Proza: Kupiłem radio z UKF-em za pierwsze, zarobione przy układaniu desek w tartaku pieniądze i zauważyłem ze obok "Powtórki z rozrywki" są audycje muzyczne. Był rok 1979. Miałem 14 lat. Potem goniłem ze szkoły, żeby ich posłuchać i w wielkim podekscytowaniu nagrywać na szpulowy ZK 147 (bo nie wiedzieć czemu, w swojej naiwności, uznałem, że kaseciaki - to przejściowa moda). Tak zaczęła się wieloletnia przygoda z "Trójką" i tym co nadawała.
To była wielka miłość. Stąd znałem na pamięć Pink Floydów, Zeppelinów, Hendrixa, King Crimson, wyrywkowo Black Sabbath, Cream, Zappę. Z podwórka przyszli Sex Pistols i Bob Marley. I tak się plotło do listy przebojów Niedźwiedzkiego, bo i tam zapuszczałem żurawia. Choć z tych czasów w sercu pozostało niewiele. Firlej sprawił, że z amatora muzyki szybko musiałem stać się organizatorem muzycznych imprez. To przejście okazało się jednak dosyć bezbolesne. Wprawdzie nie mam fanowskiego zacięcia, ale za to bardzo je szanuję i staram się korzystać z wiedzy rozentuzjazmowanych melomanów.