Kup Magazyn Gitarzysta

Coma

Zespół Coma znów platynowy. Koncertowe wydawnictwo łodzian "Live" to kolejny sukces po studyjnej "Hipertrofii". Z Rafałem, Marcinem i Dominikiem rozmawialiśmy jednak nie tylko o występach na scenie...

"Spotykamy się tu dzisiaj nie bez powodu" - powiedział Piotr Rogucki na początku pamiętnego koncertu, który miał miejsce w grudniu w Arenie Ursynów. Dzisiaj też spotykamy się nie bez powodu, bo wydaliście właśnie album upamiętniający to wydarzenie na nośnikach CD, DVD i, po raz pierwszy w Polsce, Blu-ray. To pewnego rodzaju podsumowanie Waszej działalności scenicznej. Czym różni się Coma dzisiaj, od tej sprzed podpisania pierwszego kontraktu płytowego?


Na pewno jesteśmy trochę starsi, mamy więcej zmarszczek, trochę większe ubrania... i brzuchy...


Mów za siebie (śmiech).


(śmiech) ...zarosty większe...


...i prześwity na głowie...


(śmiech) Myślałem bardziej o kwestiach muzycznych. Po tych wszystkich latach, trudach i mozołach, czujecie się tym najlepszym zespołem rockowym w Polsce, jak często Was określają?


Kto nas tak określa?


Media chociażby!


To miłe że takie opinie się pojawiają, ale czy faktycznie jesteśmy najlepsi? Nie wiem... Ale wracając do kwestii tego co się zmieniło u nas to przede wszystkim jesteśmy dojrzalsi muzycznie.


A nie tęsknicie za dawnymi czasami? Pierwszymi koncertami w Dekompresji czy choćby supportem przed Sweet Noise gdy ci pierwsi, najwierniejsi fani przychodzili tylko dla was, zapominając o gwieździe wieczoru, mimo że byliście jeszcze mało znaną grupą?


Tak naprawdę myślę, że niewiele się zmieniło. Nadal przecież jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy robią to samo i z tą samą energią. Fanów jest więcej, ale poza tym jest podobnie, więc nie ma sensu by mówić że tęsknimy za czymś.


Taka jest kolej rzeczy, że wszystko zaczyna się od zera i ciagle ewoluuje. Nie ma sensu oglądać się za siebie.


A w trakcie tego progresu sodówa wam nie uderzyła do głowy?


Nie wydaje mi się, przede wszystkim nadal mamy poczucie humoru.


Podpisaliście kontrakt z nową wytwórnią.


Tak, skończył nam się poprzedni kontrakt, który opiewał na trzy albumy, z których jesteśmy zadowoleni i uważamy że wyszły całkiem fajnie. Teraz przyszedł czas na zmiany, padło na Mystic. Póki co jesteśmy bardzo zadowoleni z wydania "Live".


Mówisz, że jesteście zadowoleni z tych pierwszych płyt, ale pamiętam, że kiedyś chodziły słuchy, że jednak na debiucie pewne rzeczy wam dokuczały. Nagralibyście jeszcze raz ten materiał gdybyście mieli okazję?


Na pewno zrobilibyśmy to jeszcze raz, choćby dlatego, bo obecnie inaczej już do tego podchodzimy, inny jest nasz sposób myślenia i wyobrażenia na temat tych piosenek. Mamy też więcej doświadczeń związanych z nagrywaniem płyt i ich realizacją.


Ale zaraz po premierze chyba również nie było zachwytów?


Nie do końca. Cieszyliśmy się, że płyta została wydana, jest na rynku. Było sporo radości, bo to ogromny sukces dla nas, ale pewne rzeczy na pewno mogły wyjść inaczej.


Pozostańmy jeszcze chwilę w temacie wspominek. Macie jeszcze kontakt z tymi ludźmi, którzy wspierali was na początku kariery, np. z Radia Łódź?


O tak! Z tego miejsca pozdrawiamy Adama Kołacińskiego, który dzielnie nam kibicuje od wielu lat, mimo że już nie pracuje w Radiu Łódź. Są ludzie, z którymi nadal mamy kontakt, a którzy ciągle nas wspierają.


Porozmawiajmy o Waszym DVD. Na drugim z krążków, w dodatkach, pojawiło się kilka fragmentów Waszego koncertu symfonicznego. Czy on pierwotnie również nie miał być wydany samodzielnie?


Chcieliśmy wydać krążek audio z tego koncertu, ale parę niuansów pokrzyżowało nam plany. Jako jednak że na koncercie było też kilka kamer, postanowiliśmy zrobić taką niespodziankę fanom, by ten materiał nie zmarnował się.


W trakcie oglądania innego dodatku: "making of Live" usłyszeć można remixy "Transfuzji". Możecie coś więcej na ich temat powiedzieć?


Są to wersje "Transfuzji" zrobione przeze mnie przy wydaniu "Hipertrofii". Kiedy nasz dzielny przyjaciel Michał Dworzanin pisał pamiętniki związane z albumem, pojawił się pomysł by zrobić do tego tło muzyczne. To jeden z efektów tych prac.


Więc to tylko eksperyment i nie zamierzacie przerzucić się na elektronikę?


Trzeba to traktować jako formę dodatku. Tak jak w przypadku materiału symfonicznego, szkoda było to zmarnować, bo to fajna rzecz i przy okazji dowód na to, że nie interesujemy się tylko muzyką rockową, ale nasze horyzonty są znacznie szersze.


Z kolei "W Poszukiwaniu Straconego Czegoś" to dodatek bardzo nietypowy - film z Waszym udziałem...


Ja go nie widziałem jeszcze.


Cóż, nie ma z nami dzisiaj pomysłodawcy i scenarzysty - Piotrka. Wsiąknęliśmy w tę wizję i stworzyliśmy kreacje aktorskie, nie do końca najlepsze, ale to już może ocenią widzowie.


Nasza kolejna próba czegoś nowego. Chcieliśmy sprawdzić się w tej roli, a czy nam wyszło to trudno ocenić.


Jak wiele osób było zaangażowanych w produkcję koncertu i jak wyglądał proces wcielania w życie wszystkich pomysłów związanych z tym wydarzeniem?


Zaangażowanych było mnóstwo osób. Cały pomysł zaczęliśmy spisywać na kartkach pół roku wcześniej: scenariusz, setlistę, oprawę, scenografię, wizualizacje... Później wcieleniem tego w życie zajął się Mateusz Winkiel z Mania Studio wraz ze swoją ekipą. Podczas samego koncertu miksowaniem i wyświetlaniem materiału zajmował się nasz przyjaciel Piotr Górniak, który gdy tylko może jeździ z nami na koncerty i jest VJ'em.


Część pomysłów to również idee zebrane z całego okresu istnienia Comy. Mur, choć z kartonu, był już przecież na koncercie w łódzkiej Funaberii jeszcze przed wydaniem przez nas pierwszej płyty.


"Live" to zresztą podsumowanie tego co się działo w Comie przez te 11 lat od powstania. Stąd też pojawiły się telewizory, manekiny, wspomiany mur czy niektóre, znane już wizualizacje.


Wspólnie ustalaliście setlistę występu?


Tak.


I "kontrowersyjne" jak na Waszą stylistykę "Dyskoteki" również... Niewiele osób zna ten utwór.


To nasz stary eksperyment i ten koncert był w zasadzie jedyną okazją by ta kompozycja w jakiś sposób zaistniała, jako że nigdy nie było nawet planów żeby pojawiła się na jakiejś płycie.


Nie pokłóciliście się w trakcie tych ustaleń? Czy w ogóle często zdarzają się spięcia między wami?


Kłótni raczej nie ma. Bywają sprzeczki, dyskusje, ale nic poważnego.


Setlista to 100% rock'n'rolla i ciągłe dokładanie do pieca. Praktycznie przez cały czas nie odpuszczamy, a dopiero w bisach nieco się uspakajamy.


Na koncercie jednym z kulminacyjnych momentów jest utwór "Cisza I Ogień". Kompozycja z ostatniej płyty, ale znana od wielu lat. Czy są inne utwory, które do dzisiaj nie doczekały się wydania, a nad którymi jeszcze pracujecie i mogą ujrzeć światło dzienne? Chociażby "Piosenka Pisana Nocą", "Anioły", "Nienasycenie" czy "Turn Back The River"?


"Turn Back The River" pojawi się i to całkiem niedługo, ale nie możemy na razie zdradzić z jakiej okazji. Ale już takie utwory jak "Anioły" czy "Bez Widoków" to raczej zamknięty rozdział, do którego nie będziemy wracać. Są to już nieco zaprzeszłe rzeczy i nie wiem czy stylistycznie podpisalibyśmy się pod tym dzisiaj.


Czyli np. na powrót "Tolerancji" nie mamy co liczyć? (śmiech)


(śmiech) Nie, małe szanse.


Mimo wszystko wolimy pracować nad nowymi rzeczami, choć jak widać po "Ciszy I Ogniu" powroty się zdarzają.


A pracujecie nad czymś nowym?


Codziennie. Najbliższą nowością będzie utwór na soundtracku, o ile takowy się pojawi, do filmu "Skrzydlate Świnie", w którym gra Piotrek (Rogucki - przyp. red.). Piosenki co prawda nie napisaliśmy na potrzeby filmu, ale oba twory powstały w tym samym czasie i dodatkowo pasują do siebie konwencją.


Skoro już o Piotrze mówimy, czy czasami obawiacie się tego, że jego gra aktorska czy kariera solowa mogłyby wpłynąć negatywnie na Comę, a nawet zaprzepaścić jej istnienie?


Wręcz przeciwnie. Ja cieszę się, bo te wszystkie jego zajęcia sprawiają, że to artysta nie do podrobienia, bardzo charakterystyczny. Poza tym jego ścieżki kariery nawzajem się wspierają, np. ścieżka aktorska ma swoje odzwierciedlenie na scenie w trakcie koncertu.


Zdarza Wam się zastanawiać co Piotr ma na myśli pisząc jakiś tekst? Na Waszym forum fani często starają się je analizować. Kiedyś pojawiła się teoria, że w "Woli Istnienia" jest przemycone wyznanie o jego homoseksualiźmie.


Piotr nie jest gejem (śmiech). No, chyba że bardzo krypto-gejem (śmiech). A teksty rozumiemy.


Skoro sprawy seksualności mamy już wyjaśnione, to jeszcze mogę spytać czy po koncertach urządzacie ostre afterparty czy może grzecznie idziecie spać do łóżek?


Piszemy SMSy do domów i bardzo spokojnie idziemy spać.


Ostatnio nawet po koncercie Rafał zrobił mi mięty. Dbamy więc o siebie.


Jesteście bardzo aktywni, zawsze się u Was dużo dzieje. Często jednak bywa tak, że jakiś pomysł zdaje się umierać śmiercią naturalną. Tak chyba było w przypadku teledysku do "Woli Istnienia", która ostatecznie pozostała singlem bez obrazu.


Tak bywa z różnych powodów, nie można tego uogólniać. W przypadku "Woli Istnienia" teledysk powstał, ale był całkowicie niezgodny z naszą stylistyką. Mieliśmy dobry scenariusz, jednak pomyliliśmy się w kwestii realizacji. To co zobaczyliśmy nie było dobre i woleliśmy wstrzymać emisję niż później czegoś żałować. Nie mogę powiedzieć, że efekt jaki zobaczyliśmy był "wulgarny", ale na pewno "nie był ładny".


Jak zapowiadają się najbliższe miesiące dla grupy Coma?


Na pewno będzie dużo koncertów. Zaczynamy trasę wiosenną. Nie będzie ona jednak związana z jakąkolwiek promocją. Później we wrześniu chcielibyśmy wyjechać i popełnić nieco nowych dźwięków.


M. Kubicki