Mogę ci nawet dokładnie powiedzieć, co się stało i dlaczego tak to się skończyło. Widzisz, kiedy zespół osiągnie już pewien bardzo wysoki poziom w tym biznesie, pojawia się dużo różnych ludzi z zewnątrz, którzy szukają sposobu zrobienia na tym pieniędzy. W pewnym momencie nasz wydawca zażądał od nas, abyśmy korzystali z usług konkretnych producentów, zatrudnili konkretnych ludzi do pisania bądź też do pomocy w pisaniu muzyki, a to wszystko z jednego prostego powodu - chęci zarobienia większej kasy. Chcieli z nas zrobić dużo bardziej komercyjny zespół i to stało się przyczyną naszego upadku. Do mojego złego samopoczucia przyczynił się również fakt, że proces pisania muzyki w zespole uległ znacznej zmianie. Przy pierwszych trzech albumach cały materiał tworzyłem sam z perkusistą, natomiast przy "Digimortal" udzielał się również Christian, a jego wpływy były skądinąd bliższe muzyce hiphopowej. Bardzo mi to już wtedy nie odpowiadało. Ciężko było mi też zrozumieć, dlaczego mam dopuścić kogoś innego do pracy, z której wszyscy byliśmy zadowoleni, i uzyskiwać przez to gorszy efekt od zamierzonego. Raymond był tą osobą, która popierała to całe komercyjne szaleństwo. To on chciał, żeby Christian pisał muzykę i to on cieszył się na każdą zmianę proponowaną przez wytwórnię. Dla mnie to było już za wiele. Fear Factory straciło swoją osobowość i nie brzmiało już jak kiedyś, a z tym, co powstało w jego miejsce, po prostu nie mogłem się pogodzić.