Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Love De Vice

Love De Vice

Zespół Love De Vice grający muzykę rockową, którego założeniem jest próba odświeżenia klasycznego rockowego brzmienia w połączeniu z art-rockiem. Rozmawiamy z Andrzejem Archanowiczem i Robertem Wieczorkiem.

W jaki sposób zaczęliście swoją przygodę z gitarą?


Na wakacjach po ukończeniu czwartej klasy podstawówki zobaczyłem gościa, który bardzo fajnie grał na gitarze akustycznej. Strasznie mi się to spodobało i pomyślałem, że też chciałbym się nauczyć. Przez rok chodziłem do ogniska muzycznego, ale zabrakło mi zapału do muzyki klasycznej. Pod koniec podstawówki zaprzyjaźniłem się z kolegą, którego tata grał w latach 60. w kapeli bigbitowej. Pokazał mi kilka riffów, i miłość odżyła. Tym razem pozostałem jej wierny.


Miałem chyba 12 lat, kiedy mój wujek podarował mi gitarę "pudłówkę", która przez wiele lat wisiała zakurzona w jego mieszkaniu na ścianie. Przez jakiś czas brzdąkałem tylko motyw z "Ojca chrzestnego" na dwóch strunach. Sytuacja się zmieniła, gdy odwiedziłem kolegę z klasy, który potrafił grać na sześciu strunach i na dodatek miał gitarę elektryczną (polskiej marki Samba). Była podłączona do radiomagnetofonu marki Grundig, który emitował znakomity przester. Można powiedzieć, że to właśnie wtedy zaczęła się moja przygoda z gitarą.


Czy pamiętacie jakiś moment przełomowy, który zmienił wasze podejście do życia i gry na instrumencie?


Mając ok. 18 lat, pojechałem na warsztaty bluesowe do Bolesławca (Festiwal Blues nad Bobrem). Uczyłem się tam przez kilka dni pod okiem najlepszych polskich mistrzów gitary reprezentujących rozmaite style muzyczne: Leszek Cichoński, Janusz Konefał, Wojciech Seweryn, Jacek Krzaklewski. To właśnie tam po raz pierwszy zagrałem jam-session na scenie i zrozumiałem, na czym polega granie zespołowe.


Było to w roku 1983, kiedy usłyszałem płytę "Kill ‘Em All" wiadomo jakiego zespołu. To były nowe dźwięki, które wywarły na mnie ogromne wrażenie.


Jakie macie najlepsze i najgorsze wspomnienie z grania na scenie i w studiu?


Najlepiej było w ubiegłym roku, kiedy zagraliśmy koncert we Wrocławiu. Grało nam się fantastycznie, atmosfera była super, ludzie znali tytuły naszych utworów oraz słowa niektórych piosenek. Mam jednak nadzieję, że najlepsze przeżycia są nadal przede mną. Gdzie było najgorzej - trudno powiedzieć. W finale Antyfestu zeszłego roku po raz pierwszy grałem live w radiu. Byłem strasznie zestresowany, grałem na sprzęcie Krzyśka Wałeckiego z Vintage (dzięki Krzysiu!), jednak musiałem grać na jego ustawieniach, które zupełnie nie pasowały do brzmienia mojej gitary. Delikatnie mówiąc, nie wyszło to najlepiej.


No i trzy lata temu - również we Wrocławiu - zatrułem się. Przed wejściem na scenę byłem zielony, spocony i miałem 38,5 stopnia gorączki. Jedynym moim sukcesem na tym koncercie było to, że nie zemdlałem i że dotrwałem do końca. Co do studia, to najlepiej było przy rejestracji gitar do "Dreamland" - atmosfera była fantastyczna, przede wszystkim dzięki Jackowi Melnickiemu z DBX Studio (dzięki Jacku!). Natomiast najgorzej było, gdy ostatnio przyszedłem na sesję nagraniową naszej nowej płyty "Numaterial" z gitarami wyregulowanymi u lutnika. Po zagraniu pierwszych dźwięków wiedziałem, że coś jest nie tak. Tuner studyjny bezlitośnie wykazywał zbyt duże niedokładności i musiałem jeszcze raz zawieźć obie gitary do regulacji. W ten sposób praca znacznie się opóźniła.


Takich bardzo złych momentów to na szczęście nie miałem. Oczywiście przytrafiały się mniej lub bardziej przyjemne zdarzenia. Jednym z gorszych wspomnień był stres, który przeżyłem przed swoim pierwszym koncertem w klubie Park w Warszawie z grupą Pascal, którą założyłem w 1987 roku. Dobrym odstresowaczem było wypicie browka i zjedzenie bigosu tuż przed koncertem. W studiu przytrafiają się stresujące sytuacje, kiedy coś nie wychodzi albo sprzęt nawala, ale nagrywanie w gruncie rzeczy to przyjemność. A do najlepszych wspomnień związanych pośrednio z graniem mogę zaliczyć poznanie dziewczyny, która obecnie jest moją żoną. Pierwszy raz spotkaliśmy się po koncercie w klubie Remont w Warszawie w 1994 roku. Grałem wtedy w zespole Changes...


W jaki sposób ćwiczycie?


Nie jestem gitarzystą zawodowym, więc niestety nie ćwiczę tak dużo i często, jak się to powinno robić. Za to staram się mieć gitarę codziennie lub prawie codziennie w ręku - obojętnie czy elektryczną, czy akustyczną. Improwizuję, komponuję, powtarzam swoje partie występujące w numerach naszej kapeli, czasem gram dla przyjemności covery. A wszystko to w zależności od nastroju chwili. Nigdy jednak nie zapominam o skalach.


W zasadzie ćwiczę wtedy, kiedy mam na to ochotę. Nie zmuszam się do tego, bo uważam, że granie powinno być przyjemnością, a nie tylko obowiązkiem. Natomiast przed koncertami czy przed nagrywaniem w studiu spędzam więcej czasu na graniu. Solówki - i nie tylko - ćwiczę w domu pod nagrania naszej kapeli, ale również chętnie improwizuję, próbując coś ciekawego wykombinować.


Jak scharakteryzowalibyście swoje style gry?


W zespole jestem głównie odpowiedzialny za spokojne melodyjne solówki z charakterystycznym bluesowym zaśpiewem. W tym czuję się zresztą najlepiej.


Trudno jest mi samemu go określić. Styl, w jakim gram, jest chyba pochodną tego, czego słucham. Koledzy z zespołu uważają, że jest on w większości metalowy, ale ja słucham nie tylko takiej muzyki.


Jacy gitarzyści  wywarli na was największy wpływ?


Zdecydowanie cała szkoła bluesowa i hardrockowa nawiązująca do bluesa. Z gitarzystów zagranicznych byli to: Eric Clapton (głównie z okresu Cream), Keith Richards, Jimmy Page, Jimi Hendrix i Ritchie Blackmore (z wczesnego okresu Deep Purple) oraz David Gilmour, natomiast z polskich wioślarzy był to nieżyjący już Tadeusz Nalepa, szczególnie cała płyta "Blues" Breakoutów. Nie mogę też nie wspomnieć o Dariuszu Kozakiewiczu, który wykonał na tej płycie fantastyczną robotę.


Nigdy nie próbowałem naśladować mniej lub bardziej znanych gitarzystów. Ale wielu jest takich, których sobie cenię. Są to m.in.: Angus Young (AC/DC), Glenn Tipton (Judas Priest), Chuck Schuldiner (Death) i mistrz Paco de Lucia (niezrzeszony).


Porozmawiajmy o sprzęcie. Na jakich gracie gitarach?


Fender Stratocaster i piękny Gibson Les Paul Standard w kolorze Red Wine. Do dziś nie mogę się zdecydować, która gitara jest lepsza (śmiech). Ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i rozważam zlecenie wykonania gitary na zamówienie.


Od wielu lat wiernie służy mi gitara Cort Solo Series. Przymierzam się do zakupu nowej, ale ciągle jeszcze nie wybrałem ani marki, ani modelu.


A co powiecie o wzmacniaczach?


Aktualnie gram na Marshallu JVM 410, który wywołuje wiele kontrowersji wśród kolegów gitarzystów. Jest to z pewnością wszechstronny i bardzo prosty w obsłudze wzmacniacz dający bardzo szerokie spektrum możliwości brzmieniowych, ale - jak wszystko na tym świecie - nie jest bez wad. Zastanawiam się nad lampowym preampem, który pozwoliłby mi grać głębszym i cieplejszym cleanem.

 

Do nagłośnienia używam takiego samego zestawu "marszałków" jak kolega z zespołu Messi, czyli głowa JVM 410 i paczka 1960 Vintage.


Efekty?


W zasadzie używam wyłącznie kostek Bossa: chorus i delay plus wah-wah Dunlopa z serii Jimi Hendrix. Myślę o rozbudowaniu zestawu, rozmawiałem już w tym celu z firmą specjalizującą się w "szyciu na miarę" case’ów z mulitefektami rackowymi połączonymi z bardzo funkcjonalnym pedalboardem MIDI zmieniającym jednocześnie brzmienia i kanały w piecu. Jest to jednak dość droga zabawka, którą nadal projektuję.


Nie używam żadnych dodatkowych efektów. Korzystam tylko z możliwości wzmacniacza.


Jakie rady dalibyście młodym gitarzystom?


Przede wszystkim ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Jeżeli nie chodzicie do szkoły muzycznej (ja sam niestety nie miałem okazji), to proponuję zakupienie szkoły gry na gitarze w wersji DVD. Rzetelne wykonywanie zawartych tam ćwiczeń na pewno pozwoli na wyrobienie podstaw warsztatu, biegłości, a nawet opanowanie teorii. Należy też słuchać bardzo dużo muzyki i starać się kopiować solówki mistrzów. Z czasem zacznie się łączyć patenty, opracowywać nowe - i tak się będzie rodzić własny styl.


Nigdy nie korzystałem z lekcji (poza kilkoma, których udzielił mi wspomniany wcześniej kolega z klasy) ani też nie brałem udziału w warsztatach muzycznych. Podręczników używałem tylko do poznania nowych akordów. Niektóre zagrywki podpatrywałem, oglądając koncerty, a do niektórych dochodziłem sam. Uważam, że każdy powinien znaleźć taką metodę nauki, jaka mu najbardziej odpowiada.


Co możecie powiedzieć o waszej nowej płycie?


Debiutancki album Love De Vice "Dreamland" nadal uważam za nową płytę - debiut sklepowy odbył się 15 czerwca zeszłego roku. Jeśli ktoś lubi gitarowy hard rock osadzony w klimacie lat 70. i wzbogacony brzmieniem klawiszy z niebanalnymi partiami wokalnymi, to jest to płyta właśnie dla niego. Obecnie nagrywamy płytę "Numaterial", która ukaże się wiosną tego roku. Stylistycznie będzie to rozwinięcie stylu zaproponowanego na "Dreamland". Miejscami zagramy ciężej i ostrzej niż na "Dreamland", ale będą też znacznie spokojniejsze akustyczne kompozycje. To na pewno płyta bardziej świadoma i myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.


Trudno jest mi zdystansować się, a tym samym ocenić obiektywnie coś, w czym brałem czynny udział. We wstępnym założeniu mieliśmy nagrać demo z maksymalnie czterema utworami, ale nasz "garkotłuk" Kudel tak się rozpędził podczas sesji nagraniowej, że wyszedł "Dreamland". Mnie osobiście najbardziej cieszy fakt, że wraz z kolegami, którzy mają różne upodobania muzyczne, stworzyliśmy - moim zdaniem - spójny materiał muzyczny.

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie