Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Massimo Pupillo (Zu, OffOnOff, Black Engine)

Massimo Pupillo (Zu, OffOnOff, Black Engine)

Massimo Pupillo w najbliższym czasie odwiedzi nasz się kraj aż dwukrotnie. Niedawno widzieliśmy go z Zu na Asymmetry Festival, w sierpniu zobaczymy ponownie na Off Festiwal ponownie z... Zu. Z innym zespołem, OffOnOff pojawi się na Avant Art Festival. Sympatyczny Włoch okazał się fantastycznym rozmówcą, na pytania odpowiadał z dużym zaangażowaniem dotykając często także wątków pobocznych. Jeśli więc chcecie się dowiedzieć czegoś o nowych projektach gadatliwego basisty, czemu Mike Patton jest mile widziany jako kompan na trasie koncertowej i polityce wewnętrznej Włoch zapraszamy do lektury!
Cześć Massimo! Miło móc chwilę z Tobą porozmawiać!


Mnie również.


Na profilu MySpace Zu jest informacja o tym, że zagracie na Festiwalu Szopenowskim we Wrocławiu. Ale przecież macie zagrać na Off Festiwalu w Katowicach!


Tak, to nieporozumienie wynikłe w rozmowach z agentem organizującym naszą trasę. Wszystko już jednak "odkręciliśmy". Na pewno zagramy w Katowicach. Nie przejmuj się! (śmiech)


Zu zagra w Polsce ponownie, trzy miesiące po Asymmetry Festival. Przygotujecie więc może coś specjalnego na Off Festiwal?


Uwielbiamy grać w Polsce! Zawsze mamy u was wspaniałą publikę, która rozumie naszą muzykę, a wcale nie jest to tak oczywiste, jak może się wydawać! W każdym razie, zagramy nowe utwory Zu oraz muzykę zainspirowaną twórczością Szopena.


Szopena? Tegoroczny Off Festival jest mu zadedykowany… Dobrze znasz jego muzykę?


Jasne! Jego utwory to przecież podstawa! Myślę, że każdy musi znać największe osobowości muzyki. Muzyk nie może żyć tylko w obrębie swojego rock'n'rollowego podwórka, ponieważ czym więcej muzyki zna tym więcej muzycznych światów może badać i wykorzystywać w swojej twórczości. W Zu jesteśmy prawdziwymi smakoszami muzyki. Jesteśmy wręcz wszystkożernymi słuchaczami, jeśli pozwolisz mi na kontynuowanie "spożywczej" metafory.

Faktem jest, że każdy człowiek ma kilka twarzy. Każdy potrzebuje różnorodnej muzyki. Z jednej strony może być to Szopen z drugiej Napalm Death i nie ma w tym żadnej sprzeczności. Podobnie jak jednego dnia możesz czuć się  wspaniale, do wszystkich czuć sympatię, a za chwilę być ostro wkurzony.


Jasne! Myślę, że zgodzi się z Tobą każdy fan muzyki… Których polskich muzyków jeszcze znasz i cenisz? Krzysztofa Komedę, Zbigniewa Preisnera? Może Nergala z Behemotha? (śmiech)


Wiesz, staram się nie myśleć o życiu i muzyce patrząc przez prymat narodowości bądź granic. Jednocześnie jednak muszę przyznać, że są osobliwe cechy charakterystyczne, które są określane przez pewne specyficzne elementy - historie, mitologie i światopogląd. Muszę też zauważyć, że Polska jest dla mnie interesująca. Część moich ulubionych kompozytorów pochodzi z Europy Wschodniej, od Igora Strawińskiego do Arvo Parta, itp. Nasze korzenie i wpływy jako Zu leżą bliżej muzyki klasycznej niż prawdopodobnie myślisz.

Odnośnie Polski muszę zauważyć znaczenie Góreckiego, nawet jeśli to nie do końca moje klimaty… Uwielbiam za to muzykę Pendereckiego. Szczególnie "Threnody for the Victims of Hiroshima" porusza mnie za każdym razem. Jestem zafascynowany tą kompozycję odkąd kumpel dał mi taśmę z nią, gdy byłem nastolatkiem! No i wreszcie wspaniały Krzysztof Komeda… Czasami grywamy utwory ze ścieżki dźwiękowej "Dziecka Rosemary" przed naszymi koncertami, gdy ludzie czekają na nasze wejście na scenę. To po to by wytworzyć uczucie terroru wśród publiki (śmiech).



Zagrasz w Polsce także  z OffOnOff  na Avant Art Festival. Z tym zespołem nagrałeś improwizowany album koncertowy "Slap and Tickle". Ćwiczyliście ten materiał przed występem? Czy była to faktycznie pełna improwizacja?


Z OffOnOff nagraliśmy dwa albumy dla norweskiej wytwórni Smalltown Supersound oraz winyl dla francuskiej Gaffer. Nigdy nie mamy prób, stąd każdy nasz koncert jest zupełnie inny. Polegamy na naszym zgraniu ze sobą i szybkim obopólnym rozumieniu się na scenie. Zaczęliśmy grać wspólnie jako część większego zespołu, Original Silence, gdzie udzielali się również Mats Gustafsson, Jim O'Rourke i Thurston Moore z Sonic Youth. Zauważyliśmy jednak, że trzech z nas łączy głębsza więź, wspólny język i wręcz "fizyczne" podejście do muzyki.


Na Avant Art miał pojawić się także twój kolejny projekt - 7k Oaks. Dlaczego ostatecznie nie zagracie?


Alfred 23 Harth (grający na saksofonie - przyp. jw.) mieszka w Korei i lot do Europy jest dla niego zbyt drogi jak na zagranie tylko jednego koncertu.


Rozumiem, może przy jakiejś innej okazji uda się was zobaczyć… Powróćmy jednak do Zu. Wspomniałeś, że przygotujecie się do nagrania kolejnej płyty...


Właśnie zaczęliśmy cały proces i obecnie zarejestrowaliśmy cztery czy pięć utworów na taśmę. Nie są jeszcze bliskie ukończenia, ale  zasadniczo miażdżą (śmiech).


Z Zu zaczynaliście jako zespół jazzowy. Obecnie gracie jednak metal po "jazzowemu". Albo jazz po "metalowemu" (śmiech).


Nie wydaje mi się, żebyśmy kiedykolwiek byli zespołem jazzowym. Zawsze byliśmy bardzo głośni i jedyne co łączy nas z tym gatunkiem to elementy improwizacji. Sonic Youth także sporo improwizowali, choć nigdy nie byli określani jako grupa jazzowa. Myślę, że takie, niewłaściwie pojmowanie naszej muzyki, bierze się z tego, że używamy saksofonu, ale od 10 lat unikamy "łatek". Omijamy bezpieczny grunt, co zwiększa ryzyko w muzyce i życiu. Podążamy własną, unikalną ścieżką.


Ok, myślę jednak, że gdyby guru jazzu, Peter Brotzmann był młodszy grałby w Zu. Na "Machine Gun" zagrał tę muzykę z metalową mocą. Ponadto łączył jazz z metalem w Last Exit…


Dzięki! To jeden z moich muzycznych bohaterów! Kiedy pierwszy raz usłyszałem "Machine Gun", poczułem się jakbym biegał nagi i krzyczał po antycznych greckich ulicach. Iście dionizyjskie przeżycie...

Co jest wspaniałe w Peterze, to to, że nigdy się nie sprzedał. Jest nadal tam gdzie był, radykalny jak tylko można, ale to jest właśnie jego wizja świata i iście punkowa postawa. Nigdy nie ogląda się na  zdanie publiki. On nie traktuje muzyki jako formy rozrywki. Myślę, że postrzega ją bardziej jako formę voodoo, bardzo prymitywną siłę.


Twoim idolem jest również Tom Araya, którego nazywasz swoim Elvisem. Jesteś nadal metalowcem? Co Cię fascynuje w tym gatunku?


Dorastaliśmy i wychowywaliśmy się przy metalu. Ja i Luca poznaliśmy się jako 14-latkowie na koncercie Saxon. Nasza trójka przez lata poznała prawie wszystkie możliwe rodzaje muzyki, poczynając od metalu, punku, hardcore’a, grindcore’a, industrialu, new wave, no wave, następnie wszelkie rodzaje elektroniki, współczesnych kompozytorów, awangardę. Przez Johna Zorna otworzył się przed nami świat jazzu, klasyczny materiał Coltrane’a, Sun Ra i współczesnych jazzmanów jak Brotzmann...

Częściowo scena metalowa stała się swoją własną parodią i wygląda jak błazenada. Wcześniej jednak były na niej obecnie wielkie zespoły. Takie jak The Melvins, którzy udowodnili, że metal może być tak inteligentny jak ostry. Moja wizja metalu jest bardzo szeroka. Myślę, że obecnie Sunn O))) są najlepszą metalową grupą. Oprócz nich oczywiście Meshuggah, The Locust, Cephalic Carnage, Fantomas… Jest wiele wspaniałych metalowych kapel, które rozszerzają znaczenie tej muzyki i granice gatunku. Wspaniale wiedzieć, że istnieje "metal alternatywny", że ktoś pcha scenę do przodu nie oglądając się wstecz na lata 80. z festiwalami ze Scorpions i Dokken w roli głównej…


Czy twój pierwszy zespół grał metal?


Nie pamiętam! (śmiech) Wiesz, grałem w czymś takim jak Zillion, kiedy byłem nastolatkiem, więc bardzo ciężko stwierdzić co było pierwszą moją kapelą. Myślę, że grałem każdy rodzaj muzyki. Może poza reggae, funkiem i fusion… (śmiech). W tym czasie nie byliśmy zbytnio przy kasie, zawsze cholernie trudne było uzyskanie dobrego brzmienia, które mogłoby nawet w odległy sposób przypominać prawdziwy metalowy zespół. Jak chcesz grać metal w takich warunkach? Do tego wszyscy wokół mnie chcieli słuchać tylko rapu i reggae. Ja założyłem szaloną kapelę, która grała kawałki metalowe, więc ludzie naprawdę nas nie nawiedzili! Szalone czasy, ale był to rodzaj szkoły. Nikt w Zu nie chodził do szkoły muzycznej, samo życie było naszym nauczycielem.


A czy nie korci was, żeby teraz z Zu nagrać album z coverami metalowych numerów? Myślę, że "South of Heaven" wiadomo kogo zagrane na tenorowym saksofonie zabrzmiałoby wspaniale!


Zawsze żartujemy sobie jak wiele wspaniałych metalowych kawałków moglibyśmy zcoverować... Coś "starego" S.O.D. mogłoby świetnie zabrzmieć. Obecnie gramy trochę metalowego materiału z Eugene Chadbourne'm na nasz planowany drugi wspólny album. Klimaty Motorhead, itp. Pracujemy jednak nad zbyt wieloma projektami, by to dokończyć. Może kiedyś nam się uda…


Jednemu z polskich dziennikarzy wspomniałeś, że przygotowujecie z Zu wspólny projekt z raperem Dalekiem. Kiedy możemy się spodziewać tej płyty?


To bardzo długa historia! Obecnie jesteśmy już po dwóch sesjach, cała warstwa muzyczna jest już skończona, tylko MC Dalek potrzebuje zarejestrować swoje partie wokalne. Obecnie nie koncertuje, więc mam nadzieję, że uda mu się to skończyć i będziemy gotowi to wydać w przyszłym roku.


Wspomnijmy jeszcze o waszym zespole Black Engine, z którym nagraliście album "Ku Klux Clowns". Skąd pomysł na taki anty-rasistowski tytuł? Czytałem kiedyś, że imigranci we Włoszech mają dość problematyczne życie. Mają pozytywny wpływ na gospodarkę kraju, wielu obywateli jednak się ich obawia. Czy to prawda?


Człowieku, dla mnie to oznacza wgłębienie się w sytuację polityczną Włoch! Jesteś pewien? Masz na ten wywiad zarezerwowaną godzinę? (śmiech)

Tytuł dotyczy oczywiście amerykańskiego zjawiska, stowarzyszenia, które tworzą biali ludzie z wyższych sfer. Ubrani jak klauni podpalają krzyże, grożą czarnym ludziom i pokazują jakimi są idiotami. Problemem jest, że takie poglądy rozprzestrzeniają się po świecie. W Rosji nazizm jest bardzo silny. Istnieją tam obozy ćwiczeniowe, gdzie uczy się jak posługiwać bronią. Pokazuje nam to jak ci ludzie są głusi i jak nie wyciągają wniosków ze swojej historii. Jak szkoła nie pracuje prawidłowo, cały system szkolny na całym świecie jest spieprzony i bezużyteczny. To rozprzestrzenianie się nazizmu jest tego rezultatem.

Musisz wiedzieć, że we Włoszech duże znaczenie odgrywa telewizja. I jak zapewne się orientujesz nasz premier jest właścicielem koncernów informacyjnych. Drań obecnie narzuca wszystkim obywatelom światopogląd i sprawia, że ludzie myślą, że żyją w wolnym kraju, ale tak nie jest! Sytuacja jest zła, Oni - czyli władza, banki, itp. - ukradli tak wiele pieniędzy, że cała gospodarka załamuje się. Kogo to wina? "Imigrantów!" Prawica rośnie w siłę, ludzie stają się rasistami i każdy zapomina czasy kiedy Włosi byli ludźmi, którzy wyjeżdżali do pracy do północnej Europy, dokładnie jak teraz ludzie z innych krajów przyjeżdżają do nas.


Myślę, że przybliżałeś naszym czytelnikom sytuację polityczną we Włoszech lepiej niż niejeden publicysta... Na koniec wspomnijmy jeszcze o waszym wydawcy, którym jest... Mike Pattona. Czasami wspólnie koncertujecie.


Jesteśmy na bardzo uprzywilejowanej pozycji, ponieważ Mike jest nie tylko właścicielem naszej wytwórni i czasami naszym wokalistą, ale także przyjacielem. Jest jak czwarty członek zespołu. Kiedy gra z nami wychodzi to bardzo naturalnie. Czujemy, że nasza muzyka trafia do niego. Ważniejsze jest jednak to, że w każdym mieście na świecie zna jakąś dobrą restaurację i to jest fantastyczne, gdy jesteś w trasie!


Jacek Walewski

Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie