Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mindsedge

Mindsedge

Mindsedge to kolejny w naszym kraju interesujący band, który postanowił nie zatrudniać wokalisty. Co ciekawe, młodym muzykom brak gardłowego wcale nie przeszkadza. Ba, odnoszę wrażenie, że nie obdarzony jakimiś specjalnym umiejętnościami frontman mógłby granym przez zespół dźwiękom tylko zaszkodzić... Rozmawiamy z Bartkiem, Danielem i Łukaszem i Michałem.

Może to moje subiektywne spostrzeżenie, ale po sukcesie Tides From Nebula coraz więcej kapel odważa się grac muzykę czystoinstrumentalną...


Na pewno sukces TFN jest znakiem, że polska publika zaczyna się otwierać na nowe gatunki. W tym na muzykę instrumentalną. Należy jednak dodać, że przed TFN już instrumentalnie i z dość sporym sukcesem grało choćby Indukti.


Nie mamy zwyczaju podążać za pojawiającymi się trendami w muzyce, gramy to co nam się podoba i to co czujemy w danym momencie.


Muzykę instrumentalną zaczęliśmy tworzyć jeszcze przed sukcesem TFNebula. Choć osobiście bardzo szanuję i lubię twórczość tego zespołu ich sukces nie był dla nas elementem zwrotnym. Tworzymy muzykę, instrumentalną od samego początku istnienia kapeli. Cieszy nas, że muzyka tego typu zaczyna być zauważana w Polsce. Co prawda nasze inspiracje płyną z wielu współczesnych i nieco starszych zespołów, ale nie staramy się i nie chcemy innych naśladować. To co tworzymy, jest przede wszystkim obrazem tego co czujemy, co nas każdego dnia cieszy, wkurza, co w nas się gotuje i właśnie poprzez muzykę to uzewnętrzniamy.

 
Jakie zespoły wpłynęły więc na to, że postanowiliście pozostać zespołem instrumentalnym?


Nie przypominam sobie, żeby podjęcie decyzji o graniu instrumentalnym miało związek z jakimś konkretnym zespołem. Kiedy zaczynaliśmy grać chyba żaden z nas nie interesował się jeszcze nawet taką muzyką. W ogóle uważam, że w naszym przypadku nie powinno się mówić o "zdecydowaniu się na grę instrumentalną". Bardziej poprawne byłoby stwierdzenie, że nie zdecydowaliśmy się na wokal.


To zabawne, że pytasz… bo właściwie przygodę z muzyką instrumentalną zacząłem od mojego bandu. Któregoś dnia pochwaliłem się kumplowi co gramy, on mi na to powiedział, że wchodzimy nieco w klimaty post-rockowe… Wtedy nie wiedziałem, że istnieje taki gatunek. I shit you not. Co ciekawe, do naszych głównych inspiracji zaliczały się i zaliczają zespoły z wokalistami, choćby Tool, czy Deftones. Dopiero później zacząłem się zagłębiać w klimaty post-rockowo/metalowe.


Początkowo nie zakładaliśmy, że zespół będzie grał muzykę instrumentalną. Inspiracje, które czerpiemy, tak jak wspomniał Bartek, nie płyną jednoznacznie z zespołów tego typu. Uważam jednak, że nurt, w którym się znaleźliśmy decydując się na grę instrumentalną spowodował późniejsze zainteresowanie taką muzyką. Mnie osobiście fakt, że także na naszej rodzimej scenie istnieją zespoły, które potrafią zaintrygować grą bez wokalu i świetnie sobie z tym radzą, utwierdził w przekonaniu, że można tworzyć bez wokalisty, a co więcej można zaciekawić odbiorców muzyka bez słów.


Jeśli chodzi o zespoły, nie chciałbym wymieniać nazw. Każdy z nas słucha pokrewnej muzyki co nie znaczy, że takiej samej. Każdy z nas słucha jakiegoś zespołu, którego inni w zespole nie słuchają, nie lubią, nie akceptują. Uważam, że właśnie wypadkowa z inspiracji tymi zespołami tworzy to co słychać w Mindsedge.


Czy nie planowaliście nigdy znalezienia wokalisty?


Mniej więcej po sześciu miesiącach wspólnego grania doszliśmy do wniosku, że nie chcemy mieć wokalisty. Początkowo argumentowaliśmy to sobie, że zbyt wiele fajnych zespołów psują beznadziejni wokaliści. Nie chcieliśmy mieć tego problemu. Poza tym uznaliśmy, że to, co gramy jest naprawdę na tyle dobre, że nie potrzebuje wokalu. Myślimy o zaproszeniu kogoś gościnnie do jednego, czy dwóch kawałków, ale to tylko plany.


To może nie do końca tak, że nie chcieliśmy mieć w zespole "śpiewaka". Nie byliśmy nastawieni na nie i do tej pory nie wykluczamy, że gdyby znalazł się ktoś naprawdę wyjątkowy to na pewno znalazłoby się dla niego/niej miejsce w naszym zespole. Musiałaby być to jednak osoba dająca dużo więcej niż tylko tekst i melodię.


Tyle samo osób zarzuca nam to, że nie mamy wokalisty, co to pochwala. Wielokrotnie stawaliśmy przed tym dylematem. Chciałbym tylko dodać, że kwestia wokalu jak i dodatkowych instrumentów pozostaje otwarta. Nie szukamy tego elementu na siłę i prawdopodobnie gdyby kiedyś dołączył do nas wokalista, część utworów pozostała by w obecnej formie. Utwory, które napisaliśmy do tej pory, mają formę czystoinstrumentalną. Może jeden lub dwa nadawały by się do aranżacji pod wokal. Nie wykluczamy jednak tworzenia utworów z elementami wokalnymi w przyszłości.


Skąd pomysł na wasza nazwę? Czy swoją muzyką chcecie docierać do "krawędzi umysłu"?


Najpierw nazywaliśmy się In Vain. Niestety, niedługo potem okazało się, że istnieje band o tej nazwie (co za zaskoczenie!) i trzeba było ją zmienić. Nowej szukaliśmy długo, rozmawialiśmy na ten temat bardzo często i chcieliśmy, by pasowała do naszej muzyki i dla każdego z nas coś znaczyła.


Pierwotna interpretacja mówiła raczej o doprowadzaniu innych na "krawędź umysłu", ale nie jest ona tą jedyną prawidłową.


Długo myśleliśmy nad nową nazwą. Ostatecznie uważam, że "Mindsedge" idealnie odwzorowuje stan ducha jaki odczuwamy podczas tworzenia naszych kompozycji. Tak jak wspomniał Daniel, staramy się podczas grania naszych słuchaczy zabrać w pewną podróż. Przez te 40 minut, bo tyle zazwyczaj trwa nasz gig, pragniemy oderwać słuchacza od otaczającej nas szarej rzeczywistości i przedstawić świat takim, jakim my go widzimy. Jako narzędzie do tego celu stosujemy formę muzyczną oderwaną zupełnie od tej spotykanej każdego dnia w radiu. Szarej i pustej, zupełnie jak fałszywa fikcja, w której żyjemy.


Czy więc muzyka jest dla was "narzędziem" do osiągania pewnego rodzaju katharsis?


Jasne, dzięki temu mogę się oderwać od codzienności, jak i wylać z siebie wszelkie swoje frustracje, niepowodzenia i smutki które mnie dręczą. Osobiście, lepiej mi się tworzy, gdy muszę się wyrzucić z siebie złe emocje, które się nazbierały w ciągu tygodnia. A wspólne cotygodniowe granie jest świetną formą terapii grupowej. Choć czasem bywa, że muszę się oczyścić ze złej atmosfery, która powstała na próbie (śmiech).


Tak, jak dla chyba każdego prawdziwego muzyka. Uzewnętrznianie emocji zawsze przynosi ulgę, nie zależnie od postaci jaką przyjmuje. Myślę, że wybrałem tę w miarę mało szkodliwą formę… niektórzy pewnie woleliby, gdy coś ich zdenerwuje, po prostu wyjść na ulicę i dać komuś w twarz (śmiech).


Muzyka zajmuje bardzo ważne miejsce w moim życiu. Jest ze mną wszędzie. W domu, w pracy, na spacerze, podczas jazdy samochodem. Muzyka otwiera oczy i pozwalać poczuć o co tak naprawdę chodzi w tym całym świecie. Muzyka odzwierciedla wszystkie ludzie uczucia. Potrafi wyprowadzić ze złego nastroju, ze złości. Jako twórca muzyki przeżywam ten cały proces całą moją duszą. Zdarza się, że zmagania na próbach prowadzą do frustracji. Zdecydowania częściej jednak udaje mi się oderwać od rzeczywistości. Mam wrażenie wtedy, że udało mi się ukraść nieco energii ze świata, który ją wiecznie tylko pochłania.


Odnosząc się do wypowiedzi kolegów, podpisuję się pod tym co powiedzieli. Mimo, że zespole podkładam jedynie bębny nie będąc współkompozytorem utworów to jednak czasem, w sytuacjach kryzysowych, gdy nie potrafię poradzić sobie z emocjami, jedyną "deską ratunku" jest moja zdezelowana gitara akustyczna. To niesamowite, że takich chwilach z nieskalaną lekkością tworzy się muzykę, która kondensuje w sobie te dziwne stany ducha. Mi zawsze pomaga.


Gdy siadam czasem z gitarą i gram swoje kompozycje, czuję jak powracają emocje towarzyszące mi podczas tworzenia, i to jest wspaniałe…powracające odczucia w sensie, kompozycje…niekoniecznie (śmiech). Również podczas wspólnej gry czuję, jak muzyka wypełnia mnie od środka, niczym jakaś energia zmienia mnie i daję się jej ponieść. Utwory, które komponują chłopaki, mają w sobie to coś.


Wspomnieliście przed chwilą o muzyce puszczanej w mediach. Sam uważam to za pewien paradoks, że choć w radiach czy TV nie da się usłyszeć muzyki alternatywnej i eksperymentalnej to koncerty tego nurtu przyciągają coraz większą grupę fanów…


Wiesz, ja chyba nawet wolę status quo. Niestety, muzyka pozostaje alternatywna dopóki nie pojawi się w mainstreamie. Duży gracze zaraz chcą ulepszać i naciskają jak masz tworzyć. Lepiej, że są fani, którzy chcą przychodzić na koncerty, niż gdy się ich karmi czymś, czego nie koniecznie chcą. Z drugiej strony, miło by było usłyszeć swój kawałek w jakimś radio.


Ileż można słuchać tego co starają się na siłę wcisnąć nam współczesne media? Ludzie po prostu mają dość i szukają alternatywy. Poza tym należy pamiętać, że TV i radio powoli tracą na znaczeniu. Teraz głównym nośnikiem informacji staje się Internet.


"Problem" z brakiem muzyki alternatywnej zostanie "rozwiązany" gdy ktoś zauważy, że da się na tym zarobić. Niestety wtedy muzyka alternatywna straci status alternatywy. Przykre. Uważam, że klimat jaki tworzą zespoły eksperymentalne przyciąga swoich fanów, właśnie ze względu na niezależność. Muzyka tego typu trafia do grupy osób, których dana muzyka naprawdę interesuje. Nie do osób, które słuchają danego zespołu tylko dlatego, że słucha go kolega czy koleżanka. Ujawnienie muzyki eksperymentalnej w mediach, wśród tych wszystkich plastikowych wykonawców mogłoby skończyć się niestety upadkiem muzyki tego typu.


Planujecie w najbliższym czasie nagranie debiutu?


Rozmowy były, ale to nic konkretnego, póki co, wciąż pracujemy nad materiałem. Pracy doszło, bo niedawno odeszła od nas perkusistka. Na szczęście nadrobiliśmy z Michałem już większość zaległości. Jeżeli chcielibyśmy coś nagrać w tym momencie, mielibyśmy ok. 35 minut materiału.


Mieliśmy w planach nagranie EP, ale w związku ze zmianami w zespole tymczasowo odłożyliśmy wizytę w studiu.


Jak już pisali koledzy w zespole zaszły zmiany personalne. Nasz nowy bębniarz Michał jest jedyną osobą, którą znam, która mogła uzupełnić nasz skład. Świetnie czuje nasz klimat i angażuje się całym sercem. Prace nad materiałem postępują wielkimi krokami. Niebawem ukończymy prace nad ostatnim elementem trzyczęściowego utworu do tej pory nazywanym "Past" i "Now". Obecnie powstaje trzecia cześć czyli "Future". Nagranie EP byłoby cudownym zwieńczeniem pracy i energii, którą wspólnie wkładamy w Mindsedge.


Zwieńczeniem, to może nie, ale zamknięciem pewnego okresu.


Co myślicie w czasie grania na żywo? Mam nadzieję, że chociaż, w przeciwieństwie do Franka Zappy, dobrze wam za to płacą (śmiech)?


Za granie, czy myślenie? Na żywo głównie skupiam się na tym, by dobrze zagrać, by było klimatycznie, ale i energicznie. Chcę przekazać emocje, które przeze mnie płyną kiedy gram, ale też i te, które czułem podczas komponowania danego utworu.


Myślę o tym co gram i jak gram. Na refleksje dotyczące samego koncertu przychodzi czas później.


Podczas gry szczególną uwagę zwracam na to, aby kompozycją, którą w danym momencie była "żywa". Aby nie było to jedynie techniczne odgrywanie swojej kwestii. Staram się zawsze włożyć coś od siebie. Myślę wtedy "Co tak naprawdę Ci ludzie myślą o naszej muzyce. Wiem, że i tak po koncercie powiedzą z grzeczności, że było świetnie.


Czy to im się podoba? Czy Czują to co gramy? Czy nasze dźwięki odbijają się tylko w eterze?". Zdarzą się, że podczas czystych improwizacji na próbach odpływam z falą dźwięków i mam wrażenie, że moje fizyczne ciało niejako mnie nie dotyczy. Chciałbym potrafić tak kontrolować stres i technikę gry aby móc sobie pozwolić na taką swobodę podczas koncertów.


Grając koncert staram się zachować odpowiednią dynamikę oraz puls, do tego dochodzi również skupienie nad formą utworu. Myślenie w trakcie koncertu sprowadzam głównie do analizy tego co dzieje się w trakcie. Muszę się pilnować ponieważ nie jestem jeszcze ograny z materiałem na 100 %. I tu pojawia się konflikt bo z drugiej strony przeżywam grane utwory oraz fakt, że po drugiej stronie sceny są osoby które chcą słuchać naszej muzyki, dostaję wtedy ogromnego kopa…i jak tu czegoś nie sknocić (śmiech).


Jacek Walewski
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie