Myślę, że on nie był wyjątkiem jeśli chodzi o doświadczenie ludzkiej zawiści. Tyle tylko, że skala tych zachowań w jego wypadku była rzeczywiście ogromna, z uwagi na status Jacksona w ogóle. Z jednej strony wzbudzał skrajne uwielbienie, ale był za wielki, żeby nie wzbudzać też negatywnych reakcji. Zresztą obiektywnie trzeba przyznać, że dawał do tego sporo powodów - szastanie pieniędzmi, niezliczone, zupełnie niepotrzebne operacje, dziwaczne miłosne historie czy wreszcie uwielbienie dzieci, które przekuto w oskarżenia o pedofilię. To nie są tematy generujące pozytywne emocje. Jednak bez względu na to wszystko Jackson był wybitną postacią, wybitnym muzykiem, wokalistą, producentem - artystą kompletnym i jedynym w swoim rodzaju. Kiedy ogląda się "This is it" widać to doskonale i żadne historie dotyczące jego prywatnego życia tego nie zmienią.