Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Robert Chmielewski i Tomek Jurek

Robert Chmielewski i Tomek Jurek

Asymmetry Festival urasta w naszym kraju do rangi jednej z najważniejszych imprez muzycznych. Działalność Roberta Chmielewskiego i Tomka Jurka oraz całej ekipy Firleja ostatnio doceniły nawet media w ogóle nie związane z ciężkim graniem. Z dwoma liderami firlejowskiej ekipy udało nam się porozmawiać zarówno o festiwalu jak i na tematy tylko pośrednio z nim związane.

Zacznijmy może od tego jak zaczęła się wasza fascynacja muzyką.


Proza: Kupiłem radio z UKF-em za pierwsze, zarobione przy układaniu desek w tartaku pieniądze i zauważyłem ze obok "Powtórki z rozrywki" są audycje muzyczne. Był rok 1979. Miałem 14 lat.  Potem goniłem ze szkoły, żeby ich posłuchać i  w wielkim podekscytowaniu nagrywać na szpulowy ZK 147 (bo nie wiedzieć czemu, w swojej naiwności, uznałem, że kaseciaki - to przejściowa moda). Tak zaczęła się wieloletnia przygoda z "Trójką" i tym co nadawała.


To była wielka miłość. Stąd znałem na pamięć Pink Floydów, Zeppelinów, Hendrixa, King Crimson, wyrywkowo Black Sabbath, Cream, Zappę. Z podwórka przyszli Sex Pistols i Bob Marley. I tak się plotło do listy przebojów Niedźwiedzkiego, bo i tam zapuszczałem żurawia. Choć z tych czasów w sercu pozostało niewiele. Firlej sprawił, że z amatora muzyki szybko musiałem stać się organizatorem muzycznych imprez. To przejście okazało się jednak dosyć bezbolesne. Wprawdzie nie mam fanowskiego zacięcia, ale za to bardzo je szanuję i staram się korzystać z wiedzy rozentuzjazmowanych melomanów.


To było bardzo dawno. Najpierw starsi znajomi z ich metalem z naszywkami, potem coraz więcej szukania samemu. Jeszcze pod koniec podstawówki, poznałem dużo kaset z rzeczami, które słucham do dziś, jak Kyuss, Tool, Helmet, Quicksand. No i z czasem coraz więcej, coraz szerzej. Muzyka to taka "rzecz", która towarzyszy większości osób, na co dzień. Jedni traktują ją tylko jako tło, inni jako ważny element życia. Sam pewnym momencie odkryłem, że mam problem z rozróżnieniem czy to dalej hobby czy już praca.


A czym jest dla was obu muzyka? To że nie jest "tłem" do codziennych zajęć już wiemy. Niektórzy traktują ją jako pewną… terapię. Dźwięki nieraz pozwalają nam w wyzwalaniu skrywanych emocji, czy to podczas koncertów czy w czasie sesji domowych…


Dla mnie muzyka to po prostu forma sztuki, wyrażanie siebie, swoich emocji i poglądów w jedyny i niepowtarzalny sposób, przy pomocy pewnych estetycznych konwencji. Często używam określenia kultura muzyczna, to stąd chyba takie definiujące  wyrażenia.  Sorry tak wyszło. Sam uważam się za człowieka kultury, a więc muzyka to także moja przestrzeń. Płynie w moich żyłach: jak teatr, malarstwo, taniec i oglądanie chmur na niebie.


Ciężko to dokładnie opisać, bo nie zastanawiałem się nad tym. Pewnie bym bez niej nie umarł, ale po prostu czuję się dziwnie jak jestem gdzieś, gdzie jej nie ma.


Nie sądzicie, że zespoły pokroju Neurosis, Isis czy Minsk pozbawiły w końcu metal towarzyszącego mu kiczu?


Święte słowa. Faceci w rajtuzach, z tlenionymi blond grzywami, sadzący solówki jakby robili na drutach szalik, którzy wyrośli z pierwszej fali heavy metalu i sparodiowali protoplastów z lat siedemdziesiątych - to był obciach. Mam wrażenie, że chodziło im tylko o stadionowy poklask. Ale nie wątpię, że taka moda jeszcze wróci. Neurosis przy nich to, jeśli nie intelektualiści to, co najmniej wojownicy lepszej sprawy.


Nie jestem pewny czy kicz jest zły ani czy Neurosis itp. to metal. Teraz to już nie ma dla mnie znaczenia, a czasy się zmieniają. Fakt. Coś, co było mroczne 10 lat temu, teraz bywa zabawne. Po prostu w tego typu muzyce mniejsza ilość wykonawców przywiązuje uwagę do specyficznego, doprecyzowanego image’u. Koncert można odbierać na różnych płaszczyznach sztuki, w tym wizualnej i muzycznej. Czasem istotna jest tylko muzyka, ale dodatki często wzmacniają przekaz.


I tu pytanie o wartościowanie tego, co jest kiczowate, a co nie. Czy strój sprzedawcy od ryb z Asterixa u basisty Sleepytime Gorilla Musem jest lepszy niż stylowe wdzianka Manowar. Czy jeleń/łoś w wizualizacjach Josha Grahama jest fajniejszy od pirotechnki np. na koncertach Kiss. Albo co fajniejsze - fryzura Devina Townsenda czy dziwna dziara perkusisty Minsk.


Skąd w ogóle pomysł na organizowanie koncertów? Niewielu fanów muzyki decyduje się na wspieranie swoich idoli w taki sposób, wymagający przecież nie tylko dużo pracy, ale i pieniędzy.


Firlej to instytucja kultury. Robimy koncerty tak jak MPK wozi ludzi tramwajami. Zarabiamy pieniądze wynajmując salę, dostajemy co miesiąc dotacje. Dzięki temu możemy realizować swoją misje. I raczej nie jest to misja fanowska - że robimy tylko to co lubimy. Robimy to co lubią fani.


Bo to jest fajne. Można marudzić, że ktoś/ coś omija nasz kraj, a można po prostu wysłać mail i coś z tym spróbować zrobić dla siebie i nie tylko.


Jakim powodzeniem cieszą się więc koncerty w Firleju? Mike z Rosetty, z którym niedawno przeprowadzałem wywiad, był zachwycony występem u was. Ile jednak osób średnio przychodzi na organizowane przez was koncerty?


Do Firleja wchodzi maks. 350 osób nie dlatego, że tyle jestem w stanie upchnąć kolanem, tylko dlatego, że to przyzwoitość nakazuje, żeby widzowie mieli odrobinę komfortu. Średnio? No to średnio, są koncerty dla czterdziestu osób i wtedy mamy komplet, są takie gdzie wiemy, że dany artysta nie ściągnie do nas nikogo z Polski i wtedy na sali jest 200 osób z Wrocławia, są takie dla 350 i biletów brak. Jak na Cult of Luna, albo Helmet, albo Dalek. W ogóle Firlej to średni klub - jeśli chodzi o pojemność rzecz jasna.


To już bardziej pytanie do Roberta, sam bywam na większości koncertów w tym miejscu, ale nie mam aż takiej skali porównania jak on. Ogólnie bywa z tym naprawdę bardzo, bardzo różnie.


Robercie, ponoć najmilej wspominasz koncert Jarboe z zeszłego roku. Jakie jeszcze grupy, które zaprosiliście, wywarły na was największe wrażenie?


Jestem wielkim fanem Fishbone, jeśli tylko wybiorą inny termin przyjazdu niż  Święto Matki Boskiej Zielnej z pewnością zaproszę ich do Firleja. Wprost potworne wrażenie wywarł na mnie koncert AmenRa, jakieś dwa lata temu. Nie mogłem się długo po nim otrząsnąć, a wytrzymałem na sali dziesięć minut- tak się przestraszyłem. Ale to był powód , żeby zaprosić ich powtórnie i zweryfikować- czy jestem, aż takim tchórzem.


Wychodzi na to, że są projekty do których muszę się dłużej przekonywać niż np. do Mitch&Mitch. Teraz czekam na ich kolejny gig . Podobnie jak na Isis, Cult of Lunę,  Zu czy jazzowy The Thing. Z kolei hiphopowy Dalek, jak sadzę,  w ciemno bookuje Firlej jako stałe miejsce ich kolejnej europejskiej trasy. Podobnie Mińsk, Baroness czy Ufomammut


Dlaczego zrezygnowałeś z tworzenia swojego blogu? Od października nie ma tam żadnego wpisu…


Blog jest dobry kiedy ma się dobry humor, w momencie zawirowań, rozczarowań i wyczekiwania lepszych czasów nie powinienem zarzucać kogokolwiek swoimi bolączkami. A te są na tyle dojmujące, że postanowiłem się powstrzymać, żeby nie być postrzegany jako totalny ponurak. Nie chce marudzić po prostu. I to publicznie.


Dzięki swojej działalności mieliście możliwość poznania wielu członków zespołów, których słuchacie. Czy zdarzyło się wam rozczarować jakimś muzykiem, który np. okazał się nadętym gwiazdorem?


O tak, wielokrotnie. Ale o tym sza.


To zdarza się bardzo rzadko i wolę tego jednoznacznie nie oceniać. Życie na trasie bywa męczące, więc ciężko być super miłym przez 2/3 tygodnie takiej zabawy. Zdecydowana większość muzyków to jednak fajni ludzie.


Zapewne zauważacie istotne zmiany gustów wśród polskiej publiczności. Podczas gdy w latach 80. i na początku 90. fani szerokorozumianej muzyki rockowej dzielili się m.in. na metalowców, depeszów czy punkowców, obecnie nie dziwi już nikogo przyznanie się do fascynacji jednocześnie Neurosis i Dalekiem…

 
Odnoszę wrażenie, że tak jest tylko tam gdzie miejsce-klub gwarantuje jakość artystycznych prezentacji. Wtedy publiczność, nie marudzi, że coś nie jest ich muzą tylko z ciekawością przychodzi odnaleźć nowe brzmienia.


Nie patrzę na muzykę przez pryzmat jakiejś lokalnej, narodowej publiczności. A sama muzyka też wciąż się rozwija, eksperymentuje, poszukuje. Wciąż jest dużo osób które słucha tylko hard- core czy black metalu. Inni sprawdzają więcej możliwości. To Internet wszystko zmienił. Czy na lepsze czy gorsze, zdania są podzielone. Łatwość dostępu, daje większe możliwości poznania oraz większą ilość krytyków, czy osób, które mówią ci co masz słuchać, a na jakie koncerty nie chodzić. A wszystko to już indywidualna sprawa, ja sam jestem zadowolony z możliwości wyboru.


Tak, wzrost zainteresowania polskiej publiki trudniejszą w odbiorze muzyką jest jednak zauważalny. Ludzie coraz odważniej sięgają po coraz nowsze dla nich brzmienia, stale poszukują czegoś nowego. Jak myślicie skąd się to bierze? Znudzenie papką, jaką karmią nas media?


Świat się zmniejszył to cała tajemnica.


Dokładnie to, obecnie jest łatwiej słuchać/ sprawdzać skrajnie różne dźwięki.


Robercie, powiedz może coś o swojej pracy w jednym z popularnych swego czasu reality-show. Dlaczego zdecydowałeś się na to przedsięwzięcie? W jego wyniku zresztą media męczą nas teraz Dodą (śmiech).


Z głodu, bezrobocia, chęci poznania fabryki śmiechu. A z Dodą to nie przesadzaj - zapewniam, że mogłem was wszystkich gorzej urządzić. Materiału były całe góry. A Dorota jak chce to śpiewa, a nie tylko się lansuje. Zapewniam. No i w swojej klasie jest bezkonkurencyjna. Nie chwaląc się, jam to sprawił (śmiech) z niewielką pomocą przyjaciół.


Czy wybieracie zespoły na Asymmetry według jakiegoś klucza? Kierujecie się tylko i wyłącznie swoim gustem, czy też może swoich najbliższych współpracowników?


Wybieram już wybrane. Tomasz podsuwa mi swoje typy (to on jest znawcą tematu) ja tylko robię ostateczną, mocno przedyskutowana z nim selekcję. Klucz jest prosty: innowacyjność brzmienia, energia zawarta w muzyce i prawda przekazu. Tu nie ma miejsca na miękką grę. Nie zapraszamy artystów, których twórczość wchodzi miękko nie przerywając snu.


Zapraszamy tych, którzy mają do zaprezentowania różnorodność stylistyczną. Jeśli do czegoś nawiązują to po to, aby świadomie rozwinąć. Jeśli śpiewają to z głębokości ludzkiego bytu, jeśli nie chcą to po prostu tego nie robią. Jeśli chcą powtórzeń to powtarzają jak mantrę. Jeśli mają ochotę grać długie kompozycie, to nie skracają ich na potrzeby listy przebojów. I tak dalej. To w ogóle nie przebojowa i nie sprzedażna muza. Publiczność to kocha, bo czuje wyjątkową wartość i niepowtarzalność przekazu. Po prostu szpadel głębiej.


Słuchanie, szukanie, i rozmowy. Wciąż nie wiem, jaki jest ostateczny klucz do budowy lineupu. Wpływ na to ma wiele rzeczy. Na początku przeglądam swoje półki z płytami, co jeszcze nie było w Polsce, a w końcu powinno dojechać. Sprawdzam też nowe rzeczy, które zostały wysłane lub ktoś polecił. Do tego wieczne szukanie i rozmowy w pubie, na koncercie czy choćby na facebooku. Sporo osób podpowiada, daje znać, co ciekawego dzieje się na ich lokalnej scenie. I znowu powraca Internet, który cały proces bardzo przyśpiesza.


Ciekawym pomysłem okazało się zorganizowanie konkursu Neuro Music. Tu działa dość ostra selekcja…


To nie do końca tak. Każdy konkurs związany ze sztuką musi być subiektywny. A w naszym przypadku są aż 3 etapy selekcji, każdy polegający na innych motywach wyboru.


Kto jest ojcem sukcesu Asymmetry Festivalu? Jak to w takich przypadkach bywa impreza spotkała się z dużym zainteresowaniem, dzięki wsparciu dziennikarzy i innych waszych współpracowników. Może korzystając z okazji, wymieńcie osoby, które wam pomogły i pomagają nadal.


Ten festiwal ma dwóch ojców. Ot, ciekawostka przyrodnicza, godna osobnych badań. A jego sukces, jeśli jest faktycznie, to już wieloraki proces. A pomogło nam wiele osób współpracujących z nami na koleżeńskich warunkach. Mikołaj, Romek, Redakcja Gitarzysty jest nam bardzo życzliwa od początku. Ekipa Firleja: Asia, Ola, Michał jeden, Michał drugi, Krzysiek. W necie siedzą przyczajeni towarzysze. Tomek jako ojciec ma pewnie listę bookingowców ze świata.


To jest praca zespołowa, zarówno jeśli chodzi o pomysły i idee jak i realną pracę przez co to "coś" nabiera fizycznego kształtu. Lista była by za długa i pewnie mógłbym kogoś pominąć, a nam wystarczy, że te osoby wiedzą, że są bardzo ważne dla całości festiwalu Asymmetry.


Zapewne zarówno na pierwsza jak i drugą edycję nie udało się Wam zaprosić wszystkich zespołów, jakie zamierzaliście. Okazja zobaczenia jakich kapel ominęła polskich fanów?


A to już pytanie do Tomka, ponieważ jest to litania pobożnych życzeń.


Tu nie ma co podawać, bo potem nie będzie niespodzianek, jeśli zdecydujemy robić kolejne edycje. Jest chyba tylko jeden zespół,  który chciałbym by zagrał, ale jest to obecnie nie możliwe bo przestali grać. Jeśli jednak zdecydują się na nowo, to bardzo będę się starał by Unsane, zagrało w Firleju. Ogólnie prawie 100% składu jest, jaka jest bo to my się odezwaliśmy do danego zespołu czy wykonawcy. A praktycznie wszyscy, kogo my chcemy, chcą również tu zagrać. Co nie wyszło na Asy1, jest w po części na Asy2. Co się nie zmieściło na Asy2 zagra na Asy3…


Jacek Walewski
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie