Najlepiej było w ubiegłym roku, kiedy zagraliśmy koncert we Wrocławiu. Grało nam się fantastycznie, atmosfera była super, ludzie znali tytuły naszych utworów oraz słowa niektórych piosenek. Mam jednak nadzieję, że najlepsze przeżycia są nadal przede mną. Gdzie było najgorzej - trudno powiedzieć. W finale Antyfestu zeszłego roku po raz pierwszy grałem live w radiu. Byłem strasznie zestresowany, grałem na sprzęcie Krzyśka Wałeckiego z Vintage (dzięki Krzysiu!), jednak musiałem grać na jego ustawieniach, które zupełnie nie pasowały do brzmienia mojej gitary. Delikatnie mówiąc, nie wyszło to najlepiej.
No i trzy lata temu - również we Wrocławiu - zatrułem się. Przed wejściem na scenę byłem zielony, spocony i miałem 38,5 stopnia gorączki. Jedynym moim sukcesem na tym koncercie było to, że nie zemdlałem i że dotrwałem do końca. Co do studia, to najlepiej było przy rejestracji gitar do "Dreamland" - atmosfera była fantastyczna, przede wszystkim dzięki Jackowi Melnickiemu z DBX Studio (dzięki Jacku!). Natomiast najgorzej było, gdy ostatnio przyszedłem na sesję nagraniową naszej nowej płyty "Numaterial" z gitarami wyregulowanymi u lutnika. Po zagraniu pierwszych dźwięków wiedziałem, że coś jest nie tak. Tuner studyjny bezlitośnie wykazywał zbyt duże niedokładności i musiałem jeszcze raz zawieźć obie gitary do regulacji. W ten sposób praca znacznie się opóźniła.