W lipcu zeszłego roku powstała supergrupa, która dla każdego miłośnika rocka jest prawdziwym spełnieniem marzeń. O tym zespole mówią i piszą już prawie wszyscy...
Nic w tym dziwnego, tworzą go bowiem: John Paul Jones (Led Zeppelin), Dave Grohl (Nirvana, Foo Fighters) i Josh Homme (Kyuss, Queens Of The Stone Age). Żadnego z tych muzyków nie trzeba specjalnie przedstawiać. Pierwszy koncert zespół zagrał 9 sierpnia 2009 roku w klubie Metro Chicago. Początkowo tworzyli go Grohl i Jones. Trudno było znaleźć kogoś, kto byłby dobrym dopełnieniem tego wspaniałego duetu. Nikt nie był pewien, czy członek grupy Kyuss i lider zespołu Queens Of The Stone Age, Josh Homme, sprawdzi się w tej konfiguracji. Homme pracował w wielu projektach pobocznych, między innymi z Eagles Of Death Metal. Ten mierzący dwa metry wzrostu muzyk jest nie tylko genialnym gitarzystą rockowym, ale ma też dość gwałtowny i bezkompromisowy charakter, co na pewno podgrzewa atmosferę w studiu. Brakowało jeszcze ostatniego kawałka układanki - został nim Alain Johannes, z którym duet Homme i Grohl współpracował już wcześniej.
Z członkami zespołu spotykamy się przed jednym z występów w ramach trasy koncertowej po Wielkiej Brytanii. Muzycy odbywają właśnie próby i spontaniczne jam sessions. "Nigdy nie grałem w ten sposób - mówi pełen entuzjazmu Grohl. - Nigdy nie grałem z kimś takim, jak John Paul Jones. Lubię słuchać muzyki disco w takim samym stopniu jak AC/DC, i to z tych samych powodów. Są to gatunki skrajnie różne, ale jednocześnie podobne ze względu na ten sam groove. Mamy z Johnem na ten temat takie samo zdanie i dlatego lubimy razem jammować. Przecież Led Zeppelin słynęli z mieszania stylów - ich muzyka to brudne, bluesowe i hardrockowe brzmienia. Dlatego grając razem, świetnie się bawimy". No a Homme? "Josh jest bardziej mroczny, jego gra jest cięższa. My z Johnem podchodzimy lżej do gry, często z pewnym przymrużeniem oka. Ale tak różne podejścia pozwalają nam się dobrze uzupełniać". Pora więc przejść do rzeczy...