Nie, nie zrobiłem tego świadomie. Zawsze chciałem grać intrygującą muzykę, ponieważ sam takiej słuchałem, gdy dorastałem. Lubię muzykę, która potrafi zaskakiwać odbiorcę. Nagrywanie albumu można porównać z zabieraniem słuchaczy w muzyczną podróż. Za każdym razem, kiedy tworzę, opowiadam jakąś historię i zabieram słuchaczy do wzięcia udziału w przygodzie. Bardzo nie lubię szablonowej muzyki z konwencjonalnymi, łatwymi do przewidzenia strukturami. Mogę to wytłumaczyć na przykładzie kina europejskiego i amerykańskiego. Kino amerykańskie, szczególnie to robione w Hollywood, najczęściej opowiada logiczną, oczywistą historię.
Wszystko jest dopowiedziane i podane widzowi dosłownie na tacy. Wszystkie wątki domykają się ładnie na końcu. W kinie europejskim sprawa przedstawia się inaczej. Historia jest bardzo często pocięta na kawałki, jej zadaniem nie jest to, żeby zadowolić widza emocjonalnie. Jest przez to bardziej fascynująca, bo bardziej nieprzewidywalna - jak samo życie. Tak właśnie podchodzę do tworzenia muzyki. Szukam zawsze nowych rozwiązań, nowych form, czegoś, co zaskoczy słuchacza i przykuje jego uwagę. To może być nowe brzmienie, jakiś dysonans, czasem nowa gitara. Lubię eksperymentować może dlatego, że szybko się nudzę.