich zespołach. W 2007 roku do koncertowania na chwilę powrócił Wolfsbane. Myślicie z chłopakami o jakimś poważniejszym reunionie?


Nie, gramy tylko okazyjnie, kiedy mamy wolne czy wakacje. Wiesz, jesteśmy zajęci swoimi własnymi sprawami. Blaze Bayley Band to całe moje życie. Ktoś nas po prostu spytał : "Co robicie w grudniu?" a my akurat mieliśmy wolne. Więc skończyliśmy na trasie z okazji 20-lecia istnienia The Quireboys grając jako ich support. Było po prostu świetnie. Mieliśmy niezły ubaw. Nigdy nie wiadomo kiedy zagramy kolejny koncert, więc miejcie oczy otwarte.


A jest jakaś szansa, że któryś z utworów Wolfsbane wejdzie do koncertowego setu Blaze Bayley Band?


Owszem, gramy niektóre utwory Maidenów z "The X Factor" i "Virtual XI", ale nie gramy nic Wolfsbane. Wiesz, bo wciąż możemy się zejść z chłopakami z Wolfsbane na koncert tu czy tam. Więc jak chcesz usłyszeć Wolfsbane na żywo, cierpliwie czekaj na jeden z reunionowych występów. Chociaż z drugiej strony nie wiadomo, czy jeszcze jakiś taki występ będzie miał miejsce...


Wiem że odpowiadałeś na to pytanie już setki razy i masz już zapewne dość tego typu pytań. Ale wokół Twojego zwolnienia z Iron Maiden wciąż jest wiele niedomówień i niejasności. Jak to naprawdę wyglądało?


Black Sabbath miało wtedy reunion z Ozzym, Gillian wrócił do Deep Purple i nagle wzrosła sprzedaż krążków tych zespołów na całym świecie... Nasza wytwórnia miała jakieś tam problemy, więc i Iron Maiden postanowiło zrobić spektakularny reunion, więc nie było już dla mnie miejsca w Maidenach.


Zadecydowały kwestie biznesowe, nie artystyczne?


Myślę, że w głównej mierze była to decyzja managera Maidenów i Bruce'a Dickinsona. Ale tak naprawdę nie wiem kto podjął ostateczną decyzję. Dużą rolę odegrała też wola wydawcy...


Na koniec mam do Ciebie osobiste pytanie... W swoim życiu oberwałeś parę razy dość konkretnie, jednak za każdym razem powracasz mocniejszy niż kiedykolwiek. Skąd bierze się Twoja siła i wola walki? Skąd czerpie energię "Man Who Would Not Die"?


Mam wspaniałych przyjaciół i rodzinę. Dostaje również wielkie wsparcie ze strony fanów, więc jestem wielkim szczęściarzem. Kocham muzykę. Odgrywa ona ważną rolę w moim życiu, stanowi moją ścieżkę życiową. Niekiedy dopadają mnie doły, chce się poddać. Ale wtedy pojawiają się ludzie, którzy wspierają mnie i dają siłę bym żył dalej. Dostaje też mnóstwo wsparcia od fanów z Polski i całego świata. I to sprawia, że idę dalej, naprawdę.


Naprawdę czuje się szczęściarzem, że dostaje całe te wsparcie od fanów z każdego zakątku globu. I wiem, że mam farta. Wielu ludzi, którzy przeszli przez to samo co ja, nie miało takiego silnego wsparcia. Nie przetrwali ciężkich chwil, bo nie mieli takiej bazy lojalnych fanów, którzy pragną od Ciebie, byś tworzył i żył dalej. Moi fani to moi przyjaciele.


Czyli też jestem Twoim przyjacielem Blaze, bo jestem absolutnym maniakiem Twojej twórczości (śmiech). Dzięki za wywiad, do zobaczenia pod sceną!


Dzięki! Dziękuję wszystkim polskim fanom, którzy wspierają mnie, którzy byli na koncertach podczas ostatniej trasy. Naprawdę mam nadzieje, że spodoba się wam "Promise and Terror" i czekam na występy w Polsce podczas nadchodzącej trasy. Cheers!


Grzegorz Żurek

Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie