Na płycie nie wykorzystałem syntetycznych brzmień, loopów, mocnych beatów, do udziału w nagraniach nie zaprosiłem DJów, czy raperów. Jestem zupełnie niemodny, bo komu dzisiaj chciałoby się nagrywać żywą sekcję dętą, wielogłosowe chórki, instrumenty smyczkowe, itp. Przecież to wszystko da się zastąpić brzmieniami z komputera, czy samplera, poza tym, komu chciałoby się pisać partytury? Dziś prawie nikt nie nagrywa płyt z udziałem orkiestry, czy bigbandu, to się kompletnie nie kalkuluje. Dawniej się dało i to w Polsce, na przykład Andrzej Zaucha nagrywał z bigbandem Wiesława Pieregorólki, Jarek Śmietana nagrywał płyty z orkiestrą symfoniczną, Starsi Panowie, chociaż niedzisiejsi- bardzo są modni.
Daleki jestem od "dostosowywania" się do panującej mody, nie mam na celu zabiegania o słuchacza, ani bicia rekordów słuchalności wśród dorastającej młodzieży. Używam archaicznych środków, jak na dzisiejsze czasy, bo lubię. Nie zamierzam dostosowywać się do "ogólnokrajowego gustu". Jeśli chodzi o brzmienie, uważam, że "żywe" instrumenty zawsze zabrzmią świeżo, a to co dziś uważamy za nowoczesne w muzyce rozrywkowej, za 10 lat zostanie wyparte przez "nowocześniejsze". Historia dowodzi, że brzmienie skrzypiec, fortepianu, organów Hammonda, czy klarnetu basowego zawsze będzie na czasie.