Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Steve Vai

Steve Vai

W ciągu ostatnich 25 lat Steve Vai zyskał sobie miano innowatora gitary. Artysta zasłynął z niezwykłej szybkości gry, niesamowitych sztuczek wykorzystujących wszystkie chyba możliwe środki wyrazu dostępne na gitarze elektrycznej i ze swych eksperymentów z brzmieniem.

To połączenie technicznej precyzji i twórczego geniuszu da się w jego przypadku wytłumaczyć tylko jednym: obsesyjną miłością do gitary. Vai wyjawia sekrety swojej techniki gry, radzi, jak ćwiczyć, jak zmaksymalizować cele, wzmóc kreatywność i odnaleźć swój własny styl. Czyli krótko mówiąc: jak z aspirującego gitarzysty stać się wirtuozem gitary.

Dla wielu gwiazd uczenie kogoś gry na gitarze może wydawać się nudnym zajęciem. Jednak Steve Vai, choć - jak sam twierdzi (a w co trudno nam uwierzyć) - wciąż sam się uczy, postanowił podzielić się swoją obszerną wiedzą z adeptami tego instrumentu. W Londynie zorganizował warsztaty pod nazwą Alien Guitar Secrets. Entuzjaści rocka i miłośnicy gitary Ibanez JEM tłumnie przybyli na zajęcia, mając nadzieję jak najwięcej skorzystać z rad i wskazówek niekwestionowanego mistrza współczesnej gitary elektrycznej.

Kiedy zacząłeś marzyć o tym, żeby zostać gitarzystą?


Och, bardzo wcześnie! Gdy słuchałem swoich ulubionych kapel rockowych, wyobrażałem sobie, że stoję na scenie i gram na gitarze przed tłumem ludzi. Widziałem w wyobraźni, że gram płynnie, bez wysiłku i że mam całkowitą kontrolę nad instrumentem. To było zanim w ogóle zacząłem się uczyć grać! Całkiem świadomie wyobrażałem sobie, że robię rzeczy, których jeszcze nie umiałem robić.


Czyli uważasz, że wizualizowanie pomaga w osiągnięciu celów...


Tak. Gdy patrzę teraz wstecz, dochodzę do wniosku, że wizualizacja jest najważniejszą rzeczą prowadzącą nas do spełnienia marzeń. Trzeba sobie wizualizować cele, bo to nam daje siłę do ich realizacji. Poza tym, jeśli nie mamy celów, to nie wiemy, w jakim kierunku zmierzamy. Najlepiej wyobrazić sobie, że robimy coś, co chcielibyśmy robić, i pielęgnować ten obraz w głowie. To może być ambitny cel, ale może być też coś prostszego - na przykład nauczenie się jakiejś piosenki The Beatles. Wszystko można sobie wizualizować. Najważniejsze jest, aby podzielić sobie realizację celu na poszczególne etapy, które będą łatwiejsze do osiągnięcia. Każdy z tych etapów trzeba konsekwentnie i cierpliwie doprowadzić do końca, niczego nie wolno przyśpieszać. Należy opanować wszystkie niuanse, w przeciwnym razie nigdy nie będziemy dobrze grać.


W jaki sposób udało ci się zmienić te wizualizacje w rzeczywistość?


Wyszedłem z założenia, że jeśli ma się dobrą technikę, to swoją grą można wyrazić wszystko, co się tylko chce, przy czym można to robić czysto i pewnie. Dlatego poświęcałem ogromną ilość czasu na ćwiczenia. Wymyślałem sobie przeróżne ćwiczenia i później je rozbudowywałem, żeby doskonalić swoją technikę. Ćwiczyłem też słuch. Muszę przyznać, że byłem doskonale zorganizowany i narzuciłem sobie dużą dyscyplinę. Codzienne ćwiczenia dzieliłem na części: akordy, skale, technika gry i tak dalej. Zostawiałem sobie też czas na granie piosenek i jamowanie. Zawsze samodzielnie przerabiałem lekcje gry na gitarze. Za to w szkole szło mi okropnie. Nie byłem zbyt inteligentny, ale przepadałem za lekcjami gry - w końcu moim nauczycielem był Joe Satriani!


Jeśli nie czujesz potrzeby posiadania nauczyciela, to jest to twój wybór, ale prawdopodobnie dużo przez to tracisz. Wszystko jednak zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Niektórzy po prostu chcą się nauczyć grać tylko swoje ulubione piosenki, na przykład utwory The White Stripes. A więc jeśli nie chcesz osiągnąć nic więcej, to faktycznie nie jest ci potrzebny nauczyciel. Natomiast jeśli chcesz być dobrym gitarzystą, to musisz postawić wszystko na jedną kartę.


Zanim twoim nauczycielem został Joe Satriani, uczył cię Bill Westcott. Musi być teraz bardzo dumny, patrząc, co ty i Joe Satriani osiągnęliście. Utrzymujesz z nim kontakt?


Mam z nim sporadyczny kontakt, to znaczy wysyłam mu kartki na święta i inne okazje. Ale rzeczywiście jest ze mnie dumny. To człowiek, który bardzo sobie ceni prywatność. Ma naturę trochę depresyjną - choć był bardzo utalentowany, to jednak zawsze nosił w sobie pewien smutek. Dużo się od niego nauczyłem, jego lekcje były bardzo inspirujące. Mało jest takich ludzi, którzy potrafią pracować tyle co on.


Co było inspirującego w jego lekcjach?


Wpoił mi potrzebę ciągłego muzycznego poszukiwania i twórczego rozwoju. Nie oszczędzał mnie ani trochę. Codziennie musiałem przynosić na zajęcia materiał, który sam skomponowałem. Nie wystarczyła melodia z symbolami akordów, kazał mi pisać miniutwory, które mógł zagrać na pianinie. To było, zanim zacząłem uczyć się grać na gitarze! Uważam, że nie ma lepszej edukacji dla muzyka, niż codzienne komponowanie i późniejsze odsłuchiwanie tego, co się napisało. Bardzo dużo się dzięki temu nauczyłem.


Czyli nie grałeś jeszcze wtedy na gitarze, a więc na czym?


Grałem trochę na pianinie. Zanim sięgnąłem po gitarę, odebrałem szeroko pojętą edukację muzyczną. Zawsze miałem dobry słuch - wystarczyło, że raz posłuchałem melodii i już byłem w stanie ją odtworzyć. Bill szedł dalej: pytał mnie, jak dana melodia brzmiałaby zagrana od tyłu w tonacji molowej czy skali lidyjskiej. Kazał mi na przykład skomponować kawałek na... cztery waltornie. Tak więc siedziałem całe noce i komponowałem muzykę na małą orkiestrę, ucząc się przy tym teorii.


Dzięki tej edukacji łatwiej ci było nauczyć się grać na gitarze?


Trudno mi było przenieść na gitarę teorię, której się nauczyłem. Odkryłem zupełnie inny świat. Uczyłem się grać "Whole Lotta Love" czy "Aqualung". Nie analizowałem utworów pod względem zagadnień teoretycznych - nie myślałem na przykład, że w kawałku "Aqualung" można znaleźć skalę bluesową ze zmniejszoną kwintą i tak dalej. Dopiero Joe Satriani otworzył mi oczy - to właśnie on pokazał mi, w jaki sposób przenieść na gitarę teorię, której się uczyłem. Dla mnie to było dosłownie objawieniem.


Wracając do moich początków, trzeba powiedzieć, że nawet gdybym miał zostać tylko nauczycielem muzyki, byłbym szczęśliwy, bo Bill dał mi wspaniały przykład. Dobry nauczyciel jest jak skarb. Wiadomo, że można nauczyć się z książek czy Internetu, ale są rzeczy, których może nas nauczyć tylko profesjonalny i doświadczony muzyk.


Jakie ćwiczenia poleciłbyś młodym gitarzystom, którzy marzą o osiągnięciu wysokiego poziomu gry?


Trzeba sobie narzucić dyscyplinę, dosłownie jak w wojsku. Kiedy byłem młody, bardzo dużo ćwiczyłem, praktycznie zatracałem się w grze. Bywało, że zabierałem gitarę do szkoły, do łazienki, a nawet z nią spałem. Dosłownie się z nią nie rozstawałem. Kiedy nie miałem gitary przewieszonej przez ramię, czułem się nieszczęśliwy. Nie do końca uważam, że stan umysłu, w jakim się wówczas znajdowałem, jest dobry dla młodego człowieka, ale taki właśnie wtedy byłem. Kochałem gitarę. Samo trzymanie jej w rękach sprawiało mi niesamowitą przyjemnością, i nadal wciąż sprawia.


Wracając do pytania... Uważam, że konieczne jest - jak już mówiłem - obranie sobie jakiegoś celu, który może być mniejszy albo większy. Na przykład założymy sobie, że chcemy grać utwory naszego ulubionego muzyka. Trzeba sobie wtedy wyobrazić samego siebie grającego tę muzykę. Później przychodzi pora na podzielenie tego celu na drobniejsze, pośrednie etapy - czyli takie, które są prostsze do osiągnięcia. Krok po kroku uda się w końcu osiągnąć ten duży cel. Jeśli będziesz konsekwentny i będziesz dużo ćwiczył, to nie ma szans, żebyś go nie osiągnął. Poza tym, osiągając małe cele, masz motywację, żeby iść do przodu.


Czy do nauki gry też angażujesz swoją wyobraźnię?


Trzeba się wszystkiemu lepiej przyjrzeć. Kiedy uczysz się skal, możesz je ćwiczyć w każdej pozycji, ale przede wszystkim musisz zapamiętać ich brzmienie. Lepiej wyobrazić sobie, że skale mają określone kolory czy fakturę, a nie że są tylko zwykłym ułożeniem palców na gryfie. Można też zmienić podejście do uczenia się akordów - nieważne, czy jest to akord D, czy Bbmaj 7-6/9-#11. Trzeba wsłuchać się w akord bardzo uważnie i spróbować go zapamiętać, tak jak pamięta się numer telefonu. Może się to wydawać dziwne, ale działa. Tak postępując, zobaczysz, jak akord nabiera w twojej wyobraźni zupełnie innego wymiaru. Przestaje być zwykłym akordem Bbmaj 7-6/9-#11, ale tworzy pewną historię!


Jest tyle technik gitarowych. Czy naprawdę trzeba się nauczyć ich wszystkich?


Oczywiście, że nie. To zależy od tego, co chcesz osiągnąć - czy chcesz być gitarzystą jazzowym, bluesowym czy klasycznym. Musisz wybrać swoją drogę, w końcu gitara służy do wyrażania siebie, nikt nie może ci niczego nakazać. Chociaż jest wielu muzyków posiadających umiejętność kopiowania czyjegoś stylu gry. Wielu ludzi potrafi naśladować styl gry Steviego Raya Vaughana czy Joego Passa, ale przecież nigdy nie będą grać dokładnie tak samo jak oni.


Uczyłeś się skal i zapamiętale ćwiczyłeś techniki. W którym momencie zaczął się tworzyć twój własny styl? Jak odnalazłeś własny głos?


Gdy byłem młody i uczyłem się solówek Joego Passa i utworów Andrésa Segovii, to już wtedy szukałem własnego sposobu ekspresji. Bardzo źle się czułem w obrębie jednego konkretnego stylu, dlatego dosyć wcześnie zacząłem eksperymentować. Chciałem stworzyć coś nowego i dokładnie pamiętam ten moment, w którym podjąłem decyzję, że pójdę własną drogą - było to, kiedy miałem trzynaście lat i uczyłem się grać utwory Jimiego Hendriksa i Jimmy’ego Page’a.


Pomyślałem sobie, że wprawdzie fajnie jest grać ich riffy, ale musi w nich być słyszalny mój głos. Wiele osób uważa, że jeśli jest się dobrym gitarzystą, powinno się genialnie grać bluesa, jazz i inne gatunki. Ale to nieprawda, bo to nie wypływałoby z głębi duszy, lecz byłoby po prostu kopiowaniem czyjegoś stylu.


Zorganizowałeś warsztaty Alien Guitar Secrets. Czy nie myślałeś o wydaniu płyty CD z lekcjami gry?


Rzeczywiście, myślałem o tym, żeby wydać swoje rady i ćwiczenia w formie lekcji. Niestety jest to kwestia ułożenia i uporządkowania całego materiału. Poza tym technika ciągle się rozwija i nie mogę się zdecydować na format...


Czyli pewnie tego nie zrobisz...


Wiem, wiem, to wszystko brzmi jak wymówki. Najpierw myślałem o płycie CD, później o DVD, ale i ta forma wkrótce będzie przestarzała. Ostatnio wpadłem na pomysł, żeby zaprezentować wszystkie lekcje z Alien Guitar Secrets w formie pięcio- lub dziesięciominutowych filmów wideo dostępnych w Internecie. Chodzi o podzielenie materiału na małe porcje, które można będzie łatwiej opanować. Lekcje zawierałyby szerokie spektrum zagadnień: od tych, jak opanować akordy, aż do rad, jak odnaleźć swój własny i niepowtarzalny styl.


Masz sprzęt sygnowany swoim nazwiskiem. A co byś polecił gitarzystom, którzy szukają własnego brzmienia i odpowiedniego dla siebie sprzętu?


Jestem szczęściarzem, bo firmy muzyczne robią dla mnie sprzęt według mojego gustu i dokładnych specyfikacji. Wciąż gram na gitarze JEM, która od 22 lat praktycznie się nie zmieniła - dla mnie to gitara idealna. Zmieniał się jedynie jej wygląd, reszta pozostawała taka sama. Kiedy byłem młodszy, grałem na Fenderach Stratocasterach, uwielbiałem też takie gitary, jak Gibson Les Paul czy Firebird. Ale żadna z nich nie odda niuansów i wszystkich półcieni mojej gry tak jak JEM. Długo natomiast nie mogłem znaleźć idealnego wzmacniacza.


W końcu nawiązałem współpracę z firmą Carvin, która stworzyła dla mnie wzmacniacz Legacy. Nie jest to sprzęt dla metalowca, tylko dla gitarzysty, który gra melodie. Ostatnio zrobili dla mnie wzmacniacz Legacy 2. Pewne jego elementy zostały ulepszone, a jedną z najważniejszych nowinek jest dodatkowy kanał. Jeśli miałbym udzielić rad dotyczących sprzętu, to powiedziałbym, żeby go upraszczać. Moja muzyka jest bardzo skomplikowana i można by pomyśleć, że mam niesamowicie rozbudowany sprzęt. Ale ja używam bardzo prostego sprzętu. Podłączam go, ustawiam gain i... gram!


Grałeś w filmie "Crossroads" z Ralphem Macchio, z którym stoczyłeś gitarowy pojedynek. Jakie przesłanie niesie ten obraz?


Myślę, że równie trudno jest grać szybko z dużą ilością efektownych technicznych niuansów, jak wolno i bez fajerwerków, ale z prawdziwym artyzmem. Znam wirtuozów gitary, którzy grają niesamowicie technicznie, ale co z tego? W ich muzyce nie ma duszy, nie ma prawdziwej wartości. Ich gra brzmi prawie jak alfabet Morse’a. Są gitarzyści, którzy mają niesamowitą kontrolę nad instrumentem i grają genialnie technicznie, ale w ich muzyce nie brakuje artyzmu i pasji, to dość duża grupa... Inni ledwo opanowali podstawy gry, a już potrafią swoją grą poruszyć i dotknąć w nas jakąś czułą strunę. Są też i tacy, którym brakuje podstawowej techniki, lecz uważają, że są świetni. Ale to tylko kilka przykładów - jest znacznie więcej typów w tym ciekawym spektrum ludzi zwanych gitarzystami.


To doskonale widać w filmie "Crossroads". Ralph grał bluesa i wszystko było bardzo piękne do momentu, kiedy ten wariat nie wyszedł na scenę. Potrafił zagrać absolutnie wszystko - genialnie grał bluesa, grał z feelingiem i w ogóle... Wtedy Ralph musiał sięgnąć po inną broń: bardziej zaawansowane sztuczki. Ludzi fascynują wirtuozi, ale szybko się nimi nudzą, jeśli za ich grą nie kryje się coś więcej - pasja, dusza...


Czy miałeś inne propozycje filmowe?


Owszem, miałem, jednak nie czuję się dobrze jako aktor - zwyczajnie jest mi głupio, kiedy muszę udawać kogoś innego. Za to bardzo lubię oglądać dobre filmy. Cenię sobie dobrą grę aktorską i wielkich reżyserów. Jednym z moich ulubionych reżyserów jest Terry Gilliam ("Fisher King", "Przygody barona Munchausena" czy "Bandyci czasu"). Jest wprost genialny. Jestem też wielbicielem filmów Christophera Guesta, który nakręcił słynny "Oto Spinal Tap" czy "Medal dla miss". Lubię też Wernera Herzoga, a poza tym przepadam za Woody Allenem. Film "Vicky Cristina Barcelona" oglądałem trzy razy. Uważam, że ten gość powinien być uznany za skarb narodowy. Niektórzy go nie znoszą, czego naprawdę nie mogę zrozumieć.


Co jeszcze lubisz robić w wolnym czasie?


To może wydawać się dziwne, ale zajmuję się pszczelarstwem. Oczywiście nie na wielką skalę. Mamy z żoną sporą posiadłość, której ogród był niezagospodarowany przez około 10 lat. W końcu postanowiliśmy zasadzić drzewa, a ponieważ jestem Włochem z Long Island, wymyśliłem, że będą to drzewa owocowe. Znalazłem trochę informacji na ten temat i okazało się, że do zapylania drzew potrzebne są pszczoły. Zadzwoniłem więc do pszczelarza, który przywiózł mi jeden ul. To bardzo łatwe hobby, nie wymaga zbyt wiele zachodu. No i mamy mnóstwo miodu!


Chris Bird

 

GALERIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie