Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Groov (Drown My Day)

Groov (Drown My Day)

Drown My Day to młoda, ale doświadczona ekipa grająca muzykę z pogranicza death metalu i hardcore'u. Nasz redaktor przeprowadził luźną rozmowę z liderem grupy: Groovem.

Siemano Groov. Jesteśmy świeżo po dniu dziecka, dostałeś jakieś klocki? A może żelki? Lub co najważniejsze, kilka ciepłych słów odnośnie nowego materiału?


Hej! Dzień dziecka, jak dzień dziecka. Klocków już niestety nie dostaje, ale jak będzie kiedyś dużo wolnego czasu to bardzo chętnie sięgnę po te, które trzymam na strychu. Co do ciepłych słów na temat nowego materiału to pojawiło się ich zastraszająco dużo, codziennie dostaje jakieś wiadomości na gadu czy na telefon komórkowy od osób, których nawet nie znam, że materiał nawet daje radę.


Od nieznajomych? Uff, stajesz się osobą medialną. Niedobrze tak rozdawać swój numer nieznajomym. Byle by z tego nic złego nie wynikło. Faktycznie, materiał jest co najmniej dobry jak na rodzime warunki, choć dziś widziałem ciekawy wpis na metalsucks, że z deathcorem to macie raczej mało wspólnego, a co więcej, to że nosisz full capa i koszulkę Parkway Drive już samo przez się nie czyni Cię deathcore'owcem. O komentarzach odnośnie muzy już nawet nie wspominając, bo jak do tej pory nie słyszałem jeszcze o generic polish deathcore'owym bandzie, a o czwartej fali deathcore'a (nurtu, co nie ma nawet dekady) tym bardziej. Śmieszne to, żałosne właściwie, ale jako, że nie ma złego PR - w sumie można się pocieszyć.


(śmiech) No powiem Ci szczerze, że ten wpis na MetalSucks.com nieźle mnie zaskoczył, tym bardziej że jest to portal o światowej renomie. Co prawda, ja raczej traktuje wpisy na tej stronie bardziej jako coś w stylu "Metalowego Pudelka", ale chyba samo pojawienie się tam to jest jakiś "mały sukces". Szczerze powiedziawszy absolutnie nie przejmuje się krytyką ze strony redaktorów tego portalu. Prawda jest taka, że w tym momencie internetowo linczują nas osoby, które tak naprawdę nigdy by po naszą muzykę nie sięgnęły. 4 fala deathcore'a? Szczerze powiedziawszy nie wiem kiedy pojawiła się druga (śmiech). Choć w tym momencie kapele grające stricte deathcore powoli same uciekają od nazywania się takowymi. Chyba mamy tu do czynienia z podobnym zjawiskiem jakie miało jakieś już prawie 10 lat temu z nu-metalem, gdzie każda nu-metalowa kapela nie chciała być tak nazywana. Pojawiały się łatki rapcore, alternative rock etc.


Dokładnie. Zresztą, umownie posiłkować się można terminem stricte death metalowym tyle, że w nowoczesnych ramach i nikt płakać nie powinien. Przykładowo Carnifex śmiało  taguje sam siebie jako zespół death metalowy, a Suicide Silence o zgrozo, jako heavy metal, bo łatki mają gdzieś tam w poważaniu, gdzie i Ty również.  Ja za to przyznam Ci się, że na ten akurat serwis nie zaglądam, a wręcz zdziwiony jestem dystansem redaktorów tego portalu, nie mówiąc już o ich wybujałym ego. To nie dziwne, że jak się ma XXXXX kapel deathcore na metr kwadratowy to potem bluzgają po byle czym (dosłownie, ale to nie zniewaga dla Twojego zespołu). Dziwne to, właściwie to strasznie mnie to frapuje - bo tam, jak zresztą sam pewnie zauważasz, nurt ten staje się nieco (!) wyeksploatowany, a pałeczkę przejmują Brytole. My zaś Polacy, jak do tej pory nie mieliśmy zbytnio się czym w tej materii pochwalić, to też raczej usilnie takie akty promujemy - bo to nasze własne, co ważne - dobre.


Wiesz, ja z wielkim entuzjazmem śledziłem te "scenę" kiedy pojawiały się pierwsze bandy grające wtedy jeszcze "death metal z breakdownami". Teraz widzimy ogromny zastój i wyczerpanie pomysłów. Powoli sypią się kapele, które mimo dobrej muzyki nie wypłynęły bardziej w świecie, bardzo ubolewam np. nad rozpadem Decades Of Despair czy też EmilyRose. Pamiętam, że jak pojawiło się The Black Dahlia Murder i Unhallowed, ich muzyka była nazywana "szwedzkim melodyjnym death metalem z Detroit", dość śmiesznie nieprawdaż? W tym momencie "Unhallowed" jest uważana za jedną z najważniejszych płyt dla tego "gatunku". Fakt, w tym momencie chyba faktycznie powoli pałeczkę przejmują Brytole. Nie dawno zresztą mieliśmy okazje po raz pierwszy gościć w Polsce szkocki Bleed From Within, osobiście nie było mnie na tym gigu, ale słyszałem że sztuka wyszła bardzo ładnie i nie było nawet zbyt wielkiego problemu z frekwencją. W Polsce muzyka ta powoli chyba się przyjmuje, ale nigdy nie była i raczej nie będzie popularna.


Wiesz, nie była i nie będzie po potencjalny krajowy metalhead patrzy jeszcze na świat i muzę w ogóle przez pryzmat krajowych death/black metalowych (świetny zresztą, zwłaszcza w undergroundzie) aktów, które jednak z trendami i ruchami na światowej scenie mają zajebiście mało wspólnego. Bida z nędzą, a gdy widzi się te wszystkie internetowe flame"y i haterstwo szerzące się wszem i wobec bo to nie hardcore, albo co gorsza - nie metal to już w ogóle ręce i cycki opadają. Brytole idą w stronę progressive, to dobrze z jednej, a źle z drugiej strony bo to tak właściwie nie do końca deathcore. Zależy kto i czego oczekuje. Widzisz przykładowo w naszym kraju zespołem, który przetarł szlaki był jest i będzie Frontside wraz z Alienacją i Faust Again (tu deathcore'a nie było, ale był konkretny metalcore) i jak widać po dziś dzień się to nie do końca przyjęło (nawet mimo licznych metalowych zmian). Jakby nie było walczymy z wiatrakami, odnosząc małe zwycięstwa nieprawdaż?  Uważam jednak, że "Forgotten" ma szansę trafić nawet do death metalowego odbiorcy - spora dawka melodii, dobrego łojenia z blastem i to do przodu, liczne zmiany temp, rytmów, wszechobecna brutalność, to może (ale nie musi) poskutkować. Nie masz czasem tak, że boisz się, że Drown My Day wciąż będzie w niszy? Własnej, ale jednak niszy?


Sam jestem ogromnym fanem stricte death metalowego łojenia. O ile nie łykam Morbid Angel, uwielbiam Cannibal Corpse. Zawsze bardziej jarała mnie brutalna i bardziej "motoryczna" odmiana śmierć metalu. Dajmy na to Dying Fetus, którzy wciąż trzymają ogromnie wysoki poziom pokazując to na dwóch ostatnich płytach. Nie wiem, czy "Forgotten" spodoba się death metalowej publiczności, na pewno nigdy nie pisaliśmy i nie będziemy pisać numerów pod jakieś konkretne środowisko. Nie ma sytuacji w której stwierdzamy "o, zróbmy tutaj death metalowy riff, to się nam powiększy grono odbiorców". Drown My Day jest i prawdopodobnie będzie w niszy. Nie boje się tego, bo raczej jestem tego świadomy. Oczywiście, gdyby kiedyś jakimś cudem udało się zaistnieć na większej scenie - czemu nie? Po to przecież gramy, aby nasza muzyka trafiała do jak największej ilości ludzi. Swoją drogą często nie możemy się pozbierać jak się dowiadujemy, że ludzie słuchają nas na całym świecie, dajmy na to kiedyś udało nam się wykopać na youtube.com amatorskie nagranie gdzie pewien młody człowiek z Chile gra cover naszego numeru na gitarze, coś niesamowitego.


Dying Fetus, Aborted, Cannibal Corspe to też dal wielu formacji niebywała wręcz inspiracja i motor napędowy do łojenia (zwłaszcza ten środkowy z wymienionych). Wyraźnie u nas macie pod górę, graliście też poza granicami naszego kraju. Były nawet słuchy, że mieliście grac bezpośrednie supporty przed The Black Dahlia Murder - także nie jest chyba najgorzej. W tym roku występ u boku Caliban - dzieje się, a materiał zawarty na "Forgotten" na żywo jak i w formacie "MyPyCzy" tylko dowodzi na to, że takie dźwięki można grać z sercem i polotem. Nie masz tremy przed takimi "dużymi" występami? Czy może w twoim wypadku to shot adrenaliny i jazda na żywioł?


Jasne, że jest trema! Nawet ogromna! Ale powiem Ci, że bardziej w trakcie takich momentów oddziałuje uczucie w stylu "o boże, gram przed Caliban!". Wiesz, będąc dzieciakiem kiedy zasłuchiwałem się płytami takich kapel jak właśnie Caliban, nigdy bym nie pomyślał że kiedyś stanę tego samego dnia na koncertowych deskach przed kapelami tego pokroju, oczywiście, były marzenia, były plany... i po prostu udało się! Tak jak wspominasz, rok temu mieliśmy grać na jednym koncercie przed The Black Dahlia Murder oraz Bridge To Solace, niestety organizator trasy postanowił przenieść sztukę ze Słowacji do Niemiec, gdzie oczywiście wszystko już było zaklepane i nie udało nam się "wkręcić" z naszym zespołem przed te kapelę.


Bywa, ale takie porażki to w pewnym sensie motor napędowy do tego by mieć jeszcze lepszy materiał i by z podniesionym czołem gdy nadejdzie okazja zmiażdżyć zgromadzoną na profesjonalnej sztuce gawiedź. W takim razie niby nie dziwi mnie czas oczekiwania na "Forgotten", ale z drugiej strony ten matex ma już prawie rok, i zdążył się zestarzeć, nieprawdaż? Czemu wszyscy fani generic polish deathcore"a musieli tak długo czekać by usłyszeć aż cztery nowe kompozycje sygnowane logo wesołej kompanii Drown My Day?


Tak, masz racje numery takie jak chociażby "Nobody Fucks" graliśmy już od roku jako nasz koncertowy "otwieracz", myślę że do momentu wydania najnowszej EPki spore grono osób już na dobre zdążyła zapoznać się z tym numerem, he,he. Nie wiem w sumie czemu tak długo zwlekaliśmy z nagraniem tych czterech wałków. Dużo problemów nałożyło się jak zwykle na siebie. Raz, że nie każdy miał na tyle czasu aby poświęcić się w stu procentach na nagranie tego, dwa że długo też nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca w którym to nagramy (ostatecznie nagraliśmy to w domu i w naszej salce), a trzy że dużą część czasu zajęło nam skompletowanie konkretnego sprzętu do nagrania tych numerów. Plany były aby pocisnąć już większą część materiału i nagrać longplaya, jednak nie chcieliśmy przedłużać i postanowiliśmy podzielić się tymi czterema kompozycjami z ludźmi. Numery te prawdopodobnie zostaną powtórzone na długo zapowiadanym longplayu. W tej chwili mamy już gro materiału na tę pierwszą dla nas "większą" płytę.


Ja nieśmiało się przyznam, że "Nobody Fucks" (nawet with the Captain!) to mój zdecydowany faworyt w całym dorobku Drown My Day, ale Ty o tym chyba wiesz najlepiej. Te problemy o których mówisz mam nadzieję, że nie pokrzyżują szyków w planach i jednocześnie pracach nad longiem. Tyle, że pojawia się tutaj paląca kwestia, czy warto powtarzać to co już zostało nagrane, i wydane po tak długim czasie? Jak mniemam debiut zawierać będzie około ośmiu, może dziewięciu numerów, więc czy jest potrzeba znów się z tym wszystkim bawić? Taki krok w tył jakby nie patrzeć. "


Prawdę mówiąc nie zgodzę się tutaj z Tobą. W raz z wydaniem longplaya chcemy już zrobić pełno-profesjonalną płytę. Z konkretnym miksem, konkretną produkcją etc. etc. O ile wydaje mi się, że "Forgotten" nie brzmi źle, chcielibyśmy aby kompozycje nabrały większego "charakteru". Zresztą zobacz jak robił Carnifex czy chociażby Suicide Silence, te kapel również powtarzały na swoich pierwszych longplayach numery z demówek, epek i innych małych wydawnictw absolutnie przy tym nie cofając się. Numery oczywiście nie będą brzmieć tak jak na epce, będą poprzerabiane etc.


Oby wybór producenta był przynajmniej tym zasugerowanym przeze mnie w recenzji. Wtedy nie będę miał o nic pretensji. Wspominasz o Carnifex, ja sam doszukałem się swoistego wpływu ich twórczości na waszą działalność, wielu zaś tym razem nie mówi o All Shall Perish (Zvish pewnie się smuci), a o Whitechapel. Ba! Padają nawet zarzuty kopiowania jednego z riffów tej załogi, o wytkniętym przeze mnie może niezamierzonym autoplagiacie nawet nie wspominam, gdzieniegdzie słychać też Meshuggah (ale to dobrze). Jak widać Drown My Day wciąż posiłkuje się innymi, tyle, że we własnym stylu. To brzmi dziwnie, może nawet paradoksalnie, ale tak jest. Już (choć nie do końca, co mam nadzieje zmieni longplay) gracie po swojemu kłaniając się raz w stronę zachodniej części świata, to w stronę północnej.


Z naszymi "kradzionymi" patentami, to muszę Ci powiedzieć że mamy ogromnego pecha. To już w sumie trzeci raz kiedy Zvish pisząc jakiś riff kilka miesięcy później znajduje go na jakiejś świeżej płycie. Podobnie było chociażby z patentem na najnowszym Periphery czy też innym riffem który pojawił się na płycie A Plea For Purging. Nie jest to kopiowanie, tylko choć ciężko mogło by się wydawać, dziwne zrządzenie losu. A czy kłaniamy się w tę czy inną stronę pisząc numery to już chyba naturalna kolej rzeczy czego słuchamy na co dzień i jaką muzykę chcielibyśmy grać.


Zatem fochy kierować można jedynie w stronę Zvisha. Jemu jednak dajmy spokój, a zajmijmy się Tobą. Nie ukrywajmy masz gardło nie od parady, co więcej wyrobiłeś sobie własny, znamienny, unikalny styl darcia paszczy - niekoniecznie ani na wdechu, ani wydechu. Porzuciłeś świniaki, dodałeś więcej góry, zintensyfikowałeś growle - to tak samo od siebie, czy wóda/fajki pomagają?


To chyba po prostu kwestia ciągłego grania prób, barwa sama z siebie staje się mocniejsza. Czy fajki pomagają, nie mam pojęcia, nie widzę różnicy nawet w momencie kiedy na jakiś czas odłożę je na bok, he,he. Ale bardzo mi miło, że podoba Ci się wokal na naszej EP-ce.


Już nie bądź taki skromny. Przede wszystkim podoba mi się dykcja, coś podobnego uświadczyć możemy u lidera Behemoth. Bardzo fajna sprawa w każdym razie. A fajki rzuć - tak będzie lepiej (śmiech). Niedługo gracie dwie sztuki jedną z Calibanem w Krakowie, drugą z Sullen Eyes Sore w Oświęcimiu. Mam nadzieję, że będzie to dobra rekompensata za nieodbytą trasę z Sinful Carrion i zmiażdżycie zgromadzoną publiczność. Jak zwykle ostatnie słowa dla Ciebie. Trzymaj się.


Mam nadzieję, że na obu sztukach wypadniemy dość dobrze. Dzięki wielkie za wywiad i zachęcam wszystkich do odsłuchania naszej nowej EP-ki na naszym myspace - www.myspace.com/drownmyday i do zobaczenia na koncertach!


Grzegorz "Chain" Pindor
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie