Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Ufomammut

Ufomammut

Premiera najnowszego albumu Ufomammut to doskonała okazja do kolejnej rozmowy z Urlo - basistą i wokalistą zespołu. Tym razem swoje trzy grosze wtrącił także gitarzysta - Poia. Panowie opowiedzieli między innymi o szczegółach powstania znakomitej "Eve", będącej niewątpliwym kandydatem do tytułu najlepszego krążka roku, jak również o koncertach, sztuce i kobietach. Zapraszamy do lektury.

Premiera "EVE" zbliża się wielkimi krokami. Czy to dla Was materiał przełomowy? Jakie macie oczekiwania względem tego krążka?


Faktem jest, że przeczytałem całkiem sporo pozytywnych recenzji tej płyty, ale szczerze mówiąc, nie wiem, jakie były czy są moje oczekiwania. Na pewno uważam, że to najlepszy materiał ze wszystkich zarejestrowanych dotąd przez Ufomammut. Tak czy owak, z pewnością brak mi w tej mierze obiektywizmu, w końcu jestem częścią zespołu. Najlepiej chyba zaczekać i przekonać się, co przyniesie przyszłość.


Mam tylko nadzieję, że "EVE" pozostanie w pamięci słuchaczy na dłużej. Chciałbym, by ludzie wracali do tej płyty mimo upływu kolejnych dekad, może nawet wieków... Ok, niech będzie, wystarczy mi, jeśli przetrwa w ich pamięci choćby kilka tygodni.


Dlaczego "EVE" została pomyślana jako jeden utwór? Podobny koncept wykorzystali na ostatnim albumie Wasi podopieczni z SupernaturalCat - Morkobot.


Zgadza się, ale impulsem do tego było coś zupełnie innego niż chęć naśladowania chłopaków z Morkobot.


Chcieliśmy nagrać album w stylu "Meddle" Pink Floyd, stąd pomysł stworzenia jednego długiego utworu oraz dodatkowych 5 krótszych. Kiedy zaczęliśmy pracować nad tym pierwszym, okazało się, że niejako naturalnie kompozycja ta stawała się coraz bardziej rozbudowana, coraz dłuższa. Koniec końców uznaliśmy więc, że jeśli chodzi o materiał na nową płytę, poprzestaniemy na tym jednym kawałku o bardzo rozwiniętej konstrukcji.


W notce wydawniczej do "EVE" podajecie, że muzyczna zawartość krążka ma swą genezę w waszym starym projekcie o nazwie Judy Corda. Ta nazwa pojawia się też we wkładce do "Snailking" jako współautor dwóch utworów. Mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej?


Judy Corda to projekt, który założyliśmy z Poia jeszcze przed powołaniem do życia Ufomammut. Nagraliśmy pod tym szyldem 4 demówki i mamy z tego okresu sporo niezłych pomysłów. Niektóre kawałki z tamtych czasów są naprawdę bardzo dobre, na przykład ODIO, jeden z utworów Judy Corda właśnie. "EVE" narodziła się z jednego z takich kawałków. Początek pierwszej sekwencji "EVE" to riff, który zaczerpnęliśmy z dorobku tego właśnie projektu. Nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji, w której stworzony wówczas materiał miałby pozostać niewykorzystany.


Ten nasz pierwszy zespół, powstały w 1992 roku, był pod wieloma względami swego rodzaju muzycznym wstępem do Ufomammut. Był to projekt-dziwoląg z gatunku heavy-psychodelic-rock, z tekstami po włosku. Sama nasza nazwa - Judy Corda - to fonetyczna gra słów (Judy Corda w fonetycznej wersji w języku włoskim to "Giu di Corda", co brzmi mniej więcej jak "być smutnym"). W tamtym czasie byliśmy pod przemożnym wpływem przede wszystkim takich nazw jak Melvins, Nirvana, Area (włoski zespół progresywny, istniejący w latach '70), Primus, Sleep oraz Kyuss. Nigdy nie dorobiliśmy się żadnego oficjalnego wydawnictwa, nagraliśmy tylko kilka kasetowych demówek, z własnoręcznie przygotowaną oprawą graficzną (!).  Mamy z tamtych czasów sporo nagrań i tyleż nieużytych nigdzie później pomysłów. Część z nich przearanżowaliśmy już na potrzeby Ufomammut. Byłoby naprawdę szkoda, gdyby pozwolić im całkiem zaginąć w odmętach przeszłości (śmiech).


Zapowiadaliście, że "EVE" będzie innym albumem i tak jest w istocie. Czy łagodniejsze dźwięki służyć mają wierniejszemu oddaniu klimatu albumu? Może po prostu szukacie nieco innych środków wyrazu? Czy w przyszłości zamierzacie kontynuować ten kierunek czy możemy liczyć na powrót do bardziej mamucich dźwięków?


Każda kolejna odsłona twórczości Ufomammut powstaje niezależnie, nigdy nie jest tak, że trzymamy się raz obranej ścieżki. Przede wszystkim staramy się podążać za głosem serca, robić to, na co naprawdę mamy ochotę, co sprawia nam w życiu przyjemność, czy jest źródłem satysfakcji. Dokładnie w taki sposób powstała "EVE". Stworzyliśmy tę płytę w kilka miesięcy. Kiedy zaczynaliśmy, nie wiedzieliśmy nic ponad to, że zależy nam na skomponowaniu długo trwającego utworu. Dlatego nie jestem w stanie nawet sobie wyobrazić, jaka miałaby być nasza kolejna płyta. Zapewne podejmiemy próbę eksploracji nowych muzycznych obszarów. Na pewno też nie będziemy zamęczać siebie (ani innych) kopiowaniem pomysłów, które wykorzystaliśmy przy okazji pracy nad "EVE".


Tak jak już wspomniałem, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co przyniesie nam przyszłość. Pewnie, że "EVE" w pewnym sensie stanowi kluczowy, czy zwrotny moment w naszej karierze. Ale z drugiej strony ten materiał to także istota starego, dobrze znanego wszystkim Ufomammut. Myślę, że dwie odrębne dusze, składające się na ten projekt i zarazem tworzące go jako całość (Ufo i Mamut) nigdy wcześniej nie zarysowały się równie jasno i wyraźnie, jak tym razem.


Koncept nowego materiału wykorzystuje postać Ewy, pierwszej kobiety, która dzięki buntowi przeciw swemu stwórcy, przyniosła gatunkowi ludzkiemu wiedzę. Skąd ten pomysł?


Jeśli chodzi o powstanie "EVE", pierwsza pojawiła się muzyka. W momencie, kiedy prace nad nią dobiegły końca, powstały liryki. Zawsze, kiedy słuchając ukończonej strony dźwiękowej płyty przystępuję do pracy nad tekstami, pośrednio czerpię natchnienie z czegoś, co nazwałbym buntem wobec kompletnego dzieła, jakim jest sama ukończona już muzyka. Tym razem doprowadziło mnie to do rozważań o Tytanach, a dalej - o Ewie. W ten sposób prawzór kobiety stał się motywem przewodnim nowej płyty.


Na blogu jednego z dziennikarzy New York Times pojawiła się notka dotycząca waszego tour po Stanach, promującego "The Hammer of God". Jej autor stwierdził, że przy okazji wizyty ekipy Malleus’a, w USA pojawi się więcej nagich kobiet, niż w całej, przepełnionej gruppies karierze Led Zeppelin. Przechodząc do pytania, dlaczego właśnie postać kobiety stała się symbolem waszej twórczości, w szczególności w ramach Malleus?


To stwierdzenie odnosiło się tylko twórczości Malleus. Malleus tworzą Poia, Lu i ja. Nasza twórczość to przede wszystkim projekty plakatów, które między innymi wykonujemy ręcznie metodą sitodruku. Głównym tematem wszystkich tych prac jest piękno jako takie, a tym samym - Kobieta. Jeżeli rozmyślam o Życiu, myślę o Kobiecie - jako początku wszechrzeczy i skarbnicy wszelkiej wiedzy.


Postać kobiety od zawsze była obecna w sztuce. W naszej twórczości pojawia się zarówno jako symbol, jak i istota prawdziwego piękna.


Kiedy rozmawialiśmy ostatnio powiedziałeś, że wcześniejsze krążki Ufomammut odnosiły się do czterech ziemskich żywiołów. Tym razem odwołaliście się do postaci pierwszej kobiety - Ewy. Wiesz już, co będzie następne? W jakim kierunku Ufomammut podąży w przyszłości?


Nie mam pojęcia, co będzie dalej, co pojawi się po "EVE". W każdym razie nie wątpię, że będziemy starać się dotrzeć do ukrytych zakątków naszych umysłów. Chcemy zrobić coś nowego, coś zupełnie innego. Jak zawsze, w przypadku każdej nowej płyty. Wiesz, chodzi o to, żeby samemu nie dać zmóc się nudzie, a także nie zanudzić innych.


To, co zrobiliśmy na "EVE", było wykorzystaniem konceptu zaczerpniętego z przeszłości. Pomysł ten z chwilą, w którym przeobraził się w "EVE", bezpowrotnie przeminął. Nie działamy w ten sposób, że trzymamy się świadomie jakiegoś konkretnego projektu. Pomysły pojawiają się znikąd, same z siebie, kiedy jesteśmy gotowi do podjęcia kolejnego kroku. Dopóki to nie nastąpi, to, co ma nadejść pozostaje tajemnicą. Przyszłość niesie ze sobą nieznane, a my przyjmujemy ją taką, jaka jest.


Czy koncept albumu znajduje odzwierciedlenie w konkretnych częściach "EVE"? Słuchając płyty można interpretować jej poszczególne fragmenty jako kolejne części opowieści o kuszeniu Ewy przez diabła i wynikłych stąd konsekwencjach. Przykładowo, trzecia - najbardziej gwałtowna część albumu - może kojarzyć się z momentem, w którym Bóg przeklina rodzaj ludzki i wypędza pierwszych ludzi z raju. Mam rację?


Myślę, że najlepiej pozostawić interpretacje w gestii samych słuchaczy. Jeżeli tylko takie podejście komuś odpowiada, dla mnie to jest ok. Każdy odbiera muzykę na swój własny sposób, odnajduje w niej indywidualny przekaz. Zapewne znajdą się i tacy, którzy będą odczytywać muzykę zawartą na "EVE" w całkowitym oderwaniu od biblijnej tradycji i związanych z nią skojarzeń.


To, co zawsze stanowiło dla mnie największą wartość w muzyce, to dowolność jej interpretacji. Każdy odbiera ją inaczej, przez pryzmat własnych uczuć, własnej wrażliwości. Dlatego właśnie większość moich tekstów zawiera dodatkowy, ukryty przekaz. "EVE" to początek czasu, zaćmienie, dzieło Stwórcy, istota boskości. W jej dłoniach jest bóg i dlatego każdy fragment liryków odnosi się przede wszystkim do opisu jej uczuć. Nie chciałem postrzegać tego wszystkiego z punktu widzenia klasycznej biblijnej bajki, z wężem-kusicielem szepczącym Ewie do ucha i nakłaniającym ją do buntu przeciw bogu. Oraz jego gniewu, który następnie na nią spadł. To w końcu nic więcej niż tylko legenda, nie mamy nawet pewności, czy Ewa kiedykolwiek istniała. Podobnie rzecz się ma z niebem i piekłem. Starałem się spojrzeć na tę postać od innej, bardziej mrocznej strony.


Chwilami "EVE" sprawia wrażenie albumu niemal instrumentalnego. Dlaczego tym razem postanowiliście wyraźnie ograniczyć ilość partii wokalnych?


Cholera! A myślałem, że liryków jest aż nadto. A tak poważnie, traktuję wokal jak kolejny instrument. W związku z tym pojawia się tam, gdzie w moim przekonaniu powinien się pojawić, tak by pozostał w pełnej harmonii z muzyką.

 
Wokale w naszej muzyce od zawsze stanowiły tylko i aż równoprawny element całego materiału. Wokale współistnieją z muzyką, dlatego używamy ich tylko wówczas, gdy w danym momencie odczuwamy taką potrzebę.


"EVE" trafi do dystrybucji Relapse. Skąd ta decyzja? Jak doszło do tej współpracy?


Cóż, bo to właśnie Relapse. Wierzą w nas nie od dziś, mamy wśród nich wielu fanów. Nie było lepszej opcji.


Nie rozważacie przypadkiem wydania w najbliższej przyszłości pełnometrażowego DVD z koncertem, a najlepiej kilkoma? Takie sety, jak Wasz występ na zeszłorocznym Asy, warte są utrwalenia dla potomności.


Co mogę powiedzieć - wielkie dzięki! Jeśli chodzi o zarejestrowanie koncertów Ufomammut na potrzeby DVD, uważam, że to naprawdę dobry pomysł.


Jeśli o mnie chodzi, zdecydowanie wolę, by ludzie zapamiętali muzykę, którą gram. Nie moją twarz (śmiech).


Ogłosiliście już daty pierwszych, pojedynczych występów we Włoszech. Planujecie większą europejską trasę promującą najnowszy materiał? Może jakieś festiwale? Taki na przykład czeski Brutal Assault, gdzie akurat się wybieram, nie ma jeszcze zamkniętego line-upu.


Pewnie, wkrótce ruszamy w krótką trasę po Europie. Kolejną, nieco dłuższą, planujemy na jesieni. Mamy też nadzieję na koncert w Polsce we wrześniu. Poza tym, pojawimy się też na kilku letnich festiwalach. Zainteresowani niech śledzą naszą stronę, będziemy umieszczać tam wszelkie newsy na ten temat!


Jak zamierzacie odgrywać "EVE" na żywo? Tylko fragmenty tytułowej kompozycji, czy raczej od razu cały materiał, dopełniony pojedynczymi utworami z poprzednich albumów?


"EVE" to jeden, bardzo rozbudowany wprawdzie, ale spójny utwór, w związku z czym będziemy grać go w całości, od początku do końca.


W miarę możliwości będziemy odgrywać "EVE" w kompletnej wersji, a jeżeli tylko czas pozwoli, dodatkowo także trochę starszych dźwięków z poprzednich płyt.


Rok 2009 był dla was chyba przełomowy pod względem koncertowym, pojawiliście się między innymi na Roadburn, Hellfest czy polskim Asymmetry. Jak wrażenia? Jesteście w pełni zadowoleni z tych wojaży?


Na Asymmetry było świetnie! Myślę, że to najlepszy ze wszystkich trzech festów, o których wspomniałeś. Bardzo się cieszymy, że mieliśmy okazję zagrać we Wrocławiu i mamy nadzieję, że w przyszłym roku nadarzy się okazja, by to powtórzyć. Bardzo lubię podróżować i poznawać nowych ludzi.


Grać na Asymmetry było dla nas czystą przyjemnością. To jedna z najlepszych scen oraz publiczności, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia!


A skoro o Hellfest mowa. Filmik z festiwalu wrzucony na Waszą stronę pokazuje, że dobrze bawiliście się w Clisson. Jednak Wasz koncert nie przebiegł bez zakłóceń. Co właściwie się wtedy stało? Dwukrotnie wymienialiście wzmacniacz, a Urlo sprawiał wrażenie mocno wkurzonego całą sytuacją.


Zdecydowanie, Hellfest był dla nas niezapomnianym przeżyciem. A co się wtedy stało? Otóż, spaliłem trzy wzmacniacze (a wcześniej Poia jeden w trakcie soundcheck’u). Na szczęście chłopaki z Orange Goblin poratowali nas pudłem Orange. Dzięki nim zdołaliśmy uniknąć totalnej klęski.


Co zrobić, nieszczęścia chodzą po ludziach. I odchodzą w zapomnienie.


Jeszcze słowo o Asymmetry. Przygotowaliście plakat do drugiej edycji festiwalu. To pierwsza polska impreza (i pewnie ostatnia) wzięta na warsztat przez Malleus.


Jak wiesz, plakat jest już gotowy i prezentuje się bardzo przyzwoicie. Praca nad nim była dla nas czystą przyjemnością. Naprawdę kochamy wasz kraj, kochamy Asymmetry. Mam nadzieję, że plakat przypadł do gustu uczestnikom festiwalu. Będzie można go nabyć także poprzez stronę Malleus.


Szkoda, że w tym roku zabrakło Was na Asy.


Jeśli chodzi o tegoroczną edycję, zostaliśmy zaproszeni dwukrotnie, ale niestety mieliśmy w tym czasie zbyt wiele spraw na głowie, w szczególności tych związanych z premierą "EVE". Nie dalibyśmy rady wszystkiego pogodzić i dlatego musieliśmy odmówić. W przyszłym roku pojawimy się za to na pewno!


Udział w Asymmetry to dla nas zaszczyt!


Powiedzcie parę słów o sprzęcie, którego używacie. Wiem, że macie na wyposażeniu wzmacniacze Electric Amp. Widziałem zielony egzemplarz tej firmy z waszym logo. Na stronie macie z kolei link do włoskiego producenta T-Pedals.


Najczęściej używam gitary Fender Jaguar z przesterem Big Muff, który generuje naprawdę urocze dźwięki (śmiech) oraz zestawu różnych efektów Boss i Electro Harmonix. Do tego wszystkiego wzmacniacz Green.


Moje zabawki to z kolei pudło Electric, 4x15 Electric cab, efekty T-pedals (przede wszystkim typu distortion oraz delay). Poza tym Smallstone, Poge i trochę innego złomu. No i Rickenbacker. Miałem szczęście, że w swoim muzycznym życiu zdołałem odnaleźć takie brzmienie, które lubię. Co tu kryć, dzięki najróżniejszym fuzz'om mogę tuszować braki w warsztacie...


Malleus wystawia swoje prace tu i tam, ostatnio także za wielką wodą. Pod jakimi warunkami można zorganizować wystawę waszych plakatów?


Wystarczy do nas napisać (śmiech).


W "Art of Modern Rock" Paul’a Grushkin’a i Dennis’a King’a opublikowanych zostało między innymi kilkanaście reprodukcji prac Malleus. Bez dwu zdań zaznaczyliście już swoją obecność w świecie sztuki plakatu. Jak oceniacie Waszą pozycję na tle innych artystów w tej dziedzinie?


Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.


W twórczości Malleus wyraźnie zauważalne są wpływy takich klasyków jak Bill Graham. Co w szczególności stanowi dla Was źródło inspiracji? Czy współczesna sztuka plakatu mogłaby dziś istnieć w całkowitym oderwaniu od dorobku klasycznych twórców?


Czerpiemy z różnorakich źródeł. Zasadniczo, jestem zdania, że to, co robimy to wyraz przede wszystkim europejskiego stylu w sztuce plakatu. Lubimy utożsamiać się z tezą, że Malleus należy do nurtu "dark nouveau".


Ufomammut, obok między innymi God is an Astronaut, Omega Massif, Taint oraz Farflung pojawił się na składance pt. "Falling Down". Umieściliście na niej niepublikowaną dotąd wersję "Astrodronaut" (Snailking). Jak do tego doszło?


Pomysłodawcy kompilacji skontaktowali się z nami i zapytali, czy nie bylibyśmy zainteresowani udziałem w tym przedsięwzięciu. Uznaliśmy, że to fajny pomysł. Trochę szkoda tylko, że Dillinger Escape Plan w ostatniej chwili wypadł z zestawu.


Co słychać u Farwest Zombee? Kiedy można spodziewać się jakiegoś materiału tego projektu?


Farwest Zombie to projekt, w którego skład poza mną wchodzi Poia oraz Fede i Lorenzer z Lento. W tej chwili wszyscy skoncentrowani jesteśmy na naszych głównych projektach - my na Ufomammut, oni na Lento. W każdym razie materiał na płytę mamy w dużej mierze gotowy, musimy tylko znaleźć wolną chwilę na miksy i ruszamy. Mam nadzieję, że debiut Farwest Zombie niebawem ujrzy światło dzienne.


Na stronie SupernaturalCat, w notce zapraszającej zespoły do przesyłania wam próbek muzyki, zastrzegacie uprzejmie, że nie lubicie stonera, ska i reggae. Dwa ostatnie - zgoda, ale dlaczego nie stoner? Dobry stoner nie jest zły.


Masz rację. Napisaliśmy to dlatego, że chcieliśmy po prostu uniknąć klonów Kyuss (śmiech).


Zdecydowanie, w pełni się z Tobą zgadzam. Wiem, że to może brzmieć dość dziwnie. Wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy 'stoner'. Przyznaję bez bicia, że w tej chwili nie wiem już, co właściwie kryje się pod tym pojęciem. Ta deklaracja wzięła się stąd, że generalnie nie lubimy, kiedy muzyka nadmiernie poddaje się, jakby to ująć, szufladkowaniu; kiedy określana jest przy użyciu takich czy innych definicji, które przeważnie odwołują się bardziej do całej tej otoczki pozamuzycznej niż do samej muzyki. Generalnie jest, bowiem tak, że jeśli chcesz grać ‘stoner’, ‘punk’ czy ‘grunge’ powinieneś też ubierać się w określony sposób, dbać o takie a nie inne brzmienie, etc. Skutek tego rodzaju podejścia jest taki, że mamy mnóstwo kapel, które brzmią niemal identycznie. Zespoły - klony. Nie lubimy kopii, zdecydowanie wolimy, kiedy kapela ma do powiedzenia coś od siebie, kiedy grana przez nią muzyka niesie ze sobą coś nowego, nietuzinkowego...


Ostatnie pytanie - Włochy słyną z doskonałej kuchni, która w dodatku, najlepiej w zestawieniu ze świetnymi włoskimi winami, zapewniać ma długie życie w dobrym zdrowiu. Wasze ulubione dania rodzimej kuchni?


Foccacia.


My, Włosi, czasem uświadamiamy sobie, jak bardzo potrafimy być dumni, a zarazem nudni (śmiech). Jeśli chodzi o jedzenie, nie potrafię wskazać jednej, ulubionej potrawy. Każdy region Włoch ma swoje niepodważalne, unikalne specjały.


Dzięki za rozmowę, do zobaczenia na koncertach!


Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Szymon Kubicki
GALERIA
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie