Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Rafał Modliński (Moja Adrenalina)

Rafał Modliński (Moja Adrenalina)

O Mojej Adrenalinie było w ostatnich latach ciszej. Nareszcie jednak muzycy wzięli się do ostrej pracy nad kolejną płytą i może jeszcze w tym roku będzie nam dane usłyszeć ich najnowsze utwory zarejestrowane na srebrnym krążku. Chcąc umilić czas oczekiwania na następcę "Nietoleruje-bije", porozmawialiśmy z Rafałem Modlińskim o dotychczasowej historii grupy.

Powstaliście w 1999 r. i nadal gracie w tym samym składzie. Cholera, jak wy to robicie?


Jesteśmy spiknięci Palcem Bożym i pewnie dlatego nam łatwiej! Jest miedzy nami przyjaźń i napięcie, które trzymają nas razem.


W latach 2002-03 było o was głośniej dzięki koncertom i boku O.N.A., A potem Neumy. Jak wspominacie te trasy?


To dwie zupełnie rożne pary kaloszy, muzycznie, klimatycznie, organizacyjnie. Z O.N.A. graliśmy wcześniej, jeszcze przed momentem od którego ja datuje radykalne wejście na naszą muzyczną drogę, którą podążamy do teraz. Czyli od momentu, kiedy to zdecydowaliśmy się wywalić pierwszych dziewięć utworów, które zrobiliśmy od początku wspólnego grania, i zacząć wszystko od nowa. Te stare utwory to było to co graliśmy na koncertach z O.N.A.,  bardziej piosenkowe, ckliwe, prostsze. Na tyle jednak niestandardowe, że spotykaliśmy się z raczej zerowym zrozumieniem ze strony ich publiki.


Koncerty z Neumą to już ten "właściwy" okres naszej twórczości. Trasy o wiele mniejsze, undergroundowe, ale jakościowo, muzycznie i klimatycznie o wiele bliższe temu czego szukaliśmy. Trafialiśmy do publiki wyrobionej, ekscentrycznej, otwartej i poszukującej prawdziwego, ekstremalnego przeżycia. Poza tym Neuma składała się wtedy z 3/4 Kobonga, zespołu dla nas o wiele ważniejszego, o wiele bliższego, emocjonalnie i muzycznie.


Trasa u boku O.N.A. to dla tak młodego zespołu, jakim wtedy byliście duża nobilitacja i szansa. Tym bardziej, że promowali wtedy swój, moim zdaniem, najlepszy album, "Mrok". Jak zareagowaliście, gdy potem dowiedzieliście, że Skawiński postanowił reaktywować Kombi? Czy w czasie tour był już widoczny rozpad kapeli?


Nie uważam naszego grania z O.N.A. za nobilitacje czy szansę w takim sensie jak sugerujesz, choć mogłoby tak być, gdybyśmy kontynuowali to, co wtedy robiliśmy muzycznie - a tak się nie stało. My po prostu mieliśmy okazje zobaczyć siebie w kontekście muzyki, którą wtedy graliśmy, grając ją dla dużych publiczności. To był kiepski widok, nie takimi chcieliśmy się widzieć, nie tego się po sobie spodziewaliśmy i natychmiast porzuciliśmy to wszystko pozbywając się całej muzyki, którą skomponowaliśmy.


Z perspektywy czasu traktujemy to jako dziecinne poszukiwania, które zyskują wartość dopiero kiedy się je porzuci. A co do klimatu w O.N.A. to nie widzieliśmy nic co by wskazywało, że w zespole jest cos nie tak, a muzycznie... chyba wolimy obecne Kombii niż tamto schyłkowe O.N.A.!


Hmm, w tej ostatniej kwestii nie mogę sie z tobą zgodzić. Co zaś waszych pierwszych utworów - czy jest szansa na to, że kiedyś jednak je wydacie. Osobiście chętnie bym tego posłuchał, choćby z czystej ciekawości.


Nie sądzę czy warto do tego wracać, obecne Kombii jest znacznie lepsze niż nasze pierwsze piosenki! Wiesz, jeśli chodzi o Kombi to my jesteśmy - szczególnie ja i Adam - totalnie bezkrytyczni. To jedna z tych kapel co zawsze zabijają, choćby bezczelnością! No a poza tym sentyment...


Następnie kolejny sukces - wasz album "nietoleruje-bije" zyskał wiele pozytywnych opinii w prasie branżowej, ponadto jego nakład wysprzedał
się w ciągu miesiąca! Ile wydaliście egzemplarzy płyty?


Tak, nasza pierwsza płyta miała same dobre, bardzo dobre lub wspaniałe recenzje. W pierwszym nakładzie sprzedaliśmy 5000 CD. Jakoś tak się złożyło, że byliśmy chwile w ścisłej czołówce najlepiej sprzedających się płyt w Polsce obok Anity Lipnickiej i innych tego typu... Wiemy też, że dobry interes zrobili na nas piraci ze stadionu 10-lecia... Ile tam sprzedało się płyt nie wiadomo.


Jak myślisz co wpłynęło na tak dobre przyjęcie albumu?


Nie mam pojęcia. Nie wiem jak chłopaki, ale ja wchodząc do studia byłem święcie przekonany, że nagranie tej płyty będzie gwoździem do trumny, którą wydawał mi się wtedy nasz zespół i granie na gitarze w moim wykonaniu... Byłem kompletnie przerażony każdym ruchem, który przybliżał nas do wydania tego materiału. Udana sesja nagraniowa i dobre recenzje przyjaciół ciuteńke mnie uspokoiły, ale jeszcze w parę miesięcy po wydaniu albumu czekałem w strasznym napięciu na choć jedną nieprzychylną recenzje... Ani jedna do dziś się nie pojawiła, a w zamian za to mamy pełno bardzo dobrych...


A dlaczego? No pewnie dlatego, że z jednej strony ten album tryska oryginalnością i talentem nie do przeoczenia dla recenzentów nawet tych średnio wyrobionych jak i przeciętnych słuchaczy, a z drugiej strony nie był na tyle oderwany od tamtejszej rzeczywistości muzycznej, żeby ludzi się na niego "nie załapali", jak to czasem bywa w przypadku rzeczy totalnie wizjonerskich. Poza tym przez to, że teksty są po polsku jesteśmy dla ludzi swojscy - mimo że z kosmosu - w naszej muzyce jest dużo szerokopojętej słowiańszczyzny...


Z waszej muzyki wypływała masa agresji, gniewu i frustracji. Zresztą sugerował to nawet sam tytuł. Czy nagrywając "Nietoleruje..." faktycznie byliście pod tak dużym wpływem negatywnych emocji? Co was w tym okresie tak frustrowało?


Jeśli jest tam to, o co pytasz, to stanowi to tylko cześć większej całości! Na szczęście uniknęliśmy większości błędów stylu, które zdarzają się nagminnie zespołom, których muzyka wywodzi się z podobnej wizji rzeczywistości jak np. zdeklarowanym i zaangażowanym hardcore'owcom czyli nie robiliśmy się na groźniejszych czy bardziej zaszczutych niż jesteśmy, nie udawaliśmy, że wiemy więcej niż ktokolwiek. Myślę, że najistotniejszą cechą naszego stanu ducha za tamtych lat było przytłoczenie rzeczywistością i jakaś chęć odnalezienia się w tym przytłoczeniu. Agresja, gniew i frustracja to pochodne takiego stanu rzeczy, to co jest na zewnątrz i dlatego rzuca się w oczy.


Czy zaś tytuł miał w założeniach wywoływać kontrowersję, czy faktycznie uważacie, że pacyfizm jest tylko pustym sloganem? (śmiech)


My sobie nie zakładamy zbyt wiele, a ten tytuł pojawił się po prostu I jakoś niejasno, ale nieodparcie pasował, więc został. Nie wiem skąd
ci się w to wmieszał pacyfizm! Z samym tytułem jest taka kwestia, że w jego pisowni jest lekkie odejście od normy, która wielu przeoczyło, a moim zdaniem dosyć poważnie zmienia postać rzeczy nietoleruje pisane łącznie oraz "e" zamiast "ę" ten tytuł nie jest w pierwszej osobie, choć brzmi prawie jakby był... Wszystko zależy od kontekstu, każdy kij ma dwa końce itd. Itp. Itd. Itp..., można bić jak nawalony dres, a można jak mistrz kung-fu!


Wyrafinowaną nietolerancje i negację można widzieć jako afirmację wyższego rzędu - ja bym to bardziej tak widział... A czy do Ciebie z tego albumu dociera jakieś jasne przesłanie? Dla mnie nie i dlatego tych przesłań robi się więcej, nie nudzą, to żyje.


Często zadaje to pytanie muzykom, w waszym przypadku musi ono wręcz paść. Czy granie agresywnej muzyki jest dla was swego rodzaju katharsis?


Za czasów "nietoleruje-bije" na pewno było w nas dużo frustracji i chłopięcego pomieszania jakiegoś znudzenia, a wraz z wydaniem pyty
uwolniliśmy się od tego choć trochę na pewien czas. Mam wrażenie, że nie wiedzieliśmy wtedy o co nam właściwie chodzi, po co gramy i o czym śpiewamy. Ty widzisz w tym gniew czy frustracje, które na pewno tam są, ale emocjonalna układanka, z której zbudowana jest tamta muzyka, jest o wiele bardziej skomplikowana i do dziś dla nas tajemnicza.


Takie podejście do twórczości (niezręczny termin, którego nie lubimy), żeby pozwalać sobie nie do końca nad nią panować, żeby pozwalać sobie NIE WIEDZIEĆ wydaje nam się najuczciwsze. Dlatego cały czas próbujemy trzymać się na tak wysokich obrotach, żeby za bardzo NIE OGARNIAĆ naszej muzyki, kiedy ją tworzymy. Twórca (żeby raz jeszcze użyć tego niezręcznego terminu) całkowicie świadomy tego co chce powiedzieć zawsze będzie nudny, a jego twórczość  prędzej czy później zamieni się we frazes. My wolimy być świadomi i nieświadomi na raz.


Czy więc można powiedzieć, że pisaliście swoją muzykę wręcz instynktownie? Wprowadzając się w czasie grania np. prób w swoisty trans?


Na pewno tak, intuicja to coś co ma dla nas coraz większe znaczenie i gdzieś w niej widzimy szanse dla naszego procesu muzycznego. Zdarzają
się nam momenty transu na próbach, generalnie nasze próby, od pewnego etapu pracy nad kawałkami polegają na graniu bardzo powoli w kółko jakiegoś motywu.


Pomimo tych wszystkich sukcesów później było już o was trochę ciszej...


W tym czasie, czyli zaraz po wydaniu płyty, pojechaliśmy w nasza najważniejszą jak do tej pory trasę, znów z Neumą i akurat wtedy zrobiło się o nas najgłośniej. To było dwadzieścia parę koncertów jednym ciągiem. To wtedy ugruntowała się nasza pozycja i mogliśmy zacząć grac samodzielne koncerty...


Neumie dużo więc zawdzięczacie. Jak wspominasz tą kapelę i co Sądzisz o jej dokonaniach?


Neuma to dla mnie w dużej mierze Kobong. "Chmury Nie Było" to album, który wywarł chyba największe piętno na mojej młodej muzycznej
wrażliwości. Przez bardzo wiele lat był to dla mnie czysty i jedyny kult... i nagle ci ludzie i ich akceptacja spadają na nas, zaprzyjaźniamy się... Wtedy było to dla mnie czymś niemal decydującym, dla reszty chłopaków pewnie nie aż tak jak dla mnie, ale na pewno też. Trasa z nimi to
była czysta przyjemność, szczególnie jeśli chodzi o poczucie humoru i muzykę oraz ostentacyjny cynizm wycelowany w to, że MIMO WSZYTSKO
GRAMY METAL.


Jeśli chodzi o muzykę to, dla mnie znacznie bardziej liczy się pierwsza Neuma, uwielbiam tę płytę, dla mnie to ogromny sentyment... Druga budzi we mnie wiele sprzeczności, ale obiektywnie rzecz biorąc jest to album bardzo ciekawy, barwny i niekonwencjonalny...


Jak udało się wam pojawić w programie Kuby Wojewódzkiego? Czy propozycja wyszła z jego strony? Sądząc po jego recenzji waszej płyty chyba jest waszym fanem.


Tak, Kuba jest naszym fanem. Po usłyszeniu naszej płyty zaproponował nam występ u siebie. Nalegaliśmy żeby zagrać na żywo, na co ekipa
programu była kompletnie nie przygotowana, ale udało się. Kuba słyszał już nasz nowy singiel i mamy ponowne zaproszenie, z którego skorzystamy.


Swego czasu, podobnie jak obecnie Nergal, promowaliście polską poezję. Nagraliście utwór "Twarde ręce", zainspirowany twórczością Władysława Broniewskiego. Czy był to wynik waszej fascynacji jego wierszami, czy po prostu skorzystaliście z propozycji wytwórni Raster, która wydawała składankę "Broniewski"?


Dostaliśmy propozycje od Maciory, który był jednym z kuratorów tego projektu, poczytaliśmy wiersze i wtedy okazało się, że twórczość
Broniewskigo jest nam bliska, szczególnie ta rewolucyjno-socjalistyczna, że to koresponduje z rzeczami, które pojawiły się na "nietoleruje-bije". Mówiąc, że koresponduje nie mam na myśli ideologii i nie dlatego, ze jesteśmy lewicowi, czy w ogóle jakoś politycznie zaangażowani. Bardziej chyba z powodu klimatu propagandowej twórczości i generalnie tej naszej bliskiej, polskiej przeszłości, czyli komunizmu, która w jakiś nieokreślony sposób nas wzrusza. Poza tym tekst, który wybraliśmy nadawał się idealnie do muzyki, którą wtedy komponowaliśmy.


Co jest waszym zdaniem ważniejsze w twórczości - umiejętności techniczne czy emocje?


Trudno powiedzieć, każdy ma inaczej, my nie skupiamy się za bardzo ani na jednym ani na drugim!  Dla nas ważne jest żeby nasza muzyka nas przerastała.


Wiesz, odnoszę wrażenie, że inspiruje was... hałas czy wręcz towarzyszącym nam dookoła wielkomiejski chaos...


Trudno powiedzieć co nas inspiruje, pozwalamy sobie na to żeby nie wiedzieć zbyt wiele na ten temat, ale dbamy też, żeby nasza muzyka
była głęboko zakorzeniona w rzeczywistości, w nas, żeby była rzetelna. Na pewno lubimy dźwięki zrytmizowane niestandardowo, polirytmicznie, a przytłaczającą większość dźwięków pochodzących z natury i od człowieka jak np. wielkomiejski hałas takie właśnie są...


Co jest waszym zdaniem ważniejsze w twórczości - umiejętności techniczne czy emocje?


Trudno powiedzieć, każdy ma inaczej, my nie skupiamy się za bardzo ani na jednym ani na drugim!  Dla nas ważne jest żeby nasza muzyka nas
przerastała.


Na swoim profilu Last.fm napisaliście, że jednym z elementów waszej muzyki jest jazz. Jakie zespoły jazzowe was inspirują?


Na obecnym etapie muzyczne fascynacje nie maja dla nas większej wartości. Muzyka generalnie nas nudzi, choć często oczywiście dostarcza nam wielu wzruszeń i miłych chwil. Ale swoją muzykę staramy się trzymać jak najdalej od muzyki innych, szybko porzucamy pomysły, które się nam kojarzą z czymś co juz słyszeliśmy. Nie jest to łatwe, ale zaczyna przynosić ciekawe efekty. Nasz ostatni kawałek "y dopatrzenia" jest bardzo charakterystyczny i bardzo NASZ, chcemy żeby nasza nowa płyta była wolna od porównań do muzyki innych.


Przed chwilą wspomniałeś, że obecnie muzyka was nudzi. Dlaczego?


Wyrośliśmy z wiary, że cokolwiek stworzone przez drugiego człowieka może nas jeszcze jakoś globalnie zaskoczyć, albo wprawić w takie
osłupienie jak kiedyś, kiedy było się małolatem i wierzyło, że w sztuce jest jakieś misterium przez duże "em".  Oczywiście każdy z nas ma to jakoś inaczej w sobie rozegrane. Chyba teraz w ogóle są takie czasy, już wszystko wiadomo od dawna, a ci co się jakoś nazbyt naiwnie zachwycają tym, co akurat im się w życiu przytrafiło wyglądają coraz pretensjonalniej. Dla mnie jest to pretensjonalne już przez pryzmat tych 20 lat mojego w miarę świadomego życia, a co dopiero jakby pomyśleć ze TO SAMO się dzieje od setek lat i że w gruncie rzeczy niewiele to zmienia...


Na szczęście jest jeszcze normalne wzruszenie, takie wzruszenie na widok wzruszenia drugiego człowieka - jest to zjawisko, które nawet rzeczom nudnym i kiepskim potrafi nadać wartość. W tej kwestii daleko nam do znudzenia - wzrusza nas wielu ludzi i ich przeżycia, nawet jeśli
formalnie nudzą... Poza tym, na szczęście, raz na jakiś czas zdarzają się rodzynki- takie co nie nudzą i wzruszają na raz, myślę, że też tacy jesteśmy.


W granych przez was dźwiękach słychać inspiracje m.in. muzyką Meshuggah. Stylistycznie blisko wam do Phobh, którzy, podobnie jak wy, startują w konkursie Neuro Music. Czy nie boicie się konkurencji z ich strony?


Myślę, że to raczej Phobh stylistycznie blisko do nas (śmiech). Nie, nie boimy się konkurencji żadnego zespołu, nie w takich kategoriach to widzimy.
Pozdrowienia dla chłopaków z Phobh!


Dużo w waszej twórczości także elementów hardcore'a i grindu.


Na wczesnym etapie muzycznego rozwoju na pewno te i inne extremalne gatunki muzyczne miały na nas wpływ, ale na nowym materiale będzie tego coraz mniej.


Jaki więc jest wasz nowy materiał? Czego możemy się spodziewać?


YYY, ja sam nie wiem czego można się po nim spodziewać... ale pewne Jest, że będzie dużo więcej polirytmii, więcej dysonansów, ale będą
one milsze dla ucha, lepiej wyprodukowane, czystsze. Więcej abstrakcji kosztem konkretu, zwiększy się głębokość metafory muzycznej i
tekstowej... Mniej muzyki w dźwiękach, a więcej miedzy dźwiękami, więcej znaczenia miedzy słowami niż w słowach.


Ostatnimi czasy można u nas zaobserwować wzrost zainteresowanie ambitniejszym, mocniejszym graniem. Czy przekłada się to na frekwencję na waszych koncertach?


Jeśli chodzi o frekwencję na ambitnych koncertach to w Polsce zawsze było raczej słabo, ale my nie narzekamy, bo na naszych jest z reguły wystarczająco osób, żeby atmosfera była odpowiednio intensywna. My sami jesteśmy na tyle intensywni, kiedy gramy, że do szczęścia potrzeba nam niewielu słuchaczy, czasami mam wrażenie, że obeszlibyśmy się bez nich! 


Właśnie, koncerty! Przyznaje, że nie widziałem was jeszcze na żywo, a ponoć to nie lada przeżycie. Czego mogę się więc spodziewać?


Koncerty to chyba najważniejsza sfera naszego muzycznego funkcjonowania i jak we wszystkim co robimy, naturalnie wyłamujemy się z pewnego oklepanego schematu. Na pewno możesz spodziewać się naruszenia granicy miedzy scena a widownią, a jeśli ci się poszczęści to dostaniesz gitarą po głowie, kopa w tyłek lub nasz wokalista wykrzyczy ci prosto w twarz parę strof...

Możesz spodziewać się ze z faktu zaniku granicy miedzy scena, a widownią wyniknie wiele niespodziewanych i bardzo intensywnych sytuacji- to ma dla nas wartość, to wyzwala dużo pozytywu, który nas przerasta... Na naszym ostatnim koncercie w Warszawie pewien młodzieniec osiągnął taki stopień nadczynności, że porwał stojąca pod ścianą drabinę, postawił ja na środku młynu pod sceną, wszedł na nią i natychmiast skoczył z niej na główkę... Pozdrawiamy go serdecznie!


Na koniec pytanie, którzy zadają sobie zapewne wszyscy wasi fani - kiedy w końcu nagracie nowy album?


Koniec 2010!


Jacek Walewski
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie