Tak naprawdę przeciętny Kowalski ma w dupie taką muzykę, a rzeczy, które nas drażnią, jego zadowalają. Coś, co wymaga samodzielnego myślenia, będzie dla niego za trudne, zadowoli się papką z MTV, obiadem w McShit i wyrwaniem "foczki" w dyskotece. Zdajemy sobie sprawę, że nie gramy muzyki dla mas, ale nie będziemy zmieniać się na siłę i grać np. rock'n'rolla, bo w ten sposób dotrzemy do większej rzeszy odbiorców, chcemy być jak najbardziej autentyczni, w tym co robimy. Jeżeli ze stu osób na koncercie znajdzie się jedna, dwie, którym podoba się to, co robimy i zgadza się z nami to już jest dobrze.