Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Stona (Gallileous)

Stona (Gallileous)

Polska doom metalem raczej nie stoi, tym bardziej więc warto wspierać takie kapele jak wodzisławski Gallileous. Zwłaszcza, jeśli tworzy swoje dźwięki na tak wysokim poziomie. Wprawdzie niezwykle skromny Stona próbował w tym temacie nieco polemizować, ja jednak wiem swoje.

Jak to jest grać w Polsce doom metal? Chyba trudno wyobrazić sobie bardziej niszową w naszym kraju odmianę ciężkiego grania.


Cześć! A gramy doom metal? (śmiech). Zapewne sytuacja nie zmieniłaby się, gdybyśmy żyli w innym kraju czy na innym kontynencie. Może gdzieś jest bardziej popularny, w co osobiście wątpię, ale i tak ginie pod ciężarem innych gatunków. Gramy to, co lubimy. Jedno w Polsce jest pewne - łatwo można stać się legendą czy pionierem tego gatunku (śmiech). A tak na poważnie to powszechnie wiadomo, że co rusz obrywamy za leniwe tempa, brud i beznadzieję, a "nie odpowiadamy tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz"!


Zaryzykuję tezę (bez wazeliniarstwa (śmiech)), że robicie to najlepiej w Polsce. Zgadzasz się?


Ze względu na stosunek do samego siebie, chyba nigdy nie przeszłoby mi to przez usta. Obiektywnie trzeba rzec, że jest kilka dobrych doom metalowych kapel na naszej rodzimej szarzyźnie, częstokroć przewyższających nas zarówno umiejętnościami jak i realizacją nagrań (nie mówiąc już o popularności). Sam osobiście chyba najbardziej cenię Nightly Gale, który płytą "Imprint" po prostu mnie zmiażdżył! Czekam na ich koncerty!

 
W wywiadach odżegnujecie się od określania swojej twórczości jako funeral doom. Rozumiem, że bliższe jest Wam podejście do tworzenia muzyki, prezentowane np. przez Pantheist, który rozszerza do granic możliwości ramy tej stylistyki?


Czy słuchając "Equideus" czy nawet wcześniejszego naszego albumu "Ego Sum Censore Deuum" przychodzą Ci skojarzenia ze Skepticism, Esoteric czy Evoken? Cała ta typologia wzięła się stąd, że startowaliśmy z takimi kapelami jak Thergothon, Skepticism czy Unholy, ale to, co obecnie prezentujemy nie ma moim zdaniem nic wspólnego z Funeral Doom Metalem. Nawet, gdy nagrywaliśmy "Passio Et Mors" mówiło się po prostu Doom Metal czy Death/Doom.


Obecnie zespół tworzą osobistości nurkujące w bezgranicznych głębiach różnorodności muzycznej, a Gallileous jest tego oczywistą wypadkową. Bliższe jest nam granie tego, co czujemy niż tego czego oczekuje od nas szufladka Funeral Doom. Pewnie każdy z nas ma inną wizję tej muzyki, dla mnie jest to skrzyżowanie nowojorskich minimalistów z krautrockiem.


No właśnie, zaczynaliście mniej więcej w tym samym czasie co Unholy, Thergothon, Skepticism, Winter czy Disembowelment. Zastanawiałeś się kiedyś, gdzie bylibyście dzisiaj, gdyby nie 14-lenia przerwa, jaką sobie sprawiliście? Nie miałem przyjemności słyszeć waszego pierwszego demo, ale na "Passio et Mors..." jest wyraźny potencjał. Może po tylu latach bylibyście teraz legendą, kultem i czym tam jeszcze.  


Faktem jest, że w czasie zakończenia naszej działalności gdzieś w połowie lat 90-tych naprawdę mieliśmy pojechane pomysły. Chcieliśmy biegać po lasach, nagrywać odgłosy natury, tworzyć muzyczne opowiadania... Kto wie może jak Popol Vuh robilibyśmy dziś muzykę filmową dla jakiegoś polskiego Herzoga? Prawda jest jedna. Zespół wtedy umarł, a rozmowa o tym "co by było gdyby" jest jedynie pustym gdybaniem.


Tak czy owak wznowione na CD w 2008 przez Redrum666 "Passio et Mors..." de facto zainicjowało powrót Gallileous na scenę, chociaż teraz gracie inaczej. Co myślisz dzisiaj o tamtym materiale i czemu do wersji kompaktowej nie dorzuciliście "Doomsday"?


W pewnym sensie było to spełnieniem marzeń sprzed lat. Obecnie czujemy olbrzymi dystans do "Passio Et Mors" i kompletnie nie spodziewaliśmy się, że po latach będzie takim odkryciem. A dlaczego nie dodaliśmy do wznowienia naszego pierwszego dema? Hmm... posłuchaj "Doomsday", wtedy pogadamy (śmiech), a z drugiej strony nie byłoby to już "Passio Et Mors", a jedynie jakiś zlepek demówek. Jednak przywiązanie Mirka do czasów pierwszego dema było na tyle silne, że dało pomysł na ponowne nagranie po latach utworu "Gallileous" na "Ego Sum Censore Deuum".


Wydanie debiutu poprzedził internetowy singiel "Unholy Grail". Skąd taki pomysł?


W czasie, kiedy czekaliśmy na wydanie płyty przez Foreshadow, weszliśmy do studia, aby zarejestrować cover Rotting Christ na jakąś grecką składankę, która de facto nigdy się nie ukazała. Przy okazji nagraliśmy nasz nowy numer, który najlepiej prezentował ówczesny styl muzyczny reprezentowany przez Gallileous. Szybka decyzja i "Unholy Grail" zapowiadał naszą pierwszą płytę.


Odeszliście od biblijnych klimatów, poruszanych w początkach działalności. Ta formuła się wyczerpała, czy był inny powód? Czytałem, że wbrew oczywistym skojarzeniom genezy waszej nazwy także należy szukać w Biblii, nie zaś w postaci słynnego astronoma. Prawda to?


Wiesz, starzejemy się, albo może powiem dojrzewamy (tak lepiej zabrzmi (śmiech)). Dziś nasze oportunistyczne, typowe dla młodzieńców z długimi włosami i obcisłymi jeans’ami hasło "Sex, Alkohol and Metal" trochę się nam już przejadło. Owszem, dwa pierwsze dema odnosiły się bezpośrednio do Biblii. W latach 90-tych chcieliśmy ciągnąć te wątki, rozprawiając o 10 plagach egipskich i innych takich. Ale dość! Tego typu tematy są teraz dla nas typowe i oczywiste.


Teraz nasze teksty częstokroć są bardzo osobiste, choć przez Mirka pięknie wpisywane w karty historii czy to starożytnych cesarzy czy innych mitologii. Prawdą jest również, że z założenia słowotwórstwo, którego wynikiem jest nasza nazwa, odnosiło się uprzednio do Jezusa, a oznaczać miało dla nas stygmę "galilejczykowatego". Jednak, jak to często bywa ze słowotwórstwem, bardzo łatwo dodać wyrazom nowych znaczeń, stąd na "Ego Summ Censore Deuum" pojawił się Galileusz przedstawiając postawę humanistyczną lecz nie antropocentryczną, stanowczo rozdzielającą zadania religii od nauk przyrodniczych, dążącą do poczucia wolności, obalania mitów i rozwoju człowieka oraz poszerzania granic jego poznania.


Postać Galileusza pojawia się jednak na "Ego Sum Censore Deuum" nie tylko w tekstach, ale i w oprawie graficznej. Czemu akurat on jest dla was źródłem inspiracji? Jako symbol prześladowania nauki przez kościół?


Dokładnie tak. Odkrycia Galileusza znacznie wpłynęły na rozwój działalności człowieka. Dlatego też umieściliśmy na okładce jego kompas wojskowy, który pozwalał odkrywać nieznane. Jak powiedziałem wcześniej, dalej bawimy się naszą nazwą. Zauważ, że na każdym naszym krążku pod nazwą jest inny symbol nawiązujący do tematyki utworów. Na "Ego Sum..." stajemy się odkrywcami tego, co przez wielebnych jest z premedytacją skrywane.


Kazimierz Kutz w jednym z ostatnich udzielonych wywiadów powiedział, że Śląsk nie został do końca spacyfikowany przez Kościół i w większym stopniu niż gdziekolwiek indziej zachowały się tam ślady kultury pogańskiej. Dostrzegasz to w rzeczywistości?


Hmm, Kutza bardzo szanuję, jednak można by tu trochę polemizować. Przecież cała kultura, którą nazywamy polską na ziemiach śląskich była właśnie, w czasach rozbiorów krzewiona głównie przez organizacje kościelne. Myślę, że Śląsk nie do końca został spacyfikowany przez całą teraźniejszą Polskę w jej wszystkich aspektach społeczno-kulturalnych. Cały wyolbrzymiany w czasach PRL-u wielki powrót do macierzy jest jedynie mitem. Rozgoryczenie Ślązaków na świat, jaki przyniósł im "Polak-Komunista" jest widoczny do dziś.


Co do religijności Ślązaków to myślę, że jest ona wyjątkowo wysoka. Jedyne, z czym mogę się zgodzić to fakt, że w gwarze śląskiej, jak w żadnej innej w Polsce, zachowało się najwięcej ze staropolskiego języka, który pod zaborami od XIV wieku nie miał sposobności do ewoluowania.


A przy okazji, czy atmosfera Śląska, miejsca skąd pochodzicie, ma jakiś szczególny wpływ na waszą twórczość? 


Ja nie pochodzę ze Śląska i nie stanowię chyba wielkiego wyjątku w zespole. Owszem, mieszkamy na Śląsku i na nim się wychowaliśmy. Kto wie? Może kiedyś sięgniemy po jakieś stare Śląskie zwyczaje i obrzędy, śpiewając np. o Złym Skórkorzu albo innym "Pieronie" (śmiech). Możliwe, że dostrzegalna szarość Śląska odbija się w naszej depresyjnej muzyce. Jednak musisz wiedzieć, że Wodzisław Śląski przez wszystkich gości postrzegany jednak jest jako niezwykle zielony! Co do muzyki, to  niektórzy uważają, że na Śląsku nie gra się tak technicznie, jak np. na Pomorzu i coś może w tym prawdy jest.


Jeszcze słowo o debiucie. Dlaczego znalazł się na nim ponownie zarejestrowany "Gallileous" z "Doomsday"? Jak doszło do tego, że gościnnie zaśpiewał na nim Lee Bullock z Imindain?


To był od początku do końca pomysł Mirka. A skąd się wziął Lee Bullock? To oczywiste. Załatwił to nasz Król internetu - Mirek (śmiech). To tak naprawdę było dziełem przypadku. Internet jest olbrzymią rzeką, której nurt niesie Cię niekoniecznie w wytyczonym przez Ciebie kierunku. Najważniejsze, ze pomysł spodobał się Lee i że zechciał on wziąć udział w całym przedsięwzięciu. W ogóle należy stwierdzić, że ludzie w podziemiu dalej, mimo zmieniających się czasów, otwarci są na różnoraką współpracę. Obecnie drążymy temat wydania splitów z bardziej bądź mniej znanymi grupami z gatunku doom.


Co sądzisz o debiucie Imindain "And the Living Shall Envy the Dead"? To bardzo tradycyjny brytyjski doom, a wy uciekacie w nieco inne obszary.


Nie znam. Szczerze mówiąc, za wyjątkiem dobrych, starych zespołów doom metalowych nie poruszam się zbyt często w tym rejonie muzycznym. Osobiście częściej sięgam po płyty jazzrock’owe czy awangardowe niż tradycyjny metal. Być może ten fakt czyni naszą muzykę nieco odmienną. Często nas to piętnuje, gdyż ludzie spodziewają się od nas funeral doom, kupują płytę, a tu brzmienie jakieś nie takie, kompozycje dziwaczne itd.


Bezpośrednią przyczyną tej rozmowy jest "Equideus", który miał premierę w grudniu 2009. Pojawiają się tu trzy nowe utwory. Dlaczego zdecydowaliście się wykorzystać je wydając mcd, zamiast pełnego albumu?


Wynika to chyba z naszej, albo może raczej Mirka (śmiech), niecierpliwości. Mieliśmy dwa nowe numery, które odzwierciedlały nasz teraźniejszy styl bardziej niż mocno już przeterminowany materiał z "Ego Sum Censore Deuum". Tak naprawdę materiał na "Ego Sum..." powstawał nie do końca z myślą o Gallileous. To był czas reaktywacji zespołu.


Chyba dopiero "Unholy Grail" pokazał koncepcję całej grupy. Zatem chcieliśmy czym prędzej wydać te nowe utwory. Skończyłoby się pewnie klasyczną EP z trzema utworami, jednak dzisiejsze standardy undergroudowych wydawnictw często kładą nacisk na długość płyty. Zdecydowaliśmy się więc na wyodrębnienie jednego numeru na intro, w którym wykorzystaliśmy oryginalny, anonimowy zapis nutowy z XVII wieku, dokoptowanie "Unholy Grail", cover Rotting Christ i remix "I’ll Revenge", co dało nam już tak naprawdę długogrający album.


Co właściwie oznacza tytuł?


Ponownie, pomysł wynika z naszego zamiłowania do słowotwórstwa. Skoro mogliśmy stać się cenzorami bogów, to przyszła kolej na zrównanie się z nimi. Tak jak "equinox" oznacza zrównanie się dnia z nocą, tak samo "equideus" oznacza zrównanie się z człowieka z bogiem.


Dlaczego w "Sun’s Crypt" wykorzystaliście tekst "Wielkiego Hymnu do Atona"? Niektórzy w monoteistycznym kulcie Atona dostrzegają podobieństwo do judaizmu. Wciąż więc poruszacie się w obrębie okołoreligijnych tematów.


Bóg i religia nie oznaczają dla nas jedynie zjawisk społecznych z naszego obszaru kulturowego. Pomimo faktu, iż na okładce pojawia się symbolika chrześcijańska, mówimy o bogu jako takim, o idei, która generalnie zniewala człowieka, pozwala nim w łatwy sposób kierować przez takich czy innych przywódców. "Wielki hymn do Atona" odnosi się do interpretacji mojego, bardzo osobistego tekstu przez Mirka, który osadził go w starożytnym Egipcie. Mamy tu do czynienia ze snem Amenhotepa IV, który przyjął imię Echnaton, czyli Blask Atona, i próbował wprowadzić, wcześniej niż w judaizmie, religię monoteistyczną, kultywującą Boga Słońca. A resztę już znasz chociażby z filmu Jerzego Kawalerowicza.


"Equideus" to w zasadzie kontynuacja kierunku obranego na "Ego Sum Censore Deuum". Czy znaczy to, że odnaleźliście swój własny styl? Czego można spodziewać się po waszej muzie w przyszłości?


Tak jak mówiłem wcześniej. Nie porównywałbym tych płyt. "Ego Sum Censore Deuum" jest bardzo zwarty kompozycyjnie, posiada ściśle określone schematy. "Equideus" otworzył przed nami szersze spektrum naszych własnych możliwości. Nasze nowe numery często powstają w wyniku improwizacji, pozwalamy sobie na bardziej otwarte formy muzycznej ekspresji, od skrajnego minimalizmu do bliżej nieokreślonego chaosu. Myślę, że w tym kierunku zmierza teraz Gallileous.

    
"The Fourth Knight of Revelation" zarejestrowaliście w 2008 razem z "Unholy Grail". Dlaczego wydaliście go dopiero teraz? No i dlaczego wzięliście na warsztat kawałek Rotting Christ? Przy okazji, co sądzisz o ich obecnej twórczości?


Długo czekaliśmy na zapowiadany Tribute To Rotting Christ. Zrobiliśmy "The Fourt Knight Of Revelation" zarówno na jego potrzeby, jak i z uwagi na stare sentymenty. Niestety nie doczekaliśmy się tego wydawnictwa. Jednak nasze zadowolenie z nagrania, chyba jedynego na dzień dzisiejszy typowego funeral’owego numeru, zadecydowało, żeby umieścić go na "Equideus". A obecna twórczość Rotting Christ za bardzo mnie nie interesuje. Widziałem ich ostatnio na Brutal Assault, ale nie przekonali mnie do siebie nowym materiałem. Wolę pozostać przy 2-3 pierwszych produkcjach.


Ostatni utwór to "I’ll Revenge" znany z debiutu. Dlaczego wydaliście go ponownie? 


Nie do końca byliśmy zadowoleni z brzmienia klawiszy na naszej debiutanckiej płycie. Zdecydowaliśmy się na nagranie ich tak, jak brzmiały na próbie. Nie chcieliśmy oszukiwać słuchacza. A fakt, że nie dysponowaliśmy szlachetnym instrumentem klawiszowym sprawił, że efekt wyszedł taki, a nie inny. Po czasie uznaliśmy jednak, że można było nad tym popracować. Stąd alternatywny mix, który pokazuje, jak mogłaby ta płyta brzmieć. Po drugie, tak jak mówiłem wcześniej, trzeba było czymś wypełnić czas "Equideus".


Kim jest Boogie, odpowiedzialny za klawisze na "Equideus"? Rozważaliście poszerzenie składu o stałego klawiszowca, czy po odejściu Dagi nie czujecie takiej potrzeby?


Boogie jest magikiem znanym m.in. z mojego drugiego zespołu Kurde. Fakt odejścia Dagi z zespołu pozostawił olbrzymią pustkę. Długo szukaliśmy kogoś, kto mógłby ją zastąpić, jednak chętnych klawiszowców chcących grać muzykę Gallileous jest bardzo mało, a w naszych okolicach praktycznie nie ma w ogóle. Zatem, zaproponowałem Boogie’mu udział sesyjny na płycie. Zgodził się, jak zwykle mnie nie zawodząc. Zrobił naprawdę kapitalną robotę!! Był czas, że dużo czasu poświęcaliśmy na znalezienie kogoś, kto mógłby z nami grać na stałe. Brak rezultatów trochę nas uśpił, jednak gdy ktoś ma ochotę spróbować, wie gdzie nas znaleźć!


Materiał został wydany przez Redrum666. Zakończyliście współpracę z Arkiem z Foreshadow, który wydał "Ego Sum Censore Deuum"?


Na ten czas tak. Nie wiem, z czego to dokładnie wyniknęło, ale Arek nie chciał wejść w "Equideus". Przypuszczam, że "Ego Sum..." nie sprostało jego oczekiwaniom względem ilości sprzedaży. No cóż, tak to już jest, jak się człowiek skupia na jednej, bardziej znanej nazwie, a inne pozostawia same sobie. Nie chciałbym tu narzekać, ale wielu naszych propozycji Arek nie podejmował. Tak było np. z Milestones Misery Tour, gdzie prosiliśmy go o pomoc w promocji. Mógł przecież na tym nieźle skorzystać. W końcu sprowadziliśmy do Polski Mourning Beloveth, Mournful Congregation i Longing For Down!


Skończyło się tym, że sami zorganizowaliśmy trzy koncerty w Polsce bez jakiegokolwiek wsparcia z jego strony. Tomek z Redrum666 natomiast z olbrzymią chęcią wydał "Equideus", pokazując tym samym pełen szacunek i zaangażowanie. Samo wydanie może pozostawia pewne wątpliwości, ale przecież to underground! Nie zrozum mnie też jednostronnie. Nasze relacje z Arkiem nie zmieniły się i kto wie, czy kiedyś w przyszłości jeszcze czegoś razem nie zrobimy.


Kiedy duża płyta?


I tu mnie masz (śmiech), nie wiem. Mirka nadpobudliwość nie daje na to rychłych szans. W planach penta way concept split album z Pantheist, Remembrance, Dissolving of Prodigy i Wijlen Wij obracający się wokół tematyki zabobonu. Nieśmiało mogę powiedzieć o planach na wspólny winyl z Evoken... zatem duża płyta nieprędko.


Lubicie grać na żywo? Nie koncertujecie zbyt wiele, ale udało wam się już dzielić scenę z takimi nazwami jak Mournful Congregation, Mourning Beloveth, Esoteric czy Pantheist. Jak oceniasz te wspólne występy?


Z Esoteric nie graliśmy. Z przyczyn niezależnych zmuszeni byliśmy odwołać ten koncert na Słowacji. Oprócz grup, które wymieniłeś, graliśmy po naszej reaktywacji jeszcze z Longing For Down, Eternal Deformity, słowackim Doomas i, przede wszystkim, szereg koncertów z naszymi sąsiadami Dissolving of Prodigy. Taaak, lubimy grać koncerty. Jest w nas rock’n’roll’owa dusza (śmiech).


A że nie gramy zbyt często? Hmm, zwróć jednak uwagę z kim i gdzie (śmiech), a tak na poważnie to nasze koncertowanie dopiero się zaczyna. W najbliższym czasie gramy z Cemetary of Scream, Eternal Deformity i Landscapes Of Soul w Gliwicach, następnego dnia ponownie z Pantheist, Dissolving Of Prodigy i Silent Wake w Londynie. W kwietniu mamy nadzieję ściągnąć do Polski Evoken, a na wrzesień mamy zaproszenie na festiwal doom metalowy do Sankt Petersburga. Pokaż mi więc, która polska grupa doom metalowa gra tyle koncertów?


Miałem okazję być w Wodzisławiu na ostatniej edycji Brania Fest. Bardzo fajna impreza z iście familijną atmosferą. Jak oceniasz ten koncert i jak ma się on frekwencyjnie i organizacyjnie do poprzednich edycji?


Brania Fest z roku na rok nabiera powagi. Początkowo zapewne dużym zaskoczeniem był dla wielu sam fakt organizacji takich koncertów w takiej mieścinie jak Wodzisław Śląski. Zresztą, pierwszy koncert miał charakter w pełni charytatywny. Zapewne wiadomo Ci, że pomysł, jak i sama nazwa, wynika z okoliczności śmierci naszego przyjaciela. Impreza udała się znakomicie, na cmentarzu stanął śliczny wyciosany z kamienia nagrobek i uwierzyliśmy w sens robienia kolejnych koncertów.


Przyjemne jest to, że możemy teraz robić coś, co kiedyś dla nas było niewyobrażalnym. Na ostatniej edycji mogliśmy też liczyć na ekipę Wodzisławskiego Centrum Kultury, które to wspomogło nas sprzętowo. Z tym jest zawsze największy problem. Co do atmosfery, to nie tylko Twoja jest taka opinia. Ostatnio w Rock’a Clubie w Gliwicach często słyszymy o wodzisławskiej mekce doom metalu w Polsce (śmiech), bardzo nas to cieszy. Mam nadzieję, że uda nam się to przedsięwzięcie kontynuować.


Czy myśleliście kiedyś o tym, by przekształcić Brania Fest w prawdziwy doom metalowy festiwal? W coś na kształt Doom Shall Rise czy Hammer of Doom? Ja pojawiłbym się na takiej imprezie na bank, ale czy w ogóle jest sens robić coś podobnego w naszym kraju?


Niektórzy koledzy z Wodzisławia często zarzucają nam, że skupiamy się głównie na scenie doom metalowej, że robimy te koncerty pod siebie, ale cóż, przecież każdy może wziąć się za organizację podobnych przedsięwzięć. Nie posiadamy monopolu na organizację koncertów. Niektórzy uważają, że nic nie ma sensu robić. My jeszcze mamy pełne gacie i nikt nam nie może powiedzieć, że mówię o strachu!


Postawiliśmy na doom, bo jest najbliższy naszym sercom i mam nadzieję, że odwiedzać nas będą same dobre zespoły, na których koncerty już dziś Ciebie i wszystkich maniaków serdecznie zapraszam! Na duży festiwal raczej, ze względów posiadanych zasobów, szans nie mamy, chociaż stara PRL’owska scena nad wodzisławskim Balatonem kusi... 


Bliższe i dalsze plany na przyszłość?


Przeżyć najbliższy weekend (śmiech), bowiem zapowiada się iście szatańsko, dopracować "Zabobon" na wspomniany split, zebrać się do robienia kolejnych nowych numerów, może jakiś winyl, no i koncerty, które dają nam okazję do zwiedzania kolejnych niesamowitych miejsc na naszej planecie!


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie