Kup Magazyn Gitarzysta

Dianoya

Mnogość zainteresowań i inspiracji będących udziałem tych wykształconych muzyków powoduje, że ich płyta jawi się jako przebogata ale nie przeładowana. Aranżacje pozwalają na intuicyjne śledzenie wszystkich wątków bez gubienia przejrzystości.W stylu Dianoyi każdy może usłyszeć coś innego. Muzycy wśród inspiracji wymieniają tak różne i odległe od siebie stylistycznie zespoły jak: Pink Floyd, Tool, Radiohead, Depeche Mode czy The Gathering.

Witam i na początek gorąco proszę, żebyście przedstawili się naszym czytelnikom.


Witam, Maciek Papalski druga gitara i pierwszy kierowca (śmiech) w zespole Dianoya.


Witam, Filip Zieliński pierwszy wokalista i drugi klawiszowiec (śmiech)!


Witam, Janek Niedzielski pierwszy w sporcie, pierwszy w nauce! (oklaski)


Cześć, Adam Pierzchała, gitara basowa.


Jak powstał wasz zespół?


Inicjatywa leżała po stronie Janka, to on zaproponował mi zrobienie materiału a ja po dwuminutowym zastanowieniu…zgodziłem się (śmiech). Niedługo potem dołączyli pozostali członkowie: Łukasz, Adam i Maciek…i oto cała historia! Prawie jak casting na boysband, z tą różnicą, że wszyscy znamy się od lat i nie robimy tego dla wielkich pieniędzy…przynajmniej póki co (śmiech).


Jak sami określacie swój styl muzyczny, który zaprezentowaliście na "Obscurity Divine"?


Hmm… może "mrok-rock" (śmiech) - w jednym z portali internetowych zobaczyliśmy recenzję w której postrzegani jesteśmy jako niesamowicie mroczny zespół. Trochę mnie to zdziwiło…może faktycznie "Obscurity Divine" nie jest przepełnione wesoło-beztroskimi melodiami ale z drugiej strony nie chciałbym aby Dianoya była postrzegana przez pryzmat bólu, mroku i beznadziei - bo tak nie jest.


Nie słuchamy Burzum, gramy też czasem durowe akordy. Nie ma tu oczywiście wesołych melodii na miarę współczesnych popowych zespołów, ale to co miłe dla ucha nie zawsze musi być banalne i na pierwszy rzut ucha - mało optymistyczne.


Każdy z nas dorastał słuchając innej muzyki, uczył się grać na innych utworach, inaczej ćwiczy, inne rzeczy są dla niego priorytetem. Każdy dodał coś od siebie i wydaje mi się, że dalej to już zadanie dziennikarzy i krytyków, jak opisać końcowy produkt. 


Obrazicie się gdy powiem, że dla mnie brzmicie jak połączenie klimatycznego metalu z doomem i progresywnym rockiem?


Ja się obrażę tylko w 50% (śmiech) - bardzo lubię zespół Yes (głównie dokonania z gitarzystą Trevor Rabin’ em), U.K. i Genesis. Jeśli chodzi o klimatyczny metal i doom to osobiście niewiele powiem - zdecydowanie nie moje klimaty. Dla mnie ciężka muzyka metalowa przede wszystkim klasyka tego gatunku: Metallica, Megadeth…


Nie, ludzie starający się opisywać nowe rzeczy, zawsze przyrównują je do czegoś, co już znają. Wiadomo, że nie przybyliśmy z kosmosu i muzyka, którą tworzą inni artyści ma na nas jakiś wpływ. Cieszy nas  to, że kojarzy Ci się akurat z tym. Mogło być gorzej. 


Ja zawsze powtarzam, że Dianoya to dla mnie zespół rockowy a jeśli komuś pomoże, że go poprzedzimy słowem "prog" to ok.! Co do "ciężaru" płyty to chyba samo tak wyszło w praniu (śmiech)…osobiście nie słucham doom metalu, ale jak wiemy inspiracje często odkładają się trochę poza naszą świadomością… więc kto wie?


Ciekawa sprawa z tym doomem. Tym bardziej, że nikt z zespołu takiej muzy nałogowo  nie słucha. Faktycznie bliskie są nam dźwięki smutasów z pod znaku Anathemy czy Katatonii, ale np. w przypadku tych pierwszych, to raczej od momentu wydania płyt "Alternative 4" czy "Judgement". Tam już żadnego doomu nie było i chwała im za to (śmiech)


Jak długo komponowaliście utwory na debiut i gdzie kładliście ślady na płytę?


To była krótka piłka! Janek zaproponował mi żebyśmy zrobili projekt na poważnie i przystąpiliśmy do pracy w czerwcu 2008 roku. Popracowaliśmy naprawdę mocno przez wakacje i rozpoczęliśmy próby z całym składem w listopadzie tego samego roku. Szlifowaliśmy materiał do marca i potem weszliśmy do TR Studios aby zarejestrować materiał u Tomka Roguli…jednym słowem poszło sprawnie.


Na jakim sprzęcie nagrywaliście album a jakiego sprzętu używacie na co dzień do grania?


Ja z Jankiem korzystaliśmy wymiennie z tego samego sprzętu. Używaliśmy tych wzmacniaczy i gitar, które naszym zdaniem najlepiej brzmiały w danym momencie. Generalnie rytmiczne partie nagraliśmy na Road King’ u, czyste i solowe partie na Stiletto Trident (oba wzmacniacze wpięte w paczkę Mesa Boogie 2x12). Gitary, które przewinęły się podczas nagrań to Gibson Studio, Music Man Axis, Fender Stratocaster Deluxe, Fender Telecaster i akustyki Ibaneza i Yamahy (nie pamiętam jakie dokładnie modele!). Czasami korzystaliśmy z analogowych efektów MXR’ a i Boss’ a.


Sprzętu na którym nagrywałem w studiu, używam tez na koncertach. Nie jest tego wiele, spokojnie na występ mogę jechać pociągiem.  Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. A tak na poważnie: gitary to Fender Jazz Bass FMT i Carvin XB75, wzmacniacz Gallien-Krueger.


Co oznacza tytuł "Obscurity Divine"? Przykładacie wagę do tekstów, chcecie coś przekazać również słowami nie tylko muzyką?


Obscurity Divine - czyli w wolnym tłumaczeniu: "boska niejasność". Chciałem w tytule tej płyty wyrazić protest dla przyjmowania wszystkiego co nam się podaje. Protest przeciwko każdej formie intelektualnej apatii, przeciwko braku pytań. Uważam, że dzisiejszy świat nie lubi pytań…gdyż często są niewygodne. Często zadając pytanie otrzymujemy nic nie znaczące: "bo tak"…oczywiście, można i tak, ale ja dużo wyżej cenię sobie trud dociekania odpowiedzi na pewne pytania. Nie chce aby zabrzmiało to jakoś pompatycznie, ale chodzi mi o to, że czasem po prostu warto pogimnastykować umysł w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania…nawet jeśli ich nikt nie zadaje.


Video do "Dreamlack" robi wrażenie. Kto wpadł na ideę takiego a nie innego teledysku i kto go zrealizował?


Realizacją teledysku zajął się świetny grafik Marcin Przymus. Myślę, że w interesujący sposób oddał klimat Dreamlack’a, zarówno w sferze graficznej jak i kolorystycznej.


Na swojej stronie internetowej buńczucznie stwierdzacie, że macie "znakomity warsztat". Jak ćwiczycie i pielęgnujecie ten warsztat?


Osobiście uważam, iż warsztat jest sprawą całkowicie oczywistą i każdy szanujący się muzyk o niego dba. Ja ćwiczę codziennie i na tyle różnych sposobów (głównie improwizując z różnymi pokładami), że mówienie o tym może chyba mocno zanudzić naszych czytelników (śmiech). Nie ma cudów - każdy muzyk (oczywiście w zależności jaki gatunek muzyki chce uprawiać) musi spędzić więcej lub mniej godzin ćwicząc w samotności w domu, tak aby potem móc się odnaleźć w graniu z innymi artystami. Ambitnych odsyłam do workshop’ ów w piśmie "Gitarzysta"!


W mój gryf wsiąkła cała wanna potu, a w dywan cały basen łez domowników. Więc wybaczcie tę odrobinę chwalipięctwa.


Każdy musi sobie znaleźć swój własny sposób na ćwiczenia. Jest to w dużej mierze zdeterminowane tym co chcesz grać. Nie można być ekspertem od wszystkiego, w muzyce trzeba przede wszystkim znaleźć sposób na wyrażanie siebie, swoich emocji. I nie ma to kompletnie znaczenia, czy posiłkujesz się w tym momencie sweepem czy sprzężeniem zwrotnym. Czasem dobre sprzężenie jest trudniejsze do wykonania niż sweep (śmiech) Chociaż ja sweepów grać nie umiem (śmiech)


Skąd czerpiecie pomysły i inspiracje do tworzenia?


Może to dziwne, ale najwięcej pomysłów wpada mi do głowy jak siedzę w wannie.


Inspiracją mogą być różnie rzeczy. Dla mnie są to przede wszystkim emocje i uczucia jakich doświadczam, zarówno pozytywne jak i te negatywne.


Myślę, że w 90% inspiracje pochodzą z muzyki której słucham. Dokonuję się wtedy swoisty rodzaj syntezy muzycznej i powstają pomysły, które staram się rozwijać albo zwijać.


Inspiracją jest samo życie. Nieograniczone pole do popisu dla wszelkich twórców.


A jeśli mowa o inspiracjach, jakie zespoły są nią dla was?


Chłopaki śmieją się ze mnie, że jestem najbardziej "liryczny" z nas wszystkich…cokolwiek to znaczy (śmiech) więc i muzyka której słucham jest w dużym stopniu refleksyjna. Oczywiście często zmienia się moja playlista ale myślę, że na zawsze zagościły u mnie takie zespoły jak: The Gathering, Anathema, ISIS, Rush czy Neurosis.


Całkiem możliwe, że koledzy w zespole mi nie uwierzą (śmiech), ale jest tego wiele! Od jazzu, poprzez klasykę i rock kończąc na popie. Ostatnio słucham m. in. O.N.A, Bruce Springsteen’ a i Simon Phillips’ a, choć pewnie niebawem się to zmieni.


Zmieniało się to przez lata. Ale w okresie tworzenia materiału najwięcej słuchałem Tori Amos, Jeffa Buckleya, King’s X i Opeth.


Wolicie prezentować się ludziom z płyty czy ze sceny? I czy jest szansa na jakąś ofensywę koncertową z waszej strony?


Powiem tak - uwielbiam grać i chcę przede wszystkim grać!


Ofensywa miała miejsce w marcu - 16 koncertów w całej Polsce, ale postaramy się nie zwalniać. Uwielbiamy grać koncerty - energia jaką się odbiera od ludzi podczas występu jest czymś nie do opisania, ale myślę, że praca w studiu także dostarczyła nam wiele satysfakcji i śmiechu…głównie śmiechu (śmiech).


Lubię pracę w studiu, ale osobiście wolę koncerty, gdzie są  emocję, energia, kontakt z publicznością twarzą w twarz. 


Płyta zawsze zabrzmi tak samo. Koncert rządzi się innymi prawami i to jest właśnie miejsce gdzie mogę wyrazić siebie w 100%.


Jaką przyszłość widzicie dla waszego zespołu? Co chcecie osiągnąć i w jakim stylu muzyczny tworzyć?


Chciałbym abyśmy nieustannie się rozwijali. Pragnąłbym aby każdy kolejny album był inny. Oczywiście jest to marzenie, które wymaga ogromnej pracy. Nie mogę się wypowiadać w imieniu kolegów, mogę jedynie obiecać, że osobiście nie odpuszczę… progres!


Ostatnie półtora roku pracy nad płytą nauczyło mnie jednego: nie planuj zbyt wiele!!! Zakładaliśmy jedno a w dniu nagrań okazywało się, że zagramy to inaczej bo ktoś wpadł na fajny zabieg aranżacyjny. Takie rzeczy się często zdarzają i na tym polega cała zabawa! Jeżeli coś jest oczywiste i idzie zgodnie z planem to łatwo się można tym znudzić. Chyba tak samo jest z komponowaniem…często wyznaczaliśmy sobie jakiś azymut a lądowaliśmy zupełnie gdzie indziej…i niech już tak zostanie!


Chciałbym bardzo, aby nasza płyta ukazała się zagranicą. I oczywiście zagrać tam trasę. Dociera do nas coraz więcej głosów z różnych, często egzotycznych krajów. Sam fakt, że ktoś z drugiego końca świata  zadaje sobie trud, aby dotrzeć do naszej muzyki jest dla mnie ogromnie budujący i daje przysłowiowego kopa do dalszej pracy.


Na to pytanie nie da się odpowiedzieć precyzyjnie, życie nas zaskakuje każdego dnia. Tworzenie jest związane z emocjami, a ich nie można zaplanować. Na pewno nasza następna płyta nie będzie taka jak poprzednia (śmiech).


Dzięki za wywiad i powodzenia na przyszłość.


Wielkie dzięki, zapraszamy na koncerty i pozdrawiamy czytelników magazynu "Gitarzysta"!!!

 

Grzegorz Żurek

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie