Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Guantanamo Party Program

Guantanamo Party Program

Guantanamo Party Program debiutowali niedawno, a już wzbudzają swoją muzyką sporo emocji. O ich albumie, przygotowywanych kolejnych wydawnictwach i idei zespołu rozmawiałem z wokalistą Darkiem i basistą Grześkiem...

Cześć! Miło mi, że mam okazję przeprowadzić z wami wywiad.


Witam, dziękujemy za zainteresowanie nami.


Ja również dziękuję za zainteresowanie i nie ukrywam, że to mile łechce. (śmiech)

   
Zamiast się "łechtać" cofnijmy się trochę w czasie (śmiech). Wcześniej graliście w innych kapelach. Co sprawiło, że wspólnie postanowiliście grać post-metal po szyldem Guantanamo Party Program?


Rzeczywiście graliśmy w bardzo różnych projektach, zespołach i bardzo różne rzeczy. Wspólnie zaczęliśmy grać chyba głównie dlatego, że kończył swój żywot lubiński zespół Bonito, w którym grali Wojtek, nasz gitarzysta i Darek, wokal. Mieliśmy grać klimaty screamo/emo violence/noise, ale jakoś wyszło, że wszyscy najlepiej czujemy się w takich klimatach. Ta zmiana stylu wyszła niejako naturalnie jako pewnego rodzaju uzewnętrznienie naszej muzycznej wrażliwości - swoisty punkt styku.


Zanim odpowiem na pytanie, umówmy się: NIE GRAMY POST-METALU! Naszą muzykę możesz określać mianem, jakim chcesz, byle nie post-metal. Umówiliśmy się, że najlepszym określeniem tego jest apocalyptic hardcore i niech tak już pozostanie, jeśli ktoś potrzebuje łatki.


Wracając do odpowiedzi, to jak mówi Grześ, głównym motorem był rozpad Bonito. Ja z Grześkiem już wcześniej coś pobąkiwaliśmy, żeby może gdzieś coś niezobowiązująco pograć razem. Kiedy już wiadomo było, że Bonito zdechnie na amen to, dla mnie oczywistym stało się wciągniecie Grzesia w tworzenie nowego projektu. I faktycznie, początki to była dość ekstremalna (przynajmniej wg nas) i dość chaotyczna jatka. Robiliśmy kawałki szybkie i szalone na przemian z wolnymi i melodyjnymi. Po półtora roku grania uznaliśmy, że te wolne i melodyjne wychodzą nam zdecydowanie lepiej, brzmią potężniej i bardziej emocjonalnie i chyba dlatego też postanowiliśmy iść dalej w tę stronę. Nigdy nie mieliśmy założenia, by grać jak coś tam… I nigdy też nie mieliśmy założenia wbicia się w jakiś nurt aktualnie popularny i dlatego tak bronimy się przed tą łatką post metalu.

 
Wasza nazwa wzbudziłaby w USA sporo kontrowersji…   


To chyba dobrze. Kiedy z Darkiem spontanicznie ją wymyślaliśmy, podobało nam się, że jest ona taka trochę prowokująca. Może nawet dająca do myślenia? Chociaż bycie kontrowersyjnymi to nie jest nasz główny cel.


Dokładnie. Nazwa powstała dzięki luźnym skojarzeniom. Kiedy po kilku pierwszych próbach wiedzieliśmy, że gramy dość dziwną rzecz, która może mieć problem z odbiorem, ze względu na ten (jak tak dzisiaj tego słucham, to wydaje mi się, że trochę jednak niekontrolowany) chaos i dość ekstremalne momentami wręcz grindowe granie. Zaczęło nam się to kojarzyć z torturami dźwiękowymi. Od słowa, do słowa, od skojarzenia do skojarzenia i… tak powstała nazwa. Nie mieliśmy absolutnie na celu bycia kontrowersyjnymi.

 
Skoro już o tym wspomniałeś, co sądzicie o torturowaniu muzyką irakijskich więźniów?


Nie ma znaczenia, jaką formę przyjęły tortury w Guantanamo, czy jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Dla mnie jest to niedopuszczalne pogwałcenie praw człowieka. Bardzo łatwo zadajemy innym ból - jest to pewne zjawisko świadczące o kondycji człowieczeństwa. Domyślam się jednak, że oczekujesz od nas rozwinięcia kwestii powiązań naszej nazwy i tego, co się działo w Guantanamo… W tym przypadku powinniśmy się cofnąć w czasie do momentu formułowania się pierwotnej wizji zespołu.


Ta nazwa miała być w moim odczuciu takim dysonansem, zgrzytem, po którym być może ktoś zastanowiłby się nad tym o co sam nas zapytałeś. Ludzie szybko zapominają o tym, co się dzieje na świecie, bo ich uwage przykuwają majtki Dody i "gwiazdki" tańczące na lodzie. Sprawy trudne burzą porządek codzienności, są jak piasek wrzucony w tryby, zmuszają do myślenia, a ludzie chcą po prostu miło spędzać czas.


Skontrastuj sobie nazwę z tekstami i będziesz miał gotową odpowiedź.

 
Wasz debiut ukazał się całkiem niedawno. Jak przyjęła go prasa? Czy jesteście zadowoleni z dotychczasowych recenzji?


Ciężko mówić o przyjęciu z jakiejkolwiek prasy. Dopiero dostaliśmy trzy recenzje w sieci, nie ukrywam, bardzo dobre. To, co w nich się pojawiło, było dla nas bardzo pozytywnym kopem do przodu, w szczególności po wcześniejszych trudnościach ze znalezieniem wydawcy.


Właśnie. Wydaje mi się, że o odbiorze będziemy mogli mówić za kilka miesięcy, kiedy więcej osób sięgnie po tę płytę i kiedy pojawi się więcej recenzji. Te, które docierają do nas teraz, są bardzo pozytywne i bardzo nas nakręcają do dalszej pracy. W tym miejscu chciałbym urządzić prywatę i bardzo podziękować i ukłonić się Arturowi, Pawłowi i Kubie z No Sanctuary Records i Jarkowi z Impact Sound Engineering, bo bez nich z tej płyty nic by nie było. A już na pewno nie tak szybko.

 
Często porównuje się was do Cult of Luna. Czy to was nie drażni? W końcu każdy zespół dąży jednak do stworzenia swojego indywidualnego stylu.


Mi osobiście to porównanie nie przeszkadza. Zresztą porównywano nas zarówno do Cult of Luna, ISIS, Neurosis, Red Sparowes, AmenRa, Celeste, czy JR Ewing, Amanda Woodward, Botch, Converge. Tak szerokie skojarzenia mogą świadczyć albo o tym, że bardzo udanie kopiujemy dokonania innych, albo, że w sumie radzimy sobie z poszukiwaniem własnego stylu. Moim zdaniem bliżej jest do tej drugiej wersji.


ja jestem wręcz absolutnie przekonany, że bliżej nam do tej drugiej wersji. Tak naprawdę nikt z nas, poza Grześkiem nie jest aż tak wielkim fanem grania pt. Neuro Music czy ten nieszczęsny post - metal, zwał, jak zwał. Znam kilka klasycznych albumów Neurosis, Isis, czy Cult Of Luna. Uważam, że trzeci album AmenRa jest absolutnie genialny. Ale jak już wspomnieliśmy powyżej, nasze pójście w tę stronę jest tylko i wyłącznie wynikiem naszych nastrojów, emocji i umiejętności, jakie w nas drzemią i chemii, jaka jest między nami podczas prób czy koncertów. Przyznam, że bardziej trafnym porównaniem byłoby przeciwstawienie nas do czeskiej sceny noise core z końca lat `90 tych. Kapele typu Ravelin 7, Thema 11, Lvmen, Ember czy Albion, a z Polskich ostatnie tchnienie La Aferra. Schlebia mi jak ktoś stawia nas na równi z Cult of Luna, ale wiem, że to jest takie trochę na wyrost i dość fałszujące obraz GPP w rzeczywistości.

 
Skoro już wspomnieliśmy o Szwedach, powiedzcie, co sądzicie o ich ostatnim albumie, "Eternal Kingdom"? Osobiście uważam, że to jak na razie ich szczytowe osiągnięcie.


Tu odpowiem tylko za siebie. Moim zdaniem "Eternal Kingdom" to bardzo dobra płyta, ale wymagająca osłuchania. Nie wiem czy to szczyt ich możliwości. Czasem myślę, że walka o podium toczy się między "Eternal Kingdom" a "Salvation". Bardziej boje się o kolejne ich materiały.


Mi się najbardziej podoba "Salvation". Jest tam zdecydowanie więcej niepokoju i przestrzeni w muzyce niż na ich ostatniej płycie. Co mnie osobiście najbardziej rusza. Również przyznam, że obawiam się, że dalej już będzie im ciężko stworzyć płyty, o których będzie można powiedzieć, że są bardzo dobre.

 
Czy was więc też nie przeraża myśl o stworzeniu muzyki, która będzie waszym szczytowym osiągnięciem?


Jak na razie nie myślimy w takich kategoriach. W tym momencie dostajemy cały czas pozytywne informacje, komentarze, one nas mobilizują do dalszej pracy, do podniesienia poprzeczki. Chcemy, żeby kolejny materiał był lepszy. Bardziej obawiam się, że w jakimś momencie nie poradzimy sobie technicznie, że zabraknie nam umiejętności.


Szczerze, to bardzo często myślę o tym co będzie dalej z naszą muzyką. Zdaję sobie sprawę z tego, że ta płyta to na dzień dzisiejszy nasze opus magnum. Boję się, że nasze umiejętności staną się pewną przeszkodą nie do przejścia i kolejne płyty staną się kontynuacją, bądź kalka tej. Mamy jednak to szczęście, że zespół tworzy 5 na maxa różnych głów i nie musimy, ani nie będziemy nic tworzyć na siłę, aby się komuś przypodobać, bądź spełnić czyjeś oczekiwania. Już raz dokonaliśmy zwrotu, więc nie wiem dlaczego nie miałoby się to stać w przyszłości?

 
Album rozpoczyna cytat z filmu. Co to za obraz i dlaczego zdecydowaliście się na jego umieszczenie na płycie?


To fragmenty monologu z "Czasu Apokalipsy". Pomysł na taką wstawkę zaszczepił w nas nasz były gitarzysta Jonatan. Myślę, że wymowa tego monologu idealnie pasuje do warstwy tekstowej i muzycznej naszego debiutu.

 
Wasze teksty są przepełnione niezbyt pozytywnymi emocjami. "Ja" stawia ludzkości niezbyt dobrą ocenę…


Wystarczy rozejrzeć się dookoła. Nie widzę w tym, co ludzie robią zbyt wielu powodów do radości. Mam poczucie, że żyjemy w świecie, który zjada swój własny ogon. Bezmyślność, podłość, okrucieństwo, nienawiść, szukanie sposobu, żeby wyrządzić komuś krzywdę, pragnienie dominacji, destrukcji. To nie napawa optymizmem.


Dokładnie. Wiesz, na co dzień nie jesteśmy ponurakami (no może nie wszyscy z nas tacy są…) Wprost przeciwnie. Ludzie, którzy nas znają i zadają się z nami, potwierdzą to zawsze. Ale uśmiech kończy się tam, gdzie zaczynam się zastanawiać nad tym, co widzę dookoła, a robię to bardzo często. Owszem, ktoś może mi zarzucić, że to margines etc. Ale dla mnie nie. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pisze teksty, które nie napawają optymizmem. Które odzwierciedlają tą złą naturę człowieka. Człowieka zepsutego, który pożąda i nie potrafi się pohamować, człowieka, który niszczy, psuje, nie posiada żadnych ideałów czy wartości, poza pieniądzem oczywiście. Człowieka, dla którego liczy się cel, a nie sposób dojścia do niego.


Prawie każdy dzień daje mi mnóstwo inspiracji do pisania o rzeczach, które są ciężkie… Ale przyznam również, że napisałem właśnie text do nowego numeru, który jest pierwszym i jedynym jak dotąd pozytywnym. Mówi o tym, co daje nam siłę… choć na końcu znów pojawia się motyw śmierci...

 
We tekście "Ja" znajduje się m.in. wers "ja, który nosze krew na rekach". Przyznam, że czytając go przypomniał się mi mój wywiad z wokalistą Neurothing, który stwierdził, że każdy z nas jest po części mordercą. Choćby z powodu, że wszyscy płacimy podatki, które potem rządzący przeznaczają na wojny.


Hmmm… Przeciętny Kowalski zapewne wybuchnąłby gromkim śmiechem słysząc taki text.  Ale osobiście trudno mi się z tym nie zgodzić. Każdy z nas przyczynia się do takich rzeczy. Chociażby jedząc mięso. Nigdy w swoich textach nie będę nikomu mówił, jak ma żyć, żeby żył nie krzywdząc innych, bo sam nie potrafię tego robić, a poza tym daleko mi do kaznodziejstwa… ale to prawda. Ludzie dzisiaj nie starają się żyć świadomie. Czasem po prostu wolą pójść na łatwiznę i najzwyczajniej nie myśleć o tym…

 
Czy więc uważasz, że oddanie władzy elitom w pewnym sensie zwalnia wspomnianego przez Ciebie Kowalskiego z myślenia, odpowiedzialności i sposób, by mógł on bez kompleksów spojrzeć w lustro i nie uważać się na "mordercę"? Coś na zasadzie umowy społecznej - wy macie władzę i pieniądze, my spokój?


Wiesz… nie wiem czy jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. W moim mniemaniu ŻADNA władza nie zwalnia "Kowalskiego/Mnie" z myślenia. Tym bardziej jeśli mówimy o władzy wybranej demokratycznie w demokratycznym kraju, a więc teoretycznie takiej jaką Kowalski/Ja wybiera. Nie wiem czy jest możliwe funkcjonowanie w systemie, w kraju, w którym władze nie pompowałyby kasy w armie, służby specjalne, wywiad etc. Więc tak. Wracając do pytania, to w tym kontekście Kowalski/Ja jest mordercą. Również nigdy nie powinniśmy się godzić na taki stan rzeczy, w którym "władza" ma władzę, a my łudzimy się, że wszystko będzie ok i mamy to w dupie. To tak jakby głosować na kata, a potem ustawić się w kolejce po ścięcie. 

 
Czy "Na końcu świata" mówi o samobójstwie? Tytuł, choć kojarzy się z Apokalipsą, oznacza chyba raczej koniec świata dla bohatera… Samobójstwo każdego z nas jest po części małą apokalipsą…


Wiesz… śmierć jest dla nas ludzi tematem tabu. Zdarza mi się myśleć o śmierci. Zdarza mi się myśleć o tym, co będzie w chwili kiedy ona mnie dopadnie. Zastanawiam się co się wtedy czuje. Czy to boli, czy zgasnę ot tak po prostu jak ogień na zapałce… i już? Koniec? Nie ukrywam, że jest to straszne… Świadomość istnienia "kręgu życia" mnie nie łechce na tyle, żeby cieszyć się z tego, że rodzimy się po to, by dać następne życie, a potem umrzeć. Perspektywa uciekającego czasu jest przerażająca… dlatego ten tekst ma taki apokaliptyczny wydźwięk. Chyba jesteśmy jednoosobowymi apokalipsami, albo raczej ludźmi z piętnem apokalipsy… Ten tekst nie mówi raczej o samobójstwie choć chyba ma taki wydźwięk. Mówi raczej o śmierci sensu stricte.

 
Wasze utwory znajdą się także na splicie z Sun for Miles i Echoes of Yul. Czy na to wydawnictwo  przeznaczyliście jakieś nowe utwory, czy znajdzie się tam częściowo materiał z debiutu?


Początkowo idea była taka, że z końcem roku 2009 pojawi się split a na nim dwa numery pochodzące wprost z tej samej sesji co cd - a dokładniej dwa numery zamykające płytę. Dopiero potem miała wyjść nasza płyta. Wydarzyło się jednak trochę rzeczy, które opóźniły wydanie splitu (obecnie mowa jest o kwietniu 2010). W każdym razie rozmawialiśmy o tym wydawnictwie bardzo dużo wewnątrz zespołu oraz z kolegami z Echoes of Yul.


W trakcie jednej z takich rozmów Jarek Leśkiewicz zaproponował nam reinterpretację tych dwóch tracków, dograł więc dodatkowe ścieżki, zmiksowaliśmy to ponownie i wyszły dwa numery, niby te same, ale zdecydowanie nie takie same. Ciekawe doświadczenie. Zresztą później z Jarkiem doszliśmy do wniosku, że nowe wersje biorą w klamrę całość splitu poprzez nadanie naszym numerom, instrumentalnie dość surowym, przestrzeni wspólnej z utworami Echoes of Yul i Sun for Miles. Co istotne split z EOY i SFM to nie koniec naszych planów wydawniczych.

 
Czego więc możemy się po was jeszcze spodziewać?


Na pewno tego, że zapowiadany od zeszłego roku split w końcu się ukaże. To jest najważniejsza sprawa wydawnicza najbliższych tygodni. Obecnie pracujemy nad nowymi numerami - zresztą ktoś kto zna nasz CD zorientuje się na koncercie, że jeden z takich świeżych kawałków już gramy na żywo. W każdym razie liczę na to, że jesienią tego roku uda nam się nagrać w studio ze trzy nowe numery, które później wydamy. Prawdopodobnie (to moje prywatne zdanie) będzie to winylowy split z pewnym bardzo fajnym czeskim zespołem. Może uda się też wydać ten materiał równolegle na samodzielnym MCD? No i oczywiście mam takie marzenie, że nasz debiutancki krążek ukaże się też w wersji na czarnym placku. Byłoby to coś wspaniałego. Bardzo liczę na dalsza współpracę z No Sanctuary Records, to wspaniali i otwarci ludzie.

 
Niedawno poznaliśmy finalistów konkursu Neuro Music. Dlaczego nie startowaliście? Przecież stylistycznie wręcz wzorowo pasujecie do Asymmetry Festival.


Myślę, że nasze stanowisko jest dośc proste. Zawsze wychodziliśmy z założenia, że muzyka to coś więcej niż wyścigi. Z definicji może nie tyle bojkotujemy, co unikamy wszelkich konkursów, bo rodzi to niezdrową i niepotrzebną rywalizację między ludźmi i zespołami.


Dokładnie. Muzyka to nie zawody sportowe. Dlaczego jeden zespół ma być gorszy od drugiego? Bo co, nie potrafi zagrać idealnie chwytu D? Albo fis? Albo brzmienie gitary było nie takie? Może emocje źle, bądź słabo przekazane? Nie chcemy, by nas oceniano w ten sposób i dlatego mimo iż prosiło nas o to kilka osób, nie zgodziliśmy się na wzięcie udziału w tej imprezie. Z drugiej strony absolutnie nie negujemy sensu istnienia tego konkursu. Po prostu uważamy, że nie przez konkursy nasza droga…

 
Za niedługo będzie można zobaczyć was m.in. na trasie At the Soundawn w Polsce.


Jest to efekt naszej współpracy z Hansem z G0lem Art. & Booking, człowiekiem, który wiele nam pomógł...


I pewnie jeszcze wiele pomoże… To jest bardzo miłe uczucie, że wokół nas są osoby, które nas bezinteresownie wspierają. Mam nadzieję i wierzę, że uda nam się kiedyś równie bezinteresownie im odpłacić! Pozostaje nam zaprosić na te koncerty, bo zamierzamy dać z siebie wszystko!


Co istotne, nie są to jedyne koncerty, jakie mamy w planach. Z końcem marca jedziemy na dwa koncerty do Czech, Na początku maja wspomniana przez Ciebie mini trasa z At The Soundawn (Bielsko Biała, Łódź, Wrocław). Na jesień planujemy zorganizować dwie mini traski z Echoes of Yul i Sun for Miles. Liczymy, że uda nam się wtedy odwiedzić na jeden czy dwa koncerty Niemcy. Na chwilę obecną są to jednak plany. Poza tym na pewno pojawimy się na jakichś pojedynczych koncertach.


Jacek Walewski
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie