Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Ben Weinman (The Dillinger Escape Plan)

Ben Weinman (The Dillinger Escape Plan)

Już za chwilę, już za moment, za zakrętem czai się nowa płyta The Dillinger Escape Plan "Option Paralysis". Rozmowę z Benem Weinmanem można podsumować krótko: kocha Polskę, nie cierpi reguł w metalu, a muzyka to biznes, co on ma głęboko w...

Witam, na początek spytam jakie macie wrażenia z koncertu na Knock Out Festival z Krakowa z Polski z zeszłego roku?


A byłeś tam?


No niestety nie... Ale wiem z dobrych źródeł, że mieliście doskonałe przyjęcie.


O tak, przyjęcie było bardzo entuzjastyczne. Graliśmy w paru miejscach w Europie i Polska na tym tle wypadła bardzo fajnie. Duży tłum, bardzo pozytywnie reagujący, energetyczny i doceniający muzykę.


Polska publika potrafi docenić gdy zjawia się gość z najwyższej półki.


Tak, absolutnie mam takie samo odczucie. Z tego co pamiętam jeszcze z Knock Out to to, że był wtedy bardzo upalny dzień. Weszliśmy na scenę, a tutaj w tym upale tłum reagujący tak fantastycznie... To jeszcze dodało nam energii.


Więc wrażenia z kraju Lecha pozytywne.


Definitywnie!


A powiedz, jaka będzie płyta "Option Paralysis"? Będzie więcej utworów jak "Farewell, Mona Lisa"? Przyznam, że ten kawałek po prostu niszczy!


O tak, niszczy to dobre określenie, dlatego wybraliśmy ten kawałek na singla. Jest też bardzo reprezentatywny dla całej płyty. Każdy utwór na nowym albumie jest właściwie różny, ale ten jeden świetnie reprezentuje gdzie doszliśmy jako muzycy i czym jest "Option Paralysis".


Jak powstawał "Option Paralysis"?


Cóż, to był pierwszy album, który nagraliśmy "na raz". W przeszłości nagrywaliśmy część nowych pomysłów, obmyślaliśmy dalsze utwory i ponownie uderzaliśmy do studia. Tym razem nagraliśmy wszystko od razu, co czyni z "Option Paralysis" najszybciej nagraną przez Dillinger płytę. Wynika to z tego, że z albumu na album czuliśmy się coraz mocniejsi w tym co robimy. I cieszymy się, że okazało się, że mieliśmy rację i jesteśmy naprawdę jako zespół w bardzo dogodnym dla nas punkcie. Duża zasługa w tym Billy'ego, który jest bardzo energetycznym perkusistą. Oprócz tego jest bardzo głodny grania. Wyniósł zespół na całkiem nowy poziom. Wokół nagrywania nowej płyty było ogólnie mówiąc bardzo dużo pozytywnej energii.


Wspomniałeś przed chwilą o Billym Rymerze. Jak na niego trafiliście?


Przesłuchiwaliśmy mnóstwo perkusistów. Trafialiśmy na naprawdę świetnych ludzi. Było mnóstwo bardzo technicznych perkusistów na przesłuchaniach, bardzo wkręconych w Dillinger, ale czegoś nam w nich brakowało. Billy był ostatnim z przesłuchiwanych przez nas perkusistów. Co ciekawe nie znał materiału Dillinger za dobrze, ale poczuliśmy "to coś". Wiedzieliśmy że ma odpowiednie nastawienie by być w Dillingerze. Minęło parę miesięcy i okazało się, że dokonaliśmy słusznego wyboru, świetnie wpasował się w zespół i przyniósł wiele pozytywnej energii.


Czy czuliście presję nagrywając nową płytę, wszak jesteście wymieniani jako ścisła czołówka metalowej awangardy?


Czujemy tylko presję, która pochodzi od nas samych. Nie myślimy za bardzo co inni chcą usłyszeć na naszych płytach. Nie zrozum mnie źle, że ignorujemy fanów... Gdy zaczynaliśmy jako kapela nikt o nas nie słyszał, nie mieliśmy ani jednego fana, bo nie graliśmy muzyki, która mogła dotrzeć do masowego odbiorcy. Wtedy w tych ciężkich czasach postanowiliśmy, że będziemy jednak nagrywać to co my chcemy, ciężką pracą zdobędziemy uwagę. I to już w nas zostało. Nie staramy się myśleć co ludzie od nas oczekują. Staramy się po prostu pchnąć samych siebie jako artystów na wyższy poziom i jesteśmy dla siebie najbardziej surowymi krytykami.


Czemu nie wydawaliście dużej płyty przez 3 lata? Problemy ze składem czy po prostu takie tempo pracy?


Po każdej kolejnej płycie czuję, że po prostu nie mogę nagrać już następnej, bo wydaje mi się, że formuła Dillingera się wypaliła. Dajemy z siebie za każdym razem tak dużo, że po każdym albumie myślimy, że to już nasz ostatni, nic więcej jako zespół nie możemy już stworzyć. Ale zawsze potem na koncertach przychodzi taka radość z grania, a gdy są pozytywne emocje, przychodzą pomysły. Na koncertach przypominamy sobie jak ważne jest by wciąż być kreatywnym. Dlatego dla nas jako kapeli koncerty są bardzo ważne.


Z tej miłości do koncertów to słyszałem, że zanosi się w tym roku na DVD? Jakieś szczegóły?


Tak, pracujemy nad nim już od jakiegoś czasu. To będzie DVD zawierające wczesne materiały z początków działalności zespołu. Jestem jedynym człowiekiem, który pozostał z oryginalnego składu, więc pomyślałem, że dla nowych członków kapeli ważne będzie, żeby zobaczyli skąd przyszedł Dillinger. DVD na pewno będzie interesujące.


Wspomniałeś o tym, że pozostałeś jedynym członkiem oryginalnego składu zespołu... Jesteś dyktatorem czy panuje u was demokracja podczas komponowania?


Pisanie utworu to długi proces i każdy odgrywa w nim swoją rolę. Dlatego też jako zespół czujemy się pewniej i ostatnio tworzymy szybciej. Pozostaję wciąż głównym twórcą materiału, wszak jestem jedynym człowiekiem, który ciągnął zespół dalej podczas licznych zmian składu. Mam swoją wizję czym ma być ten zespół. Ale obecni członkowie kapeli bardzo mocno mnie inspirowali, próbowaliśmy razem nowych rzeczy. Praca z chłopakami jest bardzo ekscytująca, bo wydają się zdolni do zagrania po prostu wszystkiego!


Ćwiczysz na instrumencie w jakiś specjalny sposób? Czy po prostu zawarłeś pakt z diabłem, żeby zdradził ci jak tworzyć nową jakość w muzyce?


Wiesz, ja tak naprawdę wiele nie ćwiczę... Nigdy nie chciałem zostać najlepszym gitarzystą na świecie. Ja po prostu chciałem znaleźć się w świetnej kapeli. Kocham grać muzykę, kocham tworzyć muzykę. I po prostu ją gram, z serca.


Czemu zmieniliście wydawcę z Relapse na Season of Mist?


Relapse wspierał nas przez większość naszej kariery. To było świetne doświadczenie. Mieli mnóstwo dobrych kapel, działali na bardzo wysokim poziomie. Było tam bardzo fajnie. Ale mimo tych wszystkich zalet, wciąż nie mieliśmy z nimi podpisanego tradycyjnego "dealu". Biznesowo trochę nasze interesy się żarły. Gdy zostaliśmy wolni z wszystkich zobligowań wobec Relapse po prostu zaczęliśmy szukać kogoś kto zaoferuje nam kontrakt.


Chcieliśmy znaleźć kogoś, kto nie będzie bał się tego, że Dillinger może się zmienić. Którzy, gdyby muzyka się zmieniła, dalej by nas wspierali. Chcieliśmy móc dalej być kreatywni, tworzyć to co chcemy. Rozmawialiśmy z paroma wydawcami, ale Season wydawał się najlepiej rozumieć czym chcemy być jako zespół. Stworzyli dla nas bardzo komfortowe warunki.


A teraz czas na kącik filozoficzny. Nie uważasz, że niedawny boom na pokręcone granie już minął? Converge czy Meshuggah wciąż nagrywają płyty na poziomie, ale nie przykuwają już takiej uwagi metalowych mediów jak kiedyś. Jak myślisz czym to jest spowodowane?


Metal się skomercjalizował. Kiedy zaczynałem słuchać metalu strasznie podobało mi się to, że była to najbardziej ekstremalna, brutalna muzyka. Metal wywoływał niepokój i był... bardzo dziwaczny (śmiech). Był bardziej nieprzewidywalny od tego co słyszałem w radio. Ale teraz... no cóż... żeby grać metal, musisz grać według sprawdzonych formuł. Inaczej nie jesteś "prawdziwym metalem". Pomysłowość nie jest już wymagana...


Dla mnie true metalowi są ci, których inspiruje duch wczesnych metalowych kapel, takich jak Napalm Death. Dla mnie byli strasznie ekscytujący. Gdy zaczynali mało kto ich akceptował... Dzisiaj po prostu metal jest częścią komercyjnej machiny jak wszystkie inne gatunki muzyczne. Wydawcy chcą sprzedawać swoje magazyny, a metalowe magazyny nie różnią się w tym od innych czasopism. A jeśli jest zespół, który próbuje nowych rzeczy i nie jest akceptowany... cóż, trzeba trafić do sporego grona odbiorców mass mediów. Metalowe media wolą promować siebie większymi nazwami, po prostu. To biznes.


A czego ty obecnie słuchasz?


Sporo undergroundu. Dużo słucham ostatnio punk rocka. Tworzą te punkowe kapele nieomal death metalową moc. Wiesz, gdy byłem młody jarałem się Carcass, Morbid Angel, Deicide czy Napalm Death - dlatego właśnie, że tworzyły bardzo mocarną muzykę. Dzisiaj dla mnie takim czymś jest punk. A gdy chcę wrócić do czegoś "heavy" słucham właśnie tych starych wymienionych przeze mnie przed chwilą kapel. Wiem, że zespoły te miały właściwego ducha. Oprócz tego słucham dużo Davida Bowie, stworzył on wiele ważnej muzyki.


Jak współpracowało się w 2002 roku z Mikiem Pattonem? Jest jakaś szansa na powtórzenie współpracy z nim w przyszłości?


Byliśmy na początku kariery a on nas zaakceptował, co było dla nas czymś wielkim. Był on dla nas przykładem kogoś, kto rozwija się jako artysta w sposób właściwy. Chodzi mi o to, że w każdym projekcie robił co chciał a fani wciąż szaleli na jego punkcie. On jest w takim punkcie, że może robić co chce, świetnie bawi się byciem muzykiem. A ludzie to akceptują. To jest wolność. To był niesamowity zaszczyt móc z nim pracować. I kto wie co przyniesie przyszłość... Ciągle jestem z nim w kontakcie, rozmawiamy dość często. Jeśli będą jakieś sensowne pomysły, to może znów nastąpi kolaboracja, kto wie.


Na to pytanie zapewne odpowiadałeś już setki razy, ale czemu nazwa waszego zespołu pochodzi od nazwiska przestępcy?


Nie ma w tym jakiejś głębszej historii tak naprawdę... Zaczęliśmy grać koncerty a nie mieliśmy wciąż nawet nazwy kapeli... Zaczęli nam więc mówić: "Potrzebujecie nazwy, żeby móc reklamować występy". Któryś z nas akurat wtedy zachwycił się dokumentem o Johnie Dillingerze, który leciał w telewizji. Wszystkie zespoły miały wtedy krótkie nazwy, a my stwierdziliśmy, że mamy to gdzieś. Tak nam się spodobała ta wielka ucieczka Dillingera, że postanowiliśmy tak nazwać zespół, mimo iż mówiono nam, że to za długi szyld i nie jest chwytliwy. Ot, cała historia.


Ostatnie słowa zostawiam dla ciebie.


Teraz zagramy w paru miastach w Europie, ale po wydaniu płyty na pewno ruszymy na koncertową ofensywę. Definitywnie wrócimy do Polski! Naprawdę pokochałem wasz kraj, rok temu tak jak już wspominałem było niesamowicie. W Ameryce tak naprawdę niewiele mówi się o Polsce, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, a tu takie przyjęcie ze strony publiki... Niesamowite! Niedługo nawet chcę odwiedzić wasz kraj, po prostu go zwiedzić, obejrzeć. A tymczasem wypatrujcie dat koncertów!


Grzegorz Żurek
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie