Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Dave Grohl, Josh Homme (Them Crooked Vultures)

Dave Grohl, Josh Homme (Them Crooked Vultures)

W lipcu zeszłego roku powstała supergrupa, która dla każdego miłośnika rocka jest prawdziwym spełnieniem marzeń. O tym zespole mówią i piszą już prawie wszyscy...

Nic w tym dziwnego, tworzą go bowiem: John Paul Jones (Led Zeppelin), Dave Grohl (Nirvana, Foo Fighters) i Josh Homme (Kyuss, Queens Of The Stone Age). Żadnego z tych muzyków nie trzeba specjalnie przedstawiać. Pierwszy koncert zespół zagrał 9 sierpnia 2009 roku w klubie Metro Chicago. Początkowo tworzyli go Grohl i Jones. Trudno było znaleźć kogoś, kto byłby dobrym dopełnieniem tego wspaniałego duetu. Nikt nie był pewien, czy członek grupy Kyuss i lider zespołu Queens Of The Stone Age, Josh Homme, sprawdzi się w tej konfiguracji. Homme pracował w wielu projektach pobocznych, między innymi z Eagles Of Death Metal. Ten mierzący dwa metry wzrostu muzyk jest nie tylko genialnym gitarzystą rockowym, ale ma też dość gwałtowny i bezkompromisowy charakter, co na pewno podgrzewa atmosferę w studiu. Brakowało jeszcze ostatniego kawałka układanki - został nim Alain Johannes, z którym duet Homme i Grohl współpracował już wcześniej.

Z członkami zespołu spotykamy się przed jednym z występów w ramach trasy koncertowej po Wielkiej Brytanii. Muzycy odbywają właśnie próby i spontaniczne jam sessions. "Nigdy nie grałem w ten sposób - mówi pełen entuzjazmu Grohl. - Nigdy nie grałem z kimś takim, jak John Paul Jones. Lubię słuchać muzyki disco w takim samym stopniu jak AC/DC, i to z tych samych powodów. Są to gatunki skrajnie różne, ale jednocześnie podobne ze względu na ten sam groove. Mamy z Johnem na ten temat takie samo zdanie i dlatego lubimy razem jammować. Przecież Led Zeppelin słynęli z mieszania stylów - ich muzyka to brudne, bluesowe i hardrockowe brzmienia. Dlatego grając razem, świetnie się bawimy". No a Homme? "Josh jest bardziej mroczny, jego gra jest cięższa. My z Johnem podchodzimy lżej do gry, często z pewnym przymrużeniem oka. Ale tak różne podejścia pozwalają nam się dobrze uzupełniać". Pora więc przejść do rzeczy...

Tyle talentów i jednocześnie mocnych osobowości w jednym studiu. Jak to możliwe, że się nie pozabijaliście?


To wielka frajda móc wejść do studia z trzema multiinstrumentalistami, którzy mają na swoim koncie wiele doskonałych albumów, a do tego zajmowali się produkcją. Po prostu byłem tam, czekałem na to, co się stanie, i dałem się ponieść biegowi wydarzeń. Nie było żadnych dyskusji ani żadnych kłótni. Każdy mógł powiedzieć, że ma pomysł na riff. Ja brałem do ręki gitarę, Josh robił to samo, i zaczynaliśmy grać. John chwytał za bas albo nawet za mandolinę...


Albo za inne dziwactwo?


Dokładnie tak (śmiech). No i zaczynaliśmy grać. Jeśli stwierdziliśmy, że rzecz warto pociągnąć dalej, to wchodziliśmy do studia, podpinaliśmy się do wzmacniaczy i jammowaliśmy. Nie było ważne, od kogo wyszedł pomysł, a jedynie to, czy był dobry i czy coś z niego wynikało.


Jeśli chodzi o nagrywanie, wolę naturalne podejście do tematu, a więc bez niepotrzebnego kombinowania. Jestem fanem zespołu Creedence Clearwater Revival (CCR). Kiedy słucham ich płyt, to mam wrażenie, że ta muzyka jest bardziej świeża i bardziej na czasie niż muzyka tworzona obecnie. Ona brzmi naturalnie, ponadczasowo. Ma dużą rozpiętość dynamiczną, co świadczy o dobrej produkcji. I to są właśnie kluczowe cechy, których szukam w muzyce.


Chciałbym opowiedzieć o tym, jak wyglądała nasza praca razem, jak się rozwijała. Josh od początku miał mnóstwo pomysłów i sypał riffami jak z rękawa. To było wspaniałe, ale z drugiej strony nigdy nie mogliśmy niczego skończyć, rzadko wychodziliśmy poza jam sessions. Zdecydowałem się wysłać do niego maila. Napisałem mu coś w rodzaju: "Mamy tyle riffów, że moglibyśmy nimi zapełnić Wielki Kanion, ale musimy napisać wreszcie jakieś piosenki. To nie jest pojedynek na riffy, naszym zadaniem jest pisać i aranżować dobre piosenki, które ludzie będą śpiewać i które zapadną im w pamięć". Nagrywaliśmy więc głównie jego pomysły. I tak "Daffodils" zaczyna się od riffu Josha, "Scumbag Blues" było właściwie nagrane podczas jam session, zresztą tak jak i "Caligulove". Po miesiącu nagrywania John, który do tej pory siedział cicho, powiedział, że ma kilka gotowych riffów, i zapytał, czy chcielibyśmy je usłyszeć. Jasne, że chcieliśmy! Zagrał riff do "Highway One" i opadły nam szczęki. Zapytaliśmy, czy ma tego więcej. Wprawdzie "Highway One" nie znalazło się na płycie, ale gramy ten utwór na naszych koncertach. Jak widać, cierpieliśmy raczej na nadmiar pomysłów niż na ich brak. Wchodziliśmy do studia z wielką przyjemnością, bo nagrywanie przebiegało bardzo naturalnie i spontanicznie. Było idealnie, lepiej niż mogłem sobie wyobrazić!".


Jeśli chodzi o proces tworzenia, to muszę powiedzieć, że między Alem i mną panuje pełne porozumienie, wręcz twórcza symbioza. Gdy pracujemy razem, trudno nam stwierdzić, gdzie kończy się jeden tytuł, a gdzie zaczyna drugi. Tak jest zarówno na etapie nagrywania, jak i produkcji. Zresztą w naszym świecie jest to jedno i to samo.


Dave, czy nigdy nie kusiło cię, żeby wziąć do ręki gitarę i samemu coś nagrać?


Raczej nie, przecież w Nirvanie też siedziałem za bębnami i to mi odpowiadało. Nirvana funkcjonowała jak prosta maszyna. Gitarzysta nie grał właściwie partii prowadzących, tylko głównie akordy barowe, basista grał bardzo nieskomplikowane, melodyjne i rytmiczne partie, no i do tego byłem jeszcze ja, siedzący z tyłu za bębnami. Bardzo dobrze czuję się w tej roli. Odpowiadam za nabijanie rytmu i naprawdę dobrze mi to wychodzi. Jest taki dowcip: Jaka była ostatnia rzecz, którą powiedział perkusista do kolegów, zanim został wyrzucony z zespołu? "Mam tutaj piosenkę i myślę, że powinniśmy ją zagrać". Szybko ustalił się między mną, Joshem i Johnem klarowny podział ról. Ja siadłem za bębnami i tak już zostało. Miałem czuwać nad tym, żeby wszystko przybrało odpowiedni kierunek. Owszem, nagraliśmy też kilka moich pomysłów - były to partie na gitarę akustyczną. Tak naprawdę to pierwszy riff, który nagraliśmy, był mój! Napisałem go jako proste, rozłożone akordy, które później nagraliśmy przez mikrofon. To był fajny sposób na przełamanie lodów - John grał na mandolinie, natomiast ja i Josh graliśmy na gitarach akustycznych. Zresztą, jeśli perkusista chce zagrać na gitarze akustycznej i napisać jakąś piosenkę, to nie ma w tym nic złego. A jeśli John ma na przykład ochotę zagrać na mandolinie i zaśpiewać, to też jest w porządku. U nas nikt nikogo nie blokuje.


Porozmawiajmy teraz o gitarach. Josh, ty niezbyt chętnie mówisz o swoim sprzęcie. Jesteś pod tym względem nieco skryty...


Opowiem wam wszystko o swoim sprzęcie, ale najpierw niech to zrobi Al...


Jeśli chodzi o moje wzmacniacze, bazą dla mnie są dwa urządzenia Fendera: Super Reverb i Twin Reverb. Do tego mam małą kolekcję kostek z serii Moogerfooger. Z efektów używam przede wszystkim delaya, przesterów, waha oraz pedału głośności.


Alowi idealnie wychodzi kontrola nasycenia przesteru. Łatwo jest po prostu włączyć jedną kostkę dającą konkretny rodzaj przesteru, ale sprawić, aby jego nasycenie było zróżnicowane, to już naprawdę jest sztuka. Jesteśmy fanami dojrzałych urządzeń przesterowujących, które potrafią nie tylko zniekształcić i skompresować sygnał, ale też sprawić, że będzie on szlachetny, pełny i niepozbawiony możliwości wpływania na jego dynamikę. Tutaj doskonale sprawdzają się efekty marki Fulltone. Oprócz tego używam głowy Teisco Checkmate 25, która brzmi doskonale, jednak wymaga pewnych zabiegów w zakresie podbicia środkowego przedziału częstotliwości. Jeśli dopalę dół i górę, wtedy środek jest słabo słyszalny, dlatego stosuję korektor, którym po prostu podbijam środek. Dzięki temu mogę przesterować paczkę z czterema 12-calowymi głośnikami, co wcześniej było absolutnie niemożliwe. Przez ostatnie kilka lat używam przede wszystkim korektora Maestro MPF-1 Parametric Filter, który jest włączony właściwie cały czas...


Widzę, że nie poddałeś się modzie na gitary vintage. Unikasz nawet ich współczesnych, sztucznie postarzanych wersji. Dlaczego?


Mój Epiphone za 300 dolarów jest po prostu wspaniały. To moje najwierniejsze wiosło i najlepsza armata, jaką mam w swoim arsenale. Można powiedzieć, że grając, walczę. Nikt mnie nie uczył gry na gitarze, jestem żołnierzem walczącym w imię wiary. Muzyka jest moją religią.


Czy kiedykolwiek byłeś pod wrażeniem jakiegoś instrumentu vintage?


Mam Gibsona ES-225, którego bardzo lubię, choć oczywiście nie jest to jakiś kolekcjonerski model. Ta gitara ma tylko jeden przetwornik P-90 umieszczony w centralnej pozycji, co jest dosyć nietypowym rozwiązaniem. Dzięki temu ma bardzo oryginalne brzmienie i fajnie sprawdza się w sytuacji, gdy dodatkowo nagłośni się ją mikrofonem. Zmiksowanie obu sygnałów (z przetwornika i mikrofonu) daje doskonały efekt.


Zdarzają się instrumenty tanie, ale mające w sobie to "coś", jakąś magię. Z drugiej strony bywają też takie, które są bardzo drogie, ale de facto niewiele warte...


Te drogie nadają się tylko na wystawę, a nas nie interesuje wygląd. Moja gitara Teisco z 1965 roku daje niesamowitego czadu. Mamy jedną zasadę, którą inni mogą przyjmować za wadę: używamy zawsze najgorszego sprzętu, a do tego w nieodpowiedni sposób. Uważamy, że dwa minusy mogą dać jeden plus (śmiech). Udowadniamy, że z tego chaosu może urodzić się coś dobrego, mimo że wszystko temu przeczy. Na przykład weźmy gitarę Teisco: czy to jest najlepsza gitara na rynku? Jest okropna, ale właśnie ma w sobie to "coś". Ona po prostu ma charakter.


Wystarczy ją podpiąć i już można grać. Dokładnie takiego brzmienia szukaliśmy. Tak więc sprzęt wart tysiąc dolarów byłby tu kompletnie bezużyteczny.


To samo odnosi się do wzmacniaczy. Robię coś, co wielu gitarzystów uważa z pewnością za profanację, albowiem w trasę zabieram ze sobą wzmacniacz Gibson EH-185 z 1938 roku. W użyciu jest około czterystu tych urządzeń, a mój egzemplarz jest chyba w najlepszym stanie. Kiedyś potknąłem się i wylałem na niego drinka. Niemal z przerażeniem pomyślałem, że już po nim... Ale nie o to chodzi. Po prostu uważam, że koło tych rzeczy nie powinno się biegać ze szmatką w ręku.


Mój zestaw sprzętowy jest bardzo uproszczony. W studiu zwykle używam wzmacniaczy Vox AC30 i Hiwatt, czasami Mesa Boogie, choć tych ostatnich częściej podczas koncertów. Oprócz tego mam efekty MXR Phase 90 i Boss DD-3 Digital Delay.


Czyli jest to przeciwieństwo tego, co ma Josh?


Szczerze mówiąc, nie wiem, co on ma u siebie (śmiech).


Opowiedz nam coś o swojej przezroczystej gitarze Dan Armstrong


Na tej gitarze grał Keith Richards, a także mój idol Greg Ginn z zespołu Black Flag. Ich wczesne płyty miały na mnie wielki wpływ, a więc w dużym stopniu ukształtowała mnie muzyka, którą tworzyli. Uwielbiałem ich, bo byli całkowicie szaleni. Wracając do gitary Dan Armstrong, muszę powiedzieć, że ten instrument na początku wydawał mi się żartem, sprawiał bowiem wrażenie czegoś w rodzaju antygitary. Jest to instrument wykonany z materiału zwanego Lucite (akryl) i jest dość ciężki. Bardzo spodobał mi się masywny gryf, który doskonale leży w ręku. Nie jestem technicznym i nie znam się na sprzęcie, ale kiedy obejmie się ręką gryf tej gitary, człowiek czuje się pewny siebie i niezwyciężony. Gra się na niej komfortowo i prawie bez wysiłku. Poza tym ma możliwości szybkiej wymiany przetwornika. Nie jest to może najlepiej brzmiąca gitara na świecie, ale kiedy już się na niej gra, to z pewnością gra się z jakiegoś powodu - ten wybór nigdy nie jest przypadkowy. Ja, grając na niej, czuję się jak bohater filmu science fiction!


Masz w swojej kolekcji kilka gitar typu hollow body. Możesz nam coś o nich powiedzieć?


Kiedy dostałem swój pierwszy czek z Nirvany, a było to gdzieś w 1992 roku, wybrałem się do sklepu muzycznego Southworth Guitars w Maryland. Byłem perkusistą, a za pierwsze zarobione pieniądze poszedłem sobie kupić gitarę! Szukałem zwykłej gitary, na której mógłbym grać w domu, nie chciałem Les Paula czy Stratocastera - jakiż byłby z nich pożytek, kiedy tylko brzdąka się, siedząc na kanapie? Skupiłem się więc na gitarach typu hollow body. Moją uwagę zwrócił instrument z oryginalnym gryfem i dość dziwną główką - był to Trini Lopez z 1966 roku. Wyglądał jak 335, ale miał inaczej wykończony otwór rezonansowy. Do tej pory jest to moja ulubiona gitara, nagrywałem na niej wszystkie płyty Foo Fighters, każdą piosenkę. Jest po prostu doskonała - wszechstronna, pięknie rezonująca. Podłączona do wzmacniacza AC30 i przepuszczona przez efekty brzmi świetnie zarówno na kanale czystym, jak i na przesterowanym. Jest bardzo wrażliwa na artykulację i bardzo uniwersalna, a jej różnorodność brzmieniowa wynika z tego, jak się jej używa. Nigdy jej nie przeładowywałem ani nie instalowałem żadnych dodatkowych bajerów, przełączników, przetworników itd. Gitara rezonuje tak ładnie, jakby miała wbudowany przetwornik typu single-coil.


Jak zaczęła się twoja współpraca z firmą Gibson?


Przedstawiciele firmy Gibson odezwali się do mnie jakieś trzy, cztery lata temu. Myślałem, że to żart, przecież ja nie umiem nawet czytać nut! Byłem więc w szoku. Zapytali mnie, jaka jest moja ulubiona gitara. Wskazałem na swoją ukochaną dwudziestoletnią Trini. Gibson robił wtedy serię gitar Inspired By i tak powstał model David Grohl Inspired By DG-335 oparty na mojej gitarze Trini Lopez. Ta gitara przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Cztery takie zabieram ze sobą w trasę, one są po prostu niezniszczalne. To prawdziwe woły robocze. Potrafią wytrzymać półtora roku w trasie, chociaż nie obchodzę się z nimi specjalnie delikatnie - czasem nimi rzucam i zdarza mi się, że wylewam na nie drinki. W każdym razie wyciskam z nich siódme poty, biegam po scenie, szaleję, walę w struny, a gitary nie rozstrajają się nawet po sześciu utworach!


Jak widać, macie też kilka instrumentów MotorAve w obu szafach rackowych.


Al mnie nimi zaraził. Produkuje je Mark Fuqua.


Ja pierwszy zamówiłem sobie model BelAire, potem Josh zamówił sobie taki sam. To bardzo solidny instrument - wygodny, dobrze leżący w ręku. Po prostu biorę go i gram. Nowoczesne gitary customowe brzmią perfekcyjnie w każdej pozycji, bo mają wyrównane pasmo. Natomiast gitary vintage’owe mają swój własny charakter wynikający z tego, że ich brzmienie nie jest idealne. Nie są tak przewidywalne i w każdej pozycji brzmią inaczej.


Piękno tego instrumentu tkwi właśnie w jego niedoskonałości.


Boże, ta gitara ma duszę! Nic dziwnego, przecież Mark robi jedną gitarę przez całe sześć tygodni.


Najpierw wycina poszczególne elementy, a potem sześć tygodni zajmuje mu złożenie ich. Jest niesamowicie dokładny i skrupulatny. Nie bardzo dba o pieniądze, gitary to przede wszystkim jego pasja. On ma dokładnie takie podejście jak Andy i Hugh Mansonowie: Hugh Manson jest technicznym Johna Paula, a Andy Manson robi gitary. Mam nawet jedną gitarę Andy’ego - to Lotus De La Haye. Większość lutników, którzy nie są muzykami, skupia się na robieniu małych dzieł sztuki, które być może nadają się do muzeum, ale nie zawsze do grania. Andy i Hugh są jednak inni. Oni nie chcą, żeby ich instrumenty były kopią innych.


Czy macie jeszcze jakieś inne gitary?


Mam też gitary firmy Maton Guitars, na których również bardzo lubię grać.


Miałem kiedyś bas Gibson RD Artist i przez pewien okres dużo na nim grałem.


Czy było to pod wpływem Krista Novoselica?


Rzeczywiście, chociaż poza modelem RD Artist Krist używał także Grabbera. Ale ja po prostu zobaczyłem gitarę Gibson RD Artist w sklepie i bardzo mi się spodobała. Przez jakiś czas miałem też Gibsona Explorera. Nie wiem za dużo o gitarach - jeśli instrument brzmi dobrze, to na nim gram. Oto cała moja filozofia.


Czy było coś w grze Kurta Cobaina - w jego technice czy sposobie gry - co inspiruje cię jako gitarzystę?


Najlepsi muzycy grają tak, jakby instrument był przedłużeniem ich ciała - to przez grę wyrażają swoją osobowość. Taki właśnie był Kurt. Jego muzyka odzwierciedla to, jakim był człowiekiem: była prosta, skromna, subtelna, ale potrafiła być też lekko cyniczna. Tak, jeśli Kurt miał możliwość zakpienia sobie z czegoś lub zrobienia czegoś źle, robił to. Nie chodziło mu o perfekcję wykonania, ale o szczerość i feeling, dlatego dysonans czy błędy naturalnie uzupełniały piosenkę. Grał tak, jak czuł. W tym sensie staram się go naśladować i nie przywiązywać wagi do rzeczy nieważnych. Z drugiej strony staram się być dobrym gitarzystą. Nic więcej nie mogę zrobić (śmiech). Już pogodziłem się z faktem, że do końca życia będę gościem do nabijania rytmu, i nie muszę się martwić o grę na gitarze.


A co z techniką? Grasz przecież w zespole Foo Fighters...


Osobiście uważam się za kogoś w stylu Malcolma Younga z AC/DC, czyli muzyka, który tworzy odpowiednie tło. Lubię grać na gitarze w taki sposób jak na perkusji. Dobrze ilustrują to takie kawałki, jak "Everlong" czy "The Pretender". Patrzę na gitarę trochę jak na bębny. Struna E6 jest dla mnie stopą, natomiast struny A5 i D4 pełnią rolę werbla. Kiedy piszę riffy, wyobrażam sobie, że niższe nuty to stopa i werbel, a wyższe to talerze.


Nie sądzę, żeby jacyś gitarzyści byli w stanie porównywać swoją grę na gitarze do perkusji...


Ale to naprawdę działa! Gdy piszemy materiał do Foo Fighters, siadam z bębniarzem Taylorem Hawkinsem i po chwili riffy sypią się nam jak z rękawa. Wygląda to tak, jakby dwóch perkusistów urządziło sobie jam session, z tym wyjątkiem, że jeden z nich zamiast na perkusji gra na gitarze! Mam ogromny szacunek do wszystkich rytmicznych gitarzystów na świecie. James Hetfield? Ten gość jest wprost niewiarygodny. Malcolm Young też jest niesamowity. Keith Richards? Uwielbiam ten charakterystyczny groove, z jakim gra.

PRZEWODNIK PO SPRZĘCIE JOSHA HOMME’A


Podczas trasy koncertowej grupy Crooked Them Vultures Ally Christie ma pełne ręce roboty - jest odpowiedzialny za sprzęt Josha Homme’a i Alaina Johannesa. Ally zgodził się nam opowiedzieć o urządzeniach, których używa Josh, choć sam gitarzysta mówi o nich niechętnie i do tej pory pozostawały one w tajemnicy...

Jakie efekty znajdziemy w zestawie Josha?


Gitary są podpinane do efektów rozmieszczonych w dwóch pedalboardach, które leżą po obu stronach stojaka mikrofonu. Josh ma duże stopy, więc efekty są zamontowane w sporych odległościach, żeby miał do nich łatwy dostęp. Kostki, które znajdują się dalej w łańcuchu efektów, mogą znajdować się w innym pedalboardzie. Wśród efektów znajdują się po kolei: Electro-Harmonix Octave Multiplexer, Fulltone Ultimate Octave, Fulltone FB-3 Fat Boost 3, Electro-Harmonix POG, Morley Wah, Univox Super-Fuzz, Boss RE-20 Space Echo, Roland RE-201 Space Echo, SIB Echodrive i podpięte do wzmacniacza efekty z serii Moogerfooger: Analog Delay i Low Pass Filter. Potem sygnał przechodzi do kostki Little Labs PCP Amp Distro Unit, która rozdziela sygnał na trzy: jeden jest wysyłany do wzmacniacza combo Gibson EH-185 z 1938 roku, drugi do głowy Silvertone Twin Twelve, trzeci do korektora graficznego marki Boss, później do efektu Fulltone Fat Boost 2, a następnie do głowy Teisco Checkmate 25. Każdy wzmacniacz zasila paczki marki Ampeg z dwoma 12-calowymi głośnikami Celestion każda.


A co z gitarami?


Mamy trzy gitary marki Maton - pierwsza to model zrobiony specjalnie dla Josha, która jest nastrojona do GGDGEB. Mamy jeszcze jednego zapasowego Matona, który został zrobiony specjalnie dla jego żony, Brody Dalle (The Distillers, Spinnerette). Ponadto mamy też amerykańskiego Telecastera z oryginalnymi najprostszymi ustawieniami, który również jest uzupełniony modelem zapasowym. Ta gitara tak naprawdę należy do Ala. Jest jeszcze Epiphone Lucille.


Czy te wszystkie gitary to instrumenty rynkowe?


Gitary Maton skonstruowano dokładnie według wytycznych Josha, są trochę większe od standardowych gitar tej marki, bo Josh to potężny gość. Epiphone zaś to gitara rynkowa - Josh lubi gitary tej firmy, ale nie lubi kupować drogich modeli. W domu ma około 50 gitar, przy czym w większości są to instrumenty w cenie po około 200 dolarów. Gitara MotorAve BelAire jest nastrojona AAEADG, natomiast Epiphone Dot posiada zamontowany przetwornik Manson MBK-2 przy mostku. To jedna z jego ulubionych gitar i dużo partii na płytę zostało nagranych właśnie przy jej pomocy.


Jakich strun używa Josh?


Przekonałem go do strun marki Dunlop. Wcześniej, w Queens Of The Stone Age, używał kompletu zaczynającego się od .013", w którym struna G3 miała owijkę, ale teraz zmienił struny na dużo cieńsze. Gitary Telecaster wyposażone są w struny .010-.052", natomiast pozostałe gitary mają struny .011-.050" z wyjątkiem instrumentów MotorAve, które zostały uzbrojone w strunę A5 .065".


Adrian Ashton
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie