Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Tomek Wołonciej (NeWBReed)

Tomek Wołonciej (NeWBReed)

NeWBReed to kolejny niedoceniany zespół w naszym kraju. Pomimo stosunkowo długiego już stażu na scenie i nagranych kilku płyt, młodzi muzycy z Bielska-Białej swoją twórczością jakoś nie mogą na stałe zagościć w świadomości polskich fanów metalu. Zapraszamy do lektury zapisu pogawędki ze współzałożycielem i gitarzystą grupy, Tomkiem Wołonciejem.

Cześć! Miło mi, że w końcu mam okazję przeprowadzać z wami wywiad.


Hej! To nam jest miło pojawić się wreszcie w tak kultowym magazynie!

 
Czy fakt, że współtworzyłeś zespół ze swoim bratem pomaga czy przeszkadza wam w współpracy? W końcu z rodziną najlepiej wychodzi się ponoć tylko na zdjęciach…


Mój brat Stanley jest na pewno moim najlepszym przyjacielem i to jest w tym najważniejsze. Dorastaliśmy razem i jako małe gonty słuchaliśmy razem namiętnie tych samych kapel, chodziliśmy na te same koncerty i cała nasza muzyczna historia zawsze była tworzona we dwójkę. Nie potrafię sobie tego wszystkiego wyobrazić bez niego. Co prawda współpraca jest nie raz szorstka, ale to są spięcia bardzo kreatywne. Jest coraz więcej ludzi, którzy uważają mojego brata za geniusza i ja też się do nich zaliczam (śmiech).


Sceptykom polecam www.myspace.com/egoistpoland lub po prostu odwiedźcie nasz www.myspace.com/newbreedmetal.


Słyszałem, że dużo na początku działalności NeWBReeD pomógł wam tata...


(śmiech) Tak, to wielka prawda. Cóż zaczynaliśmy z NeWBReeD jako nastolatki - a bez prawda jazdy, kasy i tym podobnych nie dało się zrobić nic. Mój ojciec sam grywał w kapelach jako młody człowiek i zawsze nas wspierał, do dziś jest zapalonym entuzjastą. To świetny gość! Pamiętam jak kiedyś - lata temu, miałem wyrzuty sumienia, że zawiózł nas na jakiś koncert gdzieś daleko, a on okazał się totalną klapą - miałem wyrzuty sumienia a on powiedział. "Ja zawsze chciałem grać i nie miałem warunków - chce żebyście Wy mieli".


Przyznasz jednak, że to rzadkość. Z reguły rodzice marzą, by ich dzieci były prawnikami, kierownikami w korporacjach, itp. Kariera muzyka nie gwarantuje stabilnego życia na przyszłość, choć z pewnością jest bardziej fascynująca niż siedzenie za biurkiem i wertowanie dokumentów…


Może Cię to zdziwi, ale nie uważam tak. Nam rodzice dawali szansę na realizowanie pasji i jakoś nigdy nie zawalaliśmy ani szkoły ani jakichś innych oczekiwań wobec nas. Cóż, trzeba umieć wypośrodkować swoje życie. Pamiętam jak zakładaliśmy zespół i część kumpli z innych kapel np. rezygnowała ze studiów, żeby grać metal... Ja się wtedy pukałem w głowę, bo muzyka jest pasją, nie zawodem. I wiesz... mając wykształcenie i potem dobrą pracę możesz sobie pozwolić na granie tego, co Ci się żywnie podoba. Dla mnie osobiście praca wcale nie jest jakimś smutnym obowiązkiem i karą, aby móc grać. Fajnie jest mieć i to i to.


Z drugiej strony metal często kojarzy się z buntem, a jego granie z odreagowywaniem agresji. Czy u was wyglądało to też w ten sposób?


Bunt na pewno. Ale to jest bunt wewnętrzny - kreatywny. To nie chęć wkurwienia kogoś lub mu czegoś udowodnienia. Bunt polega na ciągłym parciu do przodu w rozwijaniu muzyki w naszym przypadku. Nie jesteśmy osobami agresywnymi. Ludzie prawdziwą agresję rozładowują na siłowni albo po meczu z kumplami. A nam to nie jest potrzebne. Agresja w muzyce jest fajna, bo wiąże się po prostu z ekspresją - ale ona nie ma nic wspólnego z krzywdzeniem kogoś lub ranieniem. Bunt to, moim zdaniem, kwestia woli wyrazu dla artysty.


Pamiętam recenzje waszych pierwszych wydawnictw. Waszą muzykę określano wtedy jako "death metal". Czy faktycznie ten styl był wam bliski swego czasu?


Zdecydowanie tak! Jakby się zastanowić to death metal w zasadzie był powodem, dla którego zaczęliśmy poważniej się interesować muzyką - jej graniem. Wtedy ten gatunek dla nas to była mega świeżość i dynamika (śmiech). Chłonęliśmy wszystkie, magazyny, ziny, kasety, płyty, demówki (śmiech) W ramach hołdu dla tamtych czasów nagraliśmy materiał z projektem Angerpath. W 2008 roku amerykańska wytwórnia EPITOMITE PRODUCTIONS wydała naszą płytę. Zresztą polecam www.myspace.com/angerpath.


A jak obecnie odbierasz death metal. Wiesz, sam ostatnio puściłem sobie "Panzer Division…" Marduka, przed którą to płyta parę lat temu wręcz klękałem przy słuchaniu. Obecnie ta muzyka w ogóle nie robi na mnie wrażenia. Czy u Ciebie jest podobnie?


Jeśli o mnie chodzi bardzo lubię sobie odpalić przez nostalgię, gdy siedzimy z bratem popijając browara przed telewizorem np. stare płyty Morbid Angel, Broken Hope, Napalm Death, Pestilence, itp. Z obecnych kapel w tym gatunku dla mnie niekwestionowanym faworytem jest Decapitated. Bardzo lubię też Nile, Bloodbath czy Hate Eternal.


W końcu, po długich poszukiwaniach, znaleźliście sobie stałego basistę. Co takiego wniósł do zespołu Jarek, że postanowiliście przyjąć go na stałe do składu?


Jarek się po prostu zaangażował. Nie odgrywał tylko swoich partii, ale śmiało udzielał się w koncepcyjnych rozmowach i koncepcyjnych kłótniach dotyczących przyszłości kapeli - przynosił swoje pomysły, wkręcał nas na koncerty i promował we własnym zakresie. To bardzo zdolny młody człowiek.


Wniósł więc sporo entuzjazmu. A czy ty poczułeś kiedyś, że jesteś już zmęczony i znudzony graniem? Że nie chce ci się już organizować kolejnych koncertów, jechać kilkadziesiąt kilometrów, by zagrać przez pół godziny przed nie zawsze licznie zgromadzoną publiką, w zamian dostając najwyżej zwrot kosztów podróży i może małą pochwałę od jakiegoś fana po występie?


Dokładnie! Stary ja mam bardzo często mega zblaz przed koncertem szczególnie jak sala jest do dupy, jest zima, jestem niewyspany i zmęczony. W sercu obiecuję sobie, że to już koniec. A potem jak już schodzę ze sceny spocony to zawsze czuję radość z tego, że koncert się udał. I tak to się kręci. To jest hobby - nie należy za bardzo się wszystkim przejmować.


Ponoć przygotowujecie kolejny album. Możesz już coś powiedzieć o nowych numerach?


Chcemy nieco zmienić naszą muzykę. Po raz pierwszy szkielety utworów przynosimy wszyscy do obróbki, a nie  tylko ja i Staś, jak to było wcześniej. Mamy masę pomysłów, robimy sobie demówki, itp. Z tego co widzę utwory będą krótsze i bardziej jakby oparte na riffie. Tyle że sam riff będzie zdecydowanie dziwniejszy - bardziej dysharmoniczny i taki "anormalny". Materiał będzie też  dość połamany rytmicznie, ale ciągle melodyjny. I z tego co mogę powiedzieć skoncentrujemy się bardziej na wokalach i "uderzeniu".


Z reguły po takim pytaniu zblazowani "wypytywacze" zadają pytanie o studio nagraniowe - dlaczego to, a nie inne, itd. Mnie nie interesuję gdzie zespół nagrywa. Ba, może i to co powiem wyda się kontrowersyjne, ale uważam, że o wiele istotniejsza jest muzyka, a nie sound. W końcu można zabrzmieć może nawet i słabo za to zagrać w tak intrygujący sposób, że słuchacz i tak się zainteresuje.


Cóż żyjemy w czasach w których brzmienie nagrania jest bardzo ważne. Przede wszystkim wydawcy nie zwracają w ogóle uwagi na kiepsko nagrane materiały. Fani co innego. Ale faktem jest że jakość nagrania ma niestety ogromne znaczenie dla sukcesu kapeli. Teraz można się zastanowić ile kiepskich materiałów, a dobrze nagranych staje się popularnymi, a ile wartościowych przechodzi bez echa. Cóż może faktycznie lepiej dołożyć trochę na studio i nagrać sobie wszystko ładnie (śmiech).


W jednym z wywiadów zauważyłeś, że duży wpływ na wiele zespołów ma obecnie Meshuggah. Czy nie uważasz, że staje się to powoli nudne? Sam bardzo cenię Szwedów na niekonwencjonalne podejście do metalu i muzyki w ogóle. Obecnie jednak powstaje coraz więcej ich kopistów, którzy do swojej twórczości nie dodają prawie nic od siebie, garściami czerpiąc z ich twórczości. To niebezpieczna pułapka dla kapel…


Masz 100% racji. Mega mnie wkurwia kolejny projekt z gitarami zestrojonymi do F, nagranymi na tym samym presecie z PODA i garami z DRUMKITA - wszystko serio na jedno kopyto. To takie przykre. Co najbardziej boli to brzmienie wokalistów w tych kapelach. Meshuggah to zajebista kapela i sam jestem bardzo nimi zainspirowany, ale znam co najmniej 100000000 kapel, którymi można się równie mocno inspirować. Dodając do tego jeszcze choćby promil od siebie można serio stworzyć coś fajnego (śmiech).


Wspomniałeś kiedyś, że twoje teksty są o "osamotnieniu człowieka". Czy więc twórczość artystyczna jest pewnym lekarstwem na tego typu bóle egzystencjonalne?


Wtedy, gdy pisałem o takich rzeczach tak mi się zdawało. Powiem Ci szczerze że uważam że twórczość artystyczna ma przede wszystkim dawać upust emocjom. Zarówno takim właśnie złym i jak i tym dobrym - ale zawsze uczuciom poruszającym i szczerym. Co więcej, twórczość ma być takim "wentylem bezpieczeństwa" zarówno dla odbiorcy jak i dla twórcy. Sztuka to forum - gdzie można WSZYSTKO, bo jest nierzeczywista. Ale czy jest lekarstwem? Raczej typu placebo... Obecnie wole pisać w sposób nieco cieplejszy, bardziej nostalgiczny i chyba pozytywniejszy (śmiech).


Odzwierciedla to też okładka waszej ostatniej dotychczas płyty, "Child of Sun". Jest to obrazek dość odstający od typowych frontów, zdobiących metalowe albumu.


Właśnie! Chciałem aby z obrazka emanowało ciepło - takie jakie czułeś będąc dzieckiem podczas dalekich słonecznych wakacji. Coś beztroskiego i przepełniającego radością. Okładka jest także nieodłącznym elementem całości klimatu płyty.


Co jest dla ciebie bardziej osobiste i intymne - muzyka czy teksty?


Widzisz, uważam, że zarówno muzyka jak i teksty stanowią całość. Akurat to co robię w NeWBReeD jest bardzo intymne - bo jest szczere. Wierze także, że ta sfera intymności do której (mam nadzieje) wpuszczam słuchacza sprawi, że każdy odnajdzie tam cząstkę siebie. To takie moje dziecięce wręcz marzenie. Nie piszę w sposób bezpośredni - myślę że każdy może "dostroić" swoje życie do tych tekstów i tak samo do muzyki. Wierzę głęboko że nie tworzymy dla jednego kręgu odbiorów, a dla całego spektrum.


Pomimo młodego wieku można was uznać za niezwykle płodnych muzyków. Ile właściwie macie projektów i zespołów oprócz NeWBReed?


Nie wiem (śmiech). Na pewno ważny jest Egoist - solowy projekt Stasia (www.myspace.com/egoistpoland) i Angerpath (www.myspace.com/angerpath), gdzie gram ja, Staś i Szymon z NeWBReeD. Oprócz tego grywaliśmy w Dream System - w  2005 r. Foreshadow Music wydało nasz debiutancki album, "Brutally Awful Coffee" (http://www.myspace.com/brutallyawfulcoffee). Jarek jest mózgiem zespołu Terapia i gra tam razem z Szymonem z NeWBReeD (http://www.myspace.com/terapiapoland).


Obecnie kmini także coś z projektem Acid Designer... i to z istotniejszych tyle chyba. Poza tym każdy się wygłupia - coś tam dogrywa, nagrywa albo brzdąka w bandach, które zagrają jeden-dwa koncerty i dają sobie spokój (śmiech).


Jacek Walewski
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie